Hyundai wchodzi na nieznany teren. Koreańczycy pokazali dwa modele, dzięki którym zdobędą nowych klientów

Premiera nowych Hyundaiów odbyła się w Dusseldorfie. Fot. naTemat
To się nazywa mieć mocarstwowe plany. Koreańczycy chcą do 2021 roku zostać najpopularniejszą azjatycką marką samochodową w Europie. A to oznacza, że Hyundai musi wchodzić w nowe segmenty, w których wcześniej nie był obecny. W Dusseldorfie marka właśnie zaprezentowała dwa nowe modele: i30 Fastback, czyli eleganckie, pięciodrzwiowe coupe, oraz sportowego hatchbacka i30 N.

Do tej pory Hyundai kojarzył się wyłącznie z autami, które kupowano nie pod wpływem emocji, a po chłodnej kalkulacji. Teraz producent sięga po tę drugą część klientów. W trakcie niemieckiej prezentacji Koreańczycy najpierw zaprezentowali Fastbacka, czyli eleganckie coupe w klasie kompaktowej. Niby się to wyklucza, ale w praktyce wyszło nieźle.
Długa, powoli opadająca, elegancka linia nadwozia (obniżona względem "zwykłych" i30 o 30 mm) budzi skojarzenia z autami dużo większymi. Wystarczy spojrzeć na masywny słupek C i wyprofilowany spojler. Fastback zapewne będzie miał też nad innymi coupe jedną, znaczącą przewagę: cenę (choć akurat cennik tej wersji i30 nie jest jeszcze znany).
Hyundai przekonuje, że dzięki Fastbackowi stylistyka premium będzie dostępna dla każdego i coś w tym jest – auto, przynajmniej z zewnątrz (bo w środku to stary, dobry Hyundai) sprawia wrażenie bardziej ekskluzywnego. Wrażenie pogłębiają światła dzienne Full LED oraz reflektory w ciemnych oprawach. Mimo że to wciąż segment aut kompaktowych.
Auto ma się też lepiej prowadzić, ponieważ zawieszenie zostało nie tylko obniżone (o 5 mm), ale i usztywnione (o 15 proc.). Jak te przechwałki przełożą się na jazdę, dopiero się jednak okaże.
W środku, który przypomina inne modele z gamy Hyundaia, będziemy mogli zamówić m.in. dotykowy ośmiocalowy ekran, który znacząco podniesie komfort jazdy. Do tego system nawigacji jest wyposażony w 7-letnią subskrypcję usług LIVE, dzięki którym kierowca będzie miał aktualne informacje o pogodzie, ruchu drogowym, fotoradarach itd.
Ponadto samochód sam zadba o nasze bezpieczeństwo dzięki licznym systemom, takim jak system autonomicznego hamowania, system utrzymywania pasa ruchu czy inteligentny tempomat (do 180 km/h, czyli więcej, niż można jeździć w Polsce).
Niestety, Fastback będzie szybki tylko z nazwy. W gamie silników znajdą się bowiem tylko dwie, turbodoładowane benzyny, ale... po downsizingu. Do wyboru będzie czterocylindrowy 1.4 o mocy 140 KM oraz 1.0 z zaledwie trzema cylindrami, o mocy 120 KM. W przyszłości pojawią się diesle, ale one także nie sprawią, że kierowca spoci się za kółkiem.
Hyundai też może być szybki
Dla tych, którzy chcą szybkiego Hyundaia, przeznaczony jest i30 N. Skąd nazwa? Auto stworzono w koreańskim Namyang, ale dopracowano na Nurburgringu (co ostatnio zaczyna po prostu spełniać rolę marketingową, bo czy ktoś słyszał w ostatnich latach o sportowym aucie, nad którym nie pracowano w "Zielonym Piekle?"). Dwulitrowa, turbodoładowana benzyna generuje 250 KM I 353 Nm momentu obrotowego, a w wersji z pakietem Performancje aż 275 KM.
Efekt to przyspieszenie do setki w zależności od silnika w 6.1 lub 6.4 sekundy. Ale i30 nie tylko jeździ do przodu. Komfort jazdy w zakrętach zapewniają między innymi sztywne, elektronicznie regulowane zawieszenie, "szpera", wyczynowe opony 18- lub 19-calowe, elektroniczny mechanizm różnicowy czy wreszcie pakiet aerodynamiczny, który zwiększa docisk auta.
Silnik współpracuje z manualną , sześciobiegową skrzynią i zapewnia według zapewnień Hyundaia bezpośrednią reakcję na gaz i liniowy przyrost mocy. Ponadto zastosowano napęd na przód, jak w wielu innych hothatchach. Co ważne, w aucie zadbano także o chłodzenie i smarowanie jednostki napędowej. Koreańczycy twierdzą, że nawet podstawowa wersja i30 N będzie gotowa do zjechania z drogi publicznej na tor wyścigowy.
Wszystko uzupełnia unikatowy lakier w kolorze Performance Blue, inspirowany zespołem Hyundai Motorsport, oraz rasowy wydech. Ten, w zależności od wybranego trybu jazdy (a jest ich aż pięć: eko, standardowy, sportowy, N oraz N Custom), brzmi... mniej lub bardziej rasowo.
W osiąganiu efektu pomaga umieszczony w kabinie rezonator, ale zmienia się nie tylko dźwięk, ale i charakterystyka wydechu. W trybie N w wydechu ma wybuchać niedopalone paliwo. Słowem kompletny pakiet: do miasta, na tor i... do lansu.
Sam samochód, poza wspomnianym lakierem, wygląda jak rasowy hothatch. Charakteru nadają mu czarne oprawy reflektorów, czarny spojler, wydech z podwójnym tłumikiem, czerwone zaciski oraz inne drobne akcenty.
Na nowości przyjdzie nam jeszcze jednak poczekać – do przełomu roku.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...