Nie ma takiego związku, który nie mógłby być lepszy. Oto, co się stanie kiedy małżeństwo odpowie na 36 pytań do miłości

Nie ma takiego związku, który nie mógłby być lepszy. Oto co się stanie kiedy małżeństwo odpowie na 36 pytań do miłości. Prawo autorskie: helenaak14 / 123RF Zdjęcie Seryjne
20 lat temu zespół naukowców ze State University of New York przygotował 36 pytań stopniowo zmniejszających dystans między dwiema osobami. Eksperyment przeprowadzono w warunkach klinicznych z udziałem nieznających się wcześniej ochotników. Polegał on na odpowiadaniu na pytania w parach przez 90 minut. Po wszystkim uczestnicy ekperymentu mieli patrzeć sobie w oczy przez 4 minuty, w milczeniu. Wyniki tego niewinnego doświadczenia okazały się wyjątkowo zaskakujące...

Od czasu, gdy pytania ujrzały światło dziennie dziennikarze przeróżnych redakcji zdążyli sprawdzić czy eksperyment na nich zadziała. W większości przypadków, jakie udało mi się odnaleźć, efektów zakochania nie było. Za to padło sporo słów o bliskim poznaniu i budowaniu więzi. Pomysł, by przeprowadzić eksperyment "36 pytań do miłości" z obcą osobą, mi jako mężatce, od początku wydawał się szalony i ryzykowny – doktorowi Arthurowi Aronowi ostatecznie, w warunkach laboratoryjnych, udało się zeswatać jedną parę, a w 2015 roku Mandy Len Catron, wykładowczyni anglistyki na uniwersytecie Vancouver, ogłosiła na łamach „New York Timesa”, że jest zakochana. Eksperyment przeprowadziła ze znajomym ze studiów.



Rzuciłam okiem na pytania i przeczytałam je wybiórczo – większość, na które trafiłam było pretensjonalnych lub banalnych. Dlatego zasięgnęłam opinii eksperta. Mieczysław Jaskulski, psychoterapeuta Laboratorium Psychoedukacji, zaskoczył mnie od pierwszych słów: – To bardzo zmyślnie ułożone zestawy! – stwierdził z entuzjazmem. Według niego 36 pytań do miłości tworzą kompletny obraz wewnętrznego świata osób biorących udział w eksperymencie. – To pytania, które niedosłownie pytają o podstawowe wartości. Wiele z nich podsumowuje nasze życiowe doświadczenia oraz nazywa po imieniu przemyślenia, których dotąd nie wypowiadaliśmy na głos. Dzięki temu udzielając odpowiedzi nie tylko odkrywamy prawdę o sobie przed drugim człowiekiem, ale również przed sobą. Proszę zwrócić uwagę, że większość z tych pytań nie dotyczy naszej relacji, lecz nas samych, a to świadczy o jednym – że najważniejsze dla dobrej kondycji związku jest dobra kondycja i samoświadomość tego, kto ten związek tworzy.

Po tych słowach w mojej głowie zapaliła się żarówka – dlaczego wcześniej nie pomyślałam o tym, by "przetestować" mojego męża! I od razu dopadły mnie obawy – a co jeśli "oblejemy test"? Według Mieczysława Jaskulskiego, tego typu reakcja nie jest niczym wyjątkowym. – Jeśli czujemy wstyd lub lęk, najpewniej obawiamy się odsłonięcia prawdziwego siebie, być może boimy się oceny, lub po prostu, że okaże się, iż nie jest między nami tak dobrze jak mogłoby się wydawać. Odpowiadając na pytania szczerze możemy poczuć się jakbyśmy schodzili na ląd, z pokładu statku, którym bardzo bujało. Ta destabilizacja świadczy o tym, że w życiu, w relacji z tą drugą osobą i samym sobą nie jesteśmy autentyczni – komentuje psychoterapeuta i dodaje: – Eksperyment można powtarzać z tą samą osobą wiele razy i niekoniecznie to musi być nasz partner czy partnerka. Odpowiedzi na nie tworzą atmosferę bliskości, jednak jest to bliskość charakterystyczna dla przyjaźni, nie poczucia zakochania. Zatem zadawać je można przyjaciółce, swojemu dziecku albo mamie i zawsze odniosą pozytywny skutek zacieśniania więzi. Co więcej, odpowiedzi z biegiem lat mogą się zmieniać, co powoduje, że eksperyment ten jest jeszcze bardziej uniwersalny i ponadczasowy.

