Jak zostali testerami. Uczą się na cudzych błędach i zarabiają nawet 13 tys. zł. "Muszę się wcielić w rolę szaleńca"

Konferencja gier komputerowych w Centrum Kongresowych ICE w Krakowie. Zdjęcie poglądowe
Konferencja gier komputerowych w Centrum Kongresowych ICE w Krakowie. Zdjęcie poglądowe Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Odpalasz grę. Kończysz pierwszy poziom, potem błyskawicznie przechodzisz przez kolejne. Pracujesz jako tester gier komputerowych. Dobrze się bawisz, a przy okazji dobrze zarabiasz. Ale to tylko wyobrażenie. W rzeczywistości jest raczej tak: włączasz grę, kończysz pierwszy poziom, cofasz się i 58 razy wymachujesz mieczem, by sprawdzić, czy aby na pewno wszystko dobrze działa. Jedno się zgadza: nieźle zarabiasz. – Testerzy oprogramowania poszukują defektów – tłumaczy nam Radosław Smilgin, autor książki "Zawód tester".

Alicja przez ostatnie kilka lat była redaktorką. Zdecydowała się przekwalifikować i zostać testerką oprogramowania. Skąd ta zmiana? – Fakt, że ta branża wymaga takiego myślenia, jakie potrzebne jest redaktorowi, ale jest bardziej przyszłościowa, rozwijająca się, a tym samym zapewniająca rozwój pracownikowi. Poza tym, bardziej przejrzyste są procedury, ścieżki kariery. Gdy kończy się jeden projekt można zacząć nowy i choć podstawy są te same, to jednak szczegóły różne. Więc za każdym razem to trochę nowa przygoda – odpowiada Alicja. W jej otoczeniu kilka osób w ten sposób zarabia na życie.

Poszukują cudzych błędów

– Testerzy są jak defensywni pomocnicy na boisku – takiego porównania używa Bartosz, kiedy proszę, by wyjaśnił na czym polega jego praca. – Ich nie widać, ale ich rola jest kluczowa – zaznacza Bartosz, który ma kilkuletni staż pracy jako tester. I dodaje, że odpowiada za jakość wyprodukowanego oprogramowania: musi znaleźć jak najwięcej błędów, w jak najkrótszym czasie.

Bartosz
tester oprogramowania

Klient zgłasza się do firmy i chce kupić oprogramowanie, płaci i chce mieć dobry produkt. Analitycy, programiści i my - testerzy jesteśmy jednym teamem, jak na boisku. Musimy współpracować, rozmawiać. Biznes rozmawia z klientem, potem przekazuje analitykom wiadomość, co chcą mieć. Analitycy przygotowują całą dokumentację i przekazują ją biznesowi. Potem programiści wytwarzają kod, a my w tym czasie na podstawie dokumentu tworzymy pierwsze przypadki testowe.

– Z grubsza ta praca, jak sama nazwa wskazuje, polega na testowaniu, np. gier. Siedzi się parę godzin dziennie przed monitorem i sprawdza, czy gra, którą podesłał nam klient, nie zawiera błędów, czy można ją ukończyć, czy nie ma w niej nieprzewidzianych niedoróbek, które psują zabawę – opowiada Marcin, który przez ponad trzy lata był testerem.

Prawdziwy boom

Jeszcze parę lat temu testerzy byli traktowani po macoszemu. – Było takie przekonanie, że programista jest najlepszy, a testerzy są na doczepkę. W Polsce programiści sami sobie testowali aplikacje, które pisali. I to było dość błędne. Ale to się zmieniło. Boom na testerów trwa od dwóch-trzech lat, a w ostatnim roku zapotrzebowanie jest jeszcze większe – zaznacza Bartosz. Być może niektórych kusi złudne wyobrażenie o tym, że to wyłącznie przyjemna praca. – Ludziom się wydaje, że testowanie gier jest przyjemne, że tylko się gra i później dostaje się za to pieniądze. To absolutnie nie jest prawdą. To praca bardzo nużąca, bardzo trudna i niewiele ma wspólnego z wyobrażeniem ludzi młodych – mówi nam Radosław Smilgin, Testerzy.pl, autor książki "Zawód tester".
Radosław Smilgin
autor książki "Zawód tester", Testerzy.pl

