Odrzucony przez matkę, ukojenia szukał w orgiach i hazardzie. W świecie Casanovy, który uwiódł całą Europę

Portret Giacomo Casanovy, 1760 r. commons.wikimedia.org
Jego imię zna każdy, chociaż zmarł 219 lat temu. Jego imię jest synonimem podrywacza i kochanka idealnego. Jego imię wzbudzało jęki podniecenia w całej Europie. Jednak czy postrzeganie go wyłącznie przez pryzmat podbojów i uniesień miłosnych nie jest uproszczeniem? Czy to możliwe, by zdobył taką sławę jedynie przy pomocy swojej męskości? Z pamiętników i biografii Casanovy, wyłania się postać złożona, niejednoznaczna, obdarzona szczególnym darem zjednywania sobie ludzi, szalenie tajemnicza i wbrew pozorom zamknięta – a raczej ujawniająca tylko co, co chce ujawnić.

Wbrew pozorom erotyczna historia Giacomo Casanovy nie wypada szczególnie kontrowersyjnie na tle dawnej Wenecji. Poprzecinane kanałami miasto słynne było na całą Europę, a turyści zachwycali się nie tyle piękną architekturą, a rozwiązłością obyczajową. Tutaj kobiety uznawane były za ósmy cud świata, mężczyźni wyprzedzali się w miłosnych intrygach, gwałty, aborcje i morderstwa były codziennością, a coś tak ulotnego jak małżeństwo interesowało niewielu. Casanova nie był zatem wyjątkiem na mapie Półwyspu Apenińskiego. Do dziś jednak uważany jest za niedościgniony wzór błyskotliwości, wdzięku i uroku. Z drugiej nazywa się go oszustem, dewiantem, bezwzględnym intrygantem i przebiegłym lisem, który jest w stanie wślizgnąć się do każdej sypialni. Dlaczego jednak to jego nazwisko zna każdy, skąd fenomen weneckiego niepozornego chłopca? Jego biografia stanowi szaloną podróż, która ujawnia, że owszem, wpisywał się rozwiązłością we współczesne sobie czasy, miał jednak szczególny rodzaj charyzmy, która spowodowała, że był i jest na językach wszystkich.



2 kwietnia 1725

Giacomo Casanova był owocem miłości Gaetano Giuseppe Casanovy i Zanetty Farussi. Dobroduszny ojciec zmarł, gdy syn miał 8 lat, a matka postanowiła poświęcić swoje życie karierze aktorskiej (w tamtym czasie aktorka stawiana była na równi z kobietą lekkich obyczajów). Dorastał w poczuciu odrzucenia i osamotnienia, a we wczesnej młodości uznawano go za niedorozwiniętego. Matka na każdym kroku próbowała się go pozbyć – tak rozpoczął swoją przygodę, nie tylko poszukując miejsca na świecie, ale głównie starając się odkryć swoją tożsamość, niosąc brzemię kogoś gorszego, mniej kochanego niż rodzeństwo, nie będącego arystokratą. Jednocześnie, co przyznawał pod koniec życia – możliwe, że jego prawdziwym ojcem był Michele Grimani.
Z mlekiem matki wchłonął naturalną umiejętność flirtu i skłonność do łóżkowych ekstrawagancji. Poczucie, że właściwie jest nikim, odreagował stwarzając swój własny mit założycielski. Jako dziecko uciążliwie krwawił z nosa, nikt nie potrafił go zdiagnozować, był dzieckiem słabym i chorowitym. Dlatego babcia Marzia, która się nim zajmowała po wyjeździe matki zabrała go do „czarownicy”, która według jego relacji (a może tylko wyobrażenia) odwiedzała go w nocy. Dla chłopca było to tak silne przeżycie, że stworzył obraz siebie jako zagubionego, chorego dziecka uzdrowionego przez łagodną kobietę. Rodzący się w nim intelekt i odejście od „mistycznych wydarzeń” rozbudziły w nim jednocześnie chęć do oszustw. Trudno jednak orzekać czy był molestowany lub wykorzystywany w dzieciństwie. Pewne jest natomiast, że pewności siebie musiał się dopiero nauczyć.

