Człowiek wilkowi wilkiem, czyli jak od bajki o Czerwonym Kapturku przeszliśmy do masowej zagłady lwa polskich lasów

Wilki w Polsce są pod ochroną od 1998 roku. Prawo autorskie: teka77 / 123RF Zdjęcie Seryjne
Na jednym ze szlaków w Puszczy Białowieskiej stoi znany polski dziennikarz, Adam Wajrak. Jest szary, grudniowy dzień. Mężczyzna ubrany jest w anorak w nieokreślonym kolorze, na nogach ma narty. Stoi i rozmawia przez telefon. W pewnej chwili w znacznej odległości od siebie dostrzega stado dzików, które kręcą się po drodze. "Co chwila zerkałem na dziki, gadałem z Andrzejem i znów zerkałem na dziki, które wyszły na drogę i powoli się oddalały. I tak im bardziej zerkałem, tym bardziej coś mi w tych dzikach nie pasowało" – wspomina w swej książce pt. "Wilki". Zwierzaki były podejrzanie zwinne, poruszały się zbyt lekko i, o dziwo, nie ryły. "Jakie zwierzęta średniej wielkości mogą sobie biegać po drodze? (...) - Wiesz, muszę kończyć – rzuciłem Andrzejowi (...)". Adam w kilka sekund ustawił aparat na statywie, za którym się schował i widząc, że zwierzęta idą w przeciwnym kierunku przyłożył złożone ręce do ust i zawył. Jak na komendę odwróciły się i całą watahą ruszyły w kierunku dziennikarza... Sześć pięknych dzikich wilków.

Tak powstały jedne z najlepszych zdjęć polskich wilków żyjących na wolności. "Były piękne. Szare z jasnym podgardlem i gęstym futrem. Były jak wszystkie wyobrażenia o pięknych wilkach. Szły ławą, a gdy tylko zwalniały, wyłem. Nie mogłem dać im sekundy na rozważanie i kalkulowanie, czym może być ta skulona istota przed nimi wydająca dziwne dźwięki (...) Podeszły do mnie naprawdę blisko. Może na 50 metrów. A potem weszły do lasu" – pisze Adam Wajrak. Podczas tego spotkania mężczyzna nie czuł strachu. Nie drżały mu kolana, wiedział, że gdy tylko wilki zobaczą jego twarz, uciekną w ułamku sekundy. Dlatego spotkanie z tym zwierzakiem to zaszczyt, a fakt, że na widok człowieka w panice rzucają się do ucieczki powinien być dla nas ludzi powodem do wstydu.
W Polsce żyje około 1500 wilków (szacowania dr Sabiny Pierużek-Nowak, prezeski Stowarzyszenia dla Natury "Wilk"). Od 1998 roku są pod ochroną. W ciągu ostatnich 17 lat ich populacja wzrosła niemal czterokrotnie. Pojawiają się w kolejnych lasach w całym kraju, jednak o ich obecności nadal należy myśleć w kategoriach wyjątku. 1500 osobników to, w porównaniu ze statystykami innych państw, wynik rewelacyjny. W krajach skandynawskich jest ich zaledwie kilkaset, Brytyjczycy wybili ten gatunek zupełnie już 500 lat temu, a reszta Europy "uporała się" z wilkami do końca XIX wieku. Jednak nie zawsze Polska była dla wilków miejscem bezpiecznym. Za zabicie dorosłego osobnika i wybieranie szczeniaków z gniazd jeszcze w późnych latach 80. otrzymywało się nagrodę pieniężną, a ci, którzy decydowali się na dorabianie poprzez zabijanie wilków dostali od państwa dokładną instrukcję.



W latach 50. Rada Ministrów nałożyła na wojewódzkie rady narodowe nakaz eksterminacji wilków, a w styczniu 56. roku minister leśnictwa powołał wojewódzkich komisarzy do spraw tępienia tych zwierząt. "Jeśli myśliwy sam zabił wilka, dostawał 1000 złotych, jeśli na polowaniu zbiorowym, czyli takim, gdzie mu zwierzę nagoniono, połowę tej sumy, a za każdego wybranego szczeniaka 200 zł. Średnia pensja w przemyśle wynosiła wówczas 1100 złotych" – pisze Adam Wajrak. Co więcej, na mordowanie, również dwutygodniowych szczeniaków, były specjalne, opisane w oficjalnych dokumentach państwowych (!) metody, których autor książki nie przytacza celowo, wiedząc, że nadal wciąż są osoby, które dybią na życie wilków.
adam wajrak
fragment książki "Wilki"

