Afera, bo hakerzy okradli twórców "Wiedźmina" i żądają okupu. A może to... chwyt marketingowy CD Projekt?

Co ciekawe w świecie gry "Cyberpunk" hakerzy to norma.
Co ciekawe w świecie gry "Cyberpunk" hakerzy to norma. Materiały prasowe z gier "Cyberpunk: 2077" i "Wiedźmin"
Hakerzy szantażują CD Projekt. Albo firma zapłaci okup albo wrzucą do sieci to, co jej wykradli. A chodzi o grę "Cyberpunk: 2077", nad którą pracują twórcy serii o "Wiedźminie". Twórcy gier nie zamierzają jednak ani płacić, ani tym bardziej wzywać do pomocy Geralta z Rivii. Takich przypadków jest zresztą więcej. Ofiarą hakerów padł też Disney i Netflix. Czy to nowy sposób na bezczelny marketing, czy też ktoś się uparł na branżę rozrywkową?

Gracze i media łyknęły tę informację bez refleksji. Każdy serwis natychmiast opublikował przykrą wiadomość. Jednak czytając ją nabieramy wielu podejrzeń. Zwłaszcza, że wycieki danych to nic nowego i są do tego kolejne przesłanki.

Kampania promocyjna (Cyberpunka 2077) jest już zaplanowana. Głównym jej elementem jest zaskoczenie, nie mogę więc nawet powiedzieć, kiedy się rozpocznie. Właśnie dlatego, że ma być niespodzianką. - powiedział Michał Kiciński podczas telekonferencji dotyczącej podsumowania roku fiskalnego.

A właśnie taka informacja o okupie jest na pewno niespodzianką, a E3 czyli największe na świecie targi gier wideo tuż tuż. Niektórzy internauci dementują teorię o nietypowej promocji.
Włam czy marketing: notowania spółki poszły w górę.
Jak więc było naprawdę? CD Projekt przyznaje, że sprawa jest poważna – zawiadomienie o fakcie popełnienia przestępstwa zostało już złożone w prokuraturze. – mówi specjalista ds. realizatorskich Katarzyna Szulc.
Katarzyna Szulc
CD Projekt

Mogę jedynie potwierdzić, że nie jest to akcja marketingowa.

Hakerzy są coraz bardziej śmiali i aktywni. Miesiąc temu podobna informacja dotyczyła najnowszej części "Piratów z Karaibów", która dopiero teraz weszła do kin. Kradzieże nie ominęły też serialowego świata. Netflix również padł ofiarą hakerów, również nie zapłacił okupu i na początku maja do sieci trafił 5. sezon "Orange is the Black" (oficjalną premierę ma dzisiaj). Za ten atak odpowiada grupa o nazwie The Dark Overlord, która rzekomo jest w posiadaniu nowych odcinków do innych seriali i grozi innym stacjom. Doskonale się przy tym bawiąc.
I fakt, do sieci trafiły np. nieemitowane odcinki serialu "Steve Harvey's Funderdome" ze stacji ABC. Dlatego w tym przypadku trudno mówić o jakieś akcji marketingowej. Stacje tracą przez to widzów, którzy ściągną sobie seriale za darmo z torrentów.

W przypadku CD Projekt mamy jednak do czynienia z wyciekiem danych ze wczesnych etapów produkcji. Nie wiadomo nawet, czy to, co się może pojawić w sieci znajdzie się w finalnej wersji "Cyberpunka". Więc tak naprawdę studio nic na tym nie traci. Paradoksalnie może nawet zyskać i rozbudzić emocje fanów. W zeszłym roku na półtora roku przed premierą VIII części "Gwiezdnych Wojen" mogliśmy przeczytać fragmenty scenariusza. To woda na młyn dla wszelkich spekulacji i dyskusji prowadzonych przez fanów w internecie. A apetyt rośnie w miarę jedzenia.
Tylko ile jeszcze raz będziemy słyszeć o hakerskich atakach? Czemu hakerzy, aż tak bardzo by ryzykowali? Przecież też mogą zostać złapani. To jednak wyjątek. Jak czytamy w artykule portalu naekranie.pl – to są ludzie działający z każdego miejsca na Ziemi oraz doskonale zdają sobie sprawę z technik, jakie FBI używa. I wiedzą, jak je oszukać – tłumaczy były haker Hector Monsegur, który teraz jest dyrektorem ds. oszacowania ochrony przed cyberatakami w Rhino Security Labs.
Hector Monsegur
były haker

Problemem są małe firmy produkcyjne pracujące dla Disneya czy Netflixa. To one nie mają mocnej ochrony i to właśnie tutaj hakerzy odnoszą sukcesy. Złamanie zabezpieczeń takich firm, które nie mają budżetu na ochronę, jest dziecinnie proste. Żądania okupu to nowy trend, który utrudni życie wielkim studiom filmowym i telewizjom. Będzie coraz trudniej chronić im własność intelektualną przed premierą. Czytaj więcej

Słowa byłego hakera poniekąd potwierdza Zbigniew Żmudzki, producent animacji ze studia Se-ma-for. – Trudno wykraść gotowy materiał filmowy. Podwykonawcy nie mają dostępu do gotowego dzieła. Chyba trzeba byłoby wejść w porozumienie np. z montażystą. To oni mają dostęp do całości materiału. – Se-ma-for nie miał takiej sytuacji, ale czy zapłaciłby okup? – Chyba nie. Jeśli budżet filmu animowanego wynosi 100 tysięcy złotych to wyłożenie np. 10 tysięcy byłoby dużym uszczerbkiem – tłumaczy procent "Piotrusia i Wilka".

Okup za filmy, gry i seriale to rzeczywiście coś nowego jeśli chodzi o hakerów. Zazwyczaj słyszeliśmy o wyciekach dokumentów obciążających polityków, hasłach do kont mailowych i bankowych czy walce z terrorystami. Cwani informatycy jednak zauważyli nową żyłę złota. Wcześniej grupa, która okradła Netflixa dobrała się do fundacji Little Red Door .Za odzyskanie danych chcieli 50 bitcoinów czyli ok 43 tys. dolarów. Fundacja nie zapłaciła. Próbowali sprzedawać też dane firm medycznych za niemal pół miliona dolarów. Teraz komputery bezwzględnych hakerów skierowane są w stronę branży rozrywkowej, która jest mocno kojarzona z pieniędzmi. Nie wiadomo czy podwyższyli też poprzeczkę cenową, bo CD Projekt nie zdradziło nam jak wysoki był okup.

– To nie kampanie kampanie marketingowe, bo dotyczą zbyt dużej liczby podmiotów - mówi medioznawca Wiesław Godzic z Uniwersytetu SWPS – jest jakiś rodzaj społecznego przyzwolenia. Może nie taki całkowity, ale jednak tych korporacji nie lubimy. One biorą od nas pieniądze w sposób niezasłużony, bo to by mogło przecież mniej kosztować. Gdyby np. pieniądze hakerzy przeznaczali na cele charytatywne to wtedy można by mówić o kampanii. Póki co to zwykłe złodziejstwo.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...