Oddam halloween i walentynki za midsommar. To tradycja, którą trzeba przejąć od Szwedów

Midsommar – impreza z okazji letniego przesilenia, którą natychmiast trzeba przejąć od Szwedów
Midsommar – impreza z okazji letniego przesilenia, którą natychmiast trzeba przejąć od Szwedów Fot. Roberto Chamorro
Przejście całej ekspozycji znanej meblarskiej sieciówki wywołuje u mnie objawy zespołu stresu pourazowego. O ekologii przypominam sobie, kiedy przychodzi opłata za trzy kosze na śmieci, zamiast jednego. Poza tym nie znoszę zimna, na biało nie ubrałabym się nawet do ślubu, a ostatni wianek widziałam… dawno temu. Generalnie, mimo całej sympatii dla skandynawskich kryminałów, zawsze myślałam, że słabo nadaję się na Szwedkę, a jeszcze słabiej na hipiskę, pląsającą entuzjastycznie na świeżym powietrzu w rytm festiwalowej muzyki. A potem dowiedziałam się, co to jest Midsommar.

Nazwa może brzmieć znajomo i jeśli szwedzkie „sommar” odniesiecie do angielskiego „summer”, a “mid” przyłożycie do „middle”, będziecie w domu. Midsommar to jedna z ostatnich nocy pomiędzy wiosną a latem, którą Szwedzi świętują z zapałem należnym tej pogańskiej, bądź co bądź, tradycji. W skali przebierającego z niecierpliwości nogami dziecka, oczekiwanie na Midsommar plasuje się zaraz obok Bożego Narodzenia, które przecież równie dobrze mogłoby nazywać się „Midvinter”, bo termin Gwiazdki tylko o kilka dni mija się z najkrótszym dniem w roku.
Pewnie kusi was, aby Midsommar przyrównać do naszych „wianków” czy nocy Kupały. W teorii ma to jak najbardziej sens, w praktyce – żadne koncerty nad Wisłą czy inna rodzima impreza plenerowa nie umywa się do pierwszego lepszego party w typowym szwedzkim ogrodzie. Midsommar to muzyka, jedzenie, picie, gry i zabawy do białego rana.
W sumie trudno się Skandynawom dziwić, że po tak długiej zimie są żądni zabawy na świeżym powietrzu. Warto też wiedzieć, że nawet jeśli na najdłuższy dzień w roku prognozy zapowiadają oberwanie chmury, oni i tak pójdą na łąkę czy do ogrodu i zostaną tam aż do kolejnego wschodu słońca. O tym, że szwedzkiego ducha dobrej zabawy nic nie jest w stanie złamać przekonałam się podczas festiwalu Absolut Midsommar Weekender.
Kiedy do zabawy prosi baronowa – odmówić absolutnie nie wypada
Trwający od 23 do 25 czerwca Absolut Midsommar Weekender to „festiwal butikowy”, co oznacza, że koncertom towarzyszył szereg typowych dla obchodów przesilenia letniego aktywności - z uroczystym, wspólnym obiadem na świeżym powietrzu, warsztatami jogi, plecenia wianków i miksowania koktajli oraz usługami tarocistki na czele.
Dodatkową atrakcją był również fakt, że kwaterunek zapewniała prawdziwa szwedzka baronowa – Alexandra Hamilton, właścicielka posiadłości Ovesholm Slott niedaleko Åhus w szwedzkiej Skanii, gdzie stanęły festiwalowe zabudowania. Okoliczności były również iście bajkowe: z zasięgu wzroku tylko pola i lasy, a pośrodku wielkie pole białych, przypominających cyrkowe, namiotów.
Wnętrza nie miały w sobie jednak nic z cyrkowej przaśności. Po zajrzeniu do środka pierwsze słowo, które przyszło mi do głowy, brzmiało: „luksus”. Tam, gdzie zgodnie z obozową logiką powinny leżeć karimaty i śpiwory, stały prawdziwe łóżka przykryte prawdziwą pościelą. Bosą stopą, zamiast na szeleszczącym nieprzyjemnie brezencie, stawało się na ekologicznym, futerkowym dywaniku. Na tym łaskawie zakończę peany nad festiwalową infrastrukturą, zdając sobie sprawę, że sezon festiwalowy w pełni, a wy możecie być teraz na “zwykłym” polu namiotowym. Wspominałam, że nie było problemu z dostępem do ciepłej wody? Dobra, to już naprawdę koniec, tym bardziej że innych atrakcji nie brakowało.
Sen nocy letniej po szwedzku
Założę się, że znalazłyby się osoby, które w luks-namiocie mogłyby przesiedzieć spokojnie cały weekend. Na ich szczęście, nie było takiej szansy. Atmosfera beztroskiej zabawy na Absolut Midsommar Weekender, koniec końców, udzielała się każdemu. Bo przecież nawet najbardziej nieśmiały imprezowicz nie odmówi, kiedy do tańca zapraszają ubrani na biało mężczyźni z naręczami kwiatów w dłoniach i kobiety z ogromnymi wiankami na głowach.
