Język arabski w polskich szkołach. To tylko propozycja z Parlamentu Europejskiego, a już wywołała falę hejtu

Język arabski w polskich szkołach. To musiało wzbudzić kontrowersje.
Język arabski w polskich szkołach. To musiało wzbudzić kontrowersje. Fot. Pixabay
Wystarczyło jedno wycięte z wywiadu zdanie o języku arabskim w polskich szkołach, a już rozgorzała dyskusja nad tym luźno rzuconym pomysłem. Choć trzeba to raczej nazwać lawiną hejtu i nieprzemyślanych wypowiedzi. O co tak naprawdę chodzi?

W wywiadzie dla "Faktu" eurodeputowany Sojuszu Lewicy Demokratycznej i wiceszef Parlamentu Europejskiego profesor Bogusław Liberadzki mówił głównie o problemie migracyjnym, z którym boryka się cała Europa, o braku solidarności ze strony państw Europy Środkowo-Wschodniej oraz postępowaniu, jakie wszczęła przeciwko naszemu krajowi Komisja Europejska. Jednak nie to wzbudziło tak ostre reakcje. Liberadzki uważa, że aby ułatwić asymilacje migrantów w Polsce i oswoić Polaków z muzułmanami, należałoby wprowadzić jedną godzinę nauki języka arabskiego w szkołach.
Prof. Bogusław Liberadzki

Nie widzę też powodów, by nie rozważyć, aby w każdym powiecie - w dwóch czy trzech liceach na powiat - wprowadzić jedną godzinę języka arabskiego. Przecież ludzie jeżdżą do Egiptu, do Tunezji! Czy to byłoby coś złego? Nie chciałbym, by sprowadzać migrantów i skoszarować ich w Polsce, napiętnować. Bo z tego rodzi się patologia!

No i się zaczęło.

Ze świecą szukać wypowiedzi, które świadczyłyby po pierwsze, o tym, że ktoś przeczytał wywiad do końca i ze zrozumieniem, a po drugie, że ktoś przemyślał tę propozycję. Większość komentarzy na Twitterze i Facebooku wygląda tak:
Trzeba jednak zwrócić uwagę na rodzaj i ilość szkół oraz ilość proponowanych lekcji. Miałoby to dotyczyć dwóch, trzech liceów w każdym powiecie, a lekcja miałaby być jedna w tygodniu. Biorąc też pod uwagę sytuację demograficzną naszego kraju i braki, jakie zgłaszają pracodawcy, przyjazd imigrantów ekonomicznych, także z krajów muzułmańskich, będzie wręcz koniecznością (niekoniecznie związanych z obecnym kryzysem migracyjnym). Trzeba też pamiętać, że większość krajów, w których używa się języka arabskiego, posiada gospodarki rozwijające się, które potrzebują specjalistów z różnych dziedzin i przede wszystkim inwestycji zagranicznego kapitału. Zdaje się, że niemal przy każdej okazji minister Morawiecki mówi o otwarciu naszych przedsiębiorstw na świat, a szczególnie o ich ekspansji na takie właśnie rynki. A znajomość choć kilkunastu podstawowych słów w ojczystym języku kontrahenta, przełamie lody w pierwszych kontaktach biznesowych.

Jednak spójrzmy prawdzie w oczy. Taki pomysł nie ma szans powodzenia, ani ze względów logistycznych (nie ma i w najbliższym czasie nie będzie tylu potencjalnych nauczycieli tego języka), ani finansowych, nie mówiąc już przychylności polskich władz. I jeszcze jedno jest pewne: oporu społecznego potencjalni zwolennicy tego pomysłu by nie przemogli.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...