Stryj Michała Rachonia wstydzi się za bratanka z TVP Info. "Ostatni jego wyskok był skandaliczny. Są jakieś granice"

Prof. Janusz Rachoń, były rektor Politechniki Gdańskiej, jest stryjem Michała Rachonia, dziennikarza TVP.
Prof. Janusz Rachoń, były rektor Politechniki Gdańskiej, jest stryjem Michała Rachonia, dziennikarza TVP. Fot. Janusz Rachoń
Prof. dr hab. inż. Janusz Rachoń, naukowiec, były rektor Politechniki Gdańskiej i były senator RP związany z Platformą Obywatelską. A jednocześnie – stryj Michała Rachonia, czołowego dziennikarza TVP Info, orędownika "dobrej zmiany", który do telewizji publicznej trafił z Telewizji Republika. Co profesor myśli o swoim bratanku, który stał się medialną twarzą "dobrej zmiany"? O dzisiejszej w Polsce? Nie mam pewności, czy zgodzi się na rozmowę. Ale profesor absolutnie zaskakuje. I natychmiast konkretnie przechodzi do rzeczy...

Czy zgodzi się Pan porozmawiać?

Możemy. Przepraszam, że rozmawiamy po 20 minutach. Musiałem sprawdzić Wasz portal. W tym miejscu muszę dodać, że z żadnymi ksenofobami, nacjonalistami czy faszystami nie rozmawiam.



Panie Profesorze, zadzwoniłam, bo przygotowuję artykuł o rodzinnych konfliktach związanych z polityką. Bracia Kurscy, Glińscy...

A ja mam bratanka.

Dokładnie. Michała Rachonia, o którym mówią w niektórych środowiskach "oficer polityczny oddelegowany do TVPis".

Za którego się wstydzę.

Bardzo się Pan wstydzi?

Oczywiście, że tak. To jest nieetyczne, co on robi. Wspiera "dobrą zmianę", ale myślę, że on nie wierzy w to, co robi. Z tego, co słyszę, krąg jego przyjaciół jest nim zachwycony. Że szalenie się rozwija, pnie w górę i skończy jako wybitny polityk.

Ostatni jego wyskok, gdy powiedział, że dzisiejsi sędziowie mają krew na rękach, była po prostu skandaliczna! Ja mogę zrozumieć, że populistyczny dziennikarz stosuje różne chwyty, ale jest jakaś granica. Michał zapewne wie, jaka jest średnia wieku polskich sędziów! Dziwię się, że nie pociągnięto go do odpowiedzialności z tytułu etyki dziennikarskiej.
Mówił mu Pan o tym? Co myśli o jego słowach?

Nie, ja z nim nie rozmawiam. Nie pamiętam dokładnie, czy to było rok czy dwa lata temu. Ale jak on był już w tej telewizji i wykonywał skandaliczne ruchy pod adresem Owsiaka przed Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, to ja w niedzielę sfotografowałem się z serduszkiem Owsiaka, ze środkowym palcem w górę, i wysłałem mu to zdjęcie. Od tego czasu nie utrzymuję z nim żadnych kontaktów. Ale on zna moje zdanie.

Odpowiedział?

Nie. Absolutnie nie.

Jak wcześniej wyglądały kontakty Panów? Były spotkania rodzinne? Wspólne obiady?

Ależ oczywiście! Od dziecka. Tylko ja coś pani powiem. Wiele lat pracowałem na uniwersytetach w Republice Federalnej Niemiec i Stanach Zjednoczonych. W 1989 roku jeszcze głosowałem w Nowym Jorku, w 1990 roku wróciłem do kraju. Włączyłem się w reformę szkolnictwa wyższego. A w tym okresie uruchomiono studia pt. politologia. I ja od lat 90. mówiłem otwartym tekstem, że to jest głębokie nieporozumienie. Bo politologia może być kierunkiem studiów podyplomowych.

Jaki to ma związek z Michałem Rachoniem?

Bo on jest absolwentem politologii. Ze względu na bratanka miałem kontakt z tymi studentami. I bardzo szybko zorientowałem się, że to są bezideowi ludzie. Im było obojętne, czy będą pracować w Samoobronie, czy w Porozumieniu Centrum. Bo oni uważają, że się rozwija zawodowo i robi "profesjonalny" PR polityczny. To jest absolutnie poza jakąkolwiek etyką.

Oni tu szaleli w Trójmieście. Szczególnie skandalicznie zachowali się pod adresem Jacka Karnowskiego (prezydenta Sopotu – przyp. red.). Dlatego pewnego razu spotkałem się z grupą tych Hunbejwinów i usiłowałem z nimi rozmawiać. To było po tej aferze, gdy Kurski wyciągnął dziadka z Werhmachtu, wtedy patrzyli w niego jak w obraz. Mówiłem: "Zwróćcie uwagę – to co robi Kurski jest niemoralne i nieetyczne". A oni chórem odpowiedzieli: "Ale jakie skuteczne".

