Zapytaliśmy buddystów czy pomnik Jarosława Kaczyńskiego obraża ich uczucia religijne – "Budda może mieć wiele twarzy"

Budda może mieć każdą twarz, także Jarosława Kaczyńskiego.
Budda może mieć każdą twarz, także Jarosława Kaczyńskiego. 123RF / Wawalove
W niedzielę na Krakowskim Przedmieściu stanął pomnik Jarosława Kaczyńskiego, siedzącego jak Budda u stóp cokołu Prymasa Wyszyńskiego. Gdyby przedstawiono go niczym Chrystusa rozciągniętego na krzyżu, krzyk o obrazie uczuć religijnych doszedł by pewnie do Watykanu, tymczasem buddyści potraktowali to… jako żart.

Kaczyński ukazany jak Budda? – Ja to traktuję w kategorii żartu – przekonuje Sławek Zbyrzalik ze Związku Buddystów Zen "Bodhiidharma". Instalacja na Krakowskim Przedmieściu nie obraziła jego uczuć. Zaznacza jednak, że to jego prywatne zdanie. – Trudno mi mówić za wszystkich, nie mamy jednolitego poglądu dla wszystkich kwestiach związanych z naszą religią, nie ma jednej wykładni – przekonuje Zbyrzalik.



Buddyzm uczy tego, żeby nie brać wszystkiego tak zupełnie na serio. Trzeba głębiej sięgać w umysł, nie koncentrować na tym, co powierzchwne – przekonuje nasz rozmówca. Zastrzega przy tym, że u niektórych mogą oczywiście pojawić się pojawić się różne uczucia i emocje związane z rzeźbą Kaczyńskiego przedstawionego jak Budda.

Zbyrzalik zwraca nam uwagę na jeszcze jedno – Buddyzm naucza, że uniwersalny umysł jest w każdej żyjącej istocie – tłumaczy nasz rozmówca. Tym samym nie można wykluczyć, że Budda będzie miał twarz także Jarosława Kaczyńskiego.

Obraza uczuć religijnych i patriotycznych
To nie pierwszy raz, gdy wykorzystano symbole religijne podczas przedstawienia polityków Prawa i Sprawiedliwości w ostatnich miesiącach. Polski malarz Piotr Jakubczak przedstawił prezesa PiS wiszącego na krzyżu. Kaczyński na głowie miał hełm z biało-czerwoną powstańczą opaską i równie patriotyczne biało-czerwone slipy. Obraz był częścią tryptyku zatytułowanego "Polska Golgota, czyli Ołtarz Hipokryzji". Pozostałe dzieła przedstawiały Antoniego Macierewicza powożącego rydwanem historii i Premier Szydło jako Matkę Boską z umierającym ojcem Rydzykiem na rękach.

Te dzieła nie spotkały się z tak wyrozumiałą postawą Polaków, wiele osób nie kryło oburzenia z powodu obrazy ich uczuć religijnych czy patriotycznych. Sam Jakubczak tłumaczył w mediach, że seria obrazów była jego sprzeciwem wobec tego, jak politycy jednej z opcji politycznych uzurpują sobie prawo do krzyża.

Sam pomnik Kaczyńskiego nie stał długo na Krakowskim Przedmieściu. Zniknął wkrótce po tym, jak w sieci upubliczniono pierwsze zdjęcia pokazujące małego czerwonego Buddę-Kaczyńskiego u stóp cokołu Prymasa Tysiąclecia. Pozostał po nim jedynie ślad w postaci resztek zaprawy, którą ktoś próbował przytwierdzić statuę do kostki brukowej. Nie wiadomo, co się stało z posągiem.

Niebezpieczny precedens
– I bardzo dobrze, że go już tam nie ma – mówi nam anonimowo pracownik Ministerstwa Kultury. – To nie była sztuka przez duże S, i to nie tylko dlatego, że sam pomnik był dość lichych rozmiarów. Poważnie można go traktować wyłącznie w kategoriach satyry politycznej, swoistego happeningu. I choć nie można odmówić "artyście" humoru to niech pamięta, że ciąg Traktu Królewskiego objęty jest ochroną konserwatorską i za tę próbę wmurowania Kaczyńskiego w zasadzie należy mu się grzywna – przestrzega.

Nasi rozmówcy zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt całego zdarzenia – Tworzy się niebezpieczny precedens. Jeśli każdy będzie sobie teraz stawiał na Krakowskim co chce, to można się spodziewać podobnej samowoli pomnikowej, jaka miała miejsce na dziedzińcu warszawskiego ratusza – twierdzi nasz rozmówca. Sympatycy Prawa i Sprawiedliwości postawili tam pod osłoną nocy pomnik Lecha Kaczyńskiego i nie było mocnych, żeby go później usunąć…
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...