NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Przepis na idealne ciało? Nie myśleć o idealnym ciele. Popatrz na nich, może w końcu w to uwierzysz

Idealne ciała - owszem, ale to tylko "skutek uboczny" aktywności i pasji do sportu
Idealne ciała - owszem, ale to tylko "skutek uboczny" aktywności i pasji do sportu Fot. materiały prasowe
Żyjąc w epoce, która zdominowały internetowe social-media, sweet-focie i edytowane w podręcznych “photoshopach” zdjęcia z wakacji, presja wypracowania, a potem utrzymania, idealnego ciała jest spora. Z lekką zazdrością przyglądamy się więc sportowcom i entuzjastom wszelkiego rodzaju aktywności, którym dbanie o wygląd wydaje się przychodzić jakoś łatwiej. Oni sami tłumaczą jednak, że wcale tak nie jest, a pięknej, zdrowej sylwetki nie da się załatwić za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jeśli mają jakiś sekret z tym związany, to najprawdopodobniej brzmi on: wygląd nie może być twoim jedynym celem.

Trudno oczekiwać, żeby za kulisami sesji fotograficznej, której bohaterami są posiadacze ciał, wyrzeźbionych na podobieństwo greckich posągów, temat wyglądu nie był poruszany. Z drugiej strony, tym co w największym stopniu łączy Kasię Bigos, Kamilę Szczawińską, Julitę Kotecką i Pawła Nerka - ambasadorów Arla Protein - wcale nie są parametry - masy mięśniowej czy tkanki tłuszczowej - ale inne słowo na “p”: pasja.
Kasia Bigos, Mistrzyni Polski i Europy w pole dancingu oraz instruktorka Pole Dance i fitnessu tłumaczy, że pasję do sportu miała w sobie zawsze, ale w to, że może w nim osiągnąć coś spektakularnego uwierzyła na pierwszych w swoim życiu zajęciach Pole Dance. - Wiedziałam od razu, że zostanę z tą dyscypliną na długo - mówi.



Symbolem tego, jak silna jest pasja Kasi do sportu może być to, że aby realizować się właśnie w tej dziedzinie życia, porzuciła wygodną korpo-posadkę: - Byłam typowym człowiek korpo, który prowadził zajęcia tylko wieczorami - po pracy. Po odejściu z korpo, rozwinęłam skrzydła jak nigdy! Zajęłam się tym co kocham na 100% i jak się potem okazało, była to inwestycja wszech czasów - przekonuje.
Julita Kotecka, odkąd pamięta, chciała realizować się w sporcie. To czego pamiętać nie może, to moment, w którym zaraz po jej narodzinach położna wpisała do tabelki ze skalą Apgar smętną jedynkę. Gdyby ktoś wtedy powiedział rodzicom Julity, że ich córka zostanie biegaczką, uznaliby to za kiepski żart. Kilka lat później wozili ją na pierwsze obozy sportowe.

- Każdy moment startów i treningów budował we mnie to przekonanie, że chcę trenować i biegać w kadrze Polski. Pamiętam kiedy mając 12 lat, poprosiłam rodziców, aby znaleźli mi trenera, a była to tylko i wyłącznie moja inicjatywa - wspomina Julita.
I choć starty w kadrze ma już dzisiaj za sobą i mogłaby spokojnie osiąść na sportowych laurach, Julita biega nadal. Jedyne co się zmieniło, to jej specjalizacja: z czysto sportowej, przerzuciła się na... sportowo-psychologiczną. Podczas organizowanych przez siebie treningów biegowych miłością do sportu zaraża coraz więcej osób:

- Każdy jeden zawodnik - jego wzloty, ale także upadki, a przede wszystkim rozwój i spełnienie, które mogę obserwować, każde ,,dziękuję” - umacnia mnie każdego dnia - tłumaczy, zdradzając jednocześnie swój największy obecnie motywator.
Podobnie swoją pasję definiuje dzisiaj Paweł Nerek, prywatnie narzeczony Julity: - Jako trener odbieram sukces bardziej jako rozwój moich podopiecznych i ich „małe” zwycięstwa w drodze do lepszej formy i samopoczucia. Daje mi to mega dużo satysfakcji - tłumaczy, choć przyznaje, że ceni również swoje sukcesy z poprzedniego sportowego życia - piłkarskiego i CrossFitowego.
- Z czasów gry w piłkę nożną momentem przełomowym był zdecydowanie był mój debiut w I lidze w barwach Polonii Warszawa. Było to w pewnym stopniu realizacja celu jaki sobie postawiłem jako młody chłopak i spełnienie marzeń. Z kolei jako największy sukces w CrossFicie uważam występ na międzynarodowych zawodach „Dubai Fitness Championship” w 2015 roku, gdzie samo zakwalifikowanie się do finałów było niesamowicie trudne - mówi Paweł.