W związku z powyższym załamałem się i powiedziałem, że nie mamy o czym rozmawiać.
To był pierwszy zgrzyt?

Dokładnie.

O czym jeszcze rozmawialiście? W czym się różniliście?

Próbowałem o katastrofie smoleńskiej. Podczas spotkań rodzinnych. Ale jak się zderzyłem z argumentem, że nie ma żadnych dowodów na zamach, ale nie ma też żadnych dowodów, że nie było zamachu, to też mi ręce opadły. Od tego czasu w ogóle nie rozmawiam.

A z bratem?

Z nim rozmawiam. Mój brat nie był wyborcą PiS-u, nie jest też jego zwolennikiem. Jest liberałem, szczególnie jeśli chodzi o gospodarkę. Ale ma też krytyczną opinię w sprawie sądów.

Pan był rektorem Politechniki Gdańskiej, senatorem związanym z PO, a po drugiej stronie Michał Rachoń. Jak komentowano to w Gdańsku? Kolejni Kurscy?

Muszę przyznać, że gdy startowałem w wyborach do Senatu jako niezależna osoba, to dostawałem maile; "A co z pańskim synem?", "A jak pan wychował syna?". To już było po tych jego podskokach w Sopocie, gdy przebrał się za penisa. Muszę powiedzieć, że byłem w wielkiej kropce, co zrobić. Przecież nie mogłem dać ogłoszenia do prasy, że to nie mój syn. Dlatego sfotografowałem się z Dominikiem i Jakubem, dwójką moich synów i zamieściłem to zdjęcie na swojej stronie internetowej. Podpisując z imienia i nazwiska, że to moi najbliżsi.

W tamtych latach nawet w prasie centralnej ukazywały się informacje "Michał Rachoń, syn byłego rektora Politechniki Gdańskiej" albo "syn senatora RP". Ale teraz już się nie pojawiają. Informacja, że to mój bratanek, nie syn, już się przebiła do świadomości społecznej.

Ogląda Pan bratanka w TVP Info?

A skąd! W ogóle tej telewizji nie oglądam. Czasem coś tylko zobaczę w internecie. Uważam, że jedyne rozwiązanie to bojkot tej telewizji. Nic innego nie możemy w tej chwili zrobić. Oczywiście, możemy korzystać z takich portali jak wasz. Chwała Bogu, że jeszcze jest TVN. Jestem szczęśliwy, że został kupiony przez Amerykanów, bo gdyby PiS majstrował coś przy mediach, to może spotkać się to z poważnym oporem właściciela.

Brał Pan udział w protestach w obronie sądów?

Oczywiście, że tak. W Gdańsku przed Sądem Wojewódzkim. Absolutnie chodziłem też na wszystkie marsze KOD-u.
Panie Profesorze, co Panu się najbardziej nie podoba, co najbardziej razi, boli, w tym jak obecna władza rządzi Polską?

Zakłamywanie historii. I ta propaganda to jest coś strasznego. Systemowe i programowe niszczenie autorytetów jest straszne. Łamanie Konstytucji. Gdy pan Kaczyński powiedział, że Konstytucja to jest tylko książeczka, to tym samym jednoznacznie określił swój stosunek do tego najważniejszego aktu prawnego. W 100 procentach podpisuję się pod słowami biskupa Pieronka, który powiedział, że to, co robi PiS z tzw. reformą sądownictwa, to zabieg chirurgiczny przeprowadzany przez felczera przy użyciu siekiery.

Nawiasem mówiąc, nie oglądam TVP, ale raz przez przypadek przemknął mi program o polskim disco polo. Dziennikarz jeździł za zespołem disco polo po północno-wschodniej Polsce. Zorientowałem się, że to zupełnie inna Polska. I ci artyści, i ci słuchacze...To było straszne.

Prezes Kurski lubi taką muzykę, nie wiedział Pan?

Na serio? No to taki poziom. Mnie przeraziło, że nasza gwiazda, która miała obchodzić jubileusz w Opolu, będzie we wrześniu występować z Martyniukiem. Absolutny upadek kultury. I to, co robi pan wicepremier Gliński, awantura wokół Muzeum II Wojny Światowej, to są straszne rzeczy. Oni starają się w stylu leninowskim wychować nowego obywatela.

Widzi Pan jakiś pozytyw tych rządów?

