Jak przemycić psa lub kota. Trzy wakacyjne historie kobiet, które złamały przepisy z miłości do czworonogów

Jak przemycić psa lub kota? Trzy kobiety opowiadają, jak nielegalnie przewiozły czworonogi przez granicę.
Jak przemycić psa lub kota? Trzy kobiety opowiadają, jak nielegalnie przewiozły czworonogi przez granicę. fot. Kamila Kotusz / Agencja Gazeta
To nielegalne i karalne. Można wpaść w kłopoty. Przepisy dotyczące przewozu zwierząt przez granicę nie powstały dla kaprysu. Ich celem jest zapobieganie rozprzestrzenianiu się chorób. Ale te kobiety z miłości do zwierząt postanowiły złamać przepisy lub - jeśli ktoś woli - zastosowały klauzulę sumienia. Oto historie jednorazowych przemytniczek czworonogów.

1. Joanna

To było dwa lata temu. Pojechałam z córką na wakacje do Rumunii. Zatrzymałyśmy się w pensjonacie i już pierwszego zwróciłyśmy uwagę na małego, wychudzonego szczeniaka. Zauważyłyśmy, że ma przetrącone biodro i łapkę. Ktoś musiał go kopnąć. To nie był pies właścicieli pensjonatu – przybłąkał się i został, bo goście dzielili się z nim resztkami jedzenia. Spał na dworze, nigdy nie przechodził przez próg.



Gdy nasz pobyt zbliżał się do końca, córka zaczęła mnie błagać, byśmy go tu nie zostawiały. Już teraz był osłabiony i chudy, a co by się stało, gdyby przyszła zima? Osobom, które mają miękkie serce, trudno patrzeć na to, jak w Rumunii traktuje się zwierzęta. Przyznałam córce rację. Ostatniego dnia pobytu postanowiłyśmy, że zabieramy psiaka ze sobą. Potrzebowałyśmy sfałszowanej książeczki zdrowia, która potwierdzi, że szczeniaczek przeszedł kwarantannę i jest zaszczepiony.

Wieczorem rzutem na taśmę dostałyśmy się do weterynarki – właśnie zamykała gabinet. Na szczęście znała angielski. Gdy wyjaśniłyśmy jej, co planujemy, przyjęła nas. Zaczipowała szczeniaczka, zaszczepiła go i wystawiła książeczkę zdrowia, do której wpisała, że wszystkie niezbędne zastrzyki piesek dostał już miesiąc temu. Nie wzięła od nas ani grosza więcej, choć widziała, że byłyśmy zdesperowane.

Z antydatowaną książeczką zdrowia mogłyśmy spokojnie wwieźć naszego szczeniaczka do Polski. Początkowo bał się przekraczać próg, musiałyśmy go przeciągać, kulił się wtedy czekając na cios. Gdy po kilku tygodniach zorientował się, że jest bezpieczny i nikt nie będzie go bić, zaczął brykać - jak to szczeniak. Teraz ma 2,5 roku.

2. Marta

To nie był mój pomysł, by przemycić kota. Zacznijmy od tego, że to nie jest mój kot. Znajomy z zagranicy niedawno przeprowadzał się z jednego państwa na Półwyspie Arabskim do drugiego, no i oczywiście chciał zabrać ze sobą mruczka. Miał już wszystko gotowe do wyjazdu. Książeczkę zdrowia kota, szczepienia. Bez zarzutu. I nagle dowiedział się od urzędników, że mimo to nie będzie mógł zabrać czworonoga, bo stosunki między państwami się pogorszyły.

Podjął decyzję, że woli złamać prawo, niż porzucić kota. Jednak samemu byłoby mu trudno to zrobić, więc poprosił mnie o pomoc. Przekraczaliśmy granicę na dwa samochody. Oczywiście zachowywaliśmy się, jako obcy ludzie. On miał ze sobą dobytek, a ja jego kota, który na szczęście jest dosyć mały. Włożyłam go do transportera i zasłoniłam nogami.

Pogranicznik zerknął w mój paszport, ale nie rozglądał się w samochodzie, a ja byłam uśmiechnięta i lekko znudzona. Kot na szczęście nie zamiauczał w momencie sprawdzania dokumentów. Pogranicznik puścił mnie bez problemów. Znacznie uważniej przetrzepał samochód znajomego. Kilkanaście kilometrów za granicą, zatrzymaliśmy się na poboczu i oddałam mu mruczka. Właśnie tak przemyciłam kota.

3. Alina

Byłam z mamą kilka dni na Białorusi. Poszłyśmy na lokalny bazar i... przepadłam. Zakochałam się w szczeniaczku. Wzięłam go na ręce i już nie mogłam go oddać. Mama była niechętna. Powiedziała, że zrobię co chcę, ale ona nie wraca z psem.

Przecież nie miał ani szczepień, ani książeczki zdrowia, więc nie mogłybyśmy z nim przejechać przez granicę. Ale ja byłam zdecydowana. Powiedziałam, że w takim razie wracam sama. Nie miałam już pieniędzy na weterynarza, który mógłby mi sfałszować dokumenty, musiałam poradzić sobie jakoś inaczej.

Nadszedł dzień powrotu do Polski. Podjeżdżałam samochodem do granicy pięć razy i pięć razy pogranicznicy mnie zawracali, gdy okazywało się, że nie mam dokumentów dla szczeniaczka leżącego na fotelu obok. Krążyłam tak kilka godzin. Wreszcie podjechałam do granicy po raz szósty. Trafiłam na pogranicznika, któremu właśnie kończyła się zmiana. Pogranicznik zerknął na szczeniaczka, który ułożył się obok moich nóg. "Niech pani już jedzie" – powiedział. No i nas przepuścił.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...