Chcecie mieć lidera na miarę Macrona? To trzeba skończyć z retoryką 89. roku

Liberalna część społeczeństwa z tęsknotą spogląda na prezydenta Francji i jego osiagnięcia. Czy da się zrobić coś podobnego w Polsce?
Liberalna część społeczeństwa z tęsknotą spogląda na prezydenta Francji i jego osiagnięcia. Czy da się zrobić coś podobnego w Polsce? Fot. facebook.com/emmanuelmacron
To, co dzieje się co miesiąc na Krakowskim Przedmieściu oraz całokształt tego, w jaki sposób rządzi Prawo i Sprawiedliwość budzą coraz większy opór wśród społeczeństwa. A przynajmniej jego części. Do gry o skuteczną opozycję wracają znane już od dawna twarze Władysława Frasyniuka, Lecha Wałęsy czy Stefana Niesiołowskiego. Jednak czy legendy Solidarności mogą odegrać znaczącą rolę w budowaniu nowej, świeżej, skutecznej i tak potrzebnej w Polsce opozycji? I czy retoryka rodem z 1989 roku może wygrać z Facebookiem i Twitterem?

Miesięcznice smoleńskie już dawno zmieniły się w wiec polityczny i spotkanie sympatyków Prawa i Sprawiedliwości. W zeszłym miesiącu do kontrmanifestacji dołączył Władysław Frasyniuk, który wynoszony przez policjantów znów został symbolem walki z władzą. W tym miesiącu dołączą do niego także Lech Wałęsa i Stefan Niesiołowski. Mówi się wręcz o nowych starych liderach antypisowskiej opozycji. Z drugiej strony legendy Solidarności wzywają obecną opozycję parlamentarną do porozumienia i wspólnych działań, które miałyby odsunąć Jarosława Kaczyńskiego od władzy. – Teraz potrzebny jest nowocześnie wykształcony 40 latek, który byłby w stanie poprowadzić opozycję do zwycięstwa i objąć stery władzy – mówił wczoraj Władysław Frasyniuk w rozmowie z Justyną Pochanke w TVN24.



My, obywatele
Na pierwszej stronie wczorajszej Gazety Wyborczej można było przeczytać list otwarty Władysława Frasyniuka i Lecha Wałęsy, w którym wzywają do obrony praw obywatelskich i przestrzegania prawa. A podobieństwo do przemówienia byłego prezydenta w amerykańskim kongresie jest jak najbardziej zamierzone.

My, Obywatele, w obliczu zagrożeń wynikających z serii antydemokratycznych i niekonstytucyjnych decyzji rządu Prawa i Sprawiedliwości stajemy w obronie podstawowych wolności należnych każdemu człowiekowi i obywatelowi RP. Walczymy o utrzymanie wartości demokratycznego państwa prawa oraz konstytucji nagminnie łamanych przez prezydenta Andrzeja Dudę i rząd premier Beaty Szydło.

Nie godzimy się na odebranie nam podstawowych swobód obywatelskich i wolności zgromadzeń.

Będziemy walczyć z wszelkimi ruchami mającymi na celu wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej.

Stajemy w obronie ofiar wojny uciekających przed śmiercią i szukających nadziei w krajach demokratycznych. Historia Polski jest historią ludzkiej solidarności i tymi wartościami będziemy się kierować wobec rodzin dotkniętych tragizmem wojny.

Sprzeciwiamy się fali agresji i nietolerancji zalewającej Polskę, podsycanej przez główną siłę polityczną.

Będąc obywatelami Rzeczypospolitej, zarówno wierzącymi w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i niepodzielającymi tej wiary, stajemy w obronie wartości chrześcijańskich zawłaszczanych w cynicznej grze politycznej.

Mając w pamięci tragiczny wypadek lotniczy pod Smoleńskiem, w którym zginął prezydent Lech Kaczyński i dziewięćdziesięciu pięciu obywateli, sprzeciwiamy się brutalnemu wykorzystywaniu zmarłych do bieżących celów politycznych.

Stajemy w obronie naszych dzieci i ich dzieci, którym należy się prawo do wolnej, demokratycznej i nowoczesnej ojczyzny na miarę XXI wieku. Apelujemy do wszystkich, którym bliskie są te wartości, o zaangażowanie. 10 lipca my, Obywatele, staniemy na Krakowskim Przedmieściu naprzeciwko Jarosława Kaczyńskiego w obronie naszych praw.