Żadnych. Totalnie żadnych. Ale najgorsza rzecz jest taka, o czym mówię od pierwszych rządów PiS, że zaczynamy realizować scenariusz Republiki Weimarskiej. Tam było dokładnie jak u nas, step by step, w oparciu o populizm. Inteligencja nie odegrała tam znaczącej roli, bo cicho siedziała. Dlatego ten opór społeczny jest niezmiernie istotny.
Przepraszam, ale ostatnie protesty pokazały siłę, że coś w narodzie się budzi.

To prawda. Byłem zachwycony, ile młodych przyszło. Nie wiem, czy się przestraszyli, że wyrzucą nas z UE, ale okazuje się, że zaczęli być aktywni. To bardzo cenna sprawa, tylko nie można tego zgubić. Bo powiem Pani, że jestem przerażony tym, jak studenci mają nikłą wiedzę społeczną. Nie rozumieją, jakie są uprawnienia prezydenta, senatu. Nie interesują się tym kompletnie.

W ubiegłym roku założyłem Klub Myśli Obywatelskiej im. Tadeusza Mazowieckiego przy Europejskim Centrum Solidarności. Zależy mi na tym, by ściągać jak najwięcej młodych ludzi, ale od początku szło to szalenie opornie. Na jedną z debat o deficycie budżetowym stawiło się 3 studentów. Byłem tym szalenie zniesmaczony. A tą aktywnością młodych ludzi w tym tygodniu byłem zachwycony!

Dlaczego młodzi są tak nieaktywni?

To nasza wina. Nauczycieli każdego szczebla, począwszy od szkoły podstawowej, na uczelniach kończąc. Przecież ze studentami wcale się nie rozmawia. Błąd, jak popełniliśmy w latach 90, to wykreślenie z misji uczelni "wychowania". Bo uważaliśmy, że to był zapis socjalistyczny.

Teraz PiS to nadrobi.

Oczywiście. PiS będzie teraz wychowywał nowego obywatela. Nową historię, żołnierzy wyklętych, niszczenie autorytetów. Na każdym szczeblu.

Ja nigdy nie byłem członkiem żadnej partii, nie byłem członkiem PO. Ale miałem z nimi dobry kontakt. Tłumaczyłem im: "Nic nie robicie jeżeli chodzi o zagospodarowanie młodego pokolenia". Jako rektor, powiem niecenzuralnie, opierniczałem też dziekanów ds. studenckich, że w ogóle nie stymulują tej działalności samorządu studenckiego, nie rozmawiają ze studentami, nie pokazują jak budować społeczeństwo obywatelskie, nie tłumaczą co to jest dobro wspólne.

Mnie na przykład zaskoczył wiceminister Warchoł, który był współpracownikiem Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, a zachowuje się skandalicznie. Mówię teraz moim kolegom z wydziału prawa: "To wasza wina. Wyście tak wykształcili. Daliście dyplom, a oni nadal nie rozumieją, co znaczy konstytucja".

Co zatem robić? Jak działać?

Wydaje mi się, że obecni liderzy opozycyjni nie będą autorytetami dla młodego pokolenia. Najlepszy dowód to aplauz jaki otrzymała pani Kamila Gasiuk- Pihowicz podczas demonstracji ostatniego tygodnia. Ale czy takie osoby będą w stanie to pociągnąć? Głowy nie dam.

Któryś z polityków opozycji powiedział, żeby rozmawiać z drugą stroną. Ja też tak twierdzę i staram się to robić, ale w przypadku mojego bratanka to już mi ręce opadły, tym bardziej, iż myślę, że on nie wierzy w to co mówi i robi.

Prof. dr hab. inż. Janusz Rachoń jest profesorem nauk chemicznych. W latach 2002-2008 był rektorem Politechniki Gdańskiej, do dziś wykłada na tej uczelni. W 2007 roku, z ramienia listy PO, został senatorem, cztery lata później już nie ubiegał się o reelekcję. Mówi, że nie interesuje go powrót do polityki, chce zajmować się działalnością naukową. Zespół naukowców pod jego kierownictwem opracował np., w 2005, nową, oryginalną metodę otrzymywania alendronianu sodu. To substancja służąca do produkcji leku na osteoporozę. "Wynalazek polskich naukowców szansą na efektywne leczenie osteoporozy" - rozpisywały się media. On z dumą opowiada o tym do dziś. "Współautor technologii 4 leków nowej generacji przeciw osteoporozie wdrożonych do produkcji, w tym Ostemax 70 Comfort. Jest również twórcą szkoły naukowej organicznej chemii fosforu" - czytamy na stronie Politechniki Gdańskiej. Wielokrotnie nagradzany, m.in. przez prezydenta Bronisława Komorowskiego.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...