Do Padwy wyjechał w 1737 roku. Miał zaledwie 12 lat, gdy rozpoczął studia na uniwersytecie. Później wielokrotnie podkreślał swoją dumę z tego powodu. Okres studiów nie był jednak dla niego bajkowy – mieszkał w fatalnych warunkach i nie miał pieniędzy. Dzięki swojemu urokowi, jego sytuacja szybko się poprawiła – stawił się za nim Doktor Gozzi, pod którego skrzydłami rozwijał się nie tylko intelektualnie, ale i fizycznie. W pamiętnikach wspomina, że był notorycznie głodny, podkradał jedzenie, a i tak wyglądał jak szkielet. Doktor wraz z ukochaną babcią Marzią starali się znaleźć dla chłopca jak najlepsze mieszkanie, wszystko jednak kosztowało, a sytuacja potomka dwójki aktorów była, mówiąc delikatnie, mało komfortowa. Według panujących reguł, nie mógł poślubić arystokratki. Ostatecznie Gozzi przyjął go pod swój dach, gdzie poznał swoją pierwszą miłość – 13-letnią siostrę księdza, Bettinę. Dziewczyna rozbudzała w chłopcu napięcie, prowokowała go, odwiedzała w nocy, jednak nigdy nie pozwoliła na zbliżenie. Pomimo tego, że ostatecznie ją znienawidził, uznał, że od tego upokorzenia przez kobietę rozpoczęła się jego lekcja miłości, a panie nazwał „obezwładniającą pasją”.

Odrzućcie wszelkie wartości

Pierwszą kobietą w jego życiu była matka, jednak spotkanie Bettiny rozbudziło w nim zupełnie nowe żądze. Stał się libertynem – odrzucił wszelką moralność i skupił się na zaspokojeniu swojego apetytu. W 1739 roku wrócił do Wenecji – nie był już wątłym, chorowitym chłopcem. Jego przeznaczeniem miała być posługa kapłańska, na swojej drodze spotkał jednak senatora Alvise Gaspara Malipiero. Pochlebiając podstarzałemu panu zyskał dostęp do jednego z najsłynniejszych domów weneckich – Palazzo Malipiero, z którego rzut beretem dzielił go od przydzielonej mu parafii San Samuele. Kontynuował studia akademickie i kościelne, a po godzinach wspierał lubieżnego senatora w sprawach sercowych – mimo młodego wieku doradzał mu gwałt, a nawet morderstwo dziewczyny, która odrzucała jego zaloty. Balansowanie pomiędzy sacrum i profanum oraz coraz silniejsze zainteresowanie kobietami wzbudzało podejrzenia księdza, który opiekował się przyszłym duchownym. W tym okresie Giacomo wygłosił swoje pierwsze i ostatnie kazanie – w trakcie drugiego zamroczony jedzeniem i alkoholem zemdlał na oczach wszystkich nie mogąc wygłosić mowy. „Ucieka z miejsca zbrodni” nie mogąc znieść upokorzenia. Później okaże się, że właśnie ucieczka będzie jednym z jego ulubionych sposobów radzenia sobie z kłopotami. Dodatkowo zaczynał odczuwać coraz silniejszy pociąg seksualny, powtarzano mu, że masturbacja to grzech, a kobiet powinien się wystrzegać. Postanowił ostatecznie „zrezygnować z zawodu”, ale do końca życia był wierzący (wierzył jednak trochę na swój sposób, wiele przesądów i metafizycznych rozpraw religijnych uznając za absurd i głupotę). Nie będzie księdzem, otworzy nową furtkę – doznań erotycznych.

Relacje Giacoma ujawniają jego skłonność do teatralizacji uczuć i otoczenia. Bardzo emocjonalnie przeżywał relacje, mówił o nich w sposób wyidealizowany i szybko wyznawał „miłość do końca życia”. Tym sposobem zakochał się w Angeli, a następnie Lucii („lubili fellatio czy ręczne stymulacje”). Nie ma jednak jeszcze mowy o seksie, żądze Casanovy mają dopiero niebawem wybuchnąć. Po tych pierwszych uniesieniach wrócił na studia do Padwy, gdzie w wieku 16 lat obronił doktorat z prawa cywilnego i kanonicznego. Nie chciał być jednak ani księdzem, ani prawnikiem. Zamarzyła mu się praktyka lekarska, a w wolnych czasie planował kolejne zbliżenia. Niedostępna Angela nie dawała mu nadziei na coś więcej, więc oddał się uciechom z siostrami Nanettą i Martą. To kolejne kobiety na jego drodze, które obiecały mu oddanie i wierność. Będą ich jeszcze setki. Zadziwiający jest fakt, że większość z nich, zdając sobie nawet sprawę z jego rozwiązłości, poszłaby za nim w ogień. „Wszystko, co tu zaszło, jest dziełem miłości” – tak wszyscy troje stracili dziewictwo jednej nocy.

