Kinbaku, shibari i technika "1000 pchnięć". 6 trendów seksualnych, które u nas są w niszy, choć na świecie robią furorę

Więzy shibari. Trendy erotyczne nieznane w Polsce robią wielką karierę na świecie. fot. pixabay
Z raportu "Seksualność Polaków 2017" wynika, że szczęśliwy związek monogamiczny byłby spełnieniem naszych oczekiwań. Aż 68 proc. z nas uważa, że pozostając w stałym związku nie należy współżyć z innymi partnerami, miażdżąca większość osób odpowiedziała przecząco na pytanie czy podczas bycia singlem miewa relacje wyłącznie o charakterze seksualnym. Co więcej, prawie połowa badanych regularnie współżyje z partnerem lub partnerką nawet jeśli nie ma na to ochoty. Z wyników badań wyraźnie wynika, że wciąż jesteśmy konserwatywni, a naszą powściągliwość widać również w adaptowaniu nowych erotycznych praktyk. Oto 6 seksualnych trendów, które na świecie rozwijają się i zdobywają popularność, a w Polsce raczkują, są nieobecne, lub pozostają wyklęte.

Swingersi nowocześni

W Europie swingersi z seksu grupowego i wymiany partnerów zrobili styl życia. Kiedyś chodziło wyłącznie o doznania erotyczne, dziś o coś znacznie więcej. - Polak na spotkaniach współczesnych swingersów wychodzi po orgazmie – mówi seksuolog i psychoterapeuta, założyciel gabinetu CBTseksuolog.pl, Andrzej Gryżewski. - A reszta zostaje, spędzając ze znajomymi od seksu pół dnia nie tylko na uprawianiu miłości, ale też rozmowach, wspólnym jedzeniu czy załatwianiu interesów. To bardziej kultywowanie relacji społecznych, w trochę odświeżonej formie, niż zaspokajanie swoich żądzy seksualnych.



Według seksuologa, w naszej kulturze dość mocno zakorzenione są przekonania, że seks powinien odbywać się w bliskości z kochaną osobą i przede wszystkim na osobności. Nie w przestrzeni pełnej obcych ludzi na rozłożystych sofach, przy stertach prezerwatyw i litrach lubrykantów. Polakom warunki, jakie stwarzają swingersi kojarzą się z przedsionkiem piekła. Są to tak zwane seks-wille, w których zamiast mebli są łóżka, sofy, poduszki i materace przeznaczone do uprawiania seksu grupowego. Z kolei w Grecji czy Chorwacji swingersi używają do tego celu dużych jachtów. Są to seks-imprezy, liczące od kilkunastu do kilkudziesięciu osób. - Z perspektywy seksuologii nasze podejście stwarza większe poczucie bezpieczeństwa niż zachodnie sekscesy, bo rzeczywiście seks jest narzędziem do wyrażania uczuć, budowania bliskości i jest czynnością bardzo intymną – mówi Andrzej Gryżewski. - Jednak nasze polskie myślenie o seksie nadal za mocno skręca w kierunku powściągliwości. Dla wielu kobiet seks łączy się ze wstydem i przekonaniem, że "nie wypada, nie można, że głupio". A to już hamulec zupełnie niepotrzebny – dodaje ekspert.

We wspomnianych "seks-willach", których na zachodzie są setki, a w Polsce jest kilka, obowiązuje seria zasad oraz... grafik. - W środy są spotkania gangbangów np. trzydziestu mężczyzn na trzy kobiety, w piątki seks grupowy małżeństw, a w soboty spotkania anonimowe, czyli sceny z filmu "Oczy szeroko zamknięte" Kubricka – opowiada Andrzej Gryżewski. Wspomniane zasady dotyczą uczestnictwa. Jedna trzecia swingersów jest wprowadzana do środowiska przez zaufanych znajomych. Reszta ma szansę przebić się przez aktywność na forach internetowych. W Polsce to forum zbiornik.com oraz erodate.pl. Aby wskrzesić w sobie miłość ludyczną (to ten sam rodzaj uczucia jedności i fascynacji ludźmi jako zbiorowością, które uruchamia się podczas wspólnych zabaw tanecznych) i zbliżyć się do swingerskich środowisk Polacy czasem wybierają się na plażę nudystów, która znajduje się na nadmorskim pasie granicznym Świnoujścia z Ahlbeckiem. - Mimo to moi klienci, którzy uczestniczą w tego typu wydarzeniach, traktują je użytkowo, nie identyfikują się w całości z tak otwartym podejściem do seksu – komentuje Andrzej Gryżewski.

