Polskie agentki. Sprytne, bezwzględne i czarujące. Gdyby nie one, historia świata wyglądałaby inaczej

Krystyna Skarbek jako Christine Granville wśród francuskich partyzantów i brytyjskich oficerów, Queyras Valley, sierpień 1944 r. Imperial War Museum
Zyskujesz niewiele, do stracenia masz wszystko. Praca szpiegowska w filmach wydaje się fascynująca i ciekawa, jawi się jako marzenie każdego. Piękne kobiety, szybkie samochody, technologicznie zaawansowane gadżety i adrenalina zapijana wstrząśniętym nie zmieszanym. Ale to tylko fikcja, wytwór wyobraźni, rzeczywistość leży gdzieś daleko. Tym bardziej, gdy szpieg ma zmysłowe ciało i umysł mordercy. Te trzy Polki udowadniają, co potrafi znieść kobieta, by dopiąć swego, jak bardzo jest w stanie się poświęcić dla sprawy.

Nauka cichego zabijania

Krystyna była owocem miłości lekkoducha, bywalca warszawskich salonów Jerzego Skarbka i Stefanii, pochodzącej z rodziny żydowskich bankierów. Urodziła się w 1908 roku. Dziewczynka uwielbiała swojego ojca, a on nazywał ją Vesperale, co oznacza gwiazda wieczorna. Jako dojrzewająca kobieta nie potrzebowała tony makijażu, miała krótkie włosy, wyglądała skromnie. W wyborach Miss Polonia 1929 zajęła drugie miejsce, czego jury pod przewodnictwem Zofii Nałkowskiej pożałuje rok później. Warszawianka Krystyna Skarbek przegrała z lwowianką Zofią Batycką – a ta nie będzie chciała oddać przechodniej korony.



Jej pierwsze małżeństwo, które zawarła w wieku 18 lat trwa zaledwie 6 miesięcy - ta zdolna i pełna życia dziewczyna nie była w stanie dłużej wytrzymać z nudnym przemysłowcem. Za drugiego partnera - malarza i podróżnika, Jerzego Giżyckiego wychodzi w 1938 roku i wyjeżdżają do Kenii, na terenie której nowy małżonek czekać ma na rozpoczęcie pracy w ambasadzie w Addis Abebie (Etiopia). Dla Krystyny miała to być pełna przygód podróż, a tymczasem pobyt w Afryce sprowadza się do nudnych bankietów i spotkań z dyplomatami. Wybuch wojny oznacza ostateczny koniec tego małżeństwa – kobieta wyjeżdża do Anglii sama.
Latem 1940 roku Winston Churchill podejmuje decyzję o stworzeniu Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE). Ta komórka ma być odpowiedzialna na werbowanie, szkolenie i wysłanie agentów na kontynent przejęty przez Hitlera. Ci, którzy mówią w obcych językach mają stać się tajną armią premiera, szukano zatem ludzi bystrych, kreatywnych i skłonnych do ryzyka. Działania w ramach SOE nie są niczym ograniczane – ma być efektywnie, dlatego z więzień zwolniono wielu oszustów czy morderców, których umiejętności przydać się mają w procesie szkolenia przyszłych szpiegów. Do Ministerstwa Spraw Zewnętrznych zgłasza się Krystyna Skarbek – chce walczyć z Niemcami. Zanim jednak zostanie przydzielona do najważniejszej sekcji „F” (grupa, która miała być zrzucona na spadochronach do Francji), odbierze telefon od drugiego byłego męża. Ten powie jej: „Pytali mnie o ciebie, powiedziałem, że jesteś idealna, proszę cię, Krysiu, współpracuj”.

