"Minister zdrowia będzie wiedział, co ma zrobić z projektem". Tak upadł pierwszy dobry pomysł Radziwiłła

Pomysł Konstantego Radziwiłła nie spodobał się premier Beacie Szydło. Po wizycie na dywaniku, prace nad nim zostały zawieszone. W praktyce, trafił do kosza.
Pomysł Konstantego Radziwiłła nie spodobał się premier Beacie Szydło. Po wizycie na dywaniku, prace nad nim zostały zawieszone. W praktyce, trafił do kosza. Fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta/ screen ze strony mz.gov.pl
Nadzieja trwała niecałe dwa dni. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł na fali zmian w służbie zdrowia postanowił powrócić do pomysłu częściowej odpłatności za niektóre usługi medyczne. Chciałoby się powiedzieć: wreszcie. Jednak po interwencji premier Beaty Szydło rewolucyjne zapędy ministra zgasły.

O wprowadzeniu odpłatności za część usług medycznych mówi się u nas od co najmniej 15 lat. Jeszcze minister z czasów SLD próbował wprowadzić takie rozwiązanie. Niestety, zarówno Sojusz Lewicy Demokratycznej, pierwszy rząd Prawa i Sprawiedliwości, jak również dwie kadencje Platformy Obywatelskiej, nie zdołały załatwić tej sprawy. Mogłoby się wydawać, że na przeszkodzie stoją bardzo ważne, obiektywne przeszkody, które wymagają przemyślanych zmian. Nic z tych rzeczy. Jedyną przeszkodą w wdrożeniu, czy to bezpośrednich płatności, czy dodatkowych ubezpieczeń medycznych, jest wysokość słupków sondażowych, które dla partii są jak starożytne wyrocznie. A pomysł ten jak był, tak nadal jest narzędziem politycznej walki i ogłupiania ludzi.



Minister wyszedł przed szereg
Kilka dni temu Konstanty Radziwiłł niespodziewanie powrócił do tego pomysłu i zapowiedział konsultacje społeczne oraz wdrożenie takiego rozwiązania. Trzeba przyznać, że był to bardzo odważny krok, jak na ministra zamykającego program in vitro czy łączącego szpitale w tzw. sieć. Ta – według ekspertów – nie rozwiąże ani jednego z istniejących problemów, a wręcz przeciwnie. Czyżby rząd szukał dodatkowego finansowania systemu ochrony zdrowia i postanowił wdrożyć pierwszy dobry pomysł na zmiany?

Nie, nie. W tej sprawie postanowiła interweniować sama premier Beata Szydło i po wezwaniu ministra zdrowia na dywanik wszystko się wyjaśniło. Wszelkie wątpliwości rozwiała minister w Kancelarii Premiera Rady Ministrów Elżbieta Witek:
Elżbieta Witek, minister w KPRM

Minister zdrowia będzie wiedział, co ma zrobić z projektem, że przeprowadzi jeszcze raz u siebie prace analityczne, skąd wziął się pomysł i czemu ma służyć

Dodała też, że nie posądza ministra o złą wolę, ale Konstanty Radziwiłł wyraźnie się pospieszył. A przecież takie błędy zdarzają się w tak dynamicznych zmianach, jakie zachodzą w służbie zdrowia.

Kilkudniowa rewolucja
Tak więc rewolucja trwała tylko kilka dni, a minister był tak posłuszny swojej przełożonej, że natychmiast podjął decyzję o wstrzymaniu konsultacji społecznych i wycofaniu projektu z dalszych prac w resorcie. Mimo zapewnień, nie trzeba chyba wspominać, że w tej kadencji nie zostaną one już ponowione.
Jednak odrzucając populizm i polityczny interes, zapytaliśmy eksperta zajmującego się zarządzaniem systemem opieki zdrowotnej i redaktora naczelnego "Menedżera zdrowia" Janusza Michalaka, o co tak naprawdę chodzi w tym pomyśle i czy jest on remedium na chorobę polskich szpitali.

Sposób na reformę, czy mała zmiana?
Jak mówi nasz ekspert, sam pomysł jest bardzo dobry. Bo jeśli podmioty, które zajmują się opieką zdrowotną, a mają formę spółek mogą robić to odpłatnie, to dlaczego inne miałyby tego nie robić. System ochrony zdrowia to taki sam biznes jak każdy inny, a mamy przecież wolny rynek. Ale musi być tu równość, bez uprzywilejowania żadnej ze stron. Jak mówi Michalak: – Wprowadzenie odpłatności za niektóre usługi medyczne byłoby usankcjonowaniem tego, co już od dawna jest obecne w systemie. Każdy z nas sam korzysta lub zna osoby, które korzystają z prywatnych usług medycznych. Jest to sposób na ominięcie gigantycznych kolejek w publicznych placówkach, ale jednocześnie je skraca.

Jednak – jak mówi ekspert – nie jest to rozwiązanie największych problemu, z którymi boryka się polski system ochrony zdrowia. Kilka lat temu z dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych przewidywano zwiększenie wpływów do systemu o 5 procent. – Moim zdaniem jest to nierealne – mówi Michalak. Poprawa kondycji finansowej byłaby bardzo mała, ale straty polityczne bardzo duże. Wielu już próbowało takie zmiany przeprowadzić, ale nikomu jeszcze się nie udało. I nie zanosi się na to, żeby w najbliższej przyszłości tak się stało – dodaje Michalak.

Trzeba tez przypomnieć, że jeszcze kilkanaście lat temu, całkiem otwarcie, częściową odpłatność za usługi medyczne popierał... Konstanty Radziwiłł, ówczesny prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.
Konstanty Radziwiłł

Dodatkowe ubezpieczenia to dodatkowe źródło finansowania ochrony zdrowia - wypowiedź z 2003 roku.

Taką potrzebę wyraził także w oficjalnym stanowisku Naczelnej Izby Lekarskiej z 2004 roku.

Jak widać, projekt zawierający zapisy o dodatkowych opłatach za usługi medyczne zniknął szybciej niż się pojawił. A był to jedyny sensowny pomysł na małą, ale potrzebną zmianę w systemie. Teraz została tylko rezygnacja ze składki zdrowotnej, sieć szpitali, rozmontowany ogólnopolski program in vitro i pigułka "dzień po" na receptę. A takie obrazki, jak ze szpitala w Garwolinie, nadal będą straszyć pacjentów.
A jeżeli ktoś z Was zastanawiałby się, ile mogłyby konkretne usługi kosztować, raczej się tego nie dowie. Choć przez lata mówiono o takim rozwiązaniu, nikt nie policzył ani nie zaproponował, ile takie dopłaty czy ubezpieczenia mogłyby wynosić. Wydawałoby się, że w takim przypadku to podstawa, ale jak się okazuje, nie do końca. Jedyną wskazówką mogą być stawki w leczeniu prywatnym, zapewne trochę obniżone, w ramach zasady konkurencji rynkowej. I tak dla przykładu, za drobne zabiegi chirurgiczne płacimy od 200 do 500 zł, wycięcie tarczycy ok. 3000 zł, a za zabiegi ortopedyczne od 3000 zł do nawet 20 tysięcy.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...