Prof. Lech Morawski wywołał kolejny skandal. Nie przyszedł na problematyczną obronę swojego doktoranta

Prof. Lech Morawski nie przyszedł na obronę pracy swojego doktoranta. Nie zgadza się z uchwała toruńskich sędziów, którzy potępili go za wystąpienie w Oksfordzie. Miał na nim mówić o korupcji w Trybunale Konstytucyjnym, czy też o homoseksualistach.
Prof. Lech Morawski nie przyszedł na obronę pracy swojego doktoranta. Nie zgadza się z uchwała toruńskich sędziów, którzy potępili go za wystąpienie w Oksfordzie. Miał na nim mówić o korupcji w Trybunale Konstytucyjnym, czy też o homoseksualistach. Fot. YouTube.com/grzegorzkut
Moja nieobecność jest efektem dyskredytującej moją osobę i obraźliwej w swojej treści uchwały podjętej przez Radę Wydziału Prawa i Administracji UMK – oświadczył sędzia Trybunału Konstytucyjnego prof. Lech Morawski. Chodzi o uchwałę, w której toruńscy sędziowie potępili jego słowa wygłoszone podczas kontrowersyjnego w Oksfordzie. Nie chcieli też brać udziału w obronie promowanego przez niego doktoratu. Teraz prof. Morawski wziął odwet i sam nie stawił się na obronie.

Prof. Lech Morawski nie pojawił się na obronie swojego podopiecznego. W tej sytuacji dziekan wydziału prawa UMK Zbigniew Witkowski zdecydował o ponownym przełożeniu obrony. Natomiast Lech Morawski wydał oświadczenie, w którym stwierdził w nim, że jego obecność oznaczałaby uznanie prawomocności uchwały podjętej przez toruńskich naukowców.

Jego koledzy odcięli się o profesora po jego słynnym wystąpieniu w Oksfordzie. Miał wówczas mówić, że prezentuje stanowisko polskiego rządu. Zapewnić zebranych, że Polskę rujnuje wszechogarniająca korupcja, a on ma na nią dowody. – Jesteśmy konserwatywni, ale mamy ugruntowaną tradycję tolerancji. Dla przykładu obecny rząd jest przeciwko homoseksualistom i takim rzeczom. Ale nie ściga ich prokuratura – dodał w wątku światopoglądowym.

Wkrótce po tym wystąpieniu profesor przeprosił osoby, które poczuły się nim urażone. Podkreślił, że nigdy nie mówi, jakoby "sędziowie TK czy SN przyjmowali łapówki". Najbardziej pokrzywdzony w tej sytuacji jest jednak Tymoteusz Marzec, młody doktorant Morawskiego.

Pojawił się dziś w gmachu UMK w Toruniu i prosił komisję o "dobrą wolę" oraz przeprowadzenie obrony. Zdaniem dziekana toruńskiego WPiA przepisy nie pozwalają jednak na przeprowadzenie obrony bez promotora. – To najsmutniejszy dzień w mojej karierze akademickiej – oświadczył Zbigniew Witkowski.

źródło: "Rzeczpospolita"

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...