Dla kogo jest nowoczesny ruch swingerski? Zdecydowanie dla osób, które niekoniecznie utożsamiają seks z obcowaniem duchowym z drugim człowiekiem. - Są osoby, mający potrzebę ekshibicjonizmu, która jest na tyle silna, by domagać się zaspokojenia, ale nie tak silna, by nazwać ją zaburzeniem. To fetysz, który w bardzo nielicznych przypadkach wymyka się spod kontroli. U wielu osób również mija – można przez kilka miesięcy fascynować się seksem grupowym, a potem wycofać wyłącznie do intymnych spotkań we dwoje - mówi Andrzej Gryżewski. Poza tym w seksuologii są bardzo jasno postawione granice "normalności": jeśli dwie lub więcej osób dorosłych dąży do rozkoszy, nie uszkadzają przy tym ciała, na wszystko, co robią mają zgodę innych i swoją wewnętrzną to nie ma żadnych przeszkód, by podejmować jakąkolwiek aktywność seksualną.

Gabinety profesjonalnego BDSM

W uproszczeniu – to wyspecjalizowane agencje towarzyskie, w których świadczy się jeden rodzaj usług. - BDSM to nie jest zwykłe podniecanie się pod wpływem przemocy – mówi Andrzej Gryżewski. - Upokarzanie, ból fizyczny, wymierzane ciosy są tu narzędziami komunikacji. Trzeba "wsłuchać się" w ciało i potrzeby partnera, by nie zrobić mu krzywdy. Postępować tak, że podniecenie będzie narastało po obu stronach, że nie zostaną naruszone niczyje granice. Choć z boku wygląda brutalnie to subtelna gra, w której panuje jasna zasada – nie rób tego, czego nie jesteś pewien, że twój partner chce doświadczyć. I jeszcze szereg innych zasad, które sprawiają, że BDSM można porównać do gry w szachy. Tymczasem podniecanie się znęcaniem nad innymi to warcaby – komentuje seksuolog.

Jak się okazuje, dla wielu Polaków "gra w szachy" jest zbyt trudna. Niestety, ponad 90 proc. gabinetów BDSM w Polsce to lokale prowadzone przez osoby mające potrzeby sadystyczne, a nie czerpiące przyjemność z gry w dominę. Ponadto, polskie agencje tego typu są bardzo kiepsko wyposażone, tymczasem w tych na zachodzie po pierwsze trudno naciąć się na prowadzącego, który "nie czuje tematu", po drugie można wiele nowego się nauczyć i doświadczyć. - Moi klienci opowiadają mi, że gabinety BDSM np. w Niemczech są rajem dla osób, które lubią ten rodzaj seksu. Można przebierać w gadżetach, pejczach, rodzajach różnych podwiązań czy zabawek erotycznych. Zatem wizyta w gabinecie profesjonalnego BDSM powinna kończyć się poczuciem spełnienia i przeżyciem erotycznej przygody, nie porażki czy bolesnego upokorzenia – mówi Andrzej Gryżewski.

Skąd nasze polskie zacofanie? Przyczyną mogą być kłopoty z akceptacją tego, co nas podnieca. Pod wpływem restrykcyjnych norm kulturowych mamy prawo czuć, że skłonności BDSM są "nie na miejscu", a mając je stajemy w obliczu wewnętrznego konfliktu, który staramy się stłumić. A w takich warunkach trudno rozwinąć w sobie zdrową seksualność. Natomiast jeśli komuś się to uda, ma szansę w gabinecie profesjonalnego BDSM spotkać miłość. - Mam klienta, który chadzał do tego typu agencji i tak dobrze wychodziła mu gra w dominę i upokarzanego z jedną z pracujących tam kobiet, że się w sobie zakochali! Od kilku lat są po cywilnym ślubie. To kolejny dowód na to, że BDSM to rodzaj preferencji seksualnych, a nie potrzeba sadystyczna – dodaje Andrzej Gryżewski.