Lech Wałęsa

Władysław Frasyniuk

Kontrmanifestacja i pokonanie Kaczyńskiego
Uczestnictwo byłych opozycjonistów w kontrmanifestacji 10 lipca ma pokazać sprzeciw wobec tego jak wyglądają obchody miesięcznic oraz ograniczaniu prawa do manifestowania.
Jednak z treści listu otwartego wynika, że chodzi nie tylko o katastrofę smoleńską, ale o to, co dzieje się w polskiej polityce od prawie dwóch lat. Łamanie konstytucji, ograniczanie swobód czy kurs kolizyjny z Unią Europejską to to, z czym sygnatariusze listu chcą walczyć. Ten list, wydarzenia z 10 czerwca i to, co byli opozycjoniści mówią w mediach na temat opozycji i pokonania prezesa Prawa i Sprawiedliwości, skłoniło wielu komentatorów i część społeczeństwa do obsadzenia liderów Solidarności z lat 70. i 80. na pozycjach dzisiejszych politycznych przywódców. Hasła "Władek musisz", "Władek walcz", "Władek potrafisz" bardzo często przewijają się w internetowych dyskusjach. Tylko czy wizja nowej i skutecznej opozycji może opierać się na starych twarzach? Czy taka opozycja, posługująca się wzniosłymi hasłami z czasów transformacji politycznej mogłaby w wyborach pokonać PiS?
"Nie ma kto wygrać"
Sam Władysław Frasyniuk mówi, że nie może być liderem dzisiejszej opozycji. Może być co najwyżej rzecznikiem obywateli. Także Lech Wałęsa, oprócz zapowiedzi "przystąpienia do akcji i zaangażowania się w walce z PiS-em" nie pali się do ponownego zaangażowania się w politykę. Co prawda, jak mówi dr Anna Materska-Sosnowska – byli opozycjoniści mogą stanąć na czele opozycji pozaparlamentarnej i mogą oni poprowadzić część społeczeństwa, która sprzeciwia się obecnej władzy, ale jestem co do tego bardzo sceptyczna. Sytuacja polityczno-społeczna w naszym kraju jest tak skomplikowana, że wyłonienie zupełnie nowego lidera opozycji i siły, która mogłaby wygrać wybory jest bardzo trudne. Oczywiście możliwe, ale bardzo trudne i na razie nie widać, żeby coś takiego w najbliższym czasie się stało – dodaje dr Materska-Sosnowska.
Być jak Macron
Nową nadzieją dla liberalnej, proeuropejskiej części społeczeństwa jest nowy prezydent Francji Emanuel Macron, który nie tylko został prezydentem, lecz także wraz ze swoja partią wygrał w cuglach wybory parlamentarne. Słychać głosy, że Polska potrzebuje "swojej wersji Macrona", który powstrzymałby odwrót naszego kraju od Wspólnoty Europejskiej, szanowałby różnorodność poglądów, wspierałby liberalne zmiany w gospodarce i byłby tak po prostu "światowy". Jednak każdy zauważy, że wzniosłe hasła i nawoływanie Władysława Frasyniuka czy Lecha Wałęsy do poprowadzenia opozycji do zwycięstwa, przy jednoczesnym uznawaniu nowego prezydenta Francji za polityczne guru nie mogą stać obok siebie. Walka z komunizmem 40 lat temu a walka z demokratycznie wybranym rządem w 2017 roku. Negocjacje przy Okrągłym Stole a uratowanie zdobyczy ostatnich 28 lat i reformowanie państwa. Wyprowadzanie Polski ze strefy wpływów Związku Radzieckiego a zwiększanie znaczenia Polski w Unii Europejskiej. Walka z ZOMO a internetowy hejt i trolling. To tylko niektóre przeciwieństwa, które nie mogą połączyć się w postaci jednej osoby, która mogłaby dokonać zmiany w ówczesnej Polsce.

Odwoływanie się do obywateli i narodu, tworzenie kodeksu wartości, przestrzeganie chrześcijańskich wartości i tradycji, czy porównywanie Jarosława Kaczyńskiego do I sekretarza może przynieść skutek jedynie w gronie ludzi, którzy pozbyli się tęsknoty za PRL-em i dobrze pamiętających miniony system. Do młodych, którzy "mają budować przyszłość" taka retoryka z pewnością nie trafi. Nie interesuje ich (przynajmniej w podstawowym przekazie) kodeks wartości, tragizm wojny ani walka z ZOMO. Przekonać ich mogą tylko konkretne propozycje gospodarcze i społeczne, skuteczna polityka międzynarodowa i spokój. A to wszystko przekazane w nowoczesny sposób.

Pomoc doświadczonych wojowników walczących z komuną – zdecydowanie tak. Wspólne poszukiwanie nowego lidera opozycji – zdecydowanie tak. Korzystanie z ich doświadczenia, obserwacji i pomysłów- tak. Jednak nadęte listy odwołujące się do obywateli do niczego się nie przydają. Trzeba spuścić powietrze, papier listowy zachować na lepsze okazje i zaproponować konkrety.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...