Ilu takich posłów Rzepeckich naprawdę jest w PiS? Potrzeba niewiele, by zacieła się maszynka do głosowania

Poseł Rzepecki swoją niesubordynacją zaskoczył wszystkich.
Poseł Rzepecki swoją niesubordynacją zaskoczył wszystkich. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
W gmachu na Wiejskiej nie rządzi ani szef klubu PiS, ani marszałek Sejmu, ani nawet prezes Kaczyński. Niekwestionowaną królową Sejmu jest... arytmetyka, a ona bywa kapryśna. Dlatego casus nieznanego posła Łukasza Rzepeckiego, który jako jedyny w PiS opowiedział się przeciwko podatkowi drogowemu, może mieć już wkrótce duże znaczenie dla sejmowej większości. Szczególnie w kontekście pierwszego, a być może także kolejnych wet prezydenta Andrzeja Dudy.

Potencjał możliwego "buntu" można ostrożnie szacować w partii rządzącej na 30-40 szabel. To ci posłowie, którym już zdarzyło się zagłosować wbrew decyzjom klubu przy okazji prac nad ustawą zaostrzającą aborcję, czy nad kwotą wolną od podatku. Ale ta grupa jest dość różnorodna.
Posłowie żółtodzioby lub szaraki to w PiS tabula rasa. Casus Rzepeckiego pokazuje, że mogą być nieprzewidywalni. Po ostatnich wyborach w sejmowych ławach zasiada aż 215 debiutantów, najwięcej z PiS.



Z ostatnich ław sejmowych więcej widać
– Nie boję się, że mnie wyrzucą, bo jeśli mnie wyrzucą, to wyrzucą także program PiS – komentował po głosowaniu Rzepecki, który wcześniej wzywał swoich kolegów z sejmowej mównicy do opowiedzenia się przeciw podwyżce cen paliw. – Mówiliśmy, że będziemy przeciwko podnoszeniu podatków. To jest to, co nas odróżniało od Platformy. Słowo dane wyborcom jest dla mnie ważniejsze niż dyscyplina partyjna – podkreślił.

Tak jak zapowiedziałem tak zrobiłem. Byłem za odrzuceniem projektu o Funduszu Dróg Samorządowych w 1 czytaniu i...

Opublikowany przez Łukasz Rzepecki na 12 lipca 2017
Obecnie jesteśmy na półmetku kadencji. Im bliżej będzie do jej końca, tym więcej takich posłów-szaraków będzie się ujawniać i pokazywać wyborcom. Tak jest, zawsze było i będzie. Dla nich czas płynie szybciej. To oni niczym w lustrach przeglądają się w sondażach. Te są dla PiS póki co wysokie, ale jeśli słupki zaczną spadać na fali takich niepopularnych decyzji jak podwyżki paliwa, to reakcje szeregowych posłów staną się coraz bardziej nerwowe i nieprzewidywalne. Ogromne znaczenie dla takich parlamentarzystów będą miały także wyniki wyborów samorządowych, szczególnie te do sejmików.

Parlamentarzyści, którzy zasiadają w ostatnich ławach, szerzej nieznani w mediach, nie mogą być bowiem pewni ponownego wyboru na Wiejską, tak jak ich rozpoznawalni już koledzy i koleżanki, czy ci bliżej ucha prezesa, albo tzw. stara gwardia Jarosława Kaczyńskiego czyli tzw. zakon Porozumienia Centrum.

Jak się pokazać wyborcom?
Słabszą pozycję w klubie i co za tym idzie więcej powodów, by martwić się o swoją przyszłość, mają na pewno politycy, którzy przed wyborami zdradzili PiS i zakładali ze Zbigniewem Ziobrą Solidarną Polskę. Albo ci z innej koalicyjnej partii PiS, czyli Polski Razem Jarosława Gowina.
Zresztą po tym, jak do Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy odszedł poseł Krzysztof Łapiński, to Gowin kreuje się na głównego niepokornego w PiS, to on nie boi się publicznie krytykować pomysłów partii rządzącej. Robi to, bo wie, że politycznie może na tym tylko zyskać.