Pogotowie seksualne

W Polsce by udzielać pomocy w dziedzinie seksualności trzeba skończyć seksuologię, co wiąże się ze studiowaniem medycyny albo psychologii. W przypadku pierwszej drogi trzeba skończyć 6 lat medycyny, a potem zrobić trzyletnią specjalizację z seksuologii. W przypadku drugiej studiuje się 5 psychologię, następnie 4 lata psychoterapię, a na końcu 3 lata seksuologię. Tymczasem na polskim rynku, jest wiele osób, które świadczą pomoc seksuologiczną, a ukończyły weekendowe szkolenie. Jednak Polacy wolą wykwalifikowanych ekspertów z bardzo ważnego powodu: podchodzimy nieufanie, bo problemy rozwiązujemy niechętnie i to dopiero, gdy sytuacja staje się nie do wytrzymania. - Kiedy Polak ma problem, ze zwróceniem się po pomoc czeka do ostatniej chwili, kiedy niewiele można zrobić, klienci zjawiają się w gabinecie, właściwie w agonalnej fazie związku – mówi Andrzej Gryżewski. - Zwłaszcza jeśli chodzi o tak delikatne sprawy, jakimi są kłopoty emocjonalne czy seksualne. Dlatego w gabinetach psychologów, psychiatrów i seksuologów w Polsce rozwiązujemy zazwyczaj bardzo trudne przypadki, a klientów jest mniej niż za zachodnią granicą. I również jest to powód, dla którego w Polsce nie ma szans rozwinąć się ruch doraźnej pomocy seksuologicznej – wyjaśnia.

Takiej pomocy za granicą udzielają tak zwani sex coachowie i doradcy erotyczni, którzy zrobili krótki kurs i mianowali się ekspertami od seksu. Nie ma w tym nic złego, o ile po pomoc zwracamy się nie z chorobą, zaburzeniem czy poważnym problemem, lecz chcemy poszerzać swój erotyczny świat, doskonalić się w kierunku poszukiwania i dawania rozkoszy. Z drugiej strony niewykwalifikowany w seksuologii coach może nie dostrzec problemu, który wymaga interwencji specjalisty i próbować pomóc tak jak jemu wydaje się słuszne. W takich okolicznościach łatwo pogorszyć swój stan. - Jeśli z tego typu usług korzysta się z rozwagą i świadomością, to cudowna inicjatywa. W Polsce świadome odkrywanie swojej seksualności na przeróżnych warsztatach czy zajęciach dopiero raczkuje i tak jak wspomniałem, wymagamy kwalifikacji. Często pytam moich pacjentów dlaczego zjawiają się właśnie u mnie. Okazuje się, że dyplomy wiszące na ścianach są dla nich gwarancją nie tylko skuteczności, ale i tego, że mogą mi zaufać. I to jest niezwykle ważne, by w sytuacji, gdy chcemy ratować nasze życie seksualne, byśmy wybrali profesjonalnego seksuologa, czy też psychoterapeutę – dodaje Andrzej Gryżewski.

Zatem, by "pogotowie seksualne" mogło u nas funkcjonować musiałby zmienić się dwie rzeczy – nasze uprzedzenie do dzielenia się z innymi przemyśleniami tak delikatnej natury i chęcią profesjonalnego rozwoju seksualnego oraz nieufność w stosunku do osób, którym to powierzamy. Z perspektywy seksuologii i psychologii, to bariery mentalne w tej chwili nie do przeskoczenia.

Shibari

W marcu tego roku w polskim internecie głośno zrobiło się również o japońskiej sztuce erotycznego wiązania, shibari. Wszystko za sprawą warsztatów, które Slaanesh i GanRaptor zorganizowali w tym roku w Instytucie Pozytywnej Seksualności.

Jak się okazuje, aby shibari było podniecające trzeba lubić lub chcieć polubić grę w dominację i ulegość. Shibari polega bowiem na wiązaniu specjalnymi linami i technikami jednej osoby. W trakcie rytuału pogłębia się więź między osobami, które praktykują tę sztukę, między innymi dlatego, że wymaga ona obdarzenia osoby, która prowadzi linę wielkim zaufaniem. Jednak chodzi nie tylko o wywoływanie emocji, ale również doznania zmysłowe i... estetyczne. Shibari to sztuka tworzenia pięknych wiązań na ciele partnera, które go obezwładniają. Jak piszą organizatorzy kursów w Polsce: "piękno artystycznych wiązań cieszy oko oraz duszę".