Na pierwszej pożółkłej stronie jest rysunek trzech wyjących wilków i tytuł "Wabienie wilków". W środku przepisane na maszynie artykuły instruujące, jak to robić, niektóre jeszcze przedwojenne (...) jest tu też coś specjalnego. To sygnowane przez "naczelnego komisarza do spraw tępienia wilków" instrukcje mówiące o tym, jak sprawnie zabijać wilki. Nie jest to typowa literatura myśliwska, w której wilkom dorabia się gębę "rabusia" i "krwiożerczego bandyty", żeby uspokoić sumienie łowców. To suchy, pozbawiony emocji, ale też niezwykle szczegółowy poradnik dotyczący tropienia, lokalizowania i wreszcie zabijania tych zwierząt (...) Komisarz zapewnia podległe mu służby, że wilków nie ma się co obawiać i że nie zaatakują człowieka nawet w obronie szczeniąt.

Skoro wiadomo, że wilk nie zaatakuje człowieka, po co go tępić? Skąd w nas tyle nienawiści do tych zwierząt? Według Adama Wajraka to spirala – złe uczynki wobec wilków potęgują nasz strach i nienawiść, a strach i nienawiść nakręcają kolejne złe uczynki. Przykład: myśliwy wybiera z gniazda młode i morduje je na miejscu. Wszystkiemu z boku przygląda się wilczyca, która nie broni swoich dzieci. Za bardzo boi się człowieka (reakcja wypracowana przez lata doświadczeń wilków z naszym gatunkiem). Myślimy: ale z niej matka, zabić i ją! Za to gdyby rzuciła się na myśliwego mielibyśmy kolejny "dowód", że to groźne zwierzęta, agresywne wobec ludzi. Słowo "dowód" celowo umieściłam w cudzysłowie.

Adam Wajrak zauważa, że większość donosów o atakach wilków na ludzi jest mocno przesadzona. Gdyby wilki mogły pozwać ludzkość, nie bylibyśmy oskarżeni wyłącznie o masowe mordowanie i szkalowanie wizerunku. Z pewnością musielibyśmy odpowiedzieć również za fałszywe oskarżenia. Adam Wajrak w swej książce wymienia przypadki współczesnych donosów o zachowaniach wilków. Większość z nich to informacje, że wilki "otoczyły" potencjalną ofiarę, ale coś je spłoszyło, więc uciekły. Trzymając się faktów – popatrzyły chwilę w kierunku człowieka i zorientowawszy się kto to taki, zwiały w popłochu...

Wilcza "gęba"

Opowieść, że wilk pożarł Babcię i przestraszył Czerwonego Kapturka to przecież "tylko bajka dla dzieci". Niezbyt poważne jest też przejmowanie się, że wilk próbował zdmuchnąć domki Trzech Świnek. Ale już św. Augustyn utożsamiał wilka z diabłem, a reszta ludzkości przez wieki dała sobie wmówić, że wilk to nie zwierzę, które żyje i poluje na takich samych zasadach jak inne leśne drapieżniki, lecz bestia. Zło wcielone. Zło, do którego można, a nawet należy strzelać.

