"Nie wstyd mi". Okazuje się, że można wynajmować coś co tylko przypomina mieszkanie i wcale się tego nie wstydzić

Na samym szukania mieszkania do wynajęcia można się naprawdę pośmiać. Jednak po kolejnej godzinie poszukiwań dobry humor mija.
Na samym szukania mieszkania do wynajęcia można się naprawdę pośmiać. Jednak po kolejnej godzinie poszukiwań dobry humor mija. facebook.com/chujowemieszkania
Niestety, życie czasami płata nam niezbyt miłe figle i zmusza nas do robienia rzeczy, których szczerze nienawidzimy. Taką rzeczą jest w moim przypadku szukanie mieszkania. Nie, nie sama przeprowadzka. Szukanie jest najgorsze. Tym razem jednak nie wytrzymałem. Zadzwoniłem na kilka numerów i zapytałem wprost: czy panu/pani nie wstyd!?

O wtórnym rynku mieszkań w Polsce można mówić godzinami, niestety niezbyt pozytywnie. Wszelkiego rodzaju fanpage’e, które wyłapują ogłoszeniowe perełki są już klasykami, które można przewijać, gdy ma się zły humor.
Jednak, gdy musimy w dosyć szybkim czasie znaleźć lokum, w którym dałoby się mieszkać, naprawdę przestaje być śmiesznie. Pomimo mojej desperacji i gorączkowych prób znalezienia czegokolwiek zdatnego do zamieszkania w rozsądnej cenie, zadzwoniłem do kilku właścicieli, którzy próbują wynająć takie „pałace” z pytaniem czy nie mają choć odrobiny refleksji nad tym, za co chcą brać pieniądze.

1. Pan Mariusz, Wawer

Na samym początku dzwonię po ogłoszeniach w Warszawie. Wpisuję różne przedziały cenowe, ale wreszcie stanęło na 600-1200 złotych. Jak się później okazało, tu były najciekawsze oferty. Jest kawalerka na Wawrze, (dla osób spoza Warszawy, albo tych żyjących tylko po lewej stronie Wisły, niedaleko wylotu na Lublin). W ogłoszeniu napisano, że całość ma 30 m2, składa się z "saloniku połączonego z aneksem kuchennym", pokoju sypialnianego i łazienki. Nawet miejsce postojowe dla samochodu się znajdzie.
Po więcej szczegółów dzwonię do agenta z agencji nieruchomości, który próbuje ten przybytek wynająć.
- Tak jak w ogłoszeniu, salonik można umeblować zgodnie z życzeniem najemcy – mówi pan Mariusz. Pytam o wielkość pokoju, bo na zdjęciu wygląda to miernie.
- Będzie z 5, może 6 metrów. Tam tylko łóżko się zmieści, no i jak widać w ogłoszeniu, jest.
A jak z opłatami?
- Tak jak w ofercie, 1200 złotych plus opłaty licznikowe, woda 30 złotych, ogrzewanie cały rok po 50 miesięcznie, no i śmieci kilkanaście złotych.
Pytam jeszcze, czy są jacyś chętni, bo 1200 złotych plus opłaty i 600 złotych prowizji dla agencji nieruchomości za coś takiego, to trochę dużo.
- Ja wiem czy dużo? Miałem łącznie trzy identyczne kawalerki w tej kamienicy, dwie poszły od razu, tylko ta została.
A cenę można negocjować?
- Nie, nie, to nie wchodzi w rachubę.

2. Pani Zofia, centrum Krakowa

Aby uniknąć oskarżeń o to, że tylko ta stolica i stolica, przedział cenowy pozostawiam taki sam, ale przenoszę się do Krakowa. Znajduję "Pokój z infrastrukturą kuchenną" w centrum Krakowa, trzy przystanki od Dworca Głównego. W jednym pomieszczeniu jest sypialnio-salon i coś, co ma przypominać aneks kuchenny. Na szczęście łazienka jest oddzielna. A to wszystko na 16 m2. Oczywiście wszystkie meble pamiętają najstarszych sekretarzy PZPR-u . Cena? 800 zł.
Zadzwoniłem. Okazuje się, że to pokój-kawalerka na pierwszym piętrze w starym szeregowcu (z oddzielnym wejściem). Piętro niżej mieszka właścicielka, pani Zofia.
Jestem ciekawy, czy ktoś już się interesował tą ofertą i czy może są już jacyś chętni.
- Tak, już kilka osób dzwoniło, słyszę.
A chciałaby Pani w takim pokoju mieszkać?
- Czemu nie. Wszystko jest z nim w porządku.
Pytam więc wprost, czy nie wstyd wystawiać takiego ogłoszenia, w którym chce wynajmować nieremontowane od lat mieszkanie, mające swoje najlepsze lata za sobą.
- No może bez remontu i trochę małe, ale w centrum. I nie wstyd, przecież to mój dom – odpowiada właścicielka.

3. Pani Anna, Kraków

Mieszkanie na obrzeżach krakowskiego Podgórza, na parterze, w kamienicy. –W mieszkaniu są dwa dwuosobowe pokoje, kuchnia w samym środku, no i łazienka – mówi pani Anna, właścicielka mieszkania. Na zdjęciach widać, że tu PRL wcale nie odszedł do historii. Można znaleźć tak charakterystyczne elementy mieszkań do wynajęcia jak boazeria, drewniany parkiet, który nie widział lakieru od co najmniej kilkunastu lat i oczywiście mające już swój staż linoleum.
Pytam o łazienkę, bo na zdjęciu jest coś nie tak z sufitem.
– Bo wie pan, ta łazienka jest jakby tak pod schodami. No i jest taki skos.
– To co tam można postawić? – pytam
– No, trochę miejsca tam zostaje, bo nisko.
Zadaję pytanie, czy pani Anna nie wstydzi się wrzucać czegoś takiego jako oferty wynajmu.
- Nie, mamy przecież wolność. Można zobaczyć na zdjęciach, można przyjść i obejrzeć. Jak ktoś będzie chciał, to wynajmie. Jak komuś nie odpowiada, to przecież nikt go do niczego nie zmusza. Jak się jednak okazuje, chyba ktoś nie miał z tym problemu, bo ogłoszenie już wygasło.



Jak widać, tragiczny stan mieszkania i najdziwniejsze rozwiązania wcale nie przeszkadzają w wynajmowaniu mieszkań i zarabianiu na tym. Wstyd? Nie istnieje, bo przecież "na głowę się nie leje i jest ciepło". A że strach czegokolwiek dotknąć, w obawie przed totalną destrukcją? Nieważne, bo po co robić remont, jak trafi się ktoś kto zniszczy i zabrudzi. Mnie pozostało szukać dalej, ale zapewne jeszcze nie raz śmiech będzie mieszał się z rozpaczą.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...