W otoczonym gęstym lasem pałacu Krystyna spędzi kilka miesięcy. Przez siedem dni w tygodniu uczyć się będzie wszystkiego, co niezbędne szpiegowi: jak otworzyć sejf, zgubić ogon, strzelać w biegu, pisać atramentem z potu i krwi, przetrwać w lesie, zmienić wygląd („popiołem z papierosa podkreślić zmarszczki i worki pod oczami”), znieść tortury. Na szkoleniu Krystyna czuje się jak ryba w wodzie – szybko się uczy, świetnie walczy, łatwo przyswaja wszystkie zasady. W połowie 1941 roku jest gotowa. Jest w stanie zabić jednym ciosem. Krystyna Skarbek zmienia się w Christine Granville „Pauline” i zostaje wysłana do Węgier, gdzie ma znaleźć innego agenta, Andrzeja Kowerskiego, a zdobyte informacje dostarczyć do Generalnego Gubernatorstwa. „Pauline” postanawia je przenieść, pokonując trasę, która wydaje się nie do pokonania w zimie – przez słowackie Tatry. Ma wyruszyć z grupą polskich żołnierzy, których wraz z Kowerskim wykupili za łapówki z obozów internowania. Ten prosi ją jednak, by zrezygnowała z tego szalonego pomysłu – nie wiadomo czy łączyła ich miłość, ale na pewno mieli gorący romans, mężczyzna się o nią martwił.

Szkolenie, które przeszła pierwszy raz ratuje jej życie. Podczas śnieżycy, ponad dwa tysiące metrów nad poziomem morza nie zasypia – wie, że grozi to zamarznięciem. Niektórzy żołnierze padają ze zmęczenia i już się nie budzą. Do Polski dotrze zaledwie garstka pod przewodnictwem Krystyny. Swoje umiejętności wykorzysta ponownie, gdy zatrzyma ją Gestapo. Podczas przesłuchania będzie tak mocno gryzła się w język, że zacznie pluć krwią. Nie bez powodu, ma wytłumaczenie – na jej płucach są ciemne plamy; w młodości przez dwa lata pracowała w fabryce Fiata w Warszawie, a biuro było nieustannie zadymione, wdychała spaliny. Tłumaczy, że od lat cierpi na gruźlicę. Zostaje wypuszczona, jednak ani w Budapeszcie, ani w ojczyźnie nie ma już dla niej miejsca – wszyscy uważają, że uwolnienie się z rąk Gestapo jest niemożliwe, więc uznają ją za szpiega wroga. Wsiadają z Andrzejem w samochód i odwiedzają Turcję, Syrię, Palestynę i Egipt, a podróż skończą w Libii. Nie dostają jednak nowych misji. Dlaczego? Historycy w tej kwestii nie mają pewności. Najprawdopodobniej Skarbek przestała być wiarygodna. Potraktowano ją jak podwójnego agenta.

Anglicy zawieszają współpracę z Krystyną, więc ta postanawia na własną rękę wykonać swoje najważniejsze zadanie – uwolnić z getta w Warszawie matkę Stefanię. Jest to jednak trudniejsze niż przeprawa przez zimowe Tatry: nie zna nikogo w stolicy, a sama uznawana jest za szpiega Gestapo. Ma jedynie dużo pieniędzy. Nieznajomość obyczajów panujących w tym okresie i brak kontaktów nie ułatwiają sprawy, więc zdesperowana stawia wszystko na jedną kartę – oferuje pieniądze przypadkowemu oficerowi SS, a w jego mieszkaniu, gdy okazuje się, że nie tylko o zaliczkę chodzi, kładzie się na łóżko. Mężczyzna znika z gotówką, a ona zostaje z niczym. Jej matka umiera w getcie pod koniec 1942 roku.

Do SOE wraca w 1944 roku. Rzucane nań podejrzenia przez polski wywiad, Brytyjczycy ostatecznie uznają za nieprawdziwe, więc od MI6 otrzymuje najważniejsze zadanie: zrzut na spadochronie do Francji, gdzie nawiąże kontakt z brytyjskimi szpiegami. Doskonale wie, co ma robić, zwraca uwagę na wszystkie detale, które mogą ją zdradzić. Wyskoczy w okolicy Grenoble. Plany jednak ulegają zmianie. Sterujący samolotem pilot postanawia wylądować, wydaje mu się, że znajdują się na tyle daleko od bazy wroga, że nic im nie grozi. Okazuje się, że bardzo się mylił. Jadąca do Normandii dywizja SS postanowiła niedaleko zrobić przystanek i najprawdopodobniej usłyszała lądujący samolot. Druga zła wiadomość, to to, że wcześniej aresztowano trzech członków siatki szpiegowskiej. Przetrzymywani są w malutkim mieście niedaleko Grenoble.

