Są samochody, które mówią, że "stać cię na więcej", ale wcale nie są dużo droższe. Oto Land Rover Discovery Sport

Nowy Land Rover Discovery Sport.
Nowy Land Rover Discovery Sport. Fot. naTemat.pl
Co zrobić, gdy chcemy mieć SUV-a, po które masowo sięgają kierowcy, a jednocześnie wolelibyśmy się trochę wyróżnić? Wtedy pozostaje rozważyć nam markę, na którą nie wszyscy mogą sobie pozwolić, ale jednocześnie bardzo dobrze ją znają. Trochę jest tak w przypadku nowego Land Rovera Discovery Sport, który swoim designem budzi mieszane uczucia, ale jednego nie można mu odmówić: zwraca uwagę. I wcale nie dlatego, że jest czerwony jak cegła.

Wiele lat temu ta marka raczej nie kojarzyła się z tym, co dostajemy od niej w najnowszych modelach. Znajoma z redakcji, która jeździ właśnie takim „starszym bratem” żartowała, że chyba specjalnie zaparkowałem obok nowym Discovery, żeby ją zdenerwować.
„Starszaki” to siermiężne samochody, które może i nie są atrakcyjne wizualnie, ale swoim wyglądem dają do zrozumienia, że mało czego się boją. „Młodziaki”, a właściwie ten jeden „młodziak”, którego widzicie na zdjęciach to już zupełnie inna bajka. Wygląda luksusowo, taką też ma otoczkę, a jednocześnie gwarantuje ponadstandardowe możliwości na drodze.
Mówi się, że opinia jest jak tyłek, każdy ma swój. Tak też jest w przypadku Land Rovera Discovery Sport. Nasłuchałem się, że trochę dziwoląg, że ma dziwny tył, który wygląda jak ulepiony z plasteliny i doczepiony z innego samochodu. A ja powiem przewrotnie, że mi się podoba. Może i nie zachwyca, ale się podoba. Jest dokładnie tym, czego mógłbym spodziewać się po Land Roverze. Współgra z wyobrażeniem, jakie można mieć na temat tej marki, znając ją albo jedynie z widzenia na ulicy, albo ze starszych modeli. To właśnie ten „tył” jest miejscem, gdzie najszybciej ląduje wzrok. Jest charakterystyczny i „wystający”, jak słusznych rozmiarów pośladki. Klapa bagażnika niemal równo na pół dzieli reflektory, które z tyłu – chyba przez te kółka w środku – coś mi nie podeszły.
Discovery Sport ma także tę przewagę, że nie udaje SUV-a. Po prostu nim jest. Gdy patrzy się na to, co niektórzy bardzo chcieliby uważać za SUV-y, ten Land Rover wygląda na ich tle jak większy i starszy kolega z podwórka, który litościwie patrzy na nich z góry. Nie jest wielki, jest po prostu słusznie duży, taki jak można oczekiwać od SUV-a. Z przodu jest równie charakterystyczny, jak z tyłu: wyraźnie pochylona część maski (to akurat średnio trafia w mój gust), spora nazwa modelu, podwójny grill. Gdzieniegdzie na nadwoziu trafiamy też na zielonkawe logotypy brytyjskiej marki i wloty powietrza.
O tym, że to nie jedynie luksusowy SUV, przypominają plastikowe nadkola, wysoki prześwit czy masywne osłony np. z tyłu. Prześwit w wersji, którą widzicie ma 284mm, w innych 275mm. Dodatkowo dochodzi tutaj wyjątkowa głębokość brodzenia, bo jak chwali się producent, aż 600mm, czyli 60 centymetrów. Czy wyobrażacie sobie już, gdzie można wjechać tym autem? Wystarczy nie tylko na mityczne dziurawe polskie drogi, ale i bezdroża, gdzie wody jest nieco więcej niż w kałużach. Żebyśmy przypadkiem nie wpadli głębiej, wspiera nas specjalny system, który czuwa nad poziomem brodzenia auta. Na ekranie widzimy na bieżąco to, jak bardzo jesteśmy zanurzeni.
