5 zachowań kobiet doprowadzających facetów do białej gorączki. Jak wyglądają z męskiej i z damskiej perspektywy?

Bette Davies w filmie „Wszystko o Ewie”, laureacie Oscara dla najlepszego filmu z 1950 kadr z filmu
Wojna płci bywa niekiedy zgrabnym zarzewiem fabuły sitcomu, jednak w rzeczywistości nie jest szczególnie widowiskowa. Do tego nikomu i niczemu nie służy. Możemy pojęczeć nad winem, że „faceci to świnie”, ponarzekać przy piwie na „babskie gadanie”, a potem i tak wracamy do okopów domowego ogniska, przy którym trzeba jakoś się dogadać. Próbujemy spojrzeć na irytujące zachowania kobiet w związkach z dwóch perspektyw.

Niekończące się pytania o wygląd

„Grubo w tym wyglądam?” oraz "Chyba ostatnio przytyłam” to zdania które wcześniej czy później słyszy w związku większość facetów. Niezależnie od tego, czy ich dziewczyny mają figurę 13-latki, modelki bikini czy jeden prawdziwy i trzy wyimaginowane wałeczki. To taki wyższy poziom trudności pytania „Kochasz mnie?”. Jakkolwiek do tego drugiego istnieje tylko jedna prawidłowa odpowiedź („oczywiście” wypowiadane natychmiast i z wielkim entuzjazmem), z pytaniami o figurę lepiej mieć się na baczności.



Logika podpowiada solenne zaprzeczanie każdemu kobiecemu samo zaoraniu. Jednak aż nazbyt łatwo być w tej materii posądzonym o kłamstwo. „A skoro skłamał raz, skłamie i drugi” – myśli kobieta walcząca z niedopinającymi się szortami potwierdzającymi jej podejrzenia.

DO NIEJ : Gdyby twój facet wciąż zadawałby ci pytanie o ty, czy jego penis jest wystarczająco długi, nawet przy najlepszych intencjach po kilku miesiącach nie zaprzeczałabyś z równym zaangażowaniem. Bardziej prawdopodobne, że zaczęłabyś myśleć o nim (mężczyźnie) jako o smutnym, zakompleksionym stworzeniu. A ze smutnymi, zakompleksionymi stworzeniami tak to już jakoś jest, że o ile nie mamy mentalności typu matka Teresa, współczujemy im jakiś czas, a potem już tylko się irytujemy.

Jest jeszcze tzw. potęga sugestii. Jeśli bilans orgazmów przestanie się zgadzać, pierwsze o czym pomyślisz to czy w narzekaniach twojego mężczyzny nie ma ziarna prawdy. Dla lwiej części facetów trzy kilo wte czy we wte to różnica nie do zauważenia. Podobnie jak nowy, centymetrowy rozstęp. No, chyba, że ktoś nauczy ich takie drobiazgi dostrzegać. W końcu praktyka czyni mistrza.

Narzekanie na wygląd, zaprzeczanie, porównywanie oponek i chwalenie („Co tam ramiona, zobacz jakie masz cycki”) jest starym jak świat sposobem na budowanie poczucia wspólnoty. Tyle że wyłącznie z innymi kobietami. Z facetami tak to nie działa. Nie dość, że wymuszone dowody uznania cieszą średnio, to zabijają w facetach resztki ochoty, żeby dorzucił coś od siebie. W końcu i tak od rana do wieczora muszą powtarzać mantrę „Nie jesteś gruba!”.
DO NIEGO: Większość kobiet przerabiało w swoim życiu etap „smutnej grubaski” i to niezależnie od gabarytów. Bo w byciu „smutną grubaską” nie chodzi wcale o nadwagę i niekoniecznie o smutek, ale raczej o brak samoakceptacji. Z nostalgią wspominamy czasy liceum czy studiów, kiedy byłyśmy gładsze i szczuplejsze. Tylko, że jeśli spróbujemy wygrzebać z mroków pamięci jak wówczas czułyśmy się ze swoim wyglądem okazuje się, że wcale nie lepiej niż 10 lat i kilo później. Samoakceptacja jest kwestią dojrzałości, a nie tego co pokazuje lustro i waga.