Sprawdzian bliskości i kondycji związku to wyzwanie, ale jestem dobrej myśli. No i te motyle w brzuchu, które udało się przywołać w laboratorium dra Arona... Mimo ryzyka, czuję się zachęcona.

Pierwsze nasze doświadczenia z eksperymentem to epopeja pt. "Ile nam to zajmie, czyli na kiedy to wpisać w kalendarz". No cóż, przekładaliśmy cztery razy. Wniosek – podjęcie wyzwania "36 pytań do miłości" zmusza do spędzenia kilku godzin na zwykłym gadaniu, siedząc na kanapie, co, umówmy się, w normalnym życiu zdarza się wyjątkowo rzadko. A szkoda...

Zestaw I, czyli spór o przewagę ciała nad umysłem

Pierwsze pytania dla kogoś, kto zadaje je nieznajomemu są ewidentnie rozgrzewkowe. "Kogo zaprosiłbyś na obiad, gdybyś mógł wybierać ze wszystkich ludzi na świecie?" - kogoś bardzo głodnego, "Czy chciałabyś być znany? Jeśli tak, to z czego?" - tak, z osiągnięć w pracy, "Czy kiedykolwiek ćwiczysz co chcesz powiedzieć, zanim do kogoś dzwonisz? Czemu to robisz?" – nie ćwiczę. Byliśmy zgodni, lakoniczni i zaczęliśmy nabierać podejrzeń, że kolejne pytania zaczną przypominać tematy popularnych quizów internetowych w stylu "jakim psem jesteś". Nic bardziej mylnego.

Zestaw I

1. Gdybyś mógł/mogła zaprosić do siebie na obiad kogokolwiek na świecie, kogo byś wybrał/wybrała?
2. Czy chciałabyś/chciałbyś być sławna/znana? Z czego?
3. Czy kiedykolwiek ćwiczysz co chcesz powiedzieć, zanim do kogoś dzwonisz? Czemu to robisz?
4. Jakby wyglądał twój "idealny" dzień?
5. Kiedy ostatnio śpiewałaś/śpiewałeś dla kogoś? A dla siebie?
6. Gdybyś mogła/mógł dożyć do dziewięćdziesiątki, zachowując umysł lub ciało trzydziestolatka przez ostatnie 60 lat, co byś wybrała/wybrał?
7. Czy masz przeczucie, jak umrzesz?
8. Wymień trzy rzeczy, które przypuszczasz, że masz wspólne ze swoim partnerem/partnerką?
9. Za co czujesz się najbardziej wdzięczna/wdzięczny w swoim życiu?
10. Co byś zmienił/zmieniła w tym, jak byłeś/byłaś wychowany/wychowana?
11. Opowiedz swojemu partnerowi/partnerce jak najwięcej szczegółów o swoim życiu w cztery minuty.
12. Gdybyś mógł/mogła obudzić się jutro rano z jakąś nową cechą lub umiejętnością, czym by ona była?

Pierwsze zaskakujące emocje wywołało pytanie czwarte: "Jak by wyglądał twój idealny dzień?" Dzięki niemu uświadomiłam sobie, że przeżywam takie dni, i to nierzadko, a do określenia dnia mianem "idealnego" wystarczy, że robię to, na co mam ochotę. Od tego momentu zrobiło się bardzo ciekawie.

"Gdybyś mogła/mógł dożyć do dziewięćdziesiątki, zachowując umysł lub ciało trzydziestolatka przez ostatnie 60 lat, co byś wybrała/wybrał?" Pierwsze, co uznaliśmy za słuszny wybór, to umysł. W końcu ciało to tylko ciało, po co nam ładne gdy będziemy dobiegać 90. Jednak dość szybko zaczęliśmy mieć wątpliwości – jak 90-latka może się czuć z umysłem 30.? Co ze wspomnieniami? Dojrzałością, życiową mądrością nabywaną przez lata? No i w końcu ciało to nie tylko wygląd, to też zdrowie i samopoczucie, które mi i mojemu mężowi do tej pory wyjątkowo dopisuje. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że pewnie nie jesteśmy zbyt dojrzali skoro nie potrafimy docenić jak ważne jest to, że budząc się i zasypiając nic nas nie boli. Zwłaszcza, że w obliczu choroby wykazujemy raczej zniecierpliwienie, że nie możemy podejmować aktywności niż współczucie dla własnego organizmu. To również nie świadczy o nas najlepiej... Następne pytanie. "Czy masz przeczucie, jak umrzesz?" O rety, tak! Na pewno na przykrą chorobę. Następne pytanie! "Wymień trzy rzeczy, które przypuszczasz, że masz wspólne ze swoim partnerem/partnerką?" I znów zrobiło się miło...

