"Nie dość, że z Ubera, to jeszcze Hindus". A mnie tacy kurierzy rowerowi na ulicach wprawiają w zachwyt

"Nie dość, że z Ubera, to jeszcze Hindus". A mnie tacy kurierzy rowerowi na ulicach Warszawy wprawiają w zachwyt
"Nie dość, że z Ubera, to jeszcze Hindus". A mnie tacy kurierzy rowerowi na ulicach Warszawy wprawiają w zachwyt Fot. Franklin Heijnen / Flickr / CC-BY-SA
Zamówiłem kolację z baru azjatyckiego. Jakie moje było zdziwienie, gdy w drzwiach ujrzałem egzotycznego kuriera, Hindusa. Dosłownie znalazłem się w New Delhi – opowiada jeden z naszych rozmówców. A ja mijam hinduskich uberowców na warszawskich ścieżkach rowerowych. Niektórzy budzą uśmiech, gdy przystają na "czerwonym" i ani przez chwilę nie przestają mówić, przez zestaw słuchawkowy, w swoim języku. Może wkrótce będą pracodawcami Polaków, jak Anish Saraf.

Uber, nielubiana przez taksówkarzy firma wprowadziła nową usługę. Za pośrednictwem aplikacji możną zamówić danie. W Warszawie zaskakują swoją egzotyką. Żadne jednak dredy, tatuaże, czy piercingi do czego przyzwyczaili już kurierzy. Ci zadziwiają kolorem skóry.



– Widziałam nawet Hinduskę, kurierkę rowerową! W Warszawie pojawiło się ich mnóstwo – opowiada Magda, "słoik" z zachodniopomorskiego. Natomiast Maciej z Woli ze śmiechem naśladuje akcent kuriera. – Zamówiłem egzotyczne jedzenie i kurier był równie nietypowy. Mówił łamaną angielszczyzną z charakterystycznym akcentem. Poczułem się jak w Indiach – wspomina.

A ja widuje Hindusów na ścieżce rowerowej, jak pędzą z wielkim plecakiem-"pudłem" na plecach. Budzą mój podziw nie tylko z powodu egzotyki, ale po prostu nie narzekają, tylko pracują. Dlatego wkurzają mnie komentarze w stylu: "Nie dość, że z Ubera, to jeszcze śniady. Nigdy bym nie przyjęła przesyłki od takiego brudasa".

Sposób na wyleczenie z marudzenia
Piotr Podolski jest kurierem rowerowym od sześciu lat. W ciągu dnia udaje mu się zatrzymać przy ulubionym barze. – Ostatnio widziałem hinduskiego kuriera, który czekał na realizację zamówienia i z niecierpliwością przebierał nogami – opowiada. Uśmiecha się, bo presja czasu w jego branży to norma. Warszawę zna jak własną kieszeń, nic dziwnego, że mknie po ulicach i mija egzotycznych kurierów. – Czasem się wkurzam, bo jeżdżą, "niepewnie", jakby nie znali trasy. Pewnie w niektórych przypadkach tak jest – ocenia Piotr.

Nie narzeka na ich konkurencję na rynku pracy. Wśród warszawskich kurierów Uber nie cieszy się opinią dobrego pracodawcy. – Mają niskie stawki. Wolę współpracować z firmami i realizować ich zamówienia – mówi jeden z nich prosząc o zachowanie anonimowości. Natomiast Piotr Podolski odpowiada wszelkim niezadowolonym marudom, w których ocenie przybysze z Indii zabierają pracę: – Nikt nikomu nie zabrania przyjść i jeździć, jako kurier. Niech zobaczą, jaka to praca.

Jest ich zdecydowanie więcej w okolicach centrum miasta. – Podjeżdża sporo kurierów z UberEATS, ale tutaj to głownie Ukraińcy, Polacy i Rosjanie – mówi nam właściciel knajpy z dalekiego Mokotowa.

On dał pracę Polakom
Może za kilka lat ci jeżdżący na rowerach egzotyczni goście będą zatrudniać tubylców. Ich cechą "narodową" jest dążenie do założenia firmy. – W Indiach każdy napotkany Hindus godzinami mógł rozmawiać o interesach. Każdy z nich prowadzi jakiś biznes – podróżniczka, Dominika Sidorowicz przyznała w rozmowie naTemat.

Potwierdzeniem tych słów są losy Anisha Sarafa. W Gdańsku działa jego firma kurierska – Let’s Deliver, która atakuje teraz rynek warszawski. – Przyjechałem do Polski przed 9 laty. Mieszkałem w wielu krajach, ale chciałem poznać Europę Centralną. Spodobało mi się, a szczególnie Gdańsk. Piękne miasto i blisko morza – opowiada Saraf. Idea firmy opiera się na maksymalnym skrócaniu czasu dostawy zakupów internetowych, kwiatów czy jedzenia. Przyznaje, że to polscy inwestorzy pomogli mu stworzyć firmę. Zawierzyli jego entuzjazmowi. Oni też wsparli w trudnych chwilach, gdy urzędnicy chcieli odesłać Sarafa do Indii. Absurdalnie tłumaczyli, że nie tworzy wartości dla polskiej gospodarki.

W kalendarzu Let’s Deliver znajdują się 3 wyjątkowe dni: *29 września – ogólnopolski dzień kuriera i przewoźnika *13...

Opublikowany przez Let's Deliver na 14 lutego 2017
Jego firma zatrudnia kilkudziesięciu kierowców. Są wśród nich Ukraińcy, ale nie ma przybyszy z Indii. – My stawiamy na bezpośredni kontakt z klientem, dlatego kierowca musi znać dobrze język polski lub angielski – tłumaczy.

Zapewnia, że Uber nie jest dla jego firmy konkurencją. Nastawieni są na współpracę bezpośrednią z większymi restauracjami. Co sądzi o hinduskich kurierach? – Nie korzystałem z ich usług. Nie mogę ocenić – śmieje się.

Kiedy chcą i jak długo chcą
Co przyciąga Hindusów do UberaEATS-a? – Elastyczność współpracy. Osoby te świadczą usługi wtedy, kiedy chcą i tak długo jak chcą – przekonuje Marcin Dulnik z Biura Prasowego UberEATS w Polsce. Chwalą swoich zagranicznych klientów. – Nie spotkaliśmy się z negatywnymi reakcjami klientów wobec dostawców pochodzących z innych krajów. Wręcz przeciwnie, są pozytywnie oceniani przez użytkowników aplikacji – zapewnia Dulnik.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...