Inicjacja cesarza miłości

Casanova dostał skrzydeł i pewniej poczuł się w arystokratycznym środowisku, na bluźnierczych i rozwiązłych balach maskowych i w sytuacjach jednoznacznego zbliżenia. Wenecjanki uważane były za najpiękniejsze w Europie, a turyści z całego kontynentu zjeżdżali się, by sprawdzić czy wszystkie plotki o mieście to prawda – Giacomo wiedział, że nie ma w tym krzty kłamstwa i trzeba być ostrożnym w kontaktach z tajemniczymi arystokratkami, kurtyzanami i prostytutkami. Klasztory często funkcjonowały jako ekskluzywne burdele, a największą cnotą była dyskrecja.

Późniejsze doświadczenia: śmierć babci, „droga do papiestwa”, pierwszy „homoseksualny żart” w seminarium i zamknięcie za to w celi, kolejne romanse z "bezimiennymi żonkami", próba morderstwa, pierwszy atak choroby wenerycznej i chwile samotności pozwoliły mu odkryć jego ulubiony temat: był nim on sam. Może to być jeden z elementów, które wpłynęły na sławę Casanovy. Lubił i chciał, by o nim mówiono. To w Paryżu nauczył się, że „lepiej być znanym niż nieznanym”. Dlatego kilka lat później wielce uradowało go, gdy obolały, z raną na brzuchu po pojedynku z Franciszkiem Ksawerym Branickim w Warszawie, o swoim stanie zdrowia dowiedział się z gazety „Court Gazette”. Panowie pokłócili się o kochankę, ale nieważne w jakim kontekście mówili, ważne, ze mówili. Stolicę Polski odwiedził w 1765 roku i od razu zwrócił na niego uwagę Stanisław August Poniatowski, o którym Casanova mówił, że "jest wesoły, ujmujący i oczytany".

To właśnie po wspomnianej próbie morderstwa, które prawdę mówiąc były nie mniej popularne niż erotyczne figle, musiał uciekać przed wenecką inkwizycją. Podróżował dalej do Ankony i Rzymu, gdzie wdał się w romans z dwiema siostrami, Angeliką i Lukrecją. W Rzymie nie zabawił jednak długo – skandale i romanse spowodowały, że musi opuścić miasto. W drodze do Konstantynopola, poznaje Bellino – słynnego kastrata, którym jest zauroczony i nie chce wierzyć, że jest mężczyzną. Nie dając za wygraną zbliża się do kolejnej miłości, Teresy, która jak się okazuje, udaje umuzycznionego mężczyznę pozbawionego jąder, by zarabiać pieniądze. Zainteresowanie „kastratem-oszustem” jest znamienne – nie będzie to jego pierwsza kochanka, która trudni się nieszanowaną w tamtych czasach profesją artystyczną czy aktorską. Takie kobiety pociągały go szczególnie. Niektórzy uważają, że może to mieć związek z porzuceniem przez matkę, a chłopak w ten sposób próbował przepracować traumę.

Casanova zręcznie łączył swoje pasje: dzięki podróżom zdobywał wiedzę, naukę umilał sobie z kochankami w coraz to innych europejskich miastach, a w przerwach odwiedzał kasyna i muzea. W ciągu kilkunastu lat odwiedził między innymi Pragę, Londyn, Sankt Petersburg, Moskwę, Warszawę, Madryt, Amsterdam, Drezno, Hagę... Wciąż szukał nowych bodźców i szybko się nudził. W każdym mieście miał nawet kilka oddanych kochanek, a z czasem i dzieci. Z utęsknieniem wracał jednak do Wenecji, Rzymu czy Padwy, gdzie zawsze czekało na niego jakieś puste łóżko. Równie dużo znajomości miał w Paryżu, gdzie urodziło się jego pierwsze dziecko. Uwodzenie kobiet wychodziło mu na każdej szerokości geograficznej.