Krystyna, bez makijażu i w skromnym ubraniu jedzie do siedziby Gestapo w Digne-les-Bains. Bez zastanowienia kieruje się do gabinetu szefa aresztu. Prosi o rozmowę na osobności. Wprost mówi, po co przyszła – żąda uwolnienia bardzo ważnych ludzi dla Wielkiej Brytanii, przewiduje, że za kilka tygodni wkroczą na ten teren wojska aliantów i wtedy szef nie będzie miał okazji na ocalenie własnej skóry. Na biurku kładzie plik pieniędzy. Między innymi za tę bezczelność rok później usłyszy od Churchilla, że jest jego „ulubionym szpiegiem”. Premier przypnie jej również medal, a o misjach, które wykonała powie, że są „fan-tas-ty-czne”. Tak zakończy się jej współpraca ze służbami.

***
Ian Fleming to nie tylko autor serii o Jamesie Bondzie. Obdarzony niezwykłą wyobraźnią pisarz w czasie wojny pracował w brytyjskim wywiadzie. Gdy w 1940 roku przedstawił szefowi wywiadu Stewartowi Menziesowi 51 pomysłów kamuflażowych, okazało się, że niektóre z nich były zbyt śmiałe nawet dla samego agenta 007. Zaangażowaniem zdobył sławę i uznanie, dlatego po wojnie nie musiał martwić się o swoją sytuację i mógł wolny czas spędzać według własnego widzimisię – odwiedzał luksusowe hotele, lokale i podróżował. Jego talent pisarski świat pozna w 1953 roku – wtedy ukazuje się pierwsza część o Jamesie Bondzie. Tymczasem w 1951 roku wsiada na pokład statku Ruahine.
Ruahine to luksusowy liniowiec pasażerski, kursujący na trzytygodniowej trasie Liverpool-Wellington. W tym czasie nie trudno o nudę, dlatego dla pasażerów załoga przygotowuje zestaw rozrywek – bilard, basen, kasyno czy bar. Ale to może być mało, dlatego statek ma swoją specjalność, „atrakcję wieczoru”, Krystynę Skarbek. Jest jedną ze stewardes, która po godzinach zabawia znużonych gości opowieściami szpiegowskimi. „Po godzinach”, bo za dnia sprząta, wyrzuca śmieci, szoruje kabiny prysznicowe, a wieczory spędza w kajucie Fleminga. W łóżku opowiada mu o swojej przeszłości. Jest już po wojnie, a kobieta nieustannie pociesza się, że ma dopiero czterdzieści cztery lata, wszystko jeszcze przed nią i należy cieszyć się, że w ogóle udało jej się znaleźć pracę. Nie jest do końca szczęśliwa, nie lubi nudy. Szybko rzuciła swoje wcześniejsze zajęcia – telefonistki czy sprzedawczyni w londyńskim sklepie Harrods. Za Londyńczyków, którym teraz usługiwała, prawie zginęła w czasie wojny.

***
Rejs w styczniu 1952 roku będzie dla Krystyny ostatnim, a jej romans z Flemingiem jest już przeszłością. Wielu uważa, że była pierwowzorem dziewczyny Bonda – każdej kolejnej, nie tylko Vesper Lynd. W tym czasie Skarbek ma również romans z kolegą z pracy – Dennisem Muldowneyem – apodyktycznym , zazdrosnym i wybuchowym. Gdy kobieta ostatecznie z nim zrywa, ten wpada w furię. Kilka miesięcy później zabija ją w pokoju hotelowym, w którym Polka dorabiała jako pokojówka. Kobieta ma wystarczające umiejętności, by pokonać roztrzęsionego kochanka, jednak gdy ten wbija jej nóż w serce mówi jedynie „przepraszam”. Za co jednak przeprosiła? To do końca nie jest jasne. Istniały podejrzenia, że po tym jak została odrzucona przez brytyjski wywiad zwerbowali ją Sowieci – była łatwym kąskiem, nie dostawała zleceń, nie otrzymała godziwej pracy ani obywatelstwa. Jej odprawa wyniosła sto funtów, a do komunistycznej Polski nie mogła wrócić. Miała prawo czuć rozżalenie. Nie ma jednak dowodów, że dała omamić się KGB. Możliwe, że bardziej zaszkodził jej rozwiązły tryb życia i znajomość z fanatycznym patriotą Ianem Flemingiem. Krystyna miała ponad stu kochanków i tendencję do opowiadania o swojej przeszłości w łóżku. Fleming uważał, że dobry agent powinien w każdej sytuacji trzymać usta na kłódkę – można go do tego przekonać na dwa sposoby: albo uhonorować, wspomagać finansowo, albo zabić. Wiadomo, co jest tańsze z tych dwóch propozycji…

