Adrian z "Ucha Prezesa" jest dumny z Andrzeja Dudy. Pawłowi Koślikowi bliżej na prawo, ale krzyczał "Chcemy weta"

Paweł Koślik w roli prezydenta Andrzeja Dudy w "Uchu Prezesa"
Paweł Koślik w roli prezydenta Andrzeja Dudy w "Uchu Prezesa" Fot. Screen z YT
– Ktokolwiek byłby prezydentem, którakolwiek z partii by rządziła, to robiłbym dokładnie to samo. Potrzebne są takie wentyle bezpieczeństwa, by rozładować napięcie, żeby nie gloryfikować polityków. I nie stawiać ich zamiast monstrancji w Kościele. To są ludzie, którzy piastują ważne stanowiska. Ale są tylko ludźmi – mówi nam Paweł Koślik, który wciela się w rolę prezydenta Andrzeja Dudy w "Uchu Prezesa". Podkreśla, że ostatnio jest bardzo dumny z prezydenta, choć jeszcze nie wie, czy poprze go w kolejnych wyborach.

Pogratulował Pan Andrzejowi Dudzie dwóch wet. Zrobiłby Pan to także w przypadku kolejnego ruchu prezydenta – oddania sądów powszechnych w ręce Zbigniewa Ziobry?



Nie mówię, że to idealne rozwiązanie. Ale byłem bardzo zadowolony z tego, co miało miejsce wczoraj. I dlatego nagrałem film.

Był Pan częścią tłumu, który krzyczał przed Pałacem Prezydenckim: "chcemy weta"; "Adrian zostań Andrzejem"?


Byłem bardzo mocno poruszony Komisją Sprawiedliwości, która zebrała się w środę. Wtedy poczułem, że nie jest dobrze. Poszedłem więc pod Pałac Prezydencki w czwartek. Ale wówczas byli tam przedstawiciele opozycji. A niestety demonstracje kierowane przez przedstawicieli innych ugrupowań rządowych, niosą niebezpieczeństwo, że ten tłum zostanie odebrany tak, jak prowadzący wiec. Nie ze wszystkim się zgadzam. Ale poszedłem, bo poczułem, że należy i trzeba. Obojętnie, która partia by rządziła, to pewnych rzeczy nie można robić.

Bliżej Panu na lewo, czy na prawo?


Myślę samodzielnie. Każdy jest od czegoś: pani jest dziennikarką, ja jestem aktorem, polityk jest politykiem. Każdy ma coś do zrobienia, ale w tym momencie trzeba wywierać nacisk. Bliżej mi do prawej strony. Nie powiem, że po prawej stronie jest monopol, bo tam jeszcze jest Kukiz'15, są mniejsze ugrupowania. Po ostatnich rządach czekałem na zmiany. Ale to, co się teraz dzieje, przybiera taki rozmiar, że trzeba było zacząć działać. Wzruszyłem się, jak pierwszy raz usłyszałem, że prezydent zawetował ustawę. A jak dotarło do mnie wczorajsze wystąpienie, to poczułem się bezpiecznie. Poczułem, że ktoś powiedział: "halo, stop".

Czyli co: Adrian z "Ucha Prezesa" staje się Andrzejem?


To ciekawe porównanie ze strony widzów, obywateli. Po części mnie wzrusza, że następuje taka zmiana. Fakty pokazują, że prezydent naszego kraju był bardzo w cieniu. I teraz trochę wybija się na niepodległość. I to jest fajne.

Wspomniał Pan przed momentem, że bliżej Panu do prawej strony. W takim razie, dlaczego przyjął Pan rolę w satyrycznym serialu, który wyśmiewa partię rządzącą?


Dobrze, jeśli zarówno prawa jak i lewa storna jest brana na warsztat przez artystów, dziennikarzy. Należy uwypuklać to, co nie do końca jest w porządku. Nie jest to kwestia tego, czy jestem z prawej, czy z lewej. Ważne, by pokazywać rządzących, śmiać się z ich dziwnych postępowań. Moje upodobania polityczne nie mają z tym nic wspólnego.

Jak Pan trafił do "Ucha Prezesa"?

Występuję w Kabarecie na koniec świata i czasami gramy wspólne skecze z Kabaretem Moralnego Niepokoju. I tam żeśmy się poznali z Robertem Górskim, Mikołajem Cieślakiem. Chyba w listopadzie zadzwonił do mnie Mikołaj i powiedział, że fajnie, gdybym zagrał pewną postać, bo idealnie do niej pasuję. Ale akurat byłem w trakcie innego projektu i miałem zarost, którego nie mogłem zgolić. To zaczekali, zrobili pierwszy odcinek, a potem do nich dołączyłem.

Dostał Pan tę rolę ze względu na wizualne podobieństwo do prezydenta?


