Szczepionki nie są kontrowersyjne, nawet ta przeciw HPV, a prawda o nich nie leży pośrodku… tylko tam, gdzie leży

Szczepionka przeciw HPV nie jest "kontrowersyjna".
Szczepionka przeciw HPV nie jest "kontrowersyjna". Fot. Iwona Burdzanowska / Agencja Gazeta
Szczepionka przeciw HPV, ani żadna inna, nie są kontrowersyjne. Są doskonale przebadanymi preparatami medycznymi, na pewno jednymi z najlepiej i najdokładniej zbadanych. Bada się je na każdym etapie produkcji, a także później, już po wprowadzeniu do użycia. Dzięki temu można wykryć ewentualnie - niesłychanie rzadkie - nieprawidłowości, i odpowiednio zareagować - tłumaczy w wywiadzie dla portalu zaszczepsiewiedza.pl dr n. med. Ewa Krawczyk biolożka, specjalistka w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej, pracownik naukowym Georgetown University w Waszyngtonie.

W pracy naukowej zajmuje się Pani między innymi badaniami nad wirusami brodawczaka (HPV). Szczepienia przeciwko HPV są uważane przez niektóre osoby za kontrowersyjne. Są też tacy, którzy nie szczepią dzieci przeciwko WZWB, gdyż genezą szczepionki były zapobieganie zakażeniom w środowisku narkomanów i prostytutek. Nie szczepią, bo wychodzą z założenia, że ani oni, ani ich dziecko nigdy nie znajdzie się w grupie ryzyka.



Po pierwsze: szczepionka przeciw HPV nie jest kontrowersyjna. Oczywiście, jeśli weźmiemy pod uwagę słownikowe znaczenie "kontrowersyjności”, to owszem, wszystko jest kontrowersyjne. Istnieją dyskusje na temat kształtu Ziemi? Istnieją. Zatem stwierdzenie, że Ziemia nie jest płaska, jest kontrowersyjne. Są ludzie twierdzący, że Ziemia liczy sobie 6 tysięcy lat? Są. Zatem wszystko to, co wiemy o wieku naszej planety, erach, i tak dalej, jest kontrowersyjne. A tak przecież nie jest. I naukowy konsensus mówi, że szczepionki absolutnie nie są kontrowersyjne. Szczepionki są najlepszym, najskuteczniejszym i najbezpieczniejszym sposobem zapobiegania chorobom zakaźnym. Żaden rzetelny naukowiec, żadne porządne naukowe gremia nie kwestionują tego, bo mamy na to liczne i przekonujące dowody naukowe.

Skąd więc problem "kontrowersyjności”?

Niewątpliwie, ogólnie rzecz biorąc, zaletą dobrej pracy popularyzatorskiej jest pokazywanie różnych punktów widzenia. Ale to powinno dotyczyć opinii. A nie faktów. Nie ma czegoś takiego, jak alternatywne fakty. Prawda nie leży pośrodku, tylko leży tam, gdzie leży. W tym wypadku słowo "kontrowersyjny” jest przykładem takiego "prawdopośrodkizmu” właśnie. I niestety zastosowanie tego słowa jest nie tylko wodą na młyn antyszczepionkowców (tych prawdziwych, „zawodowych”, przekonanych o swojej racji i nie przyjmujących żadnych racjonalnych argumentów), lecz, co gorsza, działa odstraszająco na wahających się, przestraszonych rodziców, którzy sami nie wiedzą, kogo słuchać. Nie wiedzą, czytają więc rzetelne periodyki czy zaglądają na rzetelne strony internetowe, i co widzą? Że szczepionka jest kontrowersyjna, zatem coś jest z nią nie tak! Tak nie można pisać, tak nie można mówić. My, ludzie, którzy propagujemy wiedzę i mówimy o nauce, musimy uważać na słowa. Musimy zdawać sobie sprawę, jaki może być ich odbiór.

Jak "prawdopośrodkowizm” ma się do szczepionki przeciwko HPV?

Jest to bardzo bezpieczna i doskonała szczepionka chroniąca przed zakażeniem wirusami HPV (kilkoma typami, w zależności od preparatu), które to zakażenie może skończyć się powstaniem nowotworów w różnych częściach ludzkiego organizmu. Początkowo w istocie polecana była tylko osobom płci żeńskiej, i nazywana szczepionką przeciw rakowi szyjki macicy. W reklamach, a nawet w rozmowach na jej temat unikano kwestii przenoszenia wirusów (do zakażenia dochodzi drogą płciową), żeby, owszem, nie denerwować rodziców, którzy patrząc na swoje niewinne aniołeczki niechętnie zastanawiali się na tym, że te aniołeczki będą, o zgrozo, kiedyś uprawiać seks. Ta cała otoczka, taka purytańska i wstydliwa, jest niewątpliwie szalenie interesującym tematem dla socjologów. Podobnie jak fakt, że w amerykańskiej telewizji nadal emitowane są reklamy tej szczepionki, a mowa w nich jest także o chłopcach, co cieszy, ale kwestia tego, że zakażenie brodawczakiem należy do grupy STI (infekcji przenoszonych drogą płciową) wciąż nie przechodzi reklamodawcy przez usta.