"Jesteś niemiecka dziwka i żaden Polak ci tego nie zapomni!"

Halina Szwarc pamięta o zimnym spojrzeniu, włosy upina w nienaganny kok, nigdy nie opuszcza zajęć. Towarzyszy jej swastyka wpisana w czarnego orła. Należy do żeńskiej sekcji Hitlerjugend. Polacy na ulicy nie muszą pluć w jej stronę czy grozić – i tak wie, że nią gardzą. W jej żyłach płynie tylko 25% niemieckiej krwi, a i tak chce zostać obywatelką Rzeszy. W maju 1940 roku, siedemnastolatka powtarza „Łódź to teraz niemieckie miasto, trzeba się dostosować”. Wszyscy muszą uwierzyć, że kocha Rzeszę. A potem pójdzie na ulicę Julianowską, zapuka do drzwi i da wyraz swojej jeszcze młodzieńczej naiwności. Na pytanie o hasło odpowie: „Dzień dobry, ja bym się chciała do konspiracji zapisać”. W tamtych czasach to jej jednak nie skreśla.

Szwarc została agentką mając zaledwie osiemnaście lat. Bez przeszkolenia, będąc członkinią Związku Niemieckich Dziewcząt, starając się jednocześnie o niemieckie obywatelstwo. Dlaczego? Chyba sama tego nie wie. Wytłumaczenia szuka trochę w patriotycznej agitacji, trochę w buncie przeciwko rodzinie (potępiano jej młodzieńczy entuzjazmu), a trochę w samych Niemcach, którzy swoim okrucieństwem dawali powód. Od razu polecono jej, by zniknęła z Łodzi. W Kaliszu dostaje się do szkoły średniej – trafia do klasy z uczniami niebieskiej volkslisty – patrzą na nią podejrzliwie, przecież nie jest Niemką, tak jak oni. Odrzucenie przekuwa w swój wielki atut. Wolny czas spędza na gorliwej nauce, a zdobytą wiedzę wykorzystuje podczas wizytacji z kuratorium. SS jest pod wrażeniem. Dziewczyna bez zająknięcia odpowiada na pytania, gdy cała klasa milczy. W nagrodę zostaje wpisana na niebieską volkslistę i dostaje swój własny egzemplarz Mein Kampf. Maturę z wyróżnieniem zdaje jako jedyna, ale poza spełnieniem ambicji zdobywa coś więcej – perfekcyjnie zna język, ma wiedzę, będzie bardzo cennym szpiegiem AK.
Jej szefem zostaje Zygmunt Janke. Od początku czuje, że trzeba dbać o Halinę – szkoda byłoby stracić dziewczynę z takimi perspektywami. Zostaje odesłana do wsi Piwonice, gdzie wyznaczono ją do pracy nauczycielskiej. Wywiad ustalił, że jednym z uczniów jest syn podpułkownika Virgo, który decyduje o każdej żywej duszy na tym terenie – czy to polskiej, czy żydowskiej. W 1941 roku poznają się osobiście. On - zarządca wspaniałej willi; ona – biedna (niemiecka!) nauczycielka, która musi mieszkać w starej chałupie. Mężczyzna szybko ulega czarowi Haliny i proponuje, by zajęła jeden z wielu wolnych pokoi w willi. Szybko utwierdza się w przekonaniu, że może ufać tej drobnej blondynce, a ona skrupulatnie zapisuje każde słowo, przepisuje dokumenty pozostawione w domu, tworzy staranne raporty dla wywiadu. Koniec roku szkolnego, to idealny moment, by nie wzbudzić podejrzeń i wycofać agentkę z domu Virgy. Zdobyła już wystarczająco informacji.