W czasach idealnych dziewczyn w 2D i historyjek „Zostawił żonę dla 20-letniej modelki” trudno nie szukać potwierdzenia swojej atrakcyjności w oczach partnera. Natomiast mówienie lubej, że może nie wygląda jak Miss Brazylii, ale i tak się ją kocha mija się z celem. Lustro każdy w domu ma, to pytanie o coś zupełnie innego.

Nadawanie na matkę

Wbrew pozorom konflikty na linii (przyszła) synowa – teściowa nie są wcale rzadsze niż klasyczna wojna teściowa – zięć. Najczęściej są jednak lepiej zakamuflowane. Jeśli mężczyzna nie ma niezdrowo zażyłego związku z matką, nie będzie łamał sobie głowy dlaczego jego dziewczyna nie została jej najlepszą przyjaciółką. Nie ma jednak co liczyć na brak reakcji, jeśli wybranka serca zacznie hobbystycznie zajmować się tropieniem przywar mamusi. Artykułowanie uwag co do rodziców partnera to stąpanie po kruchym lodzie. Z jakiegoś powodu najczęściej wchodzą na niego kobiety.

DO NIEJ:
Poznając mamusię dostąpiłaś epifanii. Rzut oka na drapowane warstwowo firaneczki i upierścienione palce wystarczył, żebyś zrozumiała dlaczego twój luby jest brany za daltonistę za każdym razem kiedy sam dobiera krawat do koszuli. Natomiast biblioteczka (choć bardziej pasowałoby tu określenie półeczka) wypełniona w 80% twórczością Danielle Steele i w 20% starymi encyklopediami pokazała, że fakt, że nie widziałaś go jeszcze z książką nie wynika bynajmniej z przepracowania.

Być może to wszystko rzeczywiście wiele wyjaśnia, ale weź poprawkę na to, że o ile twój luby nie ma za sobą traumatycznego dzieciństwa, nie ma również niedających spać po nocy pretensji do rodziców. Wylewanie żali na matkę kusi, szczególnie, jeśli okazuje się, że część waszych konfliktów jest z nią w jakiś tajemniczy sposób powiązana.

Tylko że to trochę jak nabijanie się z godziny 21.37. Nie wiadomo kto uśmiechnie się pod nosem, a kto śmiertelnie się obrazi. Póki źródłem zastrzeżeń nie jest niewłaściwy stosunek do ciebie zachowaj dla siebie, lub przynajmniej dozuj spostrzeżenia. Nawet jeśli masz wrażenie, że właśnie poznałaś najgłupsze babsko na świecie.

DLA NIEGO: Byliście do tej pory wierni zasadzie „mówimy sobie wszystko”, stosowanej od sypialni po salony. Obgadaliście wspólnie przywary swoich przyjaciół, doświadczenia seksualne i dawne kompleksy. Nie ma się co dziwić, że ona zachowuje się podobnie poznając członków twojej rodziny. Chce powiedzieć ci, co myśli.

Tyle że nawet kiedy trochę odrośniemy od ziemi, niepochlebne słowa skierowane pod adresem rodziców ranią. Często tym bardziej, im są prawdziwsze. Oto zdążyłeś się już pogodzić, że zdarza ci się fukać na ludzi przez co nie jesteś najlepiej odbierany, a nagle ktoś mówi ci, że to po ojcu. Ze spokoju i akceptacji zamieniają się w złość i żal. Z drugiej strony, niepochlebny, choć trzeźwy osąd może pomóc spojrzeć na swoje nawyki, przyzwyczajenia i przekonania z zupełnie nowej perspektywy. Najlepiej wyraźnie postawić granicę, np. zaczynającą się od słów „Rani mnie, kiedy…”