Notabene, mój szef, jeden z twórców tej szczepionki, opowiadał mi, że przed spotkaniami z rozmaitymi gośćmi Uniwersytetu proszono go o unikanie mówienia o kwestii przenoszenia wirusów, szczególnie w czasie wykładów. A już na pewno powinien unikać słowa „analny” (zakażenia dotyczą też tego obszaru), bo mili słuchacze najpewniej dostaliby apopleksji czy czegoś podobnego. Najzabawniejsze, że podobnych ostrzeżeń nie dostawał od władz uczelni, na której badania były prowadzone, a jest to uczelnia katolicka.

Zatem tak, ludzie są pruderyjni i konserwatywni, szczególnie kiedy chodzi o ich własne dzieci. Tak, boją się, że szczepionka może zachęcić dzieci do uprawiania seksu, choć wiadomo z badań naukowych, że tak nie jest. Co skądinąd też jest frapujące – jaki obraz swoich najbliższych i najukochańszych mają ci ludzie w swoich głowach, że uważają, iż fajnie jest mieć nad nimi straszak w postaci ciężkiej choroby i śmierci - straszak, który odwiedzie ich od robienia tego, czego nie życzyliby sobie ich rodzice. Fascynujące, nie powód to jednak, aby przedstawiać ratujący zdrowie i życie produkt medyczny jako kontrowersyjny.

Czy analogia dotycząca moralnego naznaczenia preparatu między szczepionką przeciw HPV i WZW B jest uzasadniona?

Szczepionką przeciw WZW B jest jedną z lepszych i bezpieczniejszych szczepionek jakie istnieją. Pomijam to nawet, że geneza była trochę inna, i pomijam to, że celem wyciągania tutaj prostytutek i narkomanów jest pokazanie przeciwstawienia: tu nasze niewinne dziateczki, a tu, o zgrozo, prostytutki i narkomani, jakby te grupy ludzi również nie zasługiwały na porządną ochronę zdrowia. Chodzi o skojarzenie, a to skojarzenie działa! Rodzice nie chcą takiej szczepionki, która ma coś wspólnego z seksem i narkotykami.


Jaka jest tu więc rola popularyzatora nauki, naukowca?

Przede wszystkim nie przedstawiać tej szczepionki jako kontrowersyjnej, tylko spokojnie wytłumaczyć, dlaczego powinniśmy szczepić malutkie dzieci przeciw WZW B, i to jak najwcześniej. Wytłumaczyć, że wirus zapalenia wątroby typu B przenosi się nie tylko przez seks, ale i przez krew, w dodatku wystarczy go bardzo malutko, aby doszło do infekcji.

Zatem źródłem zakażenia dla noworodka może być jego matka, a później, dla dzieci w ogóle – jego towarzysze energicznych zabaw (takich z gryzieniem i drapaniem) z piaskownicy. Pokazać, że szczepimy dlatego, że dziecko zakażone wirusem WZW B ma znacznie większą szansę na raka wątrobowokomórkowego, straszną chorobę, niż kiedy do zakażenia dojdzie w wieku dorosłym. Wytłumaczyć, że noworodki powinno się szczepić, aby uchronić je nie tylko przed zakażeniem jako takim, ale przed rozwojem formy przewlekłej zapalenia wątroby.

Ryzyko u noworodka rozwoju tej postaci wynosi 80-90 proc., a u niemowlęcia - 30-60 proc. (warto to porównać z pięcioprocentowym ryzykiem u osoby dorosłej). Poinformować, że oblicza się, iż 25 proc. zakażonych przewlekle dzieci umrze z powodu marskości czy pierwotnego raka wątroby, gdzieś po swoich czterdziestych urodzinach.

Zdaje się, że szczepienia działają na znachorów-celebrytów i celebrytów medycyny alternatywnej jak czerwona płachta na byka. Dlaczego szczepionki, a nie na przykład paracetamol?

Tak, działają jak płachta na byka. No, jest zasadnicza różnica. Leki podaje się ludziom chorym, aby ich wyleczyć. Szczepionki ludziom zdrowym, a ich działanie nie jest widoczne na pierwszy rzut oka. Jednak powiedziawszy to zauważę, iż często bywa tak, że hołdujący medycynie alternatywnej zwykle nie ograniczają się do jednego aspektu.

