Skrzypaczka dała koncert za 280 zł. Po 8 latach procesów sądowych ostatecznie ustalono sprawę składek ZUS

Zagranie z nut i pod kontrolą dyrygenta nie jest dziełem - orzekł sąd. A ZUS może teraz ścigać ich o składki emerytalne. Zdjęcie jest tylko ilustracją.
Zagranie z nut i pod kontrolą dyrygenta nie jest dziełem - orzekł sąd. A ZUS może teraz ścigać ich o składki emerytalne. Zdjęcie jest tylko ilustracją. fot. Piotr Skwirowski / Agencja Gazeta
Ile można walczyć o 38 złotych dla ZUS-u? Jak trzeba, to nawet 8 lat. W sprawie umowy o dzieło skrzypaczki, która 29 czerwca 2009 roku dała koncert na Zamku Książąt Pomorskich, wypowiedziały się trzy sądy, w tym Najwyższy, gromada prawników i urzędników.

Wprawdzie koszty procesowe i wysiedziane "dupogodziny" przebiły wielokrotnie stawkę sporu. Chodziło o 38 zł składek dla ZUS płatne przez wykonawcę, a 45,53 zł przez zatrudniającego go płatnika. Ważne, że ustalono ponad wszelką wątpliwość. Skrzypek, grający koncert muzyki dawnej, nie może korzystać z nieozusowanej umowy o dzieło, o ile gra dokładnie według nut i pod kontrolą dyrygenta. A oto jak sąd dotarł do sedna artystycznej materii:



1. Zainteresowana jest artystą muzykiem, jednakże z tej okoliczności nie wynika automatycznie fakt, iż jest ona twórcą. Koncert nie był twórczą, kreatywną aranżacją utworów, które mogłyby dalej funkcjonować w obrocie np. jako aranżacja określonej kompozycji w wykonaniu.

2. Sposób wykonania utworów, przy uwzględnieniu indywidualnych zdolności zainteresowanej, mógł nieznacznie różnić się od wykonania tego samego utworu przez innego muzyka, aczkolwiek nie oznacza to, że praca wykonana przez zainteresowaną doprowadziła do powstania dzieła.

3. Określone umiejętności i cechy osobiste, pewna indywidualna specyfika, są wymagane w każdym zawodzie, w tym w zawodzie muzyka, i wcale nie świadczy to, że dana praca stanowi wykonanie dzieła.

4. Działalność ubezpieczonej nie doprowadziła do powstania koncertu. Była ona tylko jednym z wielu odtwórców muzyki biorących udział w tym wydarzeniu. Nie powierzono jej żadnej partii solowej. Przy wykonywaniu muzyki musiała w pełni podporządkować się dyrygentowi i jego poleceniom. Gra zainteresowanej nie przekładała się bezpośrednio na indywidualny charakter koncertu, czy jego wyjątkowość.

Oto pełne uzasadnienie wyroku w którym sąd przebija Stanisława Bareję i kultowy cytat z filmu Miś.

Jak to od Gis?! Od Gis, od gitary. I w miejsce słów "być może" dajemy "z pewnością". Uwaga! https://www.youtube.com/watch?v=itvOrUaeOXk

Opublikowany przez Miś na dziś na 18 grudnia 2015
Czyli gdyby skrzypaczka przerobiła trochę Vivaldiego i Mozarta to i owszem, powstałoby warte takiej umowy dzieło – "jako odrębny byt. Cechą konstytutywną dzieła jest samoistność rezultatu"– uzasadniał sąd.

Po co to wszystko? Mając taki papier w szafie ZUS może odhaczyć poważny sukces. Umowy o dzieło to teraz jedyny sposób na ominięcie składek. Tak uszczelnia system składkowy, że mysz, a raczej skrzypaczka, piosenkarz i gitarzysta się nie prześlizgnie.

Wyrok i komentarze do niego robią już furorę w internecie. Jak przekonuje część prawników, będzie teraz podstawą do naliczania składek ZUS od umów dla wykonawców koncertów.

– Niestety, trzeba przyznać, że wyrok Sądu Najwyższego jest nieco kontrowersyjny. Na szczęście istnieją inne orzeczenia o zupełnie odmiennej argumentacji, bardziej przychylnej dla artystów zawierających umowy o dzieło. Trzeba dochodzić swoich racji, wszak nadzieja umiera ostatnia – komentuje na blogu Karolina Nowalska, adwokat z Olsztyna, zajmująca się sprawami z zakresu prawa własności intelektualnej.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...