"Odszkodowanie za wojnę to temat zamknięty. Nie można wracać do historii". Poseł Mniejszości Niemieckiej o żądaniach PiS

Ryszard Galla, jedyny poseł MN jest przekonany, że temat reparacji wojennych został zamknięty na początku lat 90
Ryszard Galla, jedyny poseł MN jest przekonany, że temat reparacji wojennych został zamknięty na początku lat 90 Fot. Patrycja Wanot / Agencja Gazeta
Władze w Berlinie poczuwają się do politycznej, moralnej i finansowej odpowiedzialności za II Wojnę Światową, ale kwestię reparacji dla Polski uważają za ostatecznie uregulowaną. Tymczasem PiS ma inne zdanie. Sprawę reparacji podnieśli ostatnio prezes Jarosław Kaczyński i szef MON Antoni Macierewicz, a partia wystąpiła o ekspertyzy prawne w tej sprawie. – Nigdy nie ma adekwatnego materialnego zadośćuczynienia za krzywdy, które zostały wyrządzone – mówi w rozmowie z naTemat Ryszard Galla, jedyny poseł Mniejszości Niemieckiej w polskim parlamencie.

"Domaganie się odszkodowań za spustoszenia, jakie hitlerowskie Niemcy wyrządziły podczas II wojny światowej należy do kategorii żądań politycznych wysuwanych wobec zagranicy, ale z pobudek wyłącznie wewnątrzpolitycznych" – napisał m.in. niemiecki dziennik "Die Welt" w artykule "Dlaczego Niemcy nie są winne Polsce żadnych reparacji wojennych".
Warto zaznaczyć, że Polska nie jest pierwszym krajem UE, który w ostatnich latach podnosi kwestię niemieckich odszkodowań za II Wojnę Światową. Z podobnymi roszczeniami wielokrotnie występowała Grecja.
Opublikowany przez Ryszard Galla na 21 lipca 2017
Rząd PiS wraca z tematem reparacji wojennych od Niemiec za II wojnę światową. Co Pan o tym sądzi?



Ryszard Galla, poseł Mniejszości Niemieckiej: To jest wracanie do tematu, który został dawno zamknięty. Powinniśmy raczej patrzeć przed siebie i korzystać ze współpracy z naszym sąsiadem jakim są Niemcy, a nie wracać do historii. Do kwestii, które moim zdaniem, zostały już uregulowane i zamknięte. Poza tym, nigdy nie ma adekwatnego materialnego zadośćuczynienia za krzywdy, które zostały wyrządzone. Myślę, że niemiecki rząd czuje to obciążenie. Natomiast dzisiaj mamy te problemy za sobą i powinniśmy patrzeć jak najskuteczniej korzystać z dobrodziejstw we wzajemnych relacjach.

To o co chodzi PiS?

Nie wiem, czemu ma to służyć. Nie wierzę w to, by w sposób bezpośredni miało to służyć samej próbie pozyskania tego odszkodowania. Bo wydaje mi się, że PiS dokładnie wie, iż nie ma takich szans. Nie korzysta jednak z tego, z czego można korzystać, a próbuje tego tematu używać jak jakiegoś straszaka.

Straszaka na kogo?

Nie wiem. Na Niemców, na Unię Europejską. Trudno mi powiedzieć. W moim przekonaniu to jest takie wyciąganie tematu, żeby próbować kogoś szantażować na poziomie Unii Europejskiej. Trochę tych problemów z UE Polska ma. Trybunał Konstytucyjny, sądy, ekologia i szalejący minister Szyszko. Wiemy przecież, że został uruchomiony artykuł 7, zgodnie z którym Polsce grożą sankcje.

Czyli, według pana, to część jakiegoś szerszego planu politycznego PiS?
Tak. To może być spowodowane różnymi fobiami antyniemieckimi. Z jednej strony mówi się, że powinniśmy mieć dobrą współpracę, a jesteśmy przecież w dziedzinie gospodarczej jednym naczyniem krwionośnym. A, z drugiej strony, próbuje się budować antagonizmy na płaszczyźnie trudnej historii.

Niemcy są największym partnerem handlowym Polski w Europie.

Dzisiaj, jeśli mówimy o gospodarce, to jesteśmy jednym z największym partnerów Niemiec i to działa w obie strony. Bo patrząc na inwestycje jakie się w Polsce pojawiają, nawet u mnie na Opolszczyźnie, to wszędzie widać kapitał niemiecki. W ślad za tym idą nowe miejsca pracy, czy budowa infrastruktury. Ale także polskie firmy są bardzo poważnym partnerem dla niemieckich i ta wymiana handlowa stawia nas bardzo wysoko. Jeżeli gospodarka niemiecka idzie do góry, a ona jest chyba najbardziej stabilna w Europie, to i Polska przecież z tego korzysta.

Czy ten temat zaszkodzi relacjom polsko-niemieckim?

Mam nadzieję, że nie. Aczkolwiek na pewno jakieś ochłodzenie w obustronnych relacjach będzie występowało. Bo do tanga trzeba dwojga. Żeby była dobra współpraca, to musiałaby być przychylność i ze strony rządu polskiego i ze strony niemieckiej. Obawiam się, że jakieś odpryski tego tematu pojawią się w stosunkach między państwami.

Pan funkcjonuje w pewnym środowisku. Jakie są echa postulatów dotyczących reparacji wśród zwykłych ludzi?

Można zaobserwować zaniepokojenie. Ci po stronie niemieckiej pytają, co się tam u was dzieje? A w środowisku mniejszości niemieckiej w Polsce ludzie martwią się, że to się może odbić negatywnie na nich osobiście.

Polscy eksperci od prawa międzynarodowego są podzieleni, jedni uważają że pod kątem prawnym temat jest zamknięty, inni mówią że wcale nie.

Takie podziały były zawsze. Są tacy, którzy uważają, że te kwestie zostały rozwiązane i zwieńczone traktatem o dobrym sąsiedztwie z 1991 roku. Wtedy niejako w odpowiedzi na jeszcze otwarte kwestie odszkodowawcze, powstała Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie, do której wpłynęło najpierw 500 mln marek, a potem blisko dwa miliardy dla jeszcze żyjących, byłych robotników przymusowych. Ale są też tacy, którzy uważają że Polsce powinno się coś jeszcze należeć.

Kwadratura koła.

To teraz co? Będziemy się "liczyć”, czy ziemie, które Polska przejęła po wojnie od Niemiec to wystarczające odszkodowanie? Jak liczyć pomoc finansową, która z różnym nasileniem, ale płynęła do Polski? Z własnego podwórka mogę powiedzieć, że pomoc gmin partnerskich w skanalizowaniu Opola, w różnych inwestycjach była istotna. Poza tym wiadomo, że największym płatnikiem do UE są Niemcy i też przez lata wiele miliardów Euro do Polski trafiło. Część tych środków pochodziła przecież od niemieckich podatników.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...