7 dowodów, że nie będzie polskiego Majdanu. Opozycja nie jest w stanie porwać mas, a masy nie czują emocji opozycji

Nie ma szans na to by Polacy masowo wyszli na ulice w obronie trójpodziału władzy
Nie ma szans na to by Polacy masowo wyszli na ulice w obronie trójpodziału władzy Fot. Maciej Stanik/NaTemat.pl
Polacy nie wyjdą masowo na ulice w obronie Sądu Najwyższego i trójpodziału władzy. Nie wyjdą nie ze względu na swój tumiwisizm, ale przede wszystkim ze względu na małą wiarygodność opozycji. Może i mają pod rządami PiS zimny prysznic, ale nie chcą też powrotu do ciepłej wody w kranie. Poza tym prędzej niż przeciwko zamachowi na SN, wyszliby zaprotestować przeciwko zamachowi – gdyby kiedyś do niego doszło – na 500 plus.

Na Ukrainie protesty opozycji przeciwko władzy były pokojowe, ale władza popełniła ogromny błąd, gdy zaczęła strzelać do manifestantów. To wtedy tamte demonstracje przekształciły się w ogólnonarodową rewolucję. PiS przerobiło nie tylko tę ukraińską lekcję, ale także bolesne lekcje z polskiej historii. Wie, że przegra jeśli zacznie używać siły wobec opozycji, więc nigdy tego nie zrobi.
Słowa byłego prezydenta Lecha Wałęsy, o tym że jak najszybciej trzeba zamknąć "około 15 ludzi z obecnej władzy w tym polityka Rydzyka", by uniknąć wojny domowej, czy straszenie PiS odwetem i "Norymbergą" paradoksalnie szkodzą samej opozycji. Bo uwiarygadniają propagandowy przekaz PiS, że opozycja nie pogodziła się z przegraną w demokratycznych wyborach, więc szuka sposobu, by za wszelką cenę wrócić do władzy.
Oto 7 dowodów na to, że opozycja nie zorganizuje Majdanu i nie porwie tłumów na barykady przeciwko władzy PiS.

1. Balcerowicz na barykadach, czyli opozycja na własne życzenie redukuje swój protest do obrony transformacji i III RP

Gdyby na chłodno przeanalizować ostatnie manifestacje w obronie Sądu Najwyższego i sprowadzić je wyłącznie do personaliów, to o słabości opozycji świadczy choćby to, że najlepsze wiecowe przemówienie miała aktorka Dorota Stalińska, a nie któryś z liderów tzw. obozu demokratycznego, albo aspirujących do tego miana. Eksponowanie na barykadach opozycji Leszka Balcerowicza, czyli architekta polskich reform gospodarczych po 1989 roku jest symboliczne, ale być może przez przypadek redukuje też cały protest do obrony transformacji, a to woda na młyn PiS. Podobnie jak zdominowanie tych protestów przez środowisko dawnej Unii Wolności, Unii Demokratycznej i Partii Demokratycznej i zaklęcia, że PiS niszczy najwspanialsze 26 lat w historii Polski. Opozycja musi wreszcie zrozumieć, że nie wszyscy Polacy to beneficjenci III RP. Nie ma wolności bez solidarności i równości. Można nad tym ubolewać, ale dla mas 25 groszy na litrze paliwa jest ważniejsze niż niezależność Trybunału Konstytucyjnego czy Sądu Najwyższego.

2. Młodzi nie przyłączą się do protestów, bo dla nich Wałęsa, Frasyniuk, czy inni "zasłużeni” ojcowie założyciele III RP to "leśne dziadki”

Na protestach w obronie trójpodziału władzy nie widać młodych ludzi, podobnie jak nie było ich widać na manifestacjach Komitetu Obrony Demokracji. Wszelkie sondaże pokazują, że nowe pokolenia nie emocjonują się kombatancko-nostalgicznym "przeniesieniem” walki demokratycznej opozycji o wolną Polską w PRL do czasów współczesnych. Nie dość, że większość młodych deklaruje, że ma poglądy prawicowe, to dawni bohaterowie opozycji nie działają na ich emocje. Dla młodych Polaków to, co się dzieje, to zwykła wojna dwóch plemion politycznych, a nie starcie o standardy demokratyczne, idee czy wartości. Nic dziwnego, że sam Frasyniuk powtarza, że na czele opozycji powinien stanąć mityczny 40-latek (latka), bo tylko on (ona) mógłby być międzypokoleniowym zwornikiem. Ale kandydata na polskiego Macrona nie widać i nie ma co liczyć na to że szybko się pojawi. Trzeba poszukać nowych kanałów dotarcia do młodych, by do nich przemówić.

3. PiS nie użyje siły przeciwko protestującym, bo wie że wtedy przegra. Liczenie na taki scenariusz jest po prostu nieodpowiedzialne, szkodliwe i głupie

PiS będzie oczywiście ściągać na demonstracje opozycji ogromne siły policyjne i prężyć muskuły, a pisowskie media będą mówić o "bojówkarzach” i puczu na ulicach, ale rządzący nie przekroczą cienkiej czerwonej linii i nie użyją siły wobec protestujących. Jeśli ktoś w ogóle na to liczy, jest nieodpowiedzialny. Już wyniesienie Władysława Frasyniuka przez policję z kontrmiesięcznicy smoleńskiej 10 czerwca było dla PiS wizerunkowym strzałem w stopę. W tym kontekście słowa Lecha Wałęsy, by jak najszybciej zamknąć "około 15 ludzi z obecnej władzy w tym polityka Rydzyka" uwiarygadniają propagandową, pisowską narrację o "puczu" opozycji. "Szanowni protestujący pod Sejmem, protestujcie spokojnie i do woli. U władzy jest PiS, nikt nie będzie do was strzelał jak do górników za czasów Platformy Obywatelskiej - napisał na Twitterze wiceprezes PiS Joachim Brudziński.

