Nostalgiczny szał w Lublinie. Miasto czeka na "Boys, boys, boys" na żywo, a my znów pokazaliśmy, że kochamy stare hity

Sabrina i inne gwiazdy włoskiej muzyki sprzed lat pojawią się w Lublinie już we wrześniu.
Sabrina i inne gwiazdy włoskiej muzyki sprzed lat pojawią się w Lublinie już we wrześniu. Fot. YouTube/plakat reklamujący koncert
Pamiętacie Sabrinę? Jeśli macie trójkę z przodu lub więcej, na pewno pamiętacie. A jeśli nie pamiętacie, to i tak znacie tę piosenkę. "Boys, boys, boys, I’m looking for a good time" śpiewała cała Polska pod koniec lat 80. Teraz znowu zaśpiewa to Lublin. Trudno nie odnieść zresztą wrażenia, że na ten koncert czeka całe miasto. Zwłaszcza, że poza Sabriną przyjadą także inne włoskie legendy, a bilety znikają.

Atmosferę oczekiwania na Sabrinę wyczułem w Lublinie ponad tydzień temu, kiedy byłem w tym mieście z rodzicami. Plakaty zapowiadające koncert z jej udziałem są rozklejone w centrum stolicy Lubelszczyzny. I widać po nich, że wiszą od jakiegoś czasu, choć sama impreza jest zaplanowana dopiero na wrzesień.



I to właśnie moi rodzice wyłapali na plakatach Sabrinę. Ja sam z początku nawet nie wiedziałem o co chodzi, dopiero oni uświadomili mnie, że to ona śpiewa legendarne "Boys, boys, boys". Piosenka z 1987 roku rozjaśniała Polakom ostatnie chwile szarego PRL-u. Warto dodać, że utwór był hitem nie tylko w Polsce, ale i w praktycznie całej Europie Zachodniej.
Chociaż w tym wypadku trudno powiedzieć, co bardziej zapadło nam w pamięć. Czy piosenka, czy może nagrany do niej teledysk, w którym Sabrina pręży się (tak, to adekwatne sformułowanie) w hotelowym basenie. I tak zupełnie przypadkiem co chwilę zsuwa się jej bikini i odsłania sutki. Z tego powodu teledysk był zakazany w Wielkiej Brytanii. Nie przeszkodziło to uzyskać Włoszce statusu symbolu seksu. Z którym zresztą nie rozstała się do dzisiaj – wystarczy spojrzeć na jej Instagram.

Un altro aereo e poi...#homesweethome #nonvedolora #sabrinasalerno #picoftheday #✈️

Post udostępniony przez Sabrina Salerno (@sabrinasalernofficial)

#buongiorno ! Thanks to my friend Paola for this nice pic.. #❤️ #sabrinasalerno #picoftheday @webtechnet

Post udostępniony przez Sabrina Salerno (@sabrinasalernofficial)

Ale poza Sabriną w Lublinie wystąpią inne gwiazdy minionych czasów. Widzowie zobaczą też słynny duet: Ala Bano i Rominę Power. On jest włoskim piosenkarzem, ona córką amerykańskiego aktora. Ich największy przebój to oczywiście "Felicita" z 1982 roku. Choć wielu uzna, że popularniejszy był jednak utwór "Ci Sara".
Ponadto pojawi się Drupi, czyli Giampiero Anelli. Włoch bił rekordy popularnosći w Polsce pod koniec lat 70. W 1978 wystąpił nawet w Sopocie z "Sereno é". Co ciekawe, pojawi się również… Stefano Terrazzino. Ale tylko w formie dodatku.

Bilety schodzą na pniu
Co ważne, impreza zostanie zorganizowana w ramach Europejskiego Festiwalu Smaku, który odbędzie się w dniach 4-10 września. Jak nietrudno się domyślić, festiwal będzie poświęcony Włochom. Organizatorzy jednak zamiast ściągnąć współczesne włoskie gwiazdy do Lublina, zdecydowali się na inny manewr i sławy sprzed lat.

Zły pomysł? Wręcz odwrotnie. Bilety jak na Lublin wcale nie są najtańsze, bo zaczynają się od 49 złotych. Na dodatek są to bardzo odległe miejscówki, realnie trzeba liczyć się z wydatkiem o połowę większym. Albo i dwukrotnie większym. Ale jak można przekonać się w sieci, praktycznie połowa wejściówek jest już sprzedana.
Atmosfera oczekiwania udziela się także miejscowym mediom. Przykładowo "Dziennik Wschodni" zastanawia się, gdzie Sabrina (i inne gwiazdy) w Lublinie będzie... spać.
A pod tekstem sypią się komentarze. Jedni czekają na koncert, inni krytykują, a niektórym ewidentnie przypomniały się wyskakujące sutki z teledysku.
Pewne jest natomiast, że fani są już gotowi. Wystarczy zobaczyć, jak został odebrany koncert Ala Bano z zeszłego roku w krakowskiej Tauron Arenie. On także wystąpi poza Sabriną, a zachwytom nie było końca. "Mimo godzinnego opóźnienia artyści dali z siebie wszystko. Naprawdę niesamowity, niepowtarzalny koncert", "Atmosfera była wspaniała, artyści niesamowici" – to niektóre z komentarzy w sieci.
Lubelski koncert nie jest więc żadnym zaskoczeniem – wpisuje się w szerszy trend. Bo skoro jesteśmy w stanie płacić za wizytę w muzeum PRL, to tym bardziej chętnie wybierzemy się na koncert, który nam przypomni naszą młodość.

Stare, ale jare
Taką samą nostalgiczną funkcję pełni również coroczne narodowe odsłuchiwanie "Last Christmas" duety Wham! tuż przed świętami. W tym roku, po śmierci George'a Michaela, pewnie nie będzie inaczej. I tak samo obejrzymy "Kevina samego w domu". Ale chyba już nie po to, żeby po raz kolejny odkryć ten film, tylko żeby przypomnieć sobie siebie sprzed 15-20 lat.

Podobną słabość, jak do Sabriny i innych włoskich gwiazdek, zaprezentowaliśmy choćby przy okazji... ostatniego Sylwestra. Pamiętacie, kto był gwoździem programu katowickiej miejskiej imprezy, transmitowanej przez Polsat? Nie kto inny jak Thomas Anders. Kto to taki? Połowa niemieckiego duetu Modern Talking.
Wokalista pojawił się zresztą w Katowicach jeszcze dwa miesiące później – kiedy wystąpił w Spodku. I oczywiście zgromadził tłumy, bo Modern Talking w Polsce dalej jest niezwykle popularne. Płyty zespołu są dostępne w praktycznie każdym Empiku. Sam kupiłem jedną ojcu dziewczyny na święta, bo wiedziałem, że ich uwielbia. Ale w błędzie jest ten, kto myśli, że Polsat cokolwiek ryzykował zapraszając Andersa (i płacąc mu). Ten sam manewr odbył się bowiem... już kilka lat wcześniej we Wrocławiu. Dokładnie w Sylwestra 14/15 transmitowanego na TVP2.
Mało? Tak samo było sześć lat wcześniej.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...