Przyprawił o rumieńce nawet krytyków w Cannes. Erotyczny thriller Françoisa Ozona jak najlepsze filmy Polańskiego

"Podwójny kochanek" - najnowszy obraz Françoisa Ozona. W roli głównej: Jeremie Renier
"Podwójny kochanek" - najnowszy obraz Françoisa Ozona. W roli głównej: Jeremie Renier Fot. materiały prasowe
"Podwójny kochanek" - najnowszy film Françoisa Ozona - przyprawił widzów i jurorów ostatniego festiwalu w Cannes o rumieńce, a światową krytykę skłonił do formułowania porównań do wczesnych filmów Romana Polańskiego, takich jak „Dziecko Rosemary” czy „Wstręt”. Główną rolę w "Podwójnym kochanku" gra jeden z ulubieńców francuskiego reżysera - Jeremie Renier, który opowiada o tym, jak tym razem przebiegała praca na planie.

Po "Zbrodniczych kochankach" i "Żonie doskonałej" to kolejne twoje spotkanie z Françoisem Ozonem.



Jeremie Renier: Kiedy François poprosił żebym przeczytał scenariusz "Podwójnego kochanka", byłem zajęty przygotowaniami do reżyserii mojego filmu i nie miałem ochoty na granie. Ale tekst mnie zauroczył i myśl o wystąpieniu w erotycznym thrillerze była bardzo ekscytująca. Rozbawił mnie też fakt, że miałem zagrać bliźniaków. No i ponowna praca z Françoisem była bardzo kusząca. Znamy się od 20 lat i zawsze lubiłem kręcić z nim filmy. Jego filmy mogą być przytłaczające, ale praca na planie jest jak łyk świeżego powietrza.

Czy zauważyłeś jakieś zmiany w jego sposobie pracy?

François jest efektywny i wymagający. Wie jak poddać aktora presji, ale z wiekiem stał się też delikatniejszy i bardziej wyrozumiały. To oczywiście zależy też od filmu. Na planie Żony doskonałej na planie było wiele aktorów i gwiazd. Podczas zdjęć do Podwójnego kochanka naprzeciwko niego byłem tylko ja i Marine, co musiało skutkować innym, intymniejszym sposobem pracy. Zapomniałem już jak miło jest pracować z kimś, kto sam cię filmuje, który cały czas jest za kamerą. To wytwarza niezwykle silną więź, łatwo się zapomnieć, bo ufasz temu, jak ktoś cię widzi. François doświadczał wszystkiego razem z nami. To był doskonale współpracujący trójką, w którym wszystkim się dzieliliśmy.


Co było takiego zabawnego w graniu bliźniaków?

Granie bliźniaka każe ci cały czas wyobrażać sobie stojące przed tobą lustro. Czy przybrałem właściwą pozę? To z kolei każe ci zastanawiać się kim jesteś, a kim nie. Znam wiele bliźniaczych par i zauważyłem, że jedna osoba jest w niej zawsze światlejsza od drugiej. Posiadanie bliźniaka podkręca dynamikę relacji między rodzeństwem. Trudno jest się nie porównywać, to całkowicie ludzki odruch. Twoi rodzice i wszyscy dookoła cały czas to robią. Ciekawe jest też to, że właśnie skończyłem zdjęcia do własnego filmu, którego bohaterkami są dwie siostry. I wyreżyserowałem go z moim bratem! Więc ten temat jest mi bliski.

Jak przygotowywałeś się do zagrania dwóch ról?

Najpierw nakręciliśmy sceny z Paulem, potem sceny z Louisem. To było doskonałe rozwiązanie, pozwoliło mi to wejść w ich skórę sukcesywnie. Miało to też wpływ na moje relacje z Marine. Tuż przed wejściem na plan zdarzało jej się mówić „Paul jest taki nudny, nie mogę doczekać się Louisa!”. Ale kończyło się tym, że chciała żeby wrócił - „Och, jak tęsknię za Paulem!”. Największym wyzwaniem było dla mnie, by być równie wiarygodnym w obu wcieleniach, jednocześnie zostawiają widowni pole do interpretacji. Czy Paul oszukuje Chloé ? Czy jest w zmowie ze swoim bratem? Czy wie, co dzieje się między Chloé a Louisem? Czy Paul i Louis to naprawdę dwie osoby? Obaj mają różne wrażliwości i neurozy, ale też obaj coś ukrywają, szczególnie przed Chloé.

Osobowość Louisa i jego rola w historii pozwoliły ci na odważniejsze eksperymenty…
Louis był trudną postacią do zagrania. Jak nie przesadzić, nie wyolbrzymić jego pogardy i arogancji? Nie chciałem zrobić z tej postaci karykatury. Zaufałem Françoisowi, dałem się mu prowadzić. Na końcu okazało się, że Paul jest nawet bardziej skomplikowany niż Louis, a jego relacja z Chloé bardziej złożona. I choć nie jest hipokrytą to on też gra. Wszyscy mamy wiele aspektów, do których przyznajemy się w zależności od tego z kim jesteśmy.
Jak układała się współpraca z Marine Vacth?

Marine i ja rozumieliśmy się od samego początku. Nasza relacja była prosta, oparta na wzajemnym wspieraniu się i uczciwa. Niczego nie udawaliśmy, nie staraliśmy się przechytrzyć drugiego. Robiłem wszystko, żeby Marine mogła całkowicie oddać się postaci i jej emocjom. A ona robiła to samo dla mnie. Byliśmy dla siebie bardzo hojni. W pewien sposób przypomniało mi to pracę na planie Zbrodniczych kochanków, która również była idylliczna.

Jak poradziłeś sobie ze scenami erotycznymi?

Nie było łatwo, ale wspieraliśmy się z Marine. Uznaliśmy, że lepiej będzie pójść na całość, nie wstydzić się siebie, poczuć się swobodnie. Chciałem żeby te sceny były mocne, wiarygodne i podniecające. Mam nadzieję, że zrobią wrażenie na widzach, jednocześnie nie szokując. Przygotowując się do scen z dominującym Louisem obejrzałem 50 twarzy Greya i odświeżyłem sobie film, który świetnie się zestarzał – 9 ½ tygodnia – żeby przyjrzeć się dwoistości postaci granej przez Mickeya Rourke’a, jednocześnie perwersyjnej i czułej. Chciałem żeby Louis był kimś więcej niż tylko zimnym, nieczułym mężczyzną. Do perwersyjnych zabaw trzeba dwojga. Ta druga osoba musi się na to zgadzać. Powiedziałbym, że Louis i Chloé walczą o władzę, Chloé uzyskuje przewagę kiedy postanawia nie odpowiadać na jego pytania. Okazuje się, że Louis nie jest tak przywiązany do perwersji, jak mogłoby się wydawać. Chloé odrzuca go, a on zakochuje się w niej i jest na krawędzi załamania. Louis okazuje się bardziej delikatny niż Paul.

"Podwójny Kochanek" otworzy tegoroczny 17. Międzynarodowy Festiwal Filmowy T-mobile Nowe Horyzonty. Do kin w całej Polsce wejdzie natomiast 25 sierpnia.

Artykuł powstał we współpracy z Gutek Film.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...