Wymieniliśmy więcej niż po trzy, a przy okazji zorientowaliśmy się, że dotąd w swoich odpowiedziach jesteśmy wyjątkowo spójni. To ciepłe uczucie przypieczętowaliśmy odpowiedzią na pytanie: "Za co czujesz się najbardziej wdzięczna/wdzięczny w swoim życiu?" - za udany związek, super dziecko, ładne mieszkanie, fajną pracę i święty spokój. Status "mamy extra życie" potwierdzony razy tysiąc. I to chyba dlatego kolejne pytanie dotyczy przykrości...

Autor pytań kieruje naszą uwagę na błędy rodzicielskie popełnione przez naszych rodziców, by po chwili zmusić nas do życiowego podsumowania w cztery minuty i rzucić na koniec pierwszej części eksperymentu luźne pytanie o to, z jaką nową umiejętnością chcielibyśmy obudzić się następnego dnia rano. Każde pytanie innego kalibru, każde z innej beczki. Ta sinusoida wymagała od nas wysiłku i skupienia. Wkręciliśmy się w rozmowę na dobre.

Zestaw II, czyli odkrywanie przez wspominanie

Drugi zestaw zaczyna się od pytań, które mocno skłaniają do refleksji. Mamy kryształową kulę, która powie nam wszystko, co chcemy, pochylamy się nad niespełnionymi marzeniami, istotą przyjaźni, chwalimy się życiowymi osiągnięciami. Pytania, choć brzmią banalnie, wymagają od nas coraz większego skupienia i zaglądania do środka nas samych. Gdybym miała odpowiadać na nie w obecności obcej osoby, z pewnością nie czułabym się komfortowo. Dzielenie się niespełnionymi marzeniami czy odkrywanie tego, co ciekawi nas najbardziej są na tyle intymne, że trochę jest mi głupio nawet przed samą sobą.

Zestaw II

13. Gdyby kryształowa kula mogła pokazać ci prawdę o tobie, twoim życiu, przyszłości lub o czymkolwiek innym, czego byś chciał/chciała się dowiedzieć?
14. Czy marzysz o zrobieniu czegoś od dawna? Czemu do tej pory tego nie zrobiłeś/zrobiłaś?
15. Co jest Twoim największym życiowym osiągnięciem?
16. Co najbardziej cenisz w przyjaźni?
17. Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie?
18. Jakie jest twoje najstraszniejsze wspomnienie?
19. Gdybyś się dowiedziała/dowiedział, że za rok umrzesz, co byś zmieniła/zmienił w swoim życiu? Dlaczego?
20. Co dla ciebie oznacza przyjaźń?
21. Jaką rolę w twoim życiu odgrywają miłość i czułość?
22. Podziel się pięcioma najbardziej pozytywnymi cechami twojego partnera.
23. Czy jest dużo bliskości i ciepła w twojej rodzinie? Czy czujesz, że Twoje dzieciństwo było bardziej szczęśliwe niż dzieciństwo innych osób?
24. Jak oceniasz swoją relację z matką?

To jest również ten moment, kiedy zaczynamy sobie "podpowiadać". Gdyby nie eksperyment, zapewne nie zapytałabym mojego męża jak ocenia moje relacje z przyjaciółkami, czy uważa, że posiadanie dziecka można traktować w kategoriach sukcesu (moim zdaniem nie, z mojej perspektywy więcej wysiłku wymaga zdanie prawa jazdy. Sztuką jest za to dobra relacja z dzieckiem) i dlaczego kryształową kulę traktuje jak przedmiot bardziej najniebezpieczniejszy z niebezpiecznych (jego zdaniem tylko nasze granice poznawcze chronią nas przed wariactwem). Choć nie jesteśmy nawet w połowie pytań czuję jakiś rodzaj wyrzutu sumienia, że za mało ze sobą rozmawiamy, a tyle mamy jeszcze do odkrycia.