Jeśli jesteśmy już przy kwiatach i bieli - były one obowiązkowym elementem dress-code’u. Wszyscy festiwalowi goście chodzili na biało – cali na biało. I mimo że skompletowanie odpowiedniego looku było wyzwaniem, któremu moja szafa (i szafa bardziej liberalnej kolorystycznie koleżanki) ledwo sprostała, nie żałuję. Na Absolut Midsommar Weekender każdy, niezależnie od gabarytów czy płci, mógł być przez chwilę zwiewną rusałką czy zwiewnym rusałkiem, z dopieszczonym na brokatowo okiem i kwiatami we włosach. Jeśli miałabym kiedyś zilustrować legendarną skandynawską inkluzywność i tolerancję, wyciągnę zdjęcia z Absolut Midsommar Weekender.
Jednym z najważniejszych momentów imprezy był uroczysty lunch. Obchody Midsommar nierozerwalnie wiążą się z jedzeniem. Tradycyjnie rodziny i przyjaciele spotykają się przy suto zastawionych stołach. Rozmowy i wspólnie przeżyte w tym dniu chwile pamięta się przez cały rok. Typowy szwedzki stół na tę okazję zastawiany jest słojami słodkawych śledzi i półmiskami ze słynnym gravlaxem – peklowanym łososiem. Drugie w kolejce do konsumpcji są młode ziemniaki – koniecznie uprawiane lokalnie, a nie takie, które swoje sadzonkowe lata przeżyły w Maroko. Te, których próbowaliśmy, hodowali farmerzy z Bjärehalvön. Rzodkiewki przyjechały z Ullgrens, śledzie odłowiono u wybrzeży Gotlandii, kawior, którym przysypano faszerowane jajka, pochodził z Kalix, ser do tradycyjnej tarty wyprodukowali serowarzy w Västerbotten, a głównym składnikiem wódki destylowanej w pobliskim Åhus, była rosnąca kilka metrów od stołu pszenica.
Wymieniam te nazwy po części dlatego, że tekst o Szwecji bez kilku umlautów wygląda jakoś nago. Głównie jednak po to, aby podkreślić, jak mocno trzyma się tu lokalny gastro-patriotyzm. I nie jest to duma tylko na pokaz. Kiedy tylko siedzący po drugiej stronie stołu Szwed usłyszy, na przykład, jak z trudem literujesz: „Boxholms Kryddost”, nie tylko da ci szybką lekcję szwedzkiej fonetyki, ale również zacznie poetycko opisywać proces produkcji tego kminkowego twardego sera. Zaczęłam się wtedy poważnie zastanawiać, co ja właściwie wiem o oscypku i czy byłabym w stanie tak sugestywnie komukolwiek go zareklamować.
Nie pamiętam niestety, skąd pochodziły truskawki z bitą śmietaną, które tradycyjnie zamykają Midsommar lunch. Bardziej interesowało mnie, jak to możliwe, że po kilkudaniowym obiedzie nikt nie odmawia deseru. Magia.
Na spalenie rybnych i mięsnych kalorii okazji było mnóstwo, bo organizatorzy Absolut Midsommar Weekender zapewnili bardzo zróżnicowany line-up. Zanim jednak rozpoczęły się koncerty, zadość musiało stać się tradycji, która wymaga, aby wszyscy uczestnicy zabawy odtańczyli „Små Grodorna” – taniec, którego nazwa w wolnym tłumaczeniu brzmi: „Małe żabki”. W realiach Absolut Midsommar w role “żabek” wcielili się baletmistrzowie pod wodzą Jerome Marcharda – solisty Royal Swedish Ballet.
Na zaaranżowaną pośrodku pola scenę wskakiwali artyści wszelkich muzycznych denominacji: od melancholijnej dziewczyny z syntezatorem – Sarah Assbring, która jako El Perro del Mar zafundowała nam powrót do przeszłości w sam środek ery romantic disco, po raperów z Khuli Chana, którzy sprawili, że na mokrym od deszczu trawiastym dancefloorze ludzie tańczyli, jakby świeciło 30-stopniowe słońce. Nie wspominałam, że padało? Dziwna sprawa, ale deszcz zauważało się właściwie dopiero, kiedy w nocy zaczynał bębnić o brezentowy dach namiotu.
Kiedy w końcu najkrótsza noc roku zapadła, impreza przeniosła się do zaadoptowanego na klub, budynku folwarcznego. A tam pojawił się Zebra Katz. Królowa queer hip-hopu przez niemal dwie godziny rządziła sceną, ale nawet nad ranem, wracając do namiotu, można było spotkać festiwalowiczów, praktykujących spontaniczny voguing na polanie.
Jeśli podczas tegorocznej najkrótszej nocy nie tańczyliście do upadłego na polanie, nie zjedliście kilograma truskawek ze śmietaną, albo, co gorsza, zwyczajnie spaliście – już dzisiaj zapiszcie sobie termin przyszłorocznego Absolut Midsommar Weekender.

POLUB NAS NA FACEBOOKU