Kulisy pobicia operatora Polsatu. Ojciec i syn już z zarzutami. "To efekt agresji Lasów Państwowych"

Operator Polsatu tuż po pobiciu przez pracowników Zakładu Usług Leśnych
Operator Polsatu tuż po pobiciu przez pracowników Zakładu Usług Leśnych Fot. Adam Bohdan / Fundacja Dzika Polska
Na operatora Polsatu filmującego wycinkę Puszczy Białowieskiej napadł ojciec i syn, pracownicy Zakładu Usług Leśnych, działającego na zlecenie Lasów Państwowych. Tłumaczyli, że "nie chcieli być kamerowani", ale do winy się nie przyznali. Grozi im nawet do 12 lat więzienia. – W środowisku białowieskich leśników panuje atmosfera przyzwolenia na akty wrogości wobec obrońców przyrody i nieprzychylne media. Leśnicy, nie mając do tego uprawnień, sami biorą aktywny udział w pacyfikowaniu pokojowych protestów w puszczy, blokują dostęp mediów do miejsc wycinki i do akcji w obronie puszczy – opowiada nam Adam Bohdan z Fundacji Dzika Polska.

Piątek. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) postawił sprawę jasno: koniec wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Rzeczniczka TSUE Holly Gallagher podała, że podjęto wstępną decyzję o nakazie wstrzymania wycinki i jest to "środek tymczasowy". Jeśli Polska się nie zatrzyma, to poniesie poważne konsekwencje prawne i finansowe.
Sobota. Nikt sobie nic nie robi z rozporządzenia TSUE. A wycinka Puszczy Białowieskiej trwa w najlepsze. Przed południem do operatora Polsatu – Wojciecha Zdanowicza – podjechał samochód. Siedzący w nim mężczyźni zapytali, czy ma zezwolenie na nagrywanie. Operator odpowiedział. Z pojazdu wysiadł mężczyzna i uderzył go pięścią w głowę. "Dziennikarz nie zaprzestał nagrywania co rozsierdziło mężczyzn. Zaczęli gonić dziennikarza usiłując dwukrotnie potrącić go samochodem" – czytamy na łamach Polsatnews.pl. W tym czasie drugi ukradł kamerę. Następnie ją zniszczyli i wyrzucili. –Powiedzieli z uśmiechem, że ktoś zgubił kamerę. Ta była w kawałkach, nie było baterii, kart pamięci. Zabrałem ją i zaniosłem operatorowi Polsatu – relacjonuje nam Adam Bohdan z Fundacji Dzika Polska. Reporter Polsat News Przemysław Sławiński nie ma wątpliwości, że "na 99 proc. napaść miała związek z wycinką i realizacją materiałów przez ekipę telewizyjną". Jak podaje Polsat, operator tej stacji już opuścił szpital, jednak przez kilka tygodni będzie musiał nosić kołnierz ortopedyczny. Nie udało nam się z nim skontaktować.

Sprawcy to pilarze, ojciec i syn

Kim byli mężczyźni w czerwonym samochodzie? O sprawcach wiadomo na razie tyle, że są pracownikami Zakładu Usług Leśnych (zajmują się m.in. pozyskiwaniem drewna, zrywką) i brali udział w wyrębie lasu w Puszczy Białowieskiej (na zlecenie Lasów Państwowych). Mężczyźni w wieku 22 i 47 lat to ojciec i syn, Andrzej A. i Dariusz S.
nadkomisarz Tomasz Krupa
rzecznik Policji

Obaj mężczyźni są mieszkańcami powiatu białowieskiego. Pracowali w jednej z prywatnych firm, która wykonywała usługi związane z wycinką drzew. O zdarzeniu zostaliśmy poinformowani przed 12. Mężczyźni zostali zatrzymani po 13 w Białowieży . Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowej w Hajnówce. Tam prokurator wykonuje czynności i będzie podejmował decyzję co do kształtu ewentualnych zarzutów.

Podejrzani zostali dziś przesłuchani w Prokuraturze Rejonowej w Hajnówce. Postawiono im zarzut przestępstwa rozboju i uszkodzenia ciała dziennikarza, za co grozi od 2 do 12 lat więzienia. Jednak żaden z nich nie przyznał się do winy. – Tłumaczyli, że była to reakcja spontaniczna. Związana z tym, że dziennikarz poruszał się z kamerą po lesie i oni nie chcieli, by ich "kamerował"– poinformował prokurator Jan Andrejczuk. Świadek zdarzenia Adam Bohdan uważa, że podejrzani o pobicie operatora mogli sądzić, że ten zarejestrował ich podczas pracy i chce to upublicznić.
Krzysztof Trębski
z zespołu ds. mediów Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych

My wiemy tylko tyle, że to nie byli pracownicy Lasów Państwowych, że najpewniej byli to pracownicy prywatnego zakładu usług leśnych, a na dodatek niewykonujący w tamtej chwili pracy.