Poznałem kilka osób, którzy tego próbowali i z moich obserwacji wynika, że dla nas Polaków to taki erotyczny skok na bungee. Fajnie było, ale nie jest to technika, z której warto robić odnogę życia seksualnego – mówi Andrzej Gryżewski. Z jednego z wywiadów, którego udzielił GanRaptor, prekursora shibari w Polsce, wynika, że jest to sztuka wymagająca poświecenia sporego nakładu czasu, energii oraz zaangażowania emocjonalnego. Według GanRaptora idealnym stanem jest kinbaku, czyli połączenie shibari (sztuki wiązania) z emocjami: "to przejęcie kontroli nad partnerem oddającym nam swoją uległość, a z drugiej strony to ofiarowanie tej uległości. To coraz dalej postępująca kontrola ciała i emocji; od pierwszego oplotu nadgarstków po kolejne sploty, kolejne stopnie zdominowania ruchu, pozycji, odczuć, a nawet bólu i wstydu. To intymne zespolenie ciał i dusz, gdzie energia przekazywana jest za pośrednictwem liny, dotyku, nacisku ciała, obnażenia, pozbawienia swobody, narzucenia biegu wydarzeń i działań."

Nowa jakość cyberseksu i męska prostytucja

Choć cyberseks jest tak stary jak internet i pierwsze kamerki internetowe, to wciąż zmienia się jego oblicze, i jak się okazuje, również w tej dziedzinie Polacy nie nadążają za tym, co na Zachodzie jest już standardem. - Moi klienci, którzy byli w Stanach opowiadają mi, że tam wśród singli normą społeczną jest masturbacja przed kamerą w "obecności" drugiej osoby, która również się onanizuje – mówi Andrzej Gryżewski. - Choć u nas wszyscy zaznajomieni są z możliwościami, jakie daje internet i technologie, to jednak korzysta z nich o wiele mniej osób niż na zachodzie. Tego typu praktyki nadal nie są uznawane przez nas za normalne.

Przełomem w historii polskiego internetu było pojawienie się kilka lat temu portalu Showuptv, który idealnie trafił w niszę – cieszył się popularnością od pierwszego dnia istnienia. W grudniu 2012 roku portal rejestrował aż 6 milionów unikalnych użytkowników miesięcznie i blisko 15 mln odwiedzin oraz ponad 160 mln odsłon strony. Tymi danymi podzielił się właściciel portalu w wywiadzie dla natemat. Od tamtej pory o statystykach portalu wiadomo niewiele, jednak internet na jego temat ucichł.

Tym bardziej daleko nam do używania gier typu Second Life, czyli wirtualnego świata, w którym nie tylko możemy posiedzieć ze znajomymi w wirtualnym jacuzzi, ale też poznać kogoś, zakochać się lub regularnie z kimś sypiać. - W Japonii stałą praktyką wśród samotnych zapracowanych młodych mężczyzn jest wybieranie sobie jako partnerki życiowej postaci istniejącej wyłącznie na ekranie. Co ciekawe, w tych relacjach nie chodzi wyłącznie o seks. Niestety skutecznie angażowane są również emocje, co może mocno zaburzyć odróżnianie fikcji od rzeczywistości – komentuje Andrzej Gryżewski.