W pojedynkę jest słaby, ale w PiS ma małą grupkę swoich towarzyszy drogi z Polski Razem i tymi "szabelkami” stara się grać z Jarosławem Kaczyńskim. Podobnie jak Ziobro i i jego ludzie z Solidarnej Polski.
W PiS jest poza tym kilkanaście innych frakcjj lub grup interesów i każda z nich ma własne priorytety, które często biegną w poprzek interesów partii-matki. Są m.in. posłowie od Rydzyka, związkowcy z "Solidarności”, ci, którzy mają kredyty w SKOKach i inni. Tam musi się kotłować.

Tylko 4 głosy przewagi nad opozycją
Bo PiS dysponuje dzisiaj klubem liczącym 234 posłów i posłanki. Ma więc tylko 4 głosy przewagi nad opozycją. Jest jeszcze oczywiście klub Kukiz 15, który często zachowuje się jak nieformalny koalicjant PiS i liczy 32 posłów, ale o Pawle Kukizie sami pisowcy mówią, że jest nieprzewidywalny. Poza tym, im bliżej będzie końca kadencji tym bardziej także klub Kukiza będzie chciał się odróżniać od PiS.
Środa 12 lipca – poza dwoma arcyważnymi głosowaniami, które de facto znoszą trójpodział władzy – być może była czarnym dniem dla klubu PiS i co za tym idzie dla całej partii. Nie dość, że poseł Rzepecki wykazał się odwagę cywilną i zagłosował przeciwko podwyżkom cen paliwa, to prezydent Andrzej Duda zawetował pierwszą ustawę PiS o Rachunkowych Izbach Obrachunkowych, która miała umożliwić partii rządzącej skok na kasę samorządów.

Moje wystąpienie w sprawie Funduszu Dróg Samorządowych.

Opublikowany przez Łukasz Rzepecki na 12 lipca 2017
Poza buntem 24-letniego Rzepeckiego, najmłodszego posła w Sejmie, duże polityczne konsekwencje dla PiS może mieć weto prezydenta Dudy. Jeśli oczywiście nie było polityczną ustawką albo zagraniem taktycznym, a wynikało z pobudek merytorycznych i chęci zaakcentowania swojej podmiotowości względem partii rządzącej.

– Prezydent wsłuchał się w głosy samorządowców, w szczególności organizacji reprezentujących różne szczeble samorządu terytorialnego w Polsce, które zwracają uwagę na to, że ustawa o RIO dawałaby władzy centralnej możliwość zbytniej ingerencji w działania samorządu terytorialnego – uzasadniał decyzję prezydenta jego rzecznik Krzysztof Łapiński.
Będzie kolejne weto prezydenta?
PO tej decyzji prezydenta, na horyzoncie szykuje się być może także kolejne weto w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa, bo Andrzej Duda publicznie sygnalizował, że zmiany PiS w KRS mu się nie podobają. Jeśli zawetuje także ten projekt, będzie to oznaczało, że rzeczywiście wszedł z partią rządzącą na kurs kolizyjny.
Do odrzucenia weta prezydenta w Sejmie potrzebna 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Wszystko wskazuje więc to, że PiS nie będzie miało szans na jego odrzucenie. Gdyby na sali byli obecni wszyscy posłowie do odrzucenia weta potrzebnych byłoby aż 276 głosów.

Buntowników będzie przybywać
Ilu takich posłów Rzepeckich może być w PiS? Już kilka razy mieliśmy do czynienia z głosowaniami w największej reprezentacji sejmowej wbrew dyscyplinie klubowej. 30 posłów PiS pomogło opozycji wygrać w Sejmie głosowanie dotyczące kwoty wolnej od podatku! A triumfującym okazało się najmniejsze ugrupowanie: PSL, które zgłosiło projekt ustawy podnoszącej kwotę wolną do 8 tys. zł.