Szczególnie fascynowała go jednak stolica Francji, która wcale nie osłabiła (pomimo dostępu do „prawdziwego europejskiego oświecenia”) jego erotycznych zapędów, a już na pewno ożywiła jego miłość do nauki języków i literatury. Rozbudzony intelektualnie, poza cielesnymi fascynacjami, oddawał się bardziej wyrafinowanym rozrywkom: poznawał komedię dell’arte, słuchał oper, odwiedzał Luwr i królewskie rezydencje. Tam, przebywając w towarzystwie arystokratów, uczył się dobrych manier i obycia. Żył rozrzutnie i bogato, a o tym marzył zawsze, obracał się w wykształconym środowisku, zaprzyjaźnił się nawet z Ludwikiem XV, więc był częstym gościem w Wersalu. W Paryżu jak w Wenecji - seks był równie popularny co oszustwa. Przez Drezno (gdzie pod wpływem spotkania z matką zajął się teatrem i dramaturgią), Wiedeń, Pragę i Bratysławę pod koniec maja 1753 roku wrócił do ojczyzny. Po europejskich podbojach, jego miłosny żar był już na tyle silny, że bez problemu zapomniał o porzuconym dziecku i rzucił się w wir romansów i flirtów – był jeszcze bardziej pewny siebie i cyniczny, ale jednocześnie dojrzalszy i wyrafinowany. I chociaż robił pierwsze kroki jako literat, jego główną pasją pozostawały kobiety i hazard, który uznawał za „najlepsze lekarstwo dla zakochanego”.

Największa (ale nie jedyna) miłość życia

Z największą czułością Giacomo wspomina jedną z pierwszych kochanek – Henriettę. Do dziś trwają spory na temat jej prawdziwej tożsamości, a za najbardziej prawdopodobną uznaje się Adelaide de Gueidan. Poznali się w 1749 roku w Wenecji. To jego „najbardziej obsesyjny romans”. Francuzka jest wyrafinowaną, błyskotliwą i dyskretną erudytką. Po kilku "najpiękniejszych" miesiącach spędzonych wspólnie muszą jednak pożegnać się w Genewie. Kochanka okazała się lepszą oszustką niż on. Towarzyszyły im łzy i boleści, jednak ona stanowczo mniej rozpaczała. Poleciła mu o sobie zapomnieć. Nie zapomniał nigdy. Przeżywając swoją żałobę w hotelowej pościeli dopadł go piąty atak choroby wenerycznej, a że miał tendencję do teatralizacji rzeczywistości, stawiając siebie jako aktora na scenie świata, opisy jego udręk po stracie miłości życia są bardzo sugestywne.

Drugą z „ważniejszych kobiet” w jego życiu była Caterina Capietta. Ona – 14-letnia dziewica, on – 28-letni amant z kilkoma płomiennymi romansami na koncie. Ostatecznie ojciec Cateriny nie zgodził się na ich ślub - Casanova miał już opinię awanturnika, kiepski materiał na zięcia. Rozłąka z dziewczyną bardzo nadwyrężyła jego zdrowie i portfel. Nie jadł, nie pił, przegrywał w karty, wpędzał się w długi, nękały go nawet „myśli samobójcze”. Ukojenie znalazł w ramionach zakonnicy Marii Eleonory. Caterina dowiedziawszy się o tym dołączyła do pary i tworzyli erotyczny trójkąt. To nie pierwsza taka sytuacja. Większość jego partnerek, gdy dowiadywało się o zdradach, traktowało to raczej jako jego powinność, wybaczając i deklarując wierność i zależność. On zaś już postanowił: będzie impresariem ekstazy. O tym, że faktycznie nim został, może świadczyć fakt, że prawie poślubił swoją córkę. Leonildę poznał w Neapolu i dopiero w konfrontacji z jej matką odkrył prawdę. Trudno przewidzieć, ile miał potomstwa. Takie zaskakujące spotkania często odreagowywał na zabawach karnawałowych, oddając się orgiom i igraszkom z kobietami, mężczyznami i kastratami.

Ostatnie lata życia spędził z biedną i niechlujną Francescą Buschini. Ten związek pokazał zupełnie inną twarz Casanovy - naturalną, szczerą i niepretensjonalną. Więź nazywał "nieśmiertelną", pozbawioną jednak namiętności, a w pewnym momencie nawet kontaktu fizycznego. Chociaż z Francescą było mu dobrze, do końca twierdził, że "gorsze niż więzienie jest małżeństwo".

Pilnie przyglądano mu się jednak nie tylko ze względu na miłosne podboje. Również jego zainteresowania budziły ciekawość - został oskarżony o czary i podawanie nieszczęśliwie zakochanej w nim kobiecie magicznych eliksirów. Później dołączyły do tego zarzuty o spiski karciane, a ostatecznie o bluźnierstwo, posiadanie pogańskich i magicznych ksiąg i przedmiotów. Plotki powtarzano coraz głośniej, jednak Casanova nie zamierzał opuścić miasta, bo uważał, że ucieczka mogłaby sugerować, że ma coś za uszami. 25 lipca 1755 pożałował tej decyzji. Do jego drzwi zapukał urzędnik trybunału, a on kilka najbliższych miesięcy spędził w więzieniu Piombi, z którego jeszcze nikomu nie udało się uciec. Jednak on udowadnił, że jest wyjątkowo przebiegły i 1 listopada 1756 wydostaje się z więzienia.

