Pan tu nie stał! Mamy aplikacje, biletomaty i inne bajery, a na Dworcu Centralnym jak kolejki były, tak są

Zdjęcie z zeszłego piątku. Przed weekendem kolejki na Dworcu Centralnym są piekielnie długie. Ale w tygodniu jest podobnie naTemat
Na kolei w ostatnich latach sporo się zmieniło na plus. Jest nowocześniej, ładniej i szybciej. Część rzeczy jednak nadal pozostaje ta sama. Kolejki. Nadal, by kupić bilet w kasie, trzeba odczekać swoje. I to nie tylko w godzinach szczytu. Dlaczego w dobie zakupów przez internet nadal wybieramy tradycyjny sposób i marnujemy czas? Nadal boimy się "nowych" technologii i wręcz "prosimy się" o spóźnienie na pociąg.

Kolejki na Dworcu Centralnym w Warszawie takie jak na załączonych obrazkach nie powinny nikogo dziwić. Tysiące podróżnych, połączenia międzynarodowe i obiekt sam w sobie jest ogromny. Ale mamy przecież XXI wiek i mnóstwo różnych opcji. – Bilety można kupić na stronach przewoźników, w biletomatach, okazjonalnie w kasach mobilnych, a przez aplikacje na smartfony nawet na 5 minut przed odjazdem – tłumaczy Marta Ziemska z PKP Intercity. Każdy sposób ma oczywiście swoje wady (np. przez aplikację Koleo nie kupimy biletów PKP Intercity), ale liczba zalet je przewyższa. No i nie musimy się wściekać na kolejki. Problem w tym, że chyba jednak słabo to wszystko jest reklamowane.



Jeden z moich znajomych, którego często widuje w pociągu się nie patyczkuje i kupuje tylko przez internet. – Nie muszę chodzić do kasy po papierowy bilet, a miejscówki do mojego biletu okresowego od razu mogę pobrać na te pociągi, które są objęte rezerwacją. Dzięki temu przy długiej kolejce przy kasie, nie spóźniam się – mówi Daniel. I rzeczywiście osoby podróżujące koleją do pracy, nauczone doświadczeniem, zdają się na łaskę internetu.
Stojąc w kolejce można dokonać wielu obserwacji i nawiązywać nowe znajomości. Najbardziej dziwi to, że tak wielu młodych ludzi nie korzysta z nowoczesnych form, tylko właśnie z mało "trendy" kas. – Dla mnie rozkłady jazdy są niejasne. Rzadko podróżuje i wolę kupić bilet w kasie, bo zawsze można się upewnić czy rzeczywiście wybieram dobra opcję – mówiła mi jedna z pasażerek, studentka Wiktoria. Fakt, PKP rzadko ktoś darzy bezwzględnym zaufaniem, a co dopiero, jeśli dotyczy to naszych pieniędzy.

Często w kolejce przed nami stanie ktoś, kto wyciągnie karteczkę i dopytuje panią w okienku "a jak dojadę do..., kiedy, za ile, czym?" itd. Zazwyczaj są to osoby starsze, które są na bakier z technologiami. I nie byłoby w tym absolutnie nic złego, gdyby kupowali potem bilet, ale nie – oni przyszli tylko podpytać, tworząc większą kolejkę. Czemu nie idą do punktów informacyjnych? Bo jest JEDEN! Choć nie ma też co się się dziwić: mnogość przewoźników i brak wspólnego biletu mogą dezorientować.

Warto jednak pamiętać, że takie same informacje np. o trasach znajdziemy w internecie. I to nawet może być bardziej pewne, bo też spotkałem się z sytuacją gdy to pasażer miał rację(!), a nie pani w okienku. Po prostu źle sprawdziła. Kłótnia i weryfikacja trwały z kwadrans.

Kiedy widzę w kolejce obcokrajowca, omijam to miejsce szerokim łukiem. Bynajmniej nie z powodów, które PiS stara się wbijać dziś Polakom do głowy. Po prostu wiem, że się nie dogada z panią w kasie i spóźnię się na pociąg. Często jest tak, że ktoś z pasażerów znających angielski pomoże. Sam nawet uczestniczyłem w takich rozmówkach i ratowałem zdezorientowanych studentów z zagranicy. "Tylko po polsku" to nadal ogromny problem, który jest zupełnie niewybaczalny na międzynarodowej stacji. Marta Ziemska z PKP Intercity zapewnia jednak, że kasjerzy są szkoleni i to nie tylko z języka angielskiego, ale też m. in. z rosyjskiego i niemieckiego. – Dodatkowo znajomość tego języka jest wymagana i weryfikowana podczas rekrutacji nowych pracowników. Szkolenia obsługi kas w tym zakresie były prowadzone przed dużymi wydarzeniami, jak np. zeszłoroczne Światowe Dni Młodzieży – dodaje rzeczniczka PKP Intercity.
Pasażerowie w kolejkach, których "nienawidzimy" to też tacy, którzy kupują bilety na zapas, z wyprzedzeniem. Oczywiście "przezorny zawsze ubezpieczony" i lepiej tak niż na ostatnią chwilę, ale mamy pecha, gdy taka osoba trafia się w godzinach szczytu, kiedy jest najwięcej "bieżących" pasażerów. Ostatnio taki pan stał przede mną i kupował bilety nie tylko dla siebie. Raz płacił gotówką, raz kartą, wszystkie były na kilka dni do przodu, na różne pory i do różnych miast. Przyblokował kolejkę na ponad 20 minut. Spojrzenia współkolejkowiczów, gdy wreszcie odszedł, były bardzo wymowne. A mógł to zrobić np. we wtorek o 11:00.

Statystyki jednak pokazują co innego. – Nie wiemy czy kupowanie w kasach to jest jakieś stare przyzwyczajenie, ale my obserwujemy, że pasażerowie idą w kierunku zakupów on-line – mówi Marta Ziemska. – W pierwszym kwartale 2017 roku bilet przez Internet kupiło 26 proc. podróżnych więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wiele osób korzysta z przedsprzedaży, jednak nadal duża część podróżnych kupuje bilet "na ostatnią chwilę", co może skutkować pojawianiem się kolejek na dworcach kolejowych – tłumaczy rzeczniczka PKP Intercity. A sezon wakacyjnych wyjazdów i zwiększonego ruchu na dworcach dopiero się zaczyna...

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...