"Dowodzenia nie można się nauczyć na kursach weekendowych”. Generał Waldemar Skrzypczak o awansach Macierewicza

Generał Waldemar Skrzypczak nie ma dobrego zdania o nowych dowódcach błyskawicznie awansowanych przez Antoniego Macierewicza
Generał Waldemar Skrzypczak nie ma dobrego zdania o nowych dowódcach błyskawicznie awansowanych przez Antoniego Macierewicza Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Po bezprecedensowej czystce w dowództwie polskiej armii Antoni Macierewicz awansuje swoje kadry. Właśnie wystąpił do prezydenta Andrzeja Dudy o nominacje dla… 46 nowych generałów. Awanse mają być wręczone 15 sierpnia w dniu Wojska Polskiego. W resorcie kierowanym przez Antoniego Macierewicza trwają też prace nad przywróceniem historycznych nazw i stopni wojskowych. Mają wrócić m.in. rotmistrzowie, wachmistrzowie oraz ogniomistrzowie. Rozmawiamy o tym z gen. Waldemarem Skrzypczakiem, byłym dowódcą Wojsk Lądowych.

Minister Macierewicz wystąpił o powołanie 46 nowych generałów. Czy to może być rekord Guinessa?



Gen. Skrzypczak: Do tej pory nie było propozycji na taką skalę. Rozumiem, że ci wszyscy, którzy mają być nominowani spełniają wszystkie kryteria, jakie powinien spełniać kandydat na generała. Dla mnie jako generała liniowego, każdy kto pretenduje do tego, żeby być generałem, powinien wykazać się sukcesami w dowodzeniu.
Powinien być dobrym oficerem operacyjnym, wykazywać się wysoką wiedzą z zakresu sztuki wojennej, czy z zakresu szkolenia operacyjno-taktycznego. To jest wiedza, którą powinien posiadać dowódca brygady albo dywizji w zakresie przygotowania swojej brygady, czy dywizji do działań bojowych. Powinien być także dobrym pedagogiem; lubianym, szanowanym i cenionym przez żołnierzy. To są trzy podstawowe kryteria, które powinien kandydat spełniać.

Tymczasem w Akademii Sztuki Wojennej, dawniej AON stworzono specjalne zaoczne kursy i szkolenia dla nowych generałów. Czy to wystarczy?

Najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, kto te kursy prowadzi? Nie sądzę, żeby były one prowadzone przez autorytety ze sztuki operacyjnej. Prędzej prowadzą te zajęcia historycy. Kolejne pytanie, czy ci panowie przechodzą wymagane dla cyklu szkolenia? Na całym świecie, w każdej akademii, oficerowie przechodzą całe cykle szkoleń operacyjno-taktycznych, w czasie których są oceniani ze sprawności w dowodzeniu, organizowania działań bojowych, z podejmowania decyzji.
To są kryteria, które na studiach służą do oceny oficera. I dopiero wtedy, kiedy oficer zda wszystkie egzaminy z wiedzy, która jest wymagana i przejdzie cykl ćwiczeń, wykaże się znajomością problematyki, decyzyjnością, swoistym stylem dowodzenia, dostaje dyplom ukończenia wyższej uczelni. To jest niemożliwe, by można było tego wszystkiego nauczyć na kursach weekendowych.

Mówi pan o doświadczeniu i wiedzy. Ale popularną ostatnio praktyką w służbach mundurowych są błyskawiczne ścieżki awansu, jak choćby w przypadku szefa ABW Piotra Pogonowskiego, który awansował o 14 stopni w 18 miesięcy, z kaprala na pułkownika. Albo komendanta głównego Straży Granicznej Marka Łapińskiego, który został generałem, choć półtora roku temu był jeszcze majorem. To chyba demobilizujące dla podwładnych?

To są awanse na podstawie kryteriów politycznych, a nie merytorycznych. Ci wszyscy podwładni, którzy to obserwują czują się oględnie mówiąc nieswojo, bo mają często dużo większe doświadczenie, dużo więcej atutów, by dowodzić. Ich się deprecjonuje, bo nie dokonuje się merytorycznego wyboru opartego o wiedzę oficera, czy jego doświadczenie, tylko stosuje się klucz polityczny. Ale klucz polityczny jest może dobry na czas pokoju, ale nigdy nie sprawdza się w czasie wojny. A więc niech nikt nie oczekuje, że tak nominowani oficerowie poradzą sobie z dowodzeniem na wojnie.

W MON trwają też prace nad przywróceniem w polskiej armii historycznych stopni wojskowych. Mieliby wrócić rotmistrzowie, wachmistrzowie, ogniomistrzowie… Co pan o tym sądzi?

Ja jestem pancerniakiem. Nieprawdą jest, że w wojskach pancernych używano stopnia rotmistrz. Przykładem jest 1. Dywizja Pancerna generała Maczka. W pułkach pancernych używano stopnia kapitan. W pułkach, które miały tradycje pułków kawalerii jak np. 10. Pułk Strzelców Konnych, który był później pułkiem pancernym byli rotmistrzowie. Ogniomistrz jeszcze niedawno funkcjonował w polskiej armii w artylerii.
Jestem za tym, niech to wróci bo to wynika z tradycji. Tylko pytanie moje jest takie, czy my mamy czystą kawalerię? Bo komu damy stopnie rotmistrzów? Pancerniakom? Nie jest to zgodne z ideą tych stopni z czasów wojny.

Wiceminister Michał Dworczyk tłumaczy powrót tych stopni w sposób ideologiczny, jako zerwanie ze spuścizną postsowiecką w armii.

Pomysły żeby wrócić do stopni rotmistrza, wachmistrza i ogniomistrza, a w artylerii był jeszcze bombardier i starszy bombardier, pojawiły się już 2003 roku. Były pomysły, żeby kompanię czołgów nazywać szwadronem czołgów. To nie przeszło, bo nie było woli politycznej. Ale jeżeli ktoś mówi, że tutaj chodzi o walkę ze spuścizną sowiecką, to niech się puknie w głowę. Na zachodzie byli kapitanowie i tam nikomu nie przeszkadzali.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...