Przypadkowe spotkania

W 1744 podczas podróży na Korfu cudem unika śmierci podczas sztormu, gdy modlitwy księdza nazywa szarlataństwem i nawołuje do racjonalnego ratunku. Zostaje wyrzucony za burtę za bluźnierstwa. Ratuje go członek załogi - Casanova ma szczęście do takich przypadkowych spotkań. W 1746 roku widzi jak wsiadającemu do gondoli mężczyźnie wypada z kieszeni list, nie omieszka mu go oddać. Ten okazuje się senatorem i w ramach podziękowania proponuje, że odwiezie go do domu. W trakcie podróży dostaje najprawdopodobniej udaru. Casanova wzywa pomoc, a później czuwa przy łóżku Mattea Bragadina – odsyłając jednocześnie lekarza-oszusta, który leczy chorego maścią z rtęci. Tak Giacomo w małym procencie spełnił swoje marzenia – został przemianowany na lekarza i nie zamierzał nikogo uświadamiać, że w rzeczywistości nim nie jest. Przypisywano mu niesamowity talent, nadprzyrodzone zdolności i powołanie. Nie prostował tych opinii, a ostatecznie uleczony senator został jego patronem i „ojcem”, który wspierał finansowo przez kilka najbliższych lat, co okaże się zbawienne, bo kolejną namiętnością Casanovy były pieniądze i hazard.

Już jako małego chłopca, Giacoma pociągały intrygi i przebiegłe oszustwa. Pierwszego dopuścił się jeszcze za życia ojca. Chłopiec zawsze odczuwał zazdrość w stosunku do młodszego brata Francesca. By obarczyć go winą za schowanie kryształu, którego poszukiwał ojciec, wsunął mu go do kieszeni. Wyznał później: „Od razu zrobiło mi się głupio, ale zbrodnia została już popełniona”. Te uczucia wpłynęły na początkowe zdystansowane relacje między chłopcami, z dalszych wspomnień wynika jednak, że bracia zawsze starali się sobie pomagać. Późniejsze losy Casanovy nierozerwalnie połączone są raz posmakowanym oszustwem: kilkukrotnie wpędzał się w kłopoty i długi, przegrywając spore sumy pieniędzy czy narażając się bardziej wpływowym arystokratom. W sidła hazardu wpadał kilkukrotnie. Raz po powrocie do ojczyzny, załamał się, że wszyscy są względem niego obojętni i nie ma szansy na małżeństwo. Zbankrutował, a nie mając innego wyjścia postanowił zostać skrzypkiem. W młodości uczył się gry na tym instrumencie, więc dołączył do teatralnej orkiestry. Giacomo wspomina, że występy zawsze kończyły się z kolegami w tawernie – przy alkoholu, a później nie płacąc kobietom, które „poddawały się naszej brutalności” w burdelu ruszali na podbój miasta: odwiązywali gondole, dawali fałszywe wezwania położnym i lekarzom, przewracali pomniki, odcinali dzwony lub bili na alarm pożarowy. Ostatecznie przekroczyli granicę głupich żartów i dopuścili się „porwania kobiety” i grupowego gwałtu. Casanova miał 20 lat.

Po tym wyskoku i nieprzyjemnościach z nim związanych, w 1747 znalazł nowe towarzystwo, które uprawiało miłość, grało i robiło sobie żarty (trzeba było je akceptować, bo inaczej „wychodziło się na głupca”). Po jednym dowcipie, którego Giacomo był ofiarą, postanowił się odpłacić winowajcy – greckiemu kupcowi Demetriowi. Za podcięcie mostku i zanurzenie naszego podrywacza w błocie, Grek zapłacił znacznie większą cenę. Casanova odkopał martwe ciało na cmentarzu, odciął rękę od męskiego korpusu, schował się z nią pod łóżkiem żartownisia i w nocy sprowokował, by ten jej dotknął. Potem zostawił go z martwą kończyną i poszedł spać. Następnego dnia dostał informację, że „Signor Demetrio umiera”. Mężczyzna dostał udaru, a Giacomo wyparł się wszystkich oskarżeń. Niektórzy przyjęli to ze śmiechem, inni z podejrzliwością, ale ostatecznie musiał zeznawać w sądzie. Sprawę uznał za żart, a nie przestępstwo.