Historia nienawiści do wilków sięga wielu wieków wstecz. To z XIV wieku pochodzą pierwsze doniesienia, a raczej legendy, jakoby wilki zagryzły człowieka. Najsłynniejszą tego typu historią jest przypadek bestii z Gevaudan. W tej francuskiej prowincji "coś" napadało na dzieci i kobiety. Coś rudego i wielkiego jak cielak. Zagryzło 113 osób, zraniło 49 i "częściowo skonsumowało", jak pisze Adam Wajrak, kolejnych 98. Dane te można znaleźć w sporządzonym przez międzynarodowy zespół naukowców dokumencie przygotowanym na zlecenie Norweskiego Instytutu Ochrony Przyrody. Wypadki te miały miejsce w XVIII wieku, kiedy to we Francji istniała funkcja Wielkiego Łowczego Wilków Królestwa. Wilków zabito wiele, mimo że opisy agresywnej bestii nijak nie pasowały do wyglądu tych zwierząt. Co więcej, wytępienie gatunku nic nie dało – ataki nie ustały. Podejrzewano nawet, że to człowiek szczuje wielkie zwierzę do zabijania. Jednak mimo to strach przed wilkiem nie ustąpił.
Największe przerażenie na hasło "wilki" nadal budzi się w mieszkańcach Półwyspu Skandynawskiego. Tam na przestrzeni 300 lat odnotowano 94 przypadki ataków wilków na ludzi. Jednak ich rzetelność jest jeszcze bardziej mglista niż podejrzenie, że to wilk był rudą bestią wielkości cielaka... "Większość przypadków znanych jest z doniesień prasowych z XVIII, XIX i początków XX wieku (...) Nie wiadomo, czy dzieci, których śmiertelność była wówczas bardzo wysoka (w XVIII-wiecznej Wielkiej Brytanii co piąte dziecko nie dożywało pięciu lat), nie umierały z innych przyczyn, na przykład głodu albo chorób, a wilki tylko pożywiały się ich martwymi ciałami [jedzenie padliny w świecie tych zwierząt jest naturalne. Dziś nadal zdarza się, że padlinę po wilkach dojadają nie tyle zwierzęta, co... ludzie. Takie zwyczaje panują również w krajach afrykańskich, gdzie miejscowi zasadzają się na ofiary lwów – przyp. red.]. Nie wiadomo, czy dzieci nie porywały zdziczałe psy albo czy nie zabijali ich ludzie. Nie wiadomo też, w ilu z tych wypadków winne były oswojone wilki (...)" - pisze Adam Wajrak. Według dziennikarza nie jest uczciwe ocenianie wilczej natury na podstawie zachowania osobników, które za młodu zostały wybrane z gniazda, oddzielone od rodziny i oswojone. Takie wilki nie boją się ludzi i choć nie ma mowy o przyjaźni ludzko-wilczej jak w przypadku więzi Simony Kossak z sarnami (zwierzęta te uznawały ją jak członkinię stada i ostrzegały przed drapieżnikiem), mogą one traktować nas jak "swoich" i poczuć potrzebę walki o dominację. Mogą też nie umieć polować na dzikie zwierzęta stąd kumulacja agresji.

Dowodem na to, że nasza ingerencja w życie wilków wzmaga ich agresję jest fakt, że gdy wybierano najwięcej młodych z gniazd, najczęściej dochodziło do ataków. Hodowano szczeniaki dla skór lub dla uciechy, a to dawało tylko kolejne powody, by jeszcze bardziej bać się "bestii" i jeszcze bardziej zaostrzać propagandę przeciw nim i wzmagać prześladowania. Ponadto, wiele przypadków ataków wilków na ludzi wynikało z faktu, że wilk-sprawca chory był na wściekliznę. Tymczasem prawdopodobieństwo zachorowania zwiększa się gdy wataha zostaje rozbita – wówczas wilki mogą szukać kontaktu z innymi watahami, a to zwiększa ryzyko zarażenia. W naturalnych warunkach, gdy człowiek nie wtrąca się w wilcze życie, wataha jest jak zamknięty system – jest "mama" i "tata" oraz ich potomstwo. Kiedy młode wilki dorastają, chcą założyć własne rodziny lub jakieś zasady funkcjonowania watahy im nie pasują, po prostu odchodzą, wędrują samotnie i szukają nowego towarzystwa. Wówczas mieszanie się watah jest procesem naturalnym, nie motywowanym przez zabicie.

Innym ludzkim działaniem, jakie przeszkadza wilkom w normalnym funkcjonowaniu jest polowanie na dziki, jelenie czy sarny. To zwykła kradzież jedzenia i z tego powodu wilki decydują się na atakowanie owiec, kóz, baranów czy kur. Jednocześnie między innymi na podstawie ataków na zwierzęta domowe przykleiliśmy wilkom łatę krwiożerczych zabójców. Irracjonalne przekonanie, że ten kto ma kły i wygląda groźnie jest "be", a ten, kto skubie trawkę i wygląda jak jelonek Bambi jest "cacy" zabrnęło tak daleko, że w niektórych krajach nadal sarny i jelenie chroni się przed drapieżnikami, dokarmia i chowa w lesie jak w wielkiej zagrodzie. Ten model gospodarowania lasami, czyli "robienie miejsca" tylko dla roślinożerców trafił do Rosji, Polski i Niemiec na przełomie XVIII i XIX wieku.
Tymczasem gdyby w lasach żyły zarówno ofiary, jak i drapieżniki (takie miejsca to wyjątki w skali kontynentu, jednym z nich jest Puszcza Białowieska), gdybyśmy pozwolili naturze "robić po swojemu", zapanowałaby równowaga i nie byłoby potrzeby wybijania nadmiaru zwierząt kopytnych przez myśliwych. - Im więcej się do wilków strzela, tym bardziej są groźne i im mniej mamy z nimi kontaktu, tym bardziej się ich boimy. Tam, gdzie nie ma ich wcale, legendy o ich krwiożerczości są w głowach ludzi najbardziej żywe – dodaje Adam Wajrak. Według niego, nakręciliśmy histerię wokół wilków, by oczyścić swe sumienia, by samych siebie przekonać, że strzelanie do drapieżnika, którego panicznie się boimy jest uzasadnione.
adam wajrak
przyrodnik i dziennikarz