Kolejna misja wymaga od niej zamieszkania w Wiedniu. Wszystko musi zorganizować sama, ale zadanie zostaje określone dokładnie – otrzymaną prasę i ulotki ma dostarczyć do jak największej liczby rodzin niemieckich. Akcja ma wzbudzić załamanie psychiczne i rodzaj zwątpienia – podrobione nazistowskie gazety są inteligentnym pomieszaniem prawdy i kłamstwa, tak, by odbiorcy nie zorientowali się, co jest czym, wpadli w dołek psychiczny, widząc szereg fałszywych nekrologów swoich synów, ojców, braci. W tym czasie Halina dużo czasu spędza w pociągach. To w jednym z nich pierwszy raz słyszy o „pracy w obozach”, a dokładnie o niemieckich eksperymentach z gazem, próbach opracowania najbardziej korzystnego finansowo i czasowo sposobu na pozbycie się Żydów. Dowiaduje się, że niedługo montowane prysznice będą „nierdzewne, dobrej firmy. Żeby widzieli”.

W 1943 roku Halina Szwarc „zmienia się” w studentkę medycyny morskiej i ciekawską turystkę. Pod kryptonimem „Jacek II” jedzie do Hamburga. Już pierwszego dnia, trafiwszy na znudzonego cywila, udając naiwną dziewczynę, wsiada do jego motorówki. Spędzą razem czas, a ona w zamian pójdzie z nim wieczorem na koniak. Nastoletni kapitan ma wielkie ambicje i długi język – bez zastanowienia odpowiada Halinie na pytania, wskazuje budynki maskujące, hangary dla U-Bootów, a kiedy znika na chwilę pod pokładem, ona fotografuje cały port. Po dokładnym zwiedzeniu miasta, wszystkie lokalizacje (działa, armaty, punkty maskujące) nanosi na mapę. Potem, między innymi dzięki jej pracy, kilkusetletnie miasto zostanie praktycznie zrównane z ziemią. Nalot nastąpił z 24 na 25 lipca. Upał powoduje, że po zrzuceniu kilkuset bomb, pożary przenoszą się w bardzo szybkim tempie. Alianckie bombowce precyzyjnie niszczą miasto, stocznie, hangary, port, dzielnice mieszkalne. Nie ma szansy na jakąkolwiek akcję ratunkową. W schronach duszą się ludzie. Następnego dnia Halina patrzy na zwęglone ciała i czuje, że nie miała wyboru, to jedyny sposób. Szybko dokumentuje efekty swojej działalności i wyjeżdża. Wie, że będą kolejne naloty. Podejmuje jednak decyzje – po wojnie będzie leczyć ludzi. Zaczyna studia w Poznaniu, które są nie tylko pasją, ale elementem konspiracji.

Gdy jej działalność wychodzi na jaw, Gestapo zabiera ją wprost z mieszkania w Łodzi. Jest torturowana, bita na oślep, kaci nie mogą powstrzymać swojej wściekłości. Próbuje ratować się z sytuacji, obiecując, że gdy pojadą do jej mieszkania przekaże notes z adresami i nazwiskami. We własnym domu szuka cyjanku potasu. Nie udaje jej się, ale Gestapo jej nie zabije – za dużo wie. W więzieniu próbują jeszcze wydobyć z niej informacje przy pomocy młodej Rosjanki-szpicla. Zaledwie dwudziestoletnia Halina jest zbyt doświadczona i bystra, by jej nie rozgryźć. Czuje jednak, że już nie opuści tej celi, dlatego podpisuje podsunięte jej pismo, w którym przyznaje, że jest komunistką – nie ma nic do stracenia. W 1945 ucieka z więzienia – a raczej wszyscy więźniowie odzyskują wolność, po tym jak nadciąga wschodni front, a Niemcy uciekają. W tym roku Szwarc ujawnia również swoją działalność, ale inwigilowana będzie aż do 1989 roku. Dwa lata po wojnie skończyła studia medyczne na UP. Spełniła marzenie, by leczyć ludzi. Zmarła w 2002 roku w Warszawie.