Często ludzie mnie porównują. Ale ja nie widzę takich podobieństw. Zaproponowali, więc chętnie przyjąłem. Pewne moje cechy charakteru przypominają chyba prezydenta. Jestem raczej stonowany, nie na hura, nie przebojem, a powoli, kulturalnie dochodzić do swojego.

Wyrzucają Panu, że ociepla Pan wizerunek prezydenta?


Moim motywem w "Uchu Prezesa" nie było: o, teraz zadziałam tak, żeby wszyscy polubili prezydenta. Dostaję tekst, pomysł, który mi się podoba i biorę w tym udział. A czy ocieplam wizerunek? Kiedyś w telewizji zagraliśmy skecz i potem były komentarze. Jedna grupa jechała po nas, że jesteśmy pro PO, a druga – jechała, że jesteśmy pro PiS. Oglądali ten sam skecz. Niektórzy mówią, że ocieplam wizerunek. Ale nie spotkałem się z opinią, że np. rolą w "Uchu" ośmieszam prezydenta.

A Pan lubi prezydenta?


Prywatnie się nie znamy.

Trudno jest być prezydentem? Jak Pan przygotowywał się do roli?

Scenariusz i teksty są tak napisane, że czuję, że jestem charakterologicznie podobny do postaci prezydenta. Nie wymagało to więc dużego przygotowania. Bardziej wchodzę w jakiś tryb i wychodzi jak wychodzi.

Jako prezydent niewiele Pan mówi.


Tak, niewiele mówię, wiec muszę używać różnych środków ekspresji.

Rola Andrzeja Dudy to dla Pana zbawienie, czy utrapienie? Z jednej strony dała popularność – nie jest już Pan znany tylko koneserom teatru i kabaretu. Ale z drugiej: podobno zaproponowano Panu rolę, ale ze względu na Pana kreację w "Uchu Prezesa" rozmyślono się.

Raczej odradzono mi pójścia na casting do pewnej produkcji. "Nie, Pawła to nie, bo przecież on gra w 'Uchu', to raczej nie ma sensu". Ja jestem szczęśliwy, że zagrałem prezydenta. Jeszcze nie spotkałem się z niemiłym przyjęciem od ludzi. Wydaje mi się, że ludzie czują, że są trochę bliżej establishmentu. Ta rola dała mi większą popularność i na pewno bardziej pomogła niż zaszkodziła.

To są już owoce – nowe propozycje?

Tak, teraz mam grać prezydenta Trumpa. Nie, żartuję. Jestem zawodowym aktorem i chciałbym wcielać się w różne role. Więc czekam na jakieś inne propozycje.


Gra Pan w reklamach, w teatrach i kabarecie. Co daje Panu największą frajdę?


Nie ma takiej półki, na której lubię szczególnie przebywać jako aktor. Wszystko po trochu. Nie jestem człowiekiem z misją: "teatr i tylko teatr".

Mówią o Panu "nie ma parcia na szkło". Pan o sobie: że jest skromny i nie ma pewności siebie. Trudno się Panu żyje w tym środowisku?


Ego na pewno pomaga w tej pracy. Jak mam wyjść na scenę i powiedzieć "przepraszam, że tu jestem", to nie ma to sensu. Trochę muszę tego mieć i to mam. Tylko w moim przypadku dochodzenie do swoich rzeczy w tym zawodzie trwa dłużej.

Raczej czeka Pan, a nie upomina się o propozycje?


Tak, jak jest okazja. Ale nie jest to bierne stanie na boku. Mam dużo życzliwych ludzi w zawodzie.


W przyszłym sezonie "Ucha" prezydent w końcu wejdzie do gabinetu prezesa?


Trochę się obawiałem się, że stracę pracę (śmiech). Cieszę się z tego, co się wydarzyło. Nie wiem, czy wejdzie do gabinetu. To nie ja piszę scenariusz. Ale myślę, że chyba jednak tam się nie dostanie.

W przyszłych wyborach Andrzej z "Ucha" zagłosuje na prezydenta Dudę?


Zostały mu jeszcze trzy lata, więc to dużo czasu.

A gdyby dziś musiał Pan zdecydować?

Nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi na to pytanie. Ale raczej tak, choć nie powiem, że na sto procent. Bardzo mi się podobało to, co ostatnio zrobił. Wybił się na niepodległość i jestem dumny.

Paweł Koślik

Paweł Koślik w 2002 r. ukończył studia na Wydziale Aktorskim w Akademii Teatralnej w Warszawie. Zadebiutował rolą bezimiennego kierowcy w filmie "Na jelenie", kojarzy się głównie z epizodami, ostatnio był "bezimiennym mężczyzną w lokalu z kebabami" ("Polandja"). Gra w teatrze (m.in. Dramatycznym, Komedii). Jest członkiem Kabaretu na Koniec Świata.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...