Wśród buntowników byli m.in. posłowie Anna Sobecka i Tadeusz Cymański. Tabloid "Fakt” w sensacyjnym tonie pisał nawet spiskowcach z partii rządzącej, którzy ukradkiem pokazują sobie w Sejmie gest "czterech palców dłoni”, czyli symbol niepewnej większości.

Podobnie było przy okazji głosowania projektu restrykcyjnej ustawy zakazującego aborcji, który wywołał "czarne marsze" kobiet. 32 posłów PiS zagłosowało inaczej, niż życzył sobie tego Jarosław Kaczyński, który apelował o wycofanie projektu.

Grupa buntowników poparła projekt fundacji Ordo Iuris. Wśród nich byli m.in Jan Dziedziczak (wiceszef MSZ, a także posłanki o ultrakatolickich poglądach: Barbara Bubula i Anna Sobecka. 14 posłów PiS wstrzymało się od głosu, co de facto stanowiło wsparcie dla zbuntowanych kolegów. Prezes zażegnał bunt, ale sprawa aborcji wróci jesienią.

Dyscyplina klubowa uwiera
Także w Senacie dochodziło do głosowań wbrew przyjętym klubowym stanowiskom, których celem miało być utarcie nosa jednemu czy drugiemu ministrowi. W trakcie senackiej debaty o ustawie o komornikach część senatorów PiS zagłosowała razem z PO, bo nie spodobała im się arogancka postawa wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego.

A dyscyplina klubowa powoduje, że posłowie stają się maszynkami do głosowania, czują się tłamszeni. Na jej ołtarzu składają często swoje własne poglądy. Frustracja w klubie narasta, a naciski prezesa są tylko większe, nie mniejsze. Wielu posłów ma dość traktowania ich przez władze partii i klubu, zaskakiwania wrzucaniem ustaw czy poprawek bez żadnych konsultacji, czy wpisywaniem in blanko nazwisk pod projektami ważnych ustaw.

Na dodatek, tak jak to było przed głosowaniem w sprawie podatku drogowego, stosuje się wobec nich zwyczajny polityczny szantaż. Na jednym z ostatnich posiedzeń klubu PiS posłowie mieli usłyszeć, że albo do końca wakacji zostaną uchwalone trzy ustawy: o Krajowej Radzie Sądownictwa, prawo wodne oraz wprowadzająca opłatę drogową, albo jesienią czekają nas wybory parlamentarne.

Szef klubu Ryszard Terlecki powołując się przy tym na ustalenia z Jarosławem Kaczyńskim miał grozić również, że ci spośród posłów, którzy zagłosują przeciw którejkolwiek z trzech wymienionych ustaw, nie znajdą się na listach wyborczych.

Szykuje się gorąca jesień
Do przesilenia może dojść już jesienią. Jarosław Kaczyński o tym wie, dlatego będzie chciał uciec do przodu przygotowując rekonstrukcję rządu.

Ale już we wrześniu PiS zmierzy się z konsekwencjami niektórych swoich decyzji, które dotyczą zwykłych Polaków jak reforma edukacji czy reforma zdrowia wprowadzająca tzw. sieć szpitali. Kolejki do lekarzy i chaos w szkołach mogą wprowadzić nerwowość w szeregach PiS. Poza tym do Sejmu powróci temat prawa aborcyjnego, a także zmian w ordynacji wyborczej. PiS będzie też chciał przeforsować ustawę dotyczącą dekoncentracji i repolonizacji mediów.

A jeśli bunt w partii rządzącej będzie się rozprzestrzeniał, a prezydent naprawdę postanowił zrzucić z siebie wizerunek "Adriana” i "długopisu” PiS, to rzeczywiście alternatywą staną się przyśpieszone wybory, o których pisaliśmy tutaj.

W jaki sposób mogłoby dojść do przyspieszonych wyborów? Pierwsza droga to samorozwiązanie Sejmu, które wymaga poparcia minimum 2/3 głosów przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Druga droga to przejście trzyetapowej procedury wotum nieufności wobec rządu. Ostatni zaś to odrzucenie budżetu.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...