"Kto pani, do cholery, kazał być szpiegiem?"

Oficerom tatarskim, którzy próbują bronić Krymu bolszewicy przywiązują do nóg czterdziestokilowy ciężar i zrzucają do zatoki. Wszyscy wiedzą, żeby nie jeść ryb. Gdy otwierało się pod wodą oczy można było robić sobie zdjęcia z tym podwodnym tłumem – 26 lat później, w 1942 roku robili tak żołnierze Waffen SS. Takie zadanie z nurkowania.

Mała Marysia Sapieżyna (z domu Zdziechowska) z czasów dzieciństwa zapamięta, że musi uodpornić się na śmierć i masakrę, straszne wieści i powód, przez który nie mogła jeść ryb. Jej ojciec lubi brawurową jazdę i ryzyko, matka dniami odsypia nocne wizyty na salonach. To do jej domu rodzinnego 31 grudnia 1916 roku wpadnie Dymitr Pawłowicz – morderca Rasputina, z którym kilka dni wcześniej rozmawiała jej matka, Marta Zdziechowska, a ona podsłuchiwała tajne zwierzenia księcia planującego mord. W Rosji szaleje rewolucja.

Rodzina postanawia wrócić do Polski, gdzie Jerzy Zdziechowski angażuje się w politykę. Jest przyjacielem Dmowskiego, wrogiem Piłsudskiego, posłem Stronnictwa Narodowego oraz wydawcą pism antysemickich i faszyzujących. Jednym z przyjaciół Jerzego jest krytyk Tadeusz Breza – to on przyniesie dla Marysi awangardową „Ferdydurkę”, o której ojciec powie, że to „chała i pusta prowokacja”. Z podobną niechęcią podsumuje portret wykonany jego córce przez Witkacego. Dzieło nie spodoba się również ówczesnemu mężowi kobiety. Jan Sapieha, którego żoną została w 1934 roku nazwie go „koszmarem”, który uparta Maria i tak powiesi w honorowym miejscu.

W Europie zaczyna robić się gorąco. Wszyscy zastanawiają się czy wybuchnie wojna. Rodzina Sapieżyny przenosi się na Kresy Wschodnie – to tam dotrze do nich informacja, że Hitler postanowił zająć Europę, ale propaganda płynąca z polskiej prasy uspokajać będzie, że kraj jest silny i zawstydza Niemców. Szybko okazuje się to mrzonką i już 17 września rodzina pośpiesznie wsiada do samochodu i ucieka: najpierw do Wilna, a następnie na polecenie Sikorskiego Jerzy wyjeżdża do Francji. Nie od razu uda mu się załatwić wizy dla członków rodziny. W oczekiwaniu na wyjazd, Maria spędza czas z Michałem Tyszkiewiczem, który dzieli z nią swoje smutki z powodu uwięzienia na Pawiaku żony, Hanny Ordonówny – kobieta, podobnie jak rodzice lubi obrać się w wyższych strefach, wśród artystów.

Upragniony wyjazd do Francji wcale nie jest dla Marii pocieszeniem. Francuzi winią Polaków za sprowokowanie Hitlera i wywołanie wojny. Na ulicy woli nie używać ojczystego języka, jej córka została za to opluta. Po dwóch miesiącach ojciec wtajemnicza ją i proponuje pracę dla wywiadu Oddziału II Komendy Głównej. Ta zgadza się – wściekłość na Francuzów pomogła jej w podjęciu decyzji. Marię pod swoje skrzydła bierze Marian Romeyko. Chce wykorzystać perfekcyjny francuski arystokratki, uczy jak zgubić ogon, rozpoznawać tropy. Do pierwszej misji dla siatki „F2” zostaje wyznaczona bardzo szybko, bo już po kilkunastu dniach. Ma być kurierem, dowieźć paczkę do Nicei.