Kariera literacka

Giacomo Casanova stał się synonimem flirtu i uciech fizycznych. Nie da się jednak pominąć jego niebywałego talentu literackiego. Od 1752 roku napisał kilkanaście prac – tworzył praktycznie do samej śmierci w 1798. Za życia zwiedził prawie całą Europę, którą portretował z błyskotliwością i urokiem, jako jeden z nielicznych opisując dokładnie szczegóły i codzienność, to, na co większość nie zwracała uwagi. Wszystko uzupełniał refleksjami i uwagami, nie tylko na temat miłości. Giacomo pisał również łamaną francuszczyzną, wplatając wenecki slang, ale przez tłumaczenia często gubiła się jego ironia i wyczucie słowa. Jego język jest żywy, emocjonalny, poetycki, ale również brutalny, przepełniony wulgaryzmami i szczegółowymi opisami miłosnych aktów.

Jego pobyt we Francji po ucieczce z więzienia Piombi obfituje w sukcesy, które dodatkowo dowodzą jego inteligencji. W pamiętniku napisał: „Przyszedł mi do głowy plan, który mógłby dać królowi przychód w wysokości stu milionów.” Francuskim finansistom udzielił szybkiej lekcji rachunku podobieństwa i przekonał ich, że zorganizowanie loterii dla poddanych będzie intratnym pomysłem. Miał rację – oprócz pieniędzy pomysł ten przyniósł mu powszechne uznanie. W tym czasie zaspokajał również ambicje literackie – publikował w „Mercure de France”, leczył rwę kulszową przy pomocy okładów, zaklęć i masońskich rytuałów, zaczęła się jego fascynacja alchemią. Coraz bardziej tęsknił jednak za ojczyzną i wpadał w kłopoty finansowe. Ostatecznie za swoją życiową wskazówkę uznaje, że na złamane serce najlepsza jest nowa miłość. Kolejne lata są dla niego udręką – wdaje się w bójki, próbuje inwestować pieniądze, zbić majątek, umilać sobie czas kobietami. Coraz częściej zdarza mu się jednak nieostrożność i zwyczajne przejawy głupoty – raz daje się upić i okraść, innym razem spędza noc z podstawioną kochanką, która z premedytacją zaraża go „tajemniczą chorobą”. Postawił zatem na doznania intelektualne, a nie erotyczne. Wyjechał do Lozanny i… w końcu poznał Woltera, pisał sztuki i zajął się tłumaczeniami. Nadal nie mógł jednak wrócić do Wenecji, za którą tęsknił coraz bardziej.

Udało mu się to po 19 latach tułaczki - niestety nie jest już to miasto z jego wspomnień. Inkwizycja urosła w siłę, a z dawnych uciech niewiele pozostało. Zapiski z tego okresu mogą stanowić niejako odpowiedź na pytanie, skąd fenomen tej postaci. Giacomo ostatnie lata życie spędził pisząc satyry, tomiki, pamflety, za co prawdziwie doceniony został dopiero po śmierci. Z chirurgiczną precyzją spisał swoje losy, zdawał sobie sprawę, że chociaż wielu o nim mówi, za kilka, kilkanaście lat nikt nie będzie pamiętał o Casanovie. Z pełną świadomością zebrał zapiski, a że pamięć miał doskonałą uzupełnił je wieloma szczegółami ze swojego życia. Napisał 12 tomów, które ujawniły jego przenikliwość i niesamowitą ciekawość natury ludzkiej. Prawie do końca swoich dni funkcjonował jak za dawnych lat i między innymi ta rozwiązłość była powodem jego śmierci. W 1798 roku przeszedł infekcję pęcherza, miał hemoroidy, cierpiał głód i pragnienie. W listach przyznaje, że niewielu rzeczy w swoim życiu żałował i że nigdy nie uwodził kobiet, tylko im ulegał. Do końca dni prześladowała go trauma porzucenia i starał się odpowiedzieć na pytanie, czym jest miłość. Dlaczego jego gwiazda nie gaśnie, a jego nazwisko zna każdy? Bo Casanova chciał być znany i zrobił wszystko, byśmy teraz o nim czytali.

Korzystałam z książki "Casanova. W świecie uwodziciela" Laurence'a Bergreena.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...