Czarny Protest to za mało? Przy okazji likwidacji gimnazjów PiS wprowadza do szkół katechezę seksualną

Wychowanie do życia w rodzinie według podstawy programowej PiS to kalka z ideologii watykańskiej.
Wychowanie do życia w rodzinie według podstawy programowej PiS to kalka z ideologii watykańskiej. fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta
Czarny Protest to wygrana bitwa, ale nie wojna. Walka o kobiecą niepodległość trwa. I rząd właśnie oddał kolejną salwę do polskich obywatelek: przygotowuje grunt pod totalny zakaz przerywania ciąży i inne watykańskie wynalazki, wprowadzając do szkół katechezę seksualną.

Powiedzmy sobie szczerze: już teraz przedmiot "wychowanie do życia w rodzinie" bardziej służył przekazywaniu mitologii watykańskiej niż wiedzy medycznej. Dużo zależało od szkoły: gdy dzieci i młodzież miały pecha, na swoją modłę urabiała je katechetka, a gdy bardziej im się poszczęściło, mogły trafić na prawdziwego pedagoga, który przekazuje wiedzę, a nie zabobony. Który, pokazuje fakty, a nie dogmaty. Rzeczywistość, a nie religijną fikcję.



Jednak zmiany wprowadzone w podstawie programowej przez partię rządzącą, będącej stale na kolanach, w jawnej, choć nieoficjalnej koalicji z hierarchami Kościoła rzymskokatolickiego, jasno pokazują, że celem państwa PiS jest watykańska inżynieria społeczna. Dzieci i młodzież mają chłonąć w szkole oficjalną ideologię obcego państwa wyznaniowego.

Na przykład wzorowy uczeń PiS potrafi wychwalać dobrodziejstwa utraty dziewictwa (prawictwa?) w małżeństwie. W tym miejscu trzeba uczciwie oddać PiS, że nadal używa słowo "małżeństwo", a nie np. "święty związek małżeński". To musiało być prawdziwe wyzwanie, choć pewnie nieco mniejsze niż czekanie z seksem do ślubu. Nieheteronormatywne dzieci i nastolatki dodatkowo z pewnością docenią, że państwo nie uznające związków jednopłciowych oczekuje od nich wiecznego celibatu.
Rzecz jasna w nowej podstawie programowej nie ma ani słowa o zapłodnieniu – za to "poczęcie" jest odmieniane przez wszystkie przypadki, ale nieprzypadkowo: nauczyciel ma wkładać uczniowi i uczennicy do głowy, że przerwanie ciąży jest złe. I znowu warto docenić wstrzemięźliwość resortu Anny Zalewskiej – na klawiatury autorów pewnie cisnął się "grzech".

Wisienką na kościelnym torcie jest jest wprowadzenie do szkół naprościemy (proszę wybaczyć, seks w dni płodne naprawdę nie jest technologią). Młodzi ludzie mają być przekonywani do szarlatanerii, która służy parafiom do zbijania kasy i nie ma nic do zaoferowania części niepłodnych kobiet i niepłodnym mężczyznom. Uczciwsze byłoby już lansowanie podejścia biskupa Wątroby, według którego ciążę wystarczy sobie wymodlić.
Dobrych kilka lat temu na ulicach wisiały plakaty kampanii antynarkotykowej z hasłem "Najlepsze wyjście – nie wchodzić". To samo tyczy się pisowskiej katechezy seksualnej. Lepiej zapobiegać, niż leczyć, a najlepiej przekazywać dzieciom prawdziwą wiedzę zamiast dogmatów dobrozmiennej szkoły.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...