To nie jest smartfon - to aparat fotograficzny z funkcją dzwonienia. Testujemy Huawei P10

Fot. na:Temat
Historia po raz kolejny zatacza koło – tym razem dość spore. Po dziesiątkach tysięcy lat, do łask wróciła komunikacja za pomocą “obrazków”. Nic dziwnego – zdjęcie mówi z reguły więcej niż dowolna ilość znaków. Skoro więc jego “produkcja” zajmuje dzisiaj ułamek czasu potrzebnego na sklecenie wiadomości, a w kieszeni niemal każdy z nas ma aparat co najmniej klasy kilkuletniej lustrzanki – nic dziwnego więc, że pstrykamy na potęgę.

Dziwić nie powinno również, że rozmiar matrycy, typ obiektywu czy opcje retuszu z parametrów, na które uwagę do niedawna zwracały tylko blogerki modowe, powoli stają się funkcjami, od których uzależniamy wybór smartfona. O tym, że nie jest to żadna przesada, bardzo dobrze widać na przykładzie najnowszego flagowca Huawei – P10. Powiedzieć, że to smartfon z dobrym aparatem, to nie powiedzieć nic. P10 to właściwie aparat, z którego całkiem wygodnie się dzwoni.



Huawei fotografię zaczął brać naprawdę na poważnie parę lat temu, kiedy na półki trafił pierwszy model przygotowany w kolaboracji z legendarnym producentem obiektywów i aparatów – firmą Leica. P10, podobnie jak jego poprzednik – P9 – posiada dwa obiektywy: jeden do zdjęć monochromatycznych, drugi – barwnych. Standardowe zdjęcia w kolorze powstają z połączenia tych dwóch obrazów, zdjęcia czarno-białe to natomiast “produkcja” jednego z obiektywów.
Podwójne “oko” to tylko z pozoru przerost formy nad dedykowaną przeciętnemu “pstrykaczowi” treścią. Kolorowe zdjęcia produkowane przez P10 wyróżniają się głębokimi nasyconymi kolorami, z kolei te w czerni i bieli – sporą szczegółowością i łagodnymi przejściami tonalnymi.

Selfie dla (pół)profesjonalistów
Subtelności czarno białych kontrastów doceni jednak, nie oszukujmy się, niewielu - przynajmniej w porównaniu z tysiącami, którzy na dźwięk słów “Idealne Selfie” - sztandarową funkcją P10, odruchowo zbiorą usta w dziubek (oraz dziesiątkami tysięcy kolejnych, którzy z takich praktyk lekko się podśmiewają, tylko po to, żeby w domowym zaciszu godzinami analizować najlepszy kąt ustawienia profilu z perspektywy wyciągniętego przed siebie ramienia).

W gruncie rzeczy, tryb “Idealne selfie” jest bardziej dla tych ostatnich. Opcja ta pozwala dobrać idealne proporcje twarzy na podstawie analizy trzech ujęć, a potem wykorzystywać zapamiętany “wzór” zawsze, kiedy będziemy “zmuszeni” sami się sfotografować. I choć z pewnymi parametrami łatwo przesadzić (na przykład powiększając sobie oczy do rozmiarów bohatera japońskiej kreskówki), to delikatny retusz daje naprawdę fajne efekty.
Nowy model Huawei to jednak znacznie więcej niż maszynka do selfie z zestawem filtrów. Podobnie jak w prawdziwej lustrzance, w P10 możemy korzystać z trybu manualnego i samodzielnie ustawiać na przykład rozmiar przesłony czy czas naświetlania, a same zdjęcia zapisywać w formacie RAW co półprofesjonaliści na pewno przyjmą z nieskrywaną ulgą. Nie oznacza to jednak, że amatorzy na wykonanie perfekcyjnych ujęć nie mają co liczyć. Tryb automatyczny został w P10 maksymalnie dopracowany, co najlepiej widać na przykładzie portretów.

Dodatkowo, P10 ma kilka unikalnych funkcji, które wywołają uśmiech na twarzy, a przynajmniej powinny. Pierwsza, to wyzwalanie migawki za pomocą uśmiechu właśnie – system samoczynnie zrobi zdjęcie, kiedy zobaczy, że nasz “obiekt” uśmiechnął się wystarczająco szeroko, albo kiedy usłyszy “cheese”.

Kamera goni aparat - w zmiennym tempie
Tak jak selfie przestało być domeną blogerów, tak nagrywanie filmików smartfonem już od dawna nie jest tylko specjalnością “jutuberów”. Wystarczy przejść się na pierwszy lepszy koncert, żeby przekonać się w ilu z nas siedzi dusza dokumentalisty. P10 pozwala ten talent spokojnie rozwijać, a nawet – iść w kierunku fabuły.

Odpalając funkcję “Slow Motion” możecie przez chwilę poczuć się jak rodzeństwo Wachowskich na planie pierwszego “Matrixa”. Wystarczy wybrać dynamiczną scenę – niekoniecznie strzelaninę z agentem Smithem – wystarczy przestraszyć kilka gołębi. Naciśnięty w odpowiednim momencie przycisk zwalniający tempo sprawi, że każdy wzbijający się do lotu pospolity miejski szarak na chwilę nabierze niezwykłej gracji.
Jeśli bardziej leżą wam krótkie formy, wypróbujcie tryb poklatkowy. To właściwie przeciwieństwo “Slow Motion”, bo pozwala pokazać zmiany zachodzące na przestrzeni dłuższego okresu w sporym przyspieszeniu.

Podsumowując, Huawei P10 to idealne urządzenie do komunikacji: zarówno tej werbalnej, jak i obrazkowej.

Artykuł powstał we współpracy z Huawei.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...