Z kolei kobiety nie-Polki lubią czasem zaszaleć w agencji towarzyskiej. - Wśród moich klientek może 2 procent kiedykolwiek korzystało z usług tak zwanych eskortów, czyli prostytuujących się mężczyzn. Na zachodzie jest też kilkanaście razy większa dostępność takich panów – mówi seksuolog. Kobiety chętnie płacą Hindusom, ponieważ używają oni techniki "tysiąca pchnięć". W praktyce oznacza to penetrację nawet przez ponad godzinę bez przerwy. Według Andrzeja Gryżewskiego w Polsce myśl o tym, że kobieta mogłaby płacić mężczyźnie za seks jest niewyobrażalna i niezwykle daleka od naszej mentalności. - To wciąż pokłosie nierówności, niedomknięty proces emancypacji. Dlatego Polki, które mają ochotę na tego typu przygodę muszą wybrać się w egzotyczną podróż – komentuje. Podobnie sprawa ma się z podejściem do byłych prostytutek, kobiet, które wyszły z zawodu. Kiedy w Polsce takie osoby wciąż są wyklęte, za granicą podchodzi się do nich z dużo większą tolerancją. A to wskazuje, że w naszej mentalności przez ostatnich kilka stuleci zmieniło się mniej niż moglibyśmy oczekiwać – to w przedwojennej Polsce lekarze przepisywali mężczyznom na migrenę wizyty w agencji towarzyskiej, seks był czynnością niegodną narzeczonych i żon, a prostytutki uważane były za podgatunek.

Nowe ero-zabawki

Z doświadczenia naszego eksperta wynika, że choć sporo mówi się o zabawkach erotycznych to w praktyce tylko mały procent z nas z nich korzysta. -. Przychodzi do mojego gabinetu wiele par, którym od kilku, nieraz kilkunastu lat wygasło życie seksualne. Deklarują, że to z powodu nudy w łóżku, przewidywalności, rutyny. Oprócz wieku różnych technik psychoterapeutycznych, zachęcam klientów do technik behawioralnych, by odwiedzili sex-shop i wybrali sobie dogodne dla nich gadżety. Nic z tego. Mijają miesiące i nie zaglądają ani razu do sex-shopu, ani nawet do sklepów online, gdzie można siedząc spokojnie w domu, zapoznać się z nową ofertą. O dziwo, współcześnie coraz mniej jest sex-shopów, wyglądających jak sklepik z pamiątkami, a coraz częściej mają one dużo większą powierzchnię, ładnie w nich pachnie, są mili, pomocni, nienarzucający się sprzedawcy, a same seks-zabawki bardziej przypominają małe dzieła sztuki, a nie toporne fallusy, czy badziewne dmuchane lalki „made in cheap china”- mówi Gryżewski.

Większość ludzi, myśląc o seks-zabawkach ma przed oczami wyłącznie wibratory. Natomiast na Zachodzie, ludzie chodzą do sex-shopów na naprawdę duże zakupy. Jednym z nich są bardzo przez nas seksuologów polecane, kulki waginalne, czyli kulki gejszy. - Wzmacniają one mięśnie Kegla, mięśnie dna miednicy, przez co ułatwiają kobietom doświadczać orgazm. Ponadto podczas seksu pomagają kobiecie obkurczać się na członku partnera, co skutkuje namnażaniu przyjemności u mężczyzny. Warte polecenia są również nakładki na członka, które zwiększają powierzchnię stymulującą penisa, przez co ułatwiają doświadczanie orgazmu i zwiększają satysfakcję z seksu - rekomenduje seksuolog.

Kolejnym gadżetem niedocenianym w Polsce, a bardzo popularnym na Zachodzie są różnego rodzaju korki analne i strap-on, głównie do stymulacji mężczyzny przez kobietę. W Polsce dalej pokutuje mit, że zabaw z odbytem doświadczają jedynie geje. - Nic bardziej błędnego. Otóż większość mężczyzn ma punkt G w odbycie, niezależnie czy są heteroseksualni, biseksualni, czy też homoseksualni. Strefy erogenne nie są spersonalizowane pod konkretną orientację - tłumaczy Andrzej Gryżewski. - W CBTseksuolog, często słyszę, że tych rejonów nie będziemy dotykać, bo jeszcze partner/mąż zmieni swoją orientację. Na zachodzie Europy i w Ameryce Północnej, ten lęk jest minimalny, przez co wiele par cieszy się szeroko rozwiniętą seksualnością, obejmującą rimming (stymulacja oralna odbytu), czy też penetrację odbytu palcem nawilżonym lubrykantem, korkiem analnym lub strap-on. Po przełamaniu lęku, wielu klientów widzi, że nic złego się nie dzieje, a repertuar zabaw seksualnych znacząco się powiększył.
Andrzej Gryżewski – psycholog, seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny. Założyciel gabinetu CBTseksuolog.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...