Na tle pozostałej trójki ambasadorów Arla Protein, Kamila Szczawińska wydaje się być swego rodzaju outsiderką. Kiedy Kasia, Julita i Paweł jeździli na zgrupowania i zawody, ona latała po całym świecie, uczestnicząc w niezliczonej liczbie castingów i pokazów mody. Życie, które osobom niewtajemniczonym w mechanizmy działania przemysłu modowego kojarzy się najwyżej ze słowem: "glamour", Kamila po sześciu latach pracy opisywała nieco inaczej. Stres, tęsknota za domem, brak stabilizacji - nie takie uczucia powinny towarzyszyć zawodowym sukcesom. Stwierdziła, że bardziej niż blichtr i sławę ceni zdrowie i wewnętrzny spokój. Wróciła do Polski, zwolniła.
I choć przyznaje, że zawsze była aktywna, a słowo “fitness” nie było jej obce, to w jej życiowej przegródce z napisem “pasja” sport znalazł sobie miejsce po tym, jak zdecydowała się założyć rodzinę: - To wtedy zaczęły się moje przygody z różnymi sportami: dwa lata tańca na rurze, powrót do jeździectwa, które wcześniej uprawiałam jako nastolatka. Zaczęłam też biegać, brać udział w masie innych aktywności - opowiada Kamila i dodaje: - W miarę jak dzieciaki zaczęły rosnąć, je również zaczęłam angażować w różne sporty. Dzisiaj mają 6 i 8 lat i są tak samo wkręcone w aktywność, jak ja - mówi z dumą.
Kasia, Julita, Paweł i Kamila, choć o swoich aktywnych “zajawkach” mogą opowiadać godzinami, nie boją się też przyznać, że sport to, mimo wszystko, wysiłek - fizyczny, organizacyjny i, nie ma co ukrywać, dietetyczny.

- Przy dwójce małych dzieci momenty, w których chcesz odpuścić, przychodzą często. Wystarczy jedna nieprzespana noc i człowiek ma ochotę cały dzień odsypiać, a nie biegać czy iść na rurę - śmieje się Kamila i dodaje, że w ryzach trzyma ją… grafik: - Dobra organizacja - to słowo klucz - stwierdza.
Regularność to przepis na sukces udowodniony naukowo. - Kluczem do zdrowej sylwetki jest regularność – nie tylko na sali ćwiczeń, ale także przy stole. Dlatego tak ważny jest plan działania i ogólnotreningowe wsparcie – tłumaczy Paweł Gawełczyk - dietetyk, który ma pod swoją opieką zarówno sportowców wyczynowych, jak i amatorów.

– Forma zależy od wszystkiego, co jemy, więc warto w swoim jadłospisie przemyśleć również przekąski. Małe posiłki powinny być równie kompletne i przemyślane, ponieważ w jadłospisie osoby na diecie nie ma miejsca na przypadkowe puste kalorie - przekonuje.
Kasia na problemy z motywacją ma inny sposób: - Ja po prostu szalenie kocham to, co robię. Miałabym problem, gdyby ktoś mi powiedział, że nie mogę trenować! Oj, wtedy byłby dramat. Natomiast oczywiście, jak każdy człowiek mam dni bardziej leniwe i daję sobie do nich prawo. Po latach nauczyłam się też więcej odpoczywać i zwracać uwagę na regenerację - tłumaczy.

Jeśli chodzi o sposób odżywiania się, Kasia również ma swoje, zdroworozsądkowe zdanie: - Oczywiście, że zdarzają mi się tzw. cheat meal'e. Dobrze robią na głowę - śmieje się, ale zaraz dodaje, że zdrowa dieta to w jej przypadku po prostu nawyk, a nie wyrzeczenie. Przekonuje, że pierwszym krokiem do zdrowego ciała jest ten wykonany w stronę wiedzy.
- Warto trochę poczytać, udać się do specjalisty, który pomoże to wszystko ogarnąć. Jeśli nie wiesz czemu ci coś szkodzi i powoduje, że tyjesz, nie masz ochoty z tego rezygnować. Kilka miesięcy zdrowego jedzenia to nie tylko sukcesy w walce o piękną sylwetkę, ale przede wszystkim lepsze wyniki badań, porządek z gospodarką hormonalną, układem nerwowym i pokarmowym - przekonuje. A na koniec zdradza, jak wytrwać w sportowo-dietetycznych postanowieniach: Skup się na dobrych zmianach - one zawsze dodają chęci, by nie przestawać.

POLUB NAS NA FACEBOOKU