Na szczycie G20 prezydenta Trumpa zastąpiła... córka. Dr Sibora: To obraza i skandal dyplomatyczny

Prezydent Trump odszedł od stołu głów państw. Jego miejsce nie pozostało jednak puste. Szybko zajęła je jego córka, Ivanka.
Prezydent Trump odszedł od stołu głów państw. Jego miejsce nie pozostało jednak puste. Szybko zajęła je jego córka, Ivanka. fot. Getty Images
W dyplomacji są rzeczy święte, których nie można naruszać. Miejsce głów państw przy głównym stole obrad jest niczym królewski tron. Prawo do zasiadania przy głównym stole obrad mają tylko szefowie delegacji. Jest to jedna z tych świętych zasad. Trudno sobie wyobrazić sytuację, gdy od głównego stołu obrad odchodzi Putin, a na jego miejscu siada Ławrow, a miejsce Obamy zajmuje Kerry – mówi dr Janusz Sibora.

Dlaczego to, kto gdzie siedzi ma takie znaczenie? "Miejsca głów państw są przeznaczone i zarezerwowane właśnie dla nich i tylko dla nich. To kwestia szacunku dla majestatu państwa. Szacunku rozumianego podwójnie, tak na potrzeby polityki wewnętrznej, jak i zagranicznej. Dziś ta właśnie uświęcona tradycją i zwyczajem zasada została bezceremonialne złamana przez Trumpa. Podczas obrad G20 doszło do skandalu" – tłumaczy znawca protokołu dyplomatycznego, dr Janusz Sibora.



Jak podkreśla ekspert, choć Ivanka jest formalnie członkinią amerykańskiej delegacji, to jej ranga jest bardzo niska, więc nie powinna zajmować miejsca przywódcy USA. "Prezydent Trump siedzący między premier Theresą May, a prezydentem Xi Jinping odszedł na chwilę od stołu obrad. Jego miejsce nie zostało jednak puste. Polityka rodzinna Trumpa nie przewiduje pustych miejsc. Na miejscu zarezerwowanym dla głowy państwa zasiadła... córka Ivanka Trump. Choć jest ona formalnie członkiem amerykańskiej delegacji i posiada bardzo niską rangę doradczyni, przez cały czas obrad zajmowała miejsce w dalszym rzędzie" – opisuje historyk dyplomacji.

Sytuacja szybko stała się niezręczna. "Zajmując miejsce przeznaczone dla głów państw wprowadziła w duży kłopot, tak Angelę Merkel jako gospodarza, jak i pozostałe głowy państw, dla których sytuacja stała się dyskomfortowa. Zasiadanie kilkunastu prezydentów państw przy jednym stole z doradcą w języku dyplomacji jest określane mianem obrazy" – stwierdza dr Sibora.

Ekspert tłumaczy, że dyplomacji, a już zwłaszcza na szczytach władzy, nie ma miejsca na radosną improwizację. "Zasady precedencji wymyślono nie dla zaspokojenia dumy własnej prezydentów, lecz jest ona wyrazem szacunku dla majestatu państwa, który reprezentują. Ten majestat został naruszony. W ten sposób dorobek cywilizacyjny po prostu się burzy. To dopiero początek skandalu" – ocenia dr Janusz Sibora.

Myliłby się ten, kto uznałby, że ta niespodziewana zmiana miejsc nie zwróciła powszechnej uwagi. "Zachowanie córki prezydenta spotkało się z oburzeniem w kuluarach G20. Podczas konferencji zamykającej obrady dziennikarz z WSJ wprost zapytał Angelę Merkel jak mogło dojść do takiej sytuacji. Wszyscy mogli zobaczyć zaskoczoną tym pytaniem kanclerz, którą wcale nie tak łatwo wyprowadzić z równowagi" – mówi ekspert.

Szefowa Niemiec musiała coś wymyślić na poczekaniu, by wyjaśnić niezwykłą sytuację. "Kanclerz potrzebowała kilku sekund by zebrać myśli i przygotować w głowie odpowiedź. Zakłopotana Merkel stwierdziła, że formalnie córka prezydenta jest członkiem delegacji, a delegacja może sama decydować kto jej w danej chwili przewodniczy" – relacjonuje dr Sibora.

"Oczywiście Merkel nie umiała wyjaśnić dlaczego córka usiadła do stołu zarezerwowanego od wieków dla głów państw. Prawo dyplomatyczne, protokół dyplomatyczny i zasady kurtuazji, czyli dorobek cywilizacyjny, który budujemy od czasu Kongresu Wiedeńskiego niszczone są na naszych oczach. Społeczność międzynarodowa nie może się na to godzić" – ostrzega ekspert.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...