10 zachowań, które sprawią, że kelner cię znienawidzi. „Tacy goście, to w warszawskich restauracjach codzienność”

Postrach kelnerów czasem wygląda bardzo niewinnie! 123rf zdjęcie seryjne / Peter Bernik
Bycie kelnerem najczęściej nie jest docelową pracą marzeń. To sposób, żeby zapłacić za wynajmowany pokój, zajęcie pozwalające sfinansować studia czy wakacje albo praca tymczasowa. A do tego straszny wycisk fizyczny. Słowem, kelnerzy nie mają łatwo, a trzy grosze dokładamy do tego i my, nie zawsze do końca świadomie. Przedstawiamy 10 irytujących sposobów zachowania wskazanych przez uśmiechających się do was w knajpach ludzi z tacami.

Traktuj kelnera jak swojego osobistego sługę

Od czasu drugiego sezonu „Kuchennych rewolucji” powtarzasz maksymę, że kiedy przychodzisz do restauracji, powinieneś być nie klientem, a gościem. Dzieliłeś się tą myślą ze znajomymi już tyle razy, że zdążyłeś zapomnieć, że nie jest to płód twojego przenikliwego umysłu, tylko słowa Magdy Gessler.



W myśl tej zasady nie krępujesz się prosić o zmianę playlisty czy o przyniesienie poduszki, kiedy krzesło nie spełnia twoich oczekiwań w kwestii wygody. Przy zamówieniu myślisz długo i żądasz entuzjastycznego komentarza do każdej pozycji, w końcu twoje zadowolenie powinno tu być priorytetowe. Gość w dom, Bóg w dom!

Kiedy kelner zada ci tyle sakramentalne, co grzecznościowe pytanie „Czy wszystko smakowało?” koniecznie wypunktuj, co zrobiłbyś inaczej, nawet jeśli zamówiłeś shoarmę w egipsko-orientalno-nie-wiadomo-jakiej-restauracji-sieciowej. Każ sobie podać nie tylko sól i pieprz, ale też majeranek i ostrą paprykę. Na koniec możesz jeszcze poprosić o przyniesienie płaszcza, w myśl zasady „Skoro klient to nasz pan, gość to nasz Bóg”.

Podziel rachunek na 11 osób (płatne kartą)

Nie ma to jak uwijać się z uśmiechem i pęcherzem na stopie przez trzy godziny wokół wciąż domawiającej coś nowego i zmieniającej zamówienia podpitej grupy. Po czym zorientować się, że twoja stawka za godzinę to ledwo ćwierć ceny najtańszego z zamówionych dań, a na napiwek nie masz co liczyć („Niestety nie mamy gotówki”).

Jeśli jesteście grupą koniecznie też liczcie się co do złotówki. Stać cię co prawda na kolację za 70 złotych, ale nie, żeby dopłacić za kogoś 6. Przecież kaczka w pomarańczach jest droższa, niż antrykot z kurczaka, halo! Na wyjściach grupowych zawsze znajdzie się też ktoś, kto zapomniał, że brał aperitif i nie 1, ale 3 piwa. A że odpowiedzialność zbiorowa to przeżytek, a rachityczny 20-latek nie zatrzymuje, machnijcie na to ręką. Praca kelnera polega przecież na pilnowaniu interesów lokalu.

Egzaminuj z karty dań, win oraz rodzajów widelców

Jesteś profesjonalistą w każdym calu – zawsze na czas, skupiony na pracy, w domu zaś segregujesz majtki kolorami, a ręczniki w szafie przekładasz ręcznie szytymi lnianymi woreczkami z lawendą z parapetu. Twoje motto brzmi „dawaj z siebie 100% i wymagaj 150”.

Szanujesz ludzi pracujących w gastronomii, ale skoro płacisz, to chyba oczywiste, że i wymagasz. Nie raz i nie dwa pytałeś z miną dobrego wujka mijającą cię dziewczynę z tacą, co studiuje, żeby za kwadrans pouczyć ją, żeby nie łudziła się, że będzie kiedykolwiek dobrą prawniczką, skoro jest tak beznadziejną kelnerką. „Jeśli nie umiesz podać gorącej zupy, nie będziesz potrafiła obronić kogoś w sądzie, to tak nie działa”.