Testowanie gier jest jedną z najbardziej męczących czynności w ramach testowania. To nie jest przyjemne. Proszę sobie wyobrazić, że daną postacią trzeba przejść całą planszę po krawędziach. Albo przez 8 godzin macha się mieczem w różnych miejscach, żeby zobaczyć, czy on będzie się dobrze zachowywał. To praca bardzo nużąca, bardzo trudna i niewiele ma wspólnego z wyobrażeniem ludzi młodych.

Jeszcze do niedawna panowało błędne przekonanie, że testerem oprogramowania może być wyłącznie osoba z wykształceniem informatycznym, tzw. umysł ścisły. Teraz są kursy i podyplomowe studia kształcące w tym kierunku. Choć – jak przekonują testerzy – ich ukończenie wcale nie jest konieczne.
Radosław Smilgin
Testerzy.pl, autor książki "Zawód tester"

W zawodzie testerów oprogramowania odnajdują się nie tylko osoby, które mają wykształcenie techniczne, ale i takie, które ukończyły polonistykę, inne językowe kierunki, a także te, które skończyły ekonomię, byłe księgowe, bo takiego typu oprogramowanie też testujemy. Jeżeli mamy oprogramowanie, które służy wsparciu produkcji, to fajnie gdyby ten nasz tester miał doświadczenie czy wiedzę na temat tego, jak produkuje się części samochodu, jak to wygląda w procesie produkcji. Powstały studia do kształcenia testerów oprogramowania: na warszawskiej Vistuli i krakowskim UJ. Są też zawodowe kursy.


"Gracz, projektant"

Marcin żartuje, że od dziecka miał w sobie pierwiastek "gracza-projektanta". Po cichu marzył o tym, by nie tylko grać, ale i projektować. Kiedy przestał pracować jako handlowiec w agencji wizualnej, natknął się na ogłoszenie "zostań testerem gier". – Chciałem się wkręcić w tę branżę. A tak się składa, że rozpoczęcie pracy jako tester, nie jest złym pomysłem. Można powiedzieć, że człowiek uczy się o produkcji gier na błędach innych osób. Stwierdziłem, że to może być ta szansa dla mnie. Spróbowałem i teraz jestem tu gdzie jestem – mówi Marcin, który przez ponad trzy lata był testerem gier komputerowych.
Marcin
przez ponad trzy lata pracował jako tester gier

Przedział ilości i rodzaju błędów, jakie występują w grach jest duży. Wszystko zależy od tego, jakiego gatunku jest to gra, jak bardzo rozbudowana, itd. Pod to jeszcze trzeba podpiąć, na jakiej platformie wykonywane są to testy (PC, konsole, mobilki) i mamy naprawdę kawał pracy.

Marcin przyznaje, że i w tę pracę po pewnym czasie wkrada się monotonia. Bo można testować jeden tytuł przez wiele tygodni czy miesięcy. Każdy błąd musi być opisany w raporcie. Dlatego Marcin skorzystał z propozycji pracy jako projektant poziomów. – To mi się bardzo spodobało. Poza tym przybliżyło mnie do produkcji gier, większego wpływu na ich kształt i formę. Nie żałuję decyzji, a zarobki są lepsze – przyznaje.