Krzysztof Trębski z Lasów Państwowych podkreśla, że pracodawcą mężczyzn jest konkretny Zakład Usług Leśnych, które zlecenie od Lasów Państwowych pozyskało w drodze przetargu (na wykonanie "fizycznych" prac w lesie). Trębski odsyła nas do oświadczenia, w którym czytamy, że Lasy Państwowe odcinają się od sprawy i "potępiają używanie przemocy w każdej formie".
Krzysztof Trębski
Lasy Państwowe

Pracodawcą tych osób jest konkretny zakład usług leśnych, czyli prywatna firma, której dane nadleśnictwo LP zleca w drodze przetargu wykonanie „fizycznych” prac w lesie. Czy LP mogą coś w tej sprawie zrobić? To wymaga przede wszystkim dokładnych, precyzyjnych ustaleń policji, na które czekamy, oraz analizy umowy zawartej między nadleśnictwem a tym zakładem usług leśnych. Takie umowy oczywiście zawierają postanowienia dotyczące ewentualnego wycofania się którejś ze strony, kar umownych i podstaw do takiego wycofania się, ale te ostatnie przewidują okoliczności związane ściśle z umową, zakresem zleconych prac itd., a nie kwestie zachowywania się pracowników podwykonawcy, na w czasie poza wykonywaniem tych zleconych zadań.

Ubolewanie wyraził też minister środowiska Jan Szyszko. – Boję się eskalacji tego rodzaju spraw. Wypowiadałem się o tym wtedy, kiedy pobito dyrektora Zakładu Usług Leśnych. Na pewno ta sytuacja zaczyna być niebezpieczna – stwierdził podczas konferencji prasowej.

"Przyzwolenie na wrogość"

– To jest krótko mówiąc efekt kampanii agresji, nienawiści, którą od dłuższego czasu rozkręcają Lasy Państwowe wobec obrońców przyrody, obrońców puszczy i wobec "niepolskich" mediów – mówi wprost Adam Bohdan.
Przypomina, że to nie pierwszy atak pilarzy pracujących na zlecenie Lasów Państwowych. Rok temu reporterzy TVN24 byli ofiarami podobnego zajścia. Jak czytamy na łamach TVN24.pl, jeden z dwóch mężczyzn prowadzących wycinkę podszedł do reportera i operatora TVN24 i oblał kamerę wodą. "Zaraz ci ten aparat pobiję!". – Nagrywasz czy nie? – krzyczał wielokrotnie, uderzył w kamerę. Groził też, że pobije aparat i nie przebierał w słowach: "ja was k***a znajdę wszędzie!". – Wy nie myślcie, że będziecie tutaj rządzić! – usłyszeli reporterzy".

Skończymy, gdy rozwiążemy problem kornika

Dlaczego mimo decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE wycinka Puszczy Białowieskiej nadal trwa? Ministerstwo Środowiska odniosło się do tego w opublikowanym oświadczeniu. I narracji nie zmienia. "Ministerstwo środowiska korzystając z najlepszej wiedzy naukowej, prowadzi na terenie gospodarczej części Puszczy Białowieskiej, objętej obszarem Natura 2000, jedynie niezbędne działania, zmierzające do ochrony siedlisk i gatunków tego obszaru, co odbywa się z jednoczesnym zapewnieniem bezpieczeństwa publicznego"– czytamy na stronie resortu.

Fragment oświadczenia resortu środowiska:

Konieczność podjęcia wspomnianych działań wynika z zaistniałych, bardzo poważnych strat w siedliskach i gatunkach na terenie gospodarczej część Puszczy Białowieskiej objętej obszarem Natura 2000, o których już wielokrotnie informowaliśmy Komisję Europejską. W celu naprawienia sytuacji, Ministerstwo Środowiska wspólnie z Generalną Dyrekcją Lasów Państwowych, przy udziale kilkuset specjalistów, prowadzi bardzo kosztowne badania pozwalające na ocenę i wycenę strat w wymienionych powyżej siedliskach i gatunkach. Te dotkliwe straty zostały spowodowane licznymi błędami naszych poprzedników i zaniechaniem od roku 2011 prowadzenia ochrony tych siedlisk i gatunków oraz stwarzaniem równocześnie sytuacji zagrażających bezpieczeństwu publicznemu. Badania te pozwolą również na rozpoznanie decyzji i identyfikację podejmujących je osób w celu pociągnięcia ich do prawnej odpowiedzialności. Czytaj więcej

Nie obyło się jednak bez uszczypliwości. W oświadczeniu wyrażono także "głębokie zaniepokojenie faktem, że dokument Trybunał Sprawiedliwości UE" zanim trafił do "polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Ministerstwa Środowiska, został udostępniony wybranym mediom, takim jak 'Gazeta Wyborcza' i TVN".
Zdaniem Adama Bohdana z Fundacji Dzika Polska "minister Szyszko oszalał po decyzji TSUE". – Kolega spotkał go w hotelu w Białowieży i zapytał, czy już kończymy pracę (wycinkę Puszczy Białowieskiej – red.). Odpowiedział: "tak kończymy, jak rozwiążemy problem kornika". On chyba oszalał. Ma plan, który chce zrealizować bez względu na wszystko – podkreśla Bohdan.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...