Twoje pojawienie się dyskredytuje kompetencje każdego managera lokalu. Bo czy naprawdę da się zarządzać knajpą nie znając szczepu winorośli jednego z win albo nie wiedząc z której piekarni jest serwowane pieczywo? Otóż nie. Ty byś już zrobił z tym porządek. No, ale ty jesteś już menago gdzie indziej.

Zjedz wszystko i powiedz, że ci nie smakowało

Stały numer cwaniaków małych i dużych. Zamawiasz, jesz lwią część tego, co na talerzu, po czym stwierdzasz, że smakowało ci umiarkowanie. Coś takiego wyceniłbyś maksymalnie na 20 zł.

Żeby kelner broń boże nie miał wątpliwości co do sromotnego zawodu jaki cię spotkał krzywisz się z odrazą i systematycznie dłubiesz w talerzu. Nie martw się, kelner doskonale wie już, że zaraz powiesz, że ty za to płacić nie będziesz, bo nie spełniło twoich oczekiwań. Że zjadłeś prawie cały talerz? Mama dobrze cię wychowała – szanujesz jedzenie i ludzką pracę!

Bezglutenowy wegetarianin w burgerowni

Twój jadłospis to małe dzieło sztuki dietetycznej, a przygody twojego układu trawiennego to niewyczerpane źródło ciekawostek. Poza dietami zmieniającymi rysy twarzy i stan skóry głowy nie masz większych pasji. No, może jeszcze fitness. Pora lunchowa to zaś najlepszy moment na kolejną potyczkę z lokalną gastronomią.

Uwielbiasz nowe smaki, które pozwalają ci się rozwijać duchowo. Mimo że nie jesz mięsa, nie tolerujesz glutenu (raczej mentalnie, niż fizycznie), jesteś uczulony na orzeszki ziemne, a do tego nie tkniesz niczego, co zawiera cukier odwiedzasz wszystkie nowe miejscówki – od sklepu z makaronikami, po restauracje specjalizujące się w żeberkach. Spełniać twoje marzenia o zdrowej diecie bez względu na menu pomagają oczywiście kelnerzy. I nie powinni przesadnie liczyć na napiwek, pieczone w piecu frytki z jakąś smutną sałatą to nie był szczyt twoich marzeń, kiedy przekraczałaś próg burgerowni.

Światowy bywalec-edukator

Głowa rodziny i klient niedzielny. Mężczyzna, który mawia o sobie, że jest „facetem z klasą” i osiągnął „pewną pozycję”. Przy czym nie chodzi tu o stabilność pozycji, tylko o to, że jest ona „tajemnicza a wysoka”. Do lokalu przybył, aby w byciu światowcem przy okazji wizyty w restauracji będzie edukował żonę/synka Patryczka, ale nie łudźmy się – chodzi w gruncie rzeczy o to, żeby opromienić tą aurą innych gości i kelnerów. Bywalec nie może się nadziwić, że tiramisu nie smakuje dokładnie tak, jak to, które jadł na wycieczce zakładowej do Wenecji w 1998.

W lokalu typu tani alkohol + zagryzki zażąda widelczyka do ryb zamawiając przy barze śledzia z cebulką za 7 zł. Kieliszkiem do wina, tytułowanym z galanterią „lampką” będzie kręcił miarowe kręgi, żeby „uwolnić bukiet”. Żonę zagadnie czy pamięta jak to byli w tej strasznie drogiej restauracji na Krecie, a Patryczkowi nakaże umieścić serwetkę za kołnierzykiem koszuli. Światowy to w gruncie rzeczy typ zupełnie niegroźny, napiwek zostawi, nikogo w pupę nie uszczypnie, trochę tylko pobredzi o tajnikach przyrządzania filet mignon, choć jego kulinarne sprawności ograniczają się do jajecznicy i bolognese Knorra z tartym serem podlaskim.