Kreatywna, a nie monotonna praca

Zanim Marcin Biedroń został testerem oprogramowania w Testerzy.pl, pracował w IT (pracownik helpdesku). – Czyli pomagałem innym ludziom w problemach komputerowych. Przez pewien okres pracowałem w banku, również przy komputerach, ale były to raczej prace informatyczne – opowiada. Zdecydował się na zmianę, bo prace, które do tej pory wykonywał były bardzo monotonne.
Marcin Biedroń
tester oprogramowania w Testerzy.pl

A praca jako tester wymaga dużej kreatywności. Trzeba wykazać się kreatywnością, żeby zrozumieć zamysł twórcy oprogramowania oraz wczuć się w rolę takiego użytkownika, któremu przyszłyby do głowy przewidywalne pomysły. Takiego, który myśli poza schematem. Ten użytkownik czasem zrobi coś przez nieuwagę, przez przypadek i my symulujemy takie rożne przypadki. Muszę się wcielić w rolę takiego trochę szaleńca.

– Do tej pory testowałem tylko oprogramowanie, takie użytkowe. To nie były gry, a aplikacje mobilne, np. na telefony komórkowe, ale również strony internetowe i aplikacje, które normalnie instalujemy na Windowsie, tzw. natywne – mówi Marcin. Zdarza się, że Marcin opuszcza biurko i wychodzi w miasto, gdzie testuje oprogramowanie sprawdzając, czy GPS sprawnie działa. Później wszystko musi opisać, używając przy tym precyzyjnego języka. – Czasami nie jest to przyjemna praca. Zarobki mogą być bardzo przyzwoite – zdradza. Ale o konkretnych kwotach nie mówi. Z ankiety Testerzy.pl wynika, że średnio testerzy w Polsce zarabiają od 3 150 zł do 13 333 zł.
Jak podaje "Komputer Świat" (na podstawie analizy "State of Tasting Report"), doświadczony tester w Europie Wschodniej może zarobić nawet 38 tys. dolarów. A w Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie nawet czterokrotnie więcej. – Zarobki są też zależne od miasta. W Trójmieście i Lublinie będą mniejsze, niż w Warszawie. Jeśli chodzi o Warszawę, to zarobki początkującego testera to będzie około 2 tys. na rękę. 13 tys. zarabiają osoby z pięcioletnim lub większym doświadczeniem – mówi nam Bartosz.

Testuje z pasji

Bartosz od liceum związany był z komputerami: serwisy, helpdeski, doradztwo. Wiedział, że w tym najlepiej się odnajduje. Wybrał liceum o profilu informatycznym, potem studia – też informatyka. – Jedna z firm na staż potrzebowała testerów. Pomyślałem, że pójdę, zgłębię wiedzę. I tak zostałem. Już w trakcie studiów inżynierskich zaproponowali mi stanowisko młodszego testera – mówi Bartosz.
Bartosz
od kilku lat pracuje jako tester oprogramowania

Kiedy zaczynałem cztery lata temu, byłem na drugim roku studiów. Oprogramowaniem interesuję się tak naprawdę od liceum. Wiedziałem, że testerzy w Stanach Zjednoczonych zarabiają więcej, niż programiści. Testerzy automatyczni oprócz wiedzy programistycznej, mają też wiedzę biznesową i są pomostem między programistami a biznesem.

Bartosz od czterech lat pracuje jako tester, prowadzi także rekrutacje. O co pytasz kandydatów na to stanowisko? – Zadaję jedno pytanie po angielsku – chcę, żeby opowiedziała o swoich wakacjach. Sztywnych wymogów nie ma, oceniamy umiejętności miękkie i czysto techniczne – mówi. I tłumaczy, że testerem może zostać osoba, która ukończyła studia humanistyczne. – Może to być ktoś, kto po dziennikarstwie, ale musi chcieć się rozwijać – zaznacza. Podkreśla, że ważne jest, by tak jak on: chodzić do tej pracy nie tylko dla pieniędzy, ale także z pasji. – Wtedy jest się jeszcze bardziej wydajnym – dodaje. Kiedy pytam, czy planuje zajmować się tym w ciągu najbliższych kilku lat, słyszę: – A czy ty pięć lat temu wiedziałaś, że będziesz dziś ze mną rozmawiać na taki temat? Szczerze? Za pięć lat mógłbym zostać pierwszym oficerem linii lotniczej – kończy.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...