Fochy i humory

Wczoraj było dobrze. Zrobiliście razem kolację, długo rozmawialiście, zasnęliście przytuleni. Jednak kiedy rano wchodzisz do kuchni i usiłujesz pocałować połowicę, ta uchyla się z kwaśną miną. Podnosisz wzrok i słyszysz „Nie patrz na mnie”. O poznaniu przyczyny tej nagłej zmiany nastroju możesz co najwyżej pomarzyć. Czasem zostanie ci rzucony ochłap wskazówki – „Domyśl się”. O takich łamigłówkach logicznych mogą pomarzyć twórcy planszówek w siedzibie firmy Parker. Gra w humory nadaje się dla wszystkich chłopców. Od 19 do 99 roku życia.

DO NIEJ:
Wiadomo, że żaden facet tego nie zrozumie, ale mógłby okazać więcej empatii. Właśnie przyśniło ci się, że wcale nie zaliczyłaś chemii i teraz, jako kobieta 32-letnia musisz powtarzać liceum. Nie dość, że nic już nie pamiętasz, to zaczynasz chodzić w trampkach i nagrywać snapy, żeby nowi znajomi z klasy nie zauważyli, że nie jesteś w ich wieku.

W drugiej części snu nakrywasz swojego narzeczonego z inną kobietą. Zamiast skruszony paść ci do stóp mówi: „Dlaczego krzyczysz, przecież od początku umawialiśmy się na związek poligamiczny. A ta miła pani bez bluzki ma na imię Renata”. Także sorry, ale nie chcesz o tym rozmawiać, a ten zdrajca niech nie podchodzi. Jeśli akurat nie miałaś złego snu mogłaś też nieszczególnie spodobać się sobie w lustrze lub po prostu zbliża ci się okres. Albo nie spodobałaś się sobie w lustrze, bo zbliża ci się okres. Tym gorzej. Dla was obojga.

Koszmary z niewiernymi chłopakami są straszne, hormonalna burza i napór jeszcze gorsze. W tych trudnych dniach warto stosować pierwsze przykazanie choleryczne – policzyć do 10. A jak nie wystarczy, to nawet do 20. Sny natomiast opowiadać wypowiedziane na głos nawet te najbardziej realistyczne zdradzają niedorzeczność.
DO NIEGO: Wymaganie od kobiety w pewnych sytuacjach, żeby „była racjonalna” jest oznaką nie tyle zdrowego rozsądku, co oziębłości. Są takie chwile, kiedy taryfa ulgowa zrobi o wiele lepiej obu stronom i przyspieszy powrót do równowagi. Tak jak kobiety uczą się akceptować cechy, które statystycznie częściej występują po stronie męskiej (problem z mówieniem o uczuciach, tłumienie emocji), tak nie ma co dyskutować nad powodami zmiany nastroju.

Że koszmar nie był prawdziwy? Emocje, które wywołał już tak. Humory dyktowane hormonami to święte prawo – nie mówisz koledze, który wypił 7 piw „Dobra, stary, weź przestań być pijany”, to nie mów swojej spazmatycznie i „bez powodu” płaczącej dziewczynie, żeby się uspokoiła. Chemii nie pokonasz. Ani w śnie, ani w układzie dokrewnym.

Kobieta decyzyjna

Niezależnie od tego czy chodzi o kolację, plany wakacyjne czy dobranie butów do sukienki ona myśli zdecydowanie zbyt długo. A kiedy już wydaje się, że klamka zapadła, wszystkie „za” i „przeciw” są rozpatrywane od początku. Buty, przed chwilą idealne, okazują się być „poronionym pomysłem”, a w wymarzonej Grecji morze jest jednak zbyt zimne. Problemem może okazać się nawet decyzja czy lepiej iść do kina w poniedziałek czy może w środę. Zdradzić wam sekret? Kobiety wkurza to tak samo, jak was.
DO NIEGO: Coraz większa liczba facetów przekłada decyzje dotyczące wspólnie spędzanego czasu na barki kobiety. To wygodna kalkulacja – trudniej być niezadowoloną z wybranego przez siebie spektaklu czy koloru do salonu. Osoba podejmująca decyzje w związku powinna liczyć się z tym, że musi dogodzić też drugiej stronie.

