To jest koniec świata jaki znamy. Uniwersytet Wrocławski apeluje o poważne zdjęcia legitymacyjne. Nie ze snapchata

Zdjęcia ze snapchata w dokumentach wysyłanych na wyższą uczelnię? Okazuje się, ze dla kandydatów to żaden problem...
Zdjęcia ze snapchata w dokumentach wysyłanych na wyższą uczelnię? Okazuje się, ze dla kandydatów to żaden problem... Fot. Robert Robaszewski / Agencja Gazeta
Wydawać by się mogło, że nie ma nic prostszego niż dopełnienie formalności i wysłanie zdjęcia do sekretariatu uczelni. A jednak zadanie najwyraźniej przerosło tegorocznych maturzystów, którzy składali dokumenty w jednej z polskich uczelni. Jeśli to ma być kwiat polskiej inteligencji, to lepiej po prostu usiąść i zapłakać.

"Drodzy kandydaci, nie wgrywajcie do IRK zdjęć z uszami i nosami ze snapchata!”. To, co brzmi jak żart wcale nim nie jest. Jak wynika z apelu wystosowanego na stronie Uniwersytetu Wrocławskiego, przyszli studenci nie do końca wiedzą, jak powinno wyglądać zdjęcie legitymacyjne.



– To tylko początek problemu – żali się Agata Sałamaj z biura rektora Uniwersytetu Wrocławskiego. – Wszystko, co kandydaci muszą wiedzieć na temat rekrutacji jest na stronie internetowej uczelni. Okazuje się, że nie mogą tego znaleźć. Jak już znajdą, to nie rozumieją tego co jest napisane. Nawet jak zrozumieją, to dzwonią po kilka razy, żeby upewnić się, że dobrze wszystko sobie przedstawili. To jest naprawdę smutne – twierdzi Sałamaj.

Drodzy kandydaci, maturzyści! Pani Snapchat oraz Dział Nauczania apelują - nie wgrywajcie do IRK zdjęć z uszami i nosami...

Opublikowany przez Uniwersytet Wrocławski na 10 lipca 2017
Przykład? Proszę bardzo. W rubryce trzeba podać drugie imię. – I jak ktoś nie ma, to wpisuje "nie mam”. I potem w dokumentach będzie Anna Nie Mam Kowalska. Ale to jeszcze nic. Zdarzają się pytania, czy jeśli ktoś nie zdał matury z matematyki, to czy może studiować zaocznie na kierunku humanistycznym. Albo czy jeśli miesiąc temu złamał nogę, czy ma wpisać że jest osobą niepełnosprawną – wylicza Sałamaj.

Osobnym tematem są zdjęcia. – Przeróżne. Z plaży, z koncertu, z imprezy. Są też ze snapchata, z dorobionymi uszami czy nosami. Jednym słowem pełna dowolność – tłumaczy Sałamaj. Nie potrafi podać, jaki procent zdjęć przesyłanych przez kandydatów to śmieszne snapchaty, ale okazuje się, że nie są to odosobnione przypadki. – Wpłynęło około 25 tysięcy dokumentów, a zdjęć, które nie spełniają wymogów formalnych liczymy w setki. Są wśród nich snapy – twierdzi nasz rozmówca

Na oficjalnym Facebooku uczelni pojawiła się informacja o tym, że zdjęcia należy przesyłać takie jak do dowodu, ale nie może to być zdjęcie dowodu wykonane smartfonem. – Tego też chyba nie rozumieją, bo i takie przypadki mamy. Co ciekawe, w naszym poście wyraźnie napisałam w poście, że zdjęcie nie przedstawia konkretnej kandydatki tylko pokazuje, jakich zdjęć proszę nie przesyłać. Konkretnie na zdjęciu jestem ja. Ale tego też wiele osób nie zrozumiało – mówi Agata Sałamaj.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...