4. "Antykaczyzm” czy "antypisizm” to za mało, by porwać tłumy. Opozycja nie posiada działającej na emocje i wyobraźnię wizji, dzięki której mogłaby uwieść wyborców

Żeby porwać tłumy, nawet dla tak ważkiej sprawy jak obrona trójpodziału władzy potrzeba nie tylko lidera z charyzmą, ale także autentyczności, wiary i przekonania, że protest ma sens. W dobie profesjonalizacji polityki opozycja ma z tym ogromny problem. Choćby Władysław Frasyniuk dziesięć razy powtórzył że opozycja powinna działać w "oparciu o wartości, a nie o sondaże”, to i tak widać tam pragmatyzm, oportunizm i technokratyzm. Opozycja nie powinna się też jednoczyć. Nic nie da stworzenie wspólnego frontu, nawet gdy będzie on się nazywał demokratyczny, bo będzie to wyglądało na działanie mało autentyczne. Opozycja powinna grać na różnych fortepianach, by trafić do różnych grup wyborców. Potrzebni są i liberałowie, i ludowcy, i lewica, którzy będą ze sobą współdziałać,ale także pięknie się różnić.

5. Czekanie na "propaństwowy" głos prezydenta Dudy, czy polskiego Episkopatu to jak czekanie na Godota

Część opozycji liczy na to, że nagle ich sojusznikiem w obronie demokratycznych standardów stanie się prezydent Andrzej Duda wetując ustawę o KRS, albo tę o Sądzie Najwyższym. Bo w końcu jedną ustawę o Regionalnych Izbach Obrachunkowych już zawetował i podobno zamierza się uniezależniać od PiS. Ale to zwykłe "chciejstwo". Trudno oczekiwać na nagłą woltę polityczną prezydenta skoro nie ma on w tym żadnego politycznego interesu. Ostatnie sondaże pokazują, że wygrałby z Donaldem Tuskiem wybory prezydenckie. Poza tym dopiero co słyszał z ust opozycji, że jest "Adrianem", "długopisem" PiS i że "będzie siedział". Także zdominowany przez zwolenników PiS Episkopat nie będzie wspierał opozycji w walce z władzą, tak jak to robił w PRL. Bo za rządów PiS Kościół funkcjonuje jak pączek w maśle i nie było jeszcze partii rządzącej, która tak chętnie padałaby na kolana przed duchownymi. Poza tym w polskim społeczeństwie rząd dusz sprawuje bardziej o. Rydzyk niż Episkopat.

6. Opozycja tak często nadużywała języka o "zamachu stanu" i "końcu demokracji", że on wyborcom spowszedniał i nie niesie już alarmistycznego tonu

Słowa o końcu demokracji, zamachu stanu, dyktaturze, autorytaryzmie, czy używanie na określenie tego, co dzieje się w Polsce jeszcze mocniejszych zwrotów spowodowały, że ten język, który miał nieść alarmistyczny i ostrzegawczy ton zdewaluował się. Dzisiaj to połączenie patosu z groteską. "Boję się, że media, komentatorzy, autorytety prześcigając się w wytykaniu kolejnych "zamachów” PiS i wrzucając je wszystkie - niezależnie od ciężaru gatunkowego - do jednego wora z napisem "koniec demokracji” przyczyniają się do sytuacji, w której niebawem nikt ich krzyków o łamaniu demokracji nie będzie traktował poważnie. To prezent dla PiS, który dostaje argument, by w przyszłości bagatelizować całą krytykę pod swoim adresem. Także tę słuszną i uzasadnioną” – pisała dwa lata temu prawicowa publicystka Kamila Baranowska. Z drugiej strony opozycja musi odrzucić język pogardy wobec beneficjentów programu 500 plus czy wyborców PiS w ogóle. Nie może szydzić, że wydają te pieniądze na alkohol, że PiS ośmieliło lumpów, że wyborcy tej partii to plebs, albo obrażać się na głupi naród.

7. Sezon urlopowy to okres demobilizacji elektoratu opozycji, dlatego PiS zapewne wykorzysta ten czas do przeforsowania zmian w wymiarze sprawiedliwości

Jak pokazują sondaże – większość Polaków ma złe doświadczenia z sądami i opowiada się za reformami w wymiarze sprawiedliwości, albo uważają, że zamachnięcie się przez PiS na TK czy SN ich nie dotyczy. Opozycja nie zorganizuje polskiego Majdanu także dlatego, że jej elektorat jest na urlopach. Środek wakacji to po prostu nie jest najlepszy czas na masowe protesty. Te pierwsze dzięki partyjnej mobilizacji będę miały zapewne przyzwoitą frekwencję, ale pary i energii może szybko zabraknąć. Trudno sobie wyobrazić, by nagle na ulice spontanicznie wyszły dziesiątki tysięcy ludzi tak jak to było przy okazji umowy ACTA, "Czarnych Marszów" kobiet, czy pierwszych demonstracji Komitetu Obrony Demokracji. Od polskiej polityki też trzeba przecież kiedyś odpocząć.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...