Kolejne pytania wprowadzają nas w sferę, którą mamy "obgadaną", czyli wspomnienia miłe i przykre, potem chwila refleksji nad tym, co zmienilibyśmy gdybyśmy za rok mieli umrzeć (znów przyjemne zaskoczenie – zmienilibyśmy tylko to, co staramy się zmienić od dawna, czyli więcej czasu razem) i powrót do bezpiecznego tematu roli miłości w naszym życiu (wiadomo, jest kluczowa). Na ostatnie dwa pytania nie musieliśmy odpowiadać. Podczas dyskusji, jakie wywoływały wcześniejsze tematy, odpowiedzi już padły.

Najbardziej z tego zestawu podobało nam się ćwiczenie, które polegało na komplementowaniu drugiej osoby. Szczęśliwie, mówienie sobie miłych rzeczy w okolicznościach zwykłej codzienności nie jest nam obce. Dlatego, kiedy stało się ono zadaniem podeszliśmy do niego ambitnie i mieliśmy poczucie, że powinniśmy powiedzieć coś bardziej wyszukanego niż uwagi, którymi wymieniamy się na co dzień ("super ci w tej koszulce", "fajny artykuł, ciekawa babka ta Simona", "wniosłeś to wszystko sam?! Ale ty masz siłę!"). Dzięki temu usłyszałam, że jego zdaniem jestem dobrą mamą, a ja w końcu podzieliłam się z nim wnioskiem, że zazdroszczę mu naturalnej tendencji do ciągłego uczenia się nowych rzeczy (naprawdę! Typ zdolnego samouka, zero chodzenia na skróty). Jestem pewna, że gdyby nie "sztuczne" okoliczności eksperymentu, nigdy z taką powagą nie wkręcilibyśmy się w serwowanie sobie wzajemnie tylu ciepłych słów.

Zestaw III, czyli kilka sekretów i motyle w brzuchu

Z naszej perspektywy zestaw trzeci dla małżeństw zdaje się być najmniej zajmujący. Po dwóch godzinach dyskusji na tematy abstrakcyjne, trudne i emocjonalne, jesteśmy już na tyle zmęczeni, że polecenie, by dokończyć zdanie "oboje siedzimy tu i czujemy, że..." wywołuje odpowiedzi w stylu "że ktoś tu przypalił tłuszcz na frytki", a zdanie "chciałabym mieć kogoś, z kim mogłabym/mógłbym dzielić..." pozostawiamy bez komentarza, uznając, że podczas tej długiej rozmowy podzieliliśmy się ze sobą wszystkim. Tym samym pomijamy kolejne dwa pytania i na dłużej zatrzymujemy się przy najbardziej zawstydzającej chwili naszego życia. Ja wspominam jak w swojej pierwszej pracy w życiu, w call center, podczas coachingu nagranie mojej rozmowy z klientem służyło za przykład jak nie powinno się rozmawiać z ludźmi, a mój mąż chwile grozy w przedszkolu, gdy musiał wystąpić w przedstawieniu w samych rajstopach, bez spodni z powodu roztargnienia mamy, gdy pakowała jego rzeczy. Salwy śmiechu wywołane wspomnieniami przerywa kolejne pytanie.

Zestaw III

25. Niech każde z was wypowie trzy stwierdzenia o "was". Na przykład "oboje siedzimy tu i czujemy, że..."
26. Dokończ to zdanie: "chciałabym mieć kogoś, z kim mogłabym/mógłbym dzielić..."
27. Gdybyś miała/miał zaprzyjaźnić się ze swoim partnerem/partnerką, co powinna/powinien jeszcze o tobie wiedzieć?
28. Powiedz partnerowi/partnerce coś, co ci się w nim/niej podoba. Bądź bardzo szczery/szczera - mów rzeczy, których się zwykle nie mówi świeżo poznanej osobie.
29. Opowiedz o zawstydzającej chwili z twojego życia.
30. Kiedy ostatnio rozpłakałaś/rozpłakałeś się przy kimś? A kiedy w samotności?
31. Powiedz partnerce/partnerowi coś, co już ci się w niej/w nim podoba.
32. Czy jest jakiś temat, o którym twoim zdaniem nigdy nie należy żartować?
33. Jeśli byś w tej chwili umarł/umarła bez możliwości wcześniejszego kontaktu ze światem, czego najbardziej żałowałbyś/żałowałabyś, że nie powiedziałeś/powiedziałaś? Czemu do tej pory nie wyraziłeś tego osobie zainteresowanej?
34. Pali się twój dom, w którym są wszystkie twoje rzeczy. Uratowałeś/uratowałaś już swoich bliskich i zwierzęta. Został czas, by wbiec ostatni raz do domu i coś uratować. Co wybierzesz i dlaczego?
35. Ze wszystkich członków Twojej rodziny czyja śmierć byłaby najtrudniejsza? Dlaczego?
36. Podziel się z partnerem/partnerką osobistym problemem i zapytaj, jak on/ona by sobie z nim poradził/poradziła. Poproś też, by partner/partnerka powiedział/powiedziała jaki uważa, że masz stosunek do tego problemu.