Każdy z nas, łącznie ze mną, jest tak naładowany negatywnym przekazem na temat wilków, że nie ma szans byśmy nie czuli w obecności wilka strachu. Myślimy racjonalnie i wiemy, że nie ma się czego bać, że wilk to zwierzę jak każde inne. Natomiast gdy tylko staniemy oko w oko z wilkiem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odżyją i sparaliżują nas wszystkie historie o wilkołakach, które kiedykolwiek słyszeliśmy. Ten strach nigdy nie będzie tak silny gdy spotkamy w lesie np. niedźwiedzia, który mógłby zabić nas jednym machnięciem łapy. Żadne zwierzę nie miało dotąd tak czarnego PR-u, jak mają wilki. Nie istnieją niedźwiedziołaki, są pluszowe misie... Wilk ma wciąż wizerunek bestii, który był nam ludziom potrzebny, by go wykończyć. Ponieważ nie da się strzelać i traktować jak wroga ludzkości, czegoś co jest miłe i przyjaźnie wygląda, dorobiliśmy wilkom gębę, dokładnie tak samo jak Niemcy w latach 30. przez lata nagonki na Żydów wypracowali w wielu rodakach przekonanie, że Żyd to zło i można, a nawet należy go wytępić. To dokładnie ten sam mechanizm. Urządziliśmy wilkom regularny holokaust – nie boję się użyć tego słowa.

Wilcza natura

Tymczasem w mitach i legendach indiańskich wilk symbolizował mądrość, był nauczycielem i przykładem lojalności oraz współpracy. Podobnie o metaforycznym znaczeniu postaci wilka pisała w "Biegnącej z wilkami" amerykańska terapeutka Clarissa Pinkola Estes, która uważa, że każdy człowiek ma w sobie wilczą naturę i właśnie za tym jej elementem powinien podążać. Zresztą po przykłady wilczej opiekuńczości nie trzeba wcale sięgać do indiańskich przekonań i psychologicznych interpretacji. Wystarczy przypomnieć sobie legendę o Romulusie i Remusie, czyli chłopcach, którzy zostali wykarmieni przez wilczycę i od których początek wzięła rzymska cywilizacja.

Wilki to zwierzęta niezwykle skryte i tajemnicze. Przez fakt, że gdy widzą człowieka uciekają gdzie pieprz rośnie, nie wiemy o nich wiele, bo spotkania z nimi mogą trwać najwyżej kilka minut. Przyzwyczailiśmy się, że świat przyrody prześwietlamy na wylot. Że na telewizyjnych kanałach przyrodniczych znajdziemy filmy o wszystkich gatunkach, że można wsadzić kamerę w każdą norę i mrowisko. Nie dotyczy to jednak dzikich wilków. Ich nie da się obserwować bez przerwy. Można je tropić, śledzić ich ruchy za pomocą obroży z czipami, ale to wszystko.
Na czele watahy, czyli wilczej rodziny stoi "małżeństwo", on i ona, którzy zanim zdecydowali się na założenie rodziny, najpierw wędrowali samotnie, potem w parze, poznając się wzajemnie. Wiadomo również, że przewodniczącymi stada nie są najsilniejsi, lecz najbardziej doświadczeni łowcy, ci, którzy mają autorytet. - Dzikie wilki nie mają powodów by ze sobą walczyć o władzę – komentuje Adam Wajrak. - Przekonanie, że dorosłe osobniki rywalizują ze sobą wewnątrz watahy wzięło się z obserwacji wilków w niewoli. Na zdrowy rozum – dlaczego synowie mieliby chcieć zdetronizować ojca? W czym chcieliby go zastąpić? W partnerowaniu własnej matce? Nie, w dzikiej watasze walki o przywództwo najpewniej się nie zdarzają.

Terytorium jednej watahy to od 150 do 300 kilometrów kwadratowych. Obszary zajmowane przez poszczególne rodziny mogą się ze sobą przenikać. - Trudno powiedzieć, co się dzieje gdy jedna wataha spotyka drugą. Nie ma na to reguł – mówi Adam Wajrak. Zaobserwowano zarówno przypadki łączenia się watah w jedną bardzo dużą, jak i ślady rywalizacji. Na co dzień wilki polują lub planują polowanie, które wypada dwa, trzy razy w tygodniu, w zależności od wielkości ofiary. Z pewnością nie jest tak, że chodzą spokojne i najedzone. - Życie dzikich zwierząt to życie na krawędzi. Jelenia naprawdę nie jest łatwo dopaść, więc życie wilków to jedno wielkie kombinowanie jak przetrwać – dodaje dziennikarz.