Waleczny w knajpie bardzo-modnej-zawsze-zapchanej

Szturmujesz zanim kelnerzy posprzątają stolik. W innym razie ktoś wskoczy na twoje wyczekane w tej 45-minutowej kolejce miejsce. Życie to nieustanna walka, a stolik to dopiero początek zmagań o tytuł najszczwańszej lisicy i najszybszej łasicy w mieście.

W takim tłumie i gwarze ciężko zostać obsłużonym. Starasz się złapać za skraj fartucha kelnera idącego do gości, którzy przyszli wcześniej lub machasz mu ręką centymetr przed nosem. Kelner to w końcu taki element wyposażenia, który można sobie przestawić.

No a skoro już tyle czasu poświęciłeś na doprowadzenie do tego, że jedzenie trafiło na stół, nie krępuj się rozsiąść nad jednym smutnym cappuccino i rogalikiem francuskim na dwie godziny i wyżerać łyżeczką białą czekoladę ze słoika dla wszystkich gości. W wielkomiejskiej dżungli przeżyją tylko najsilniejsi. Najsilniejszy jesteś ty.

Miła Pani Kelnerka popilnuje Karolci

Weekend to chwila, żeby odetchnąć po ciężkim tygodniu. Najlepiej w restauracji, żebyś nie musiała nic gotować. Pójdziesz z dziewczynami i weźmiecie dzieciaki, żeby powolutku uczyły się jak się zachowywać w towarzystwie. Ponieważ macie co nieco do omówienia na wasze skarby może mieć oko Miła Pani Kelnerka. Uśmiechnęła się przecież do Karolci, więc musi kochać dzieci. Niech pomoże też zrobić siku i pokaże, co jest na zapleczu. A że dzieciaki biegają? Nie dajmy się zwariować, to przecież tylko dzieci, co mają robić? Jeśli natomiast Karolcia przewróci na siebie zawartość lodówki z napojami na której rączce właśnie się buja, mamusia już się zajmie pozwaniem tych nieodpowiedzialnych małolat, co tu pracują!

Skacz wokół stołu szukając kadru

Jesteś coolhunterem i trendsetterem, a być może nawet szafiarką. Na Instagramie masz już aż 268 fanów, a na fejsie 14 obserwujących, którzy tylko czekają aż pokażesz im swoje nowe japonki na tle magazynu „L'Officiel” (Polska). Twoje wysublimowane poczucie estetyki sprawia, że w pierwszej kolejności myślisz jak to, co chcesz zjeść będzie wyglądać na zdjęciu. Nie zamawiasz takich szarych brei jak żurek ani papek pokroju puree czy jajecznicy.

Kiedy już fotogeniczne danie trafi na stół, pastwisz się na nim dwa kwadranse zmieniając co chwila parametry i filtry, a także chodzisz wokół stołu nie zwracając uwagę na prychające bydło wokół, to tylko jacyś followersi. Kiedy wreszcie siadasz do stołu, najczęściej okazuje się, że twój brunch jest zimny. Tym lepiej! Obsmarujesz tę knajpę na Facebooku, bo i tak mają tu światło do kitu. Krytyczny znaczy opiniotwórczy.

Za pięć dwunasta

Na mieście o tej porze możesz zdecydować co najwyżej czy wolisz kebab na grubym czy na cienkim, a lodówka nie powala ofertą. Nagle przypomina ci się, że za rogiem jest całkiem sympatyczna tajska knajpa. To co, że zamykają za 10 minut, weźmiesz tylko zupę. Przy wejściu robisz swój uśmiech numer trzy i mówisz, że „tylko na sekundkę”. Rozsiadasz się przy stoliku i zauważasz, że dziś jest dzień krewetek, wszystkie dania za połowę ceny. I jak tu nie skorzystać. Może rzeczywiście trochę głupio, że wyszedłeś pół godziny po zamknięciu, ale zostawiłeś hojny napiwek, aż 20% od przecenionych o połowę skorupiaków.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...