Możemy w wielu wypadkach mieć tu do czynienia z postawą "dwa w jednym” - są to po prostu ludzie, którzy kwestionują naukę w ogóle. Mają zatem antyszczepionkowe poglądy, poglądy anty-GMO, są często chemofobami (boją się jakiejkolwiek chemii, zatem paracetamol też będzie przerażający), nie wierzą w antropogeniczne globalne ocieplenie, i tak dalej, i tak dalej. Inaczej mówiąc – najpierw jesteś zwolennikiem spiskowych teorii w ogóle, a następnie pokazujesz to prezentując rozmaite antynaukowe poglądy.

Ruchy antyszczepionkowe towarzyszą szczepieniom od samego początku. Jak argumenty przeciwników szczepień zmieniły się przez lata?

Właściwie nie bardzo, jeśli chodzi o meritum. Podzielić je można na kilka podgrup: pierwsza to to, że łamane są wolności obywatelskie; druga - nieufność w stosunku do medycyny i medyków; trzecia - szczepionki nie mogą być skuteczne, bo nie są naturalne; czwarta - szczepionki szkodzą, bo zawierają szkodliwe składniki. Można tu podkreślić, choć jest to kwestia oczywista, że zmieniły się na pewno media, dzięki którym te teorie są propagowane (zwłaszcza powstanie internetu).

Naturalnie, zrozumieć można pierwszych antyszczepionkowców. Dawniej w istocie zdarzało się, że i łamano prawa ludzi podczas masowych szczepień, co mogło napełniać ludzi nieufnością w stosunku do medyczno-rządowych establishmentów, ponadto ludzie rzeczywiście nie wiedzieli ani co im się podaje ani nie widzieli jasno celu tych zabiegów. Wydawałoby się więc, że obecnie, kiedy wiemy doskonale jakie są składniki szczepionek i jak szczepionki działają, a i całe procesy odbywają się (oby zawsze!) z poszanowaniem prawa, antyszczepionkowe poglądy powinny z wolna zanikać.

Nic bardziej błędnego. Antyszczepionkowcy zawsze znajdują sobie powód do protestów. Jeśli nie śmierć łóżeczkowa, a kiedy udowodni się, że nie ma związku, to pojawia się zarzut o powodowanie autyzmu. Jak nie autyzm, to aluminium, jak nie aluminium, to motywy religijne (abortowane płody), jak nie płody, to glifosat. I tak dalej, i tak dalej. Bawić się tak można w nieskończoność, co wyraźnie wskazuje na to, iż ruchom antyszczepionkowym nie chodzi o argumenty. Nie mają ich zresztą, bo kolejne są obalane. Chodzi o cokolwiek, aby protestować.

Każdy pretekst jest dobry. I żeby było śmieszniej, wykorzystują w tym celu wiedzę - wiedzę zbieraną przez naukowców badających szczepionki, tych samych naukowców, których często odsądzają od czci i wiary. W XIX wieku ludzie protestowali przeciw szczepionce Jennera, bo bali się, że zamieni ich ona w krowy. Obecnie protestują, że ponieważ w celu uzyskania szczepionek wciąż abortuje się płody (co nie jest prawdą), a są to płody płci męskiej, to potem takie męskie DNA wstrzykiwane jest dziewczynkom, co prowadzi do zmian orientacji seksualnej i w ogóle do złowrogiego dżenderyzmu. A naukowcom opadają ręce na widok tych karkołomnych akrobacji myślowych wywracających ich odkrycia do góry nogami.

Medycyna idzie naprzód, więc współczesne szczepionki, jak powtarzają naukowcy, to jedne z najlepiej przebadanych preparatów na świecie.


To jest fakt. Szczepionki są doskonale przebadanymi preparatami medycznymi, na pewno jednymi z najlepiej i najdokładniej zbadanych. Bada się je na każdym etapie produkcji, a także później, już po wprowadzeniu do użycia. Dzięki temu można wykryć ewentualnie - niesłychanie rzadkie - nieprawidłowości, i odpowiednio zareagować.

Dr n. med. Ewa Krawczykbiolożka, specjalistka w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej. Członkini Międzynarodowego Towarzystwa Chorób Zakaźnych. Pracuje na Georgetown University w Waszyngtonie. Prowadzi popularnonaukowego bloga Sporothrix, pisze artykuły popularnonaukowe, jest współredaktorką polskiej edycji Research Blogging, współtworzy także facebookowe strony poświęcone popularyzowaniu nauki.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...