Jeśli wilki mają wybór, polują na słabsze osobniki. Te, które i tak umarłyby lub zostały zabite. Wynika to z ich sprytu i mądrości – wilki przed polowaniem testują potencjalną ofiarę i wybierają łatwiejszy łup, czyli często zwierzęta chore lub osłabione. Nie jedzą również lisów, bo wiedzą, że te często w swych ciałach noszą pasożyty. Typowe prawo dżungli, w której przeżywa ten, kto potrafi kombinować, jest silny, mądry i zdrowy. Wilki nigdy nie polują dla przyjemności.
To zwierzęta bardzo rodzinne. Prócz wierności watasze wykazują wysokim poziom troskliwości o krewnych. Adam Wajrak w swej książce opisuje przypadek wilczycy, która zginęła w kłusowniczych wnykach. Ślady świeżej krwi innego wilka wokół świadczą najprawdopodobniej o próbach ratowania mamy przez potomnego. Znany jest również przykład wilków, które mimo niepełnosprawności jednego ze swych braci, nie porzuciły go. Wyjątkiem stawania w obronie "swoich" jest opisane już zachowanie wilczycy, gdy myśliwy zabiera jej młode. Jednak za ten odruch wilczych matek jesteśmy winni my sami.
adam wajrak
przyrodnik i dziennikarz

Nie lubię wartościowania w świecie zwierząt. Porównywanie zachowań gatunkowych między sobą, które prowadzą do wniosków, że jedne są lepsze, a drugie gorsze uważam za pozbawione logiki i niesprawiedliwe. Za niesłuszne uważam też przykładanie do zachowań zwierząt jednej sztancy. Coraz częściej przekonuję się, że każde zwierzę ma niepowtarzalną osobowość, zupełnie jak ludzie. Niestety nie miałem okazji obserwować tego u wilków, ponieważ spotykam je dwa, trzy razy w roku, ale dostrzegłem to np. u żubrów. Jeden może być ciapowaty, inny zadziorny i naprawdę od ich charakteru zależy w ich życiu bardzo wiele.

W latach 90. jedna z polskich wilczych par opuściła ojczyznę i zamieszkała w lasach Saksonii, a tym samym wznowiła populację wilków w Niemczech. Patrząc na mapy wilczych terytoriów wyraźnie widać, że zwierzęta te w skali europejskiej mają się coraz lepiej właśnie dzięki ochronie tego gatunku w Polsce. Choć nadal w mediach pojawiają się donosy o typu "W Niemczech zastrzelono pierwszego widzianego od wieków wilka", a pracownicy polskich lasów i puszcz znajdują wilki, które zabiły wnyki kłusowników, do naszej świadomości przebija się wiedza, która zastępuje fałszywe stereotypy. Jak pisze Adam Wajrak na ostatnich stronach swej książki, "polska ochrona jest fenomenem i dzięki niej gatunek, który budzi takie emocje w innych krajach, u nas cieszy się wysoką akceptacją i podziwem. Nie traćmy tego tylko dlatego, że ktoś ma chorą ambicję zapolowania na drapieżnika i koniecznie chce mieć wilczą skórę nad kominkiem."

Obecności wilków zazdroszczą nam studenci zagranicznych uczelni, którzy chcieliby poznać obyczaje tych zwierząt. Do polskich lasów zjeżdżają się, by tropić je pod okiem naukowców. W lornetki patrzą z nadzieją, że chociaż przez chwilę uda im się dostrzec wilczą sierść lub kawałek ogona, ślady ich łap są dla nich powodem do radości, a wycie budzi nie lęk, lecz ekscytację. To samo czują ci, którzy blisko wilków mieszkają od lat. To najlepszy dowód na to, że wilki to nasz skarb, nie przekleństwo.
Rozmawiałam z Adamem Wajrakiem, przyrodnikiem, dziennikarzem i działaczem na rzecz Puszczy. Tekst oparty jest również na książce pt. "Wilki", która ukazała się nakładem wydawnictwa Agora w 2015 roku, z której pochodzą cytaty. Ponadto, korzystałam z artykułu pt. "Babcia? Dziękuję, nie jadam" autorstwa Izabeli Meyzy, który ukazał się w czerwcowym numerze miesięcznika "Zwierciadło"

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...