"Kiedy ostatni raz płakałeś przy kimś, a kiedy w samotności?" Ja: ostatni raz przy ludziach chyba na pogrzebie ukochanej babci, a mój mąż kiedy składał życzenia noworoczne swojej siostrze. W samotności płaczemy często, głównie za sprawą wzruszających filmów i piosenek. Jednak przy okazji tego pytania przypomniało nam się znacznie więcej okoliczności, które zmusiły nas w nieodległej przeszłości do łez. Także nasze kłótnie, czy chwile wielkiego przemęczenia i frustracji. W kolejnym pytaniu autor eksperymentu znów wymusza na nas komplementowanie drugiej osoby i tym razem jestem pewna, że ta sinusoida to trik, który ma zbliżać – odkrywamy słabości, wspominamy to, co niemiłe, po czym wprowadzamy się w atmosferę ciepła, tak jakbyśmy godzili się po kłótni, jakbyśmy dawali sobie wsparcie w trudnych chwilach. Nam pozwoliło to po raz kolejny załagodzić stare smutki, jednak osoby, które dopiero się poznały i odpowiadają na pytania mogą rzeczywiście przez kilka godzin stworzyć w ten sposób mikro świat, w którym przeżywali razem radości i smutki, byli dla siebie podporą. Tak jakby faktycznie mieli wspólne doświadczenia, jakby wiele razem przeżyli.

Od tego momentu już do końca jest całkiem serio i to również jest w moim odczuciu celowe działanie autora pytań. Zostajemy w atmosferze bliskości absolutnej – rozmawiamy o tym, jakie rzeczy ratowalibyśmy gdyby płonęło nasze mieszkanie, o tym, z czego nie należy żartować i czego byśmy żałowali gdyby teraz przyszło nam umierać. Omijamy temat śmierci bliskiego, która byłaby dla nas najtrudniejsza – dla osób, które są rodzicami odpowiedź jest oczywista, a jej wyobrażenie tak straszne, że aż niepojęte. Ostatnie pytanie to zadanie: podziel się swoim aktualnym problemem osobistym i poproś o radę. Powtarzamy sobie to, o czym rozmawiamy na bieżąco, gdy pojawia się problem. Pora na cztery minuty patrzenia sobie w oczy, w ciszy.

To doświadczenie absolutnie niezwykłe, nawet dla osób, które znają się od lat, jak my. Sytuacja, w której patrzymy sobie w oczy po rozmowie o wszystkim, co nam w duszy gra, w normalnych warunkach raczej się nie zdarza. Z bardzo smutnego powodu – ta prosta czynność jest nienaturalna, przynajmniej dla nas. Można patrzeć komuś w oczy, gdy mówi lub mówiąc do niego, ale nie patrzeć w ciszy, patrzeć dla patrzenia. A szkoda, bo to czynność o magicznej mocy. Po przeżyciu całego wachlarza emocji, którymi podzieliśmy się z drugą osobą, kropką nad i jest romantyczne i wymowne milczenie, które wszystkiemu, co przed chwilą się zdarzyło nadaje wielkiej wagi. Poczułam się dokładnie jak podczas ceremonii ślubu, gdy nagle zrobiło się cicho, a ja patrzyłam w jego oczy i słuchałam przysięgi małżeńskiej. Tym razem było tak samo – świat wokół nie istniał. I wróciły motyle. Odpowiedź na pytanie, czy warto zadać 36 pytań do miłości jest zbędna, prawda?

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...