Do wiosny 1942 roku Maria wykonuje kilkanaście podróży do Vichy, mieszka już na stałe w Nicei, ma nawet adoratora. Zakochany jest w niej faszystowski dygnitarz Giuseppe Frediani (gubernator Mentony), osobisty znajomy Mussoliniego. Wykorzystując to zauroczenie i znajomości polityka, Maria przekonuje go, by zdobył dla niej pozwolenie na wjazd do Włoch bez kontroli – naturalnie mężczyzna ulega, a Sapieżyna dostarcza pieniądze i radiostację polskim agentom w Rzymie. W Italii uskrzydlony Frediani gwarantuje Marii największe wygody, włącznie z wniesieniem walizki do hotelu – gdy chce do niej podrzucić liścik miłosny odkrywa szmuglowaną radiostację, jednak zamiast zgłosić to do służb, wie, że Maria będzie idealna do misji, którą planuje (chce porozumienia z Brytyjczykami poprzez stronę polską, zależy mu, by Włosi opuścili wojenną zawieruchę). Ostatecznie i Sapieżyna, i Frediani przesłuchiwani będą jako alianccy szpiedzy – wydał ich „Ksiądz Kwiatkowski”, któremu Maria przekazała paczkę i który „miał już dość wojny”. Chciał tylko pieniędzy i spokoju.
Pobyt w Rzymie zaowocował jeszcze jednym ważnym momentem w życiu młodej kobiety. Jako kuzynka metropolity krakowskiego, Adama Sapiehy, 25 lipca 1942 spotkała się z Piusem XII. Nie bez powodu dokładna data jest tak ważna – to czas, gdy Niemcy rozpoczynają „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”, a do Głowy Kościoła już niedługo przylgnie miano „milczącego papieża”. Maria nie jest tylko na prywatnej audiencji jako „kuzynka kardynała z Polski”, jej zadaniem jest zbadać grunt, dowiedzieć się, dlaczego papież milczy w sprawie prześladowań, co myśli o faszyzmie. Rozmowa jednak szybko przestaje być dyplomatyczna. Później w swoich wspomnieniach Maria zapisze, jak bardzo zawiodła się na Ojcu Świętym, który nie dał jej otuchy, nadziei, uciekał w ogólniki i nie potrafił kategorycznie potępić wojny. Była bardzo wierząca. Z Włoch Sapieżyna trafia prosto do więzienia w Berlinie, które na tyle ją przytłacza, że prosi o przeniesienie do… obozu koncentracyjnego. Myśli, że to „więzienia pod gołym niebem”. Ma jednak szczęście, bo z czystej złośliwości nie otrzymuje zgody na zmianę lokalizacji. Nadzorujący ją oficer Gestapo, który wcześniej jej odmawia, z czasem zaczyna pękać. W połowie 1944 roku chce jej pomóc, okazuje się również, że stosowne działania podjęła jej rodzina. Rok później, w kwietniu, po trzech latach opuszcza więzienie. Udaje jej się wylecieć z miasta ostatnim samolotem przed wkroczeniem Armii Czerwonej.

Rodzina czeka na nią w Szwecji - to dzięki politykom tego kraju udało się uwolnić Marię. Wszyscy chcieli pomóc córce „przedstawiciela polskiego rządu”. Później Sapiehowie przenoszą się do Anglii. Jerzy Zdziechowski wraca do Krakowa po odwilży w 1956 roku. Maria odwiedza go dopiero pod koniec lat 70., a w jej ostrożnym, nastawionym na podsłuchy zachowaniu nadal daje się poznać wojenne lęki. Do Polski, do której tęskniła przez długie lata emigracji wraca dopiero w 1992 roku, po śmierci męża. Rok później, chociaż chciała, by jej powrót był cichy i niezauważony zostaje odznaczona przez Lecha Wałęsę Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. O tęsknocie i miłości do ojczyzny, które odczuwała na emigracji nigdy nie zapomni. Zmarła w 2009 roku.


Artykuł powstał na podstawie książki Marka Łuszczyny "Igły. Polskie agentki, które zmieniły historię", w której autor opisuje działalność dziesięciu kobiet-agentek.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...