Czy Ryszard Kalisz wystartuje na prezydenta Warszawy? Tylko nam zdradza swoją decyzję i opowiada o kontrmięsięcznicy

Ryszard Kalisz aktywnie uczestniczył w ostatniej kontrmięsięcznicy smoleńskiej
Ryszard Kalisz aktywnie uczestniczył w ostatniej kontrmięsięcznicy smoleńskiej Fot. Tomasz Rytych / Agencja Gazeta
Były szef MSWiA i były poseł SLD Ryszard Kalisz opowiada w rozmowie z naTemat o poniedziałkowej kontrmiesięcznicy smoleńskiej, incydentach z nią związanych i pracy Policji. – Niestety źle oceniam pracę funkcjonariuszy, szczególnie w kategoriach prewencji – podkreśla mecenas. Odpowiada też na pytanie, czy zamierza wrócić do polityki i wystartować w wyborach na prezydenta Warszawy.

Na zdjęciach widać, że był pan świadkiem incydentu na kontrmiesięcznicy smoleńskiej. O co chodziło?



Na proteście pojawiłem się około godziny 20: 30 i gdy doszedłem do kordonu policji od strony Uniwersytetu Warszawskiego ktoś mi powiedział, że policja chce wyprowadzić kobietę, która grała na wuwuzeli. Podszedłem do funkcjonariuszy i poprosiłem, by postępowali zgodnie z prawem, bo przecież gra na wuwuzeli nie jest zabroniona. Oni kompletnie nie reagowali i wyprowadzili tą kobietę. Byłem też świadkiem innego incydentu, gdy człowiek wchodził z polską flagą na drabinkę i też pytałem oficera dowodzącego tą samą grupą policjantów, jaka jest podstawa prawna zakazania wchodzenia komuś na drabinkę? Żadnej reakcji nie było i też zabrali tego mężczyznę.

A jak Pan generalnie ocenia pracę policji podczas tych poniedziałkowych wydarzeń? Stał pan przecież w przeszłości na czele MSWiA, jak obecnie minister Mariusz Błaszczak.

Niestety oceniam źle, szczególnie w kategoriach prewencji. Policja mówi, że miesięcznicę zabezpieczało 2,5 tys. funkcjonariuszy, ale z tego co można było zobaczyć i dowiedzieć się od samych policjantów, to te 2,5 tysiąca było na samym Krakowskim Przedmieściu. Ale zarówno w komendach w Śródmieściu jak i w innych dzielnicach były kolejne grupy, które w każdej chwili mogły być użyte do interwencji. Szacuję, że w stan gotowości przez cały dzień postawiono ok 4 tysięcy policjantów. To są przeogromne koszty.
A słowa ministra Błaszczaka – bo podobno powiedział, by to ci ludzie, którzy organizują spontaniczne demonstracje płacili za nie – świadczą o niezrozumieniu istoty Konstytucji i wolności zgromadzeń. Ale wracając do zabezpieczenia miesięcznicy. Były używane niemal wyłącznie środki odstraszające. Obserwowaliśmy pokaz siły bez inteligentnej prewencji. Namawiam zresztą komendanta głównego, by wrócił do tych zasad prewencji zatwierdzonych jeszcze przeze mnie w roku 2004. Te incydenty, o których mówiłem nie były jedyne. Policja wyprowadzała też ludzi za okrzyki antypisowskie, a to jest już złamanie prawa, bo wolność zgromadzeń polega na możliwości wykrzyczenia sprzeciwu wobec władzy.

Po wydarzeniach sprzed miesiąca, także 10 lipca wszyscy spodziewali się, że może dojść do konfrontacji stron. Było jednak pokojowo. Czy, według Pana, forma tych kontrmiesięcznic będzie ewoluować od obywatelskiego nieposłuszeństwa w stronę biernego oporu, wtykania białych róż za w kraty policyjnych radiowozów? Czy te protesty mają w ogóle sens?

Uważam, że jest oczywiście olbrzymi problem w niezrozumieniu przez część opinii publicznej istoty tych kontrmanifestacji. I to jest największy problem. Stowarzyszenie Obywatele RP i osoby, które je wspierają, mają kłopot by dotrzeć do Polaków z przekazem, że to nie jest demonstracja przeciwko czczeniu pamięci Lecha i Marii Kaczyńskich. To są demonstracje przeciwko wykorzystywaniu pamięci ofiar smoleńskich do celów politycznych.
Opublikowany przez Ryszard Kalisz na 10 lipca 2017
Bo tu nie chodzi o żadne upamiętnienie tych ofiar tylko o politykę PiS. I w tym sensie Obywatele RP muszą rozpocząć jakąś akcję informacyjną. A jak to będzie ewoluowało to zobaczymy. Wydaje mi się, że Kaczyński nie odpuści, będzie się starał doprowadzić do większej konfrontacji. A co będzie po stronie opozycji obywatelskiej, zobaczymy. Bardzo źle byłoby gdyby dochodziło do ulicznych rozwiązań siłowych. Do tego nie można dopuścić.

Zmieńmy temat. W ostatnim sondażu dla Wirtualnej Polski uzyskał pan największe poparcie z wszystkich kandydatów typowanych na prezydenta Warszawy. Czy rozważa Pan w ogóle start w tych wyborach?

Ten sondaż był niezwykle ciekawy, dlatego że tam nie było zaprezentowanego spisu kandydatów i ludzie wybierali spontanicznie. To jest najbardziej wiarygodny sondaż. I te 10 proc., które uzyskałem przy takim wskazywaniu swojego kandydata przez przypadkowe osoby dowodzi, że w normalnym badaniu mogłoby być dużo więcej. Ja się z tego bardzo cieszę. Ale co będzie w wyborach, zobaczymy. Ja w tej chwili zajmuję się działalnością adwokacką. Prowadzę swoją kancelarię i mam wiele obowiązków. W tym momencie nie planuję startu. Natomiast życie jest bogate. Na dzisiaj nie podjąłem decyzji o startowaniu i nie zamierzam startować.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...