Jeśli drażni cię, że kobieta godzinę wybiera knajpę, zabierz ją na kolację niespodziankę i powiedz, że jesteś pewien, że zasmakuje jej kaszotto z burakiem. Chcąc nie chcąc wyrośliśmy w społeczeństwie patriarchalnym i wielu kobietom podejmowanie decyzji, nawet tych błahych kojarzy się nie tyle z nobilitującą władzą, co z dojmującą odpowiedzialnością. Z drugiej strony, może być to elementem wyuczonej postawy, kogoś kto nie często miał okazję decydować. Spokojnie, nie od razu Rzym zbudowano (czy też kamienie do budowy wybrano)

DO NIEJ: Życie to wielowątkowa gra fabularna. Nie zawsze można trzymać dietę, opalać się na Malediwach i jeść zdrową sałatkę. Podejmowanie decyzji, to tak naprawdę umiejętność zrezygnowania z czegoś. Nie roztrząsaj plusów i minusów wyboru, jeśli chodzi o błahostki. Czujesz niemożność podjęcia decyzji w mało ważnej kwestii – poproś o pomoc, ale potem jej nie neguj, o ile nie chcesz zacząć regularnie słyszeć „Jak chcesz, kochanie”. W decydowaniu o wspólnie spędzonym czasie jest jedno przykazanie – niezależnie od tego, co zostanie wybrane próbujemy bawić się dobrze, a nie zastanawiamy się czy gdzieś nie byłoby lepiej.

Dwulicowa

Nie jest odkryciem Ameryki stwierdzenie, że inaczej zachowujemy się w towarzystwie równolatków, inaczej w gronie rodzinnym, a jeszcze inaczej na wakacjach czy na balu sylwestrowym. Możesz głęboko gardzić small talkiem, ale doceniać, że twoja dziewczyna tak gładko radzi sobie dzięki niemu w oficjalnych sytuacjach. Pozy z całą pewnością bywają więcej, niż przydatne, ale są granice. W przypadku kobiet mężczyzn nieraz przerasta pierwsze zetknięcie z dwulicowością.
DO NIEGO: Kobiety od dziecka są uczone że to ważne, żeby były miłe, grzeczne i ładnie się uśmiechały. Dziewczynka ma być spokojna i sympatyczna, żeby lubiły ją nauczycielki, sąsiedzi i inne dzieci. Tylko że to bardzo ciężko tak wszystkich lubić i być lubianą przez wszystkich. W pewnym momencie dziewczynki, które przecież nie będą się biły i ścigały odkrywają obgadywanie. I w większości przypadków zostaje ono z nimi na długie lata.

Jako dorosłe kobiety mogą nie móc znieść towarzystwa jakiejś znajomej, ale widząc ją z dużym prawdopodobieństwem rzucą się jej na szyję i zaczną z zainteresowaniem wypytywać co tam u niej. Facet po raz pierwszy widząc takie zachowanie u swojej partnerki bywa zdezorientowany. Do głowy przychodzą mu takie zwroty jak „dwulicowa” czy „zła osoba”. On nie rozmawia tak swobodnie z osobami, których nie znosi. To właśnie słynna kobieca dyplomacja. Po co mieć wrogów, skoro można mieć sojuszników? Nawet jeśli na szali jest tylko opieka nad kotem przez weekend czy pożyczenie etoli z lisa na bal w stylu lat 20.

DO NIEJ:
Skoro atmosfera może być miła to po co ją psuć – myślisz. I bardzo słusznie. W wielu sytuacjach lepiej jednak powstrzymać się przed robieniem z własnego faceta partnera do plotek i intryg. Życie nieco odbiega od fabuły „House of Cards”.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...