Systemów, które dbają o to, byśmy nie szukali gospodarza z traktorem do wyciągnięcia nas trudnego terenu, jest naturalnie więcej. To trochę taki idiotoodporny SUV, który dostosowuje właściwości samochodu do warunków jazdy. Włączając odpowiednie opcje (można się w nich połapać nawet wcześniej nie mając wielkiego doświadczenia z jazdą w terenie), możemy dostosować samochód do typu podłoża, po którym jedziemy. Do wyboru, do koloru, od błota, przez piach. Gdy przeciskałem się nim przez mazurskie utwardzone i nieutwardzone drogi pośrodku niczego, zupełnie szczerze miałem spokojną głowę. Na oko 12-letni chłopiec, który nawigował nas nad jezioro, na moje pytanie: czy drogą, którą wskazuje (jeszcze gorsze bezdroża w krzakach) sobie poradzę i przejadę, tylko spojrzał na samochód stwierdził rozbrajająco: „łoooo, tym samochodem to bez problemu”. I tak też było. Czy wspominałem już o obecnym tu napędzie na cztery koła?
Nie miałem okazji za to sprawdzić, jak radzi sobie z holowaniem przyczepy. Tutaj w teorii wygląda to natomiast równie obiecująco: uciąg rzędu 2500kg, opcjonalnie elektrycznie wysuwany hak i system stabilizacji toru jazdy przyczepy. Podobne systemy opisywaliśmy ostatnio w nowym Volvo V90 Cross Country. W razie potrzeby jest także taki tempomat offroadowy, czyli ustalamy stałą prędkość w zakresie 2-30km/h i skupiamy się tylko na prowadzeniu.
Wewnątrz Land Rover jest oszczędny. Ekstrawagancją jest (za każdym razem zwracam na to uwagę) dźwignia do zmiany biegów. A właściwie to kółko, które wysuwa się z panelu pomiędzy fotelami. Biegi zmieniamy lekko kręcąc pokrętłem w lewo czy prawo. Niektórzy z mniej wprawnym okiem, gdy samochód jest wyłączony, szukali zaciekawieni, jak tutaj zmieniać biegi. W przestronnym środku można poczuć się trochę jak w terenówce, ale nowej generacji. Proste, nieprzekombinowane wnętrze z dobrej jakości materiałów, z wielką kierownicą na środku. Nie mogłem się za to długo przyzwyczaić do faktu, że okna i lusterka kontroluje się małym panelem z przyciskami umieszczonym na drzwiach tuż pod szybą kierowcy. Ręka odruchowo zawsze leciała w bardziej standardowe miejsca.
2-litrowy silnik o mocy 240 koni mechanicznych (spalanie 9l/100km), które miał te model, to co najmniej podstawa w aucie o tym charakterze i takich gabarytach. „Sport” w nazwie tego modelu raczej nie odnosi się do sportowego sprintu na 100m. Bardziej do typowego runmaggedonu, gdzie przez błoto i przeszkody lecimy do przodu. Może nie najszybciej, ale skutecznie. Cena podstawowego modelu ze zdjęć to 230 tys. zł. Parę dodatków i już mamy 60 tys. zł więcej. Najtańszego Discovery Sport wyrwiemy za 150 tys. zł, ale nie będę udawał, że poradzicie sobie bez dodatków za kolejne 50 tys., więc chętni muszą przygotować pewnie co najmniej 200 tys. zł.
Czy warto? Tu wracamy do początku tekstu i kwestii opinii: każdy ma swoją. Jeśli szukasz czegoś premium, co na tle całej masy volkswagenów, nissanów, peugeot’ów, mazd wygląda klasę wyżej, możesz go rozważyć. Dodatkowo dostaniesz ponadprzeciętne właściwości terenowe. Pamiętaj jednak, że ten model musi ci się podobać, a w tym przypadku to zazwyczaj nie jest miłość od pierwszego wejrzenia.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...