Gdyby istniał dopalacz o nazwie "Wanda Chotomska", musielibyśmy go dzielić na ćwiartki. Taka była polska Astrid Lindgren

Wanda Chotomska zmarła 2 sierpnia 2017 r. fot. Tomasz Wiech / Agencja Gazeta
Jako dziecko w zamian za brak poświęconej uwagi, dostawała od ojca prezenty. Jednej z lalek poderżnęła gardło, by sprawdzić jak to jest, że sama zamyka oczy i otwiera, a drugą, gipsową wykąpała we wrzątku. Po chwili zostały z niej tylko "różowe gluty i peruka". Gdy dorosła, choć pochodziła z zamożnego domu, wiedziała doskonale, że niczego od nikogo nie dostanie. Była mamą, ale po rozwodzie jej córka zamieszkała z teściową, więc widywały się od przyjazdu do przyjazdu. Mimo że mała Ewa miała w willi w Aninie po stokroć lepsze warunki niż Wanda, czasem pomieszkiwała u matki i wówczas chodziła do przedszkola. Bo znana autorka dwóch setek książek dla dzieci i uwielbianego programu "Jacek i Agatka" pisała w nieogrzewanym ciasnym pokoju przy dzisiejszej ulicy Gałczyńskiego w Warszawie. Pisała tak dużo, że zdarzało jej się w koszuli nocnej po zarwanej nocy odprowadzać dziecko do przedszkola. Nie zamierzała się nikomu tłumaczyć. Oto kim była Wanda Chotomska, zmarła 2 sierpnia 2017 roku królowa polskiej literatury dziecięcej.

"Pańskie jojo pingwinami karmione" i wojna
Urodziła się w październiku 1929 roku w Warszawie w zamożnej rodzinie, w której matka prowadziła dom, a ojciec zajmował się rodzinnym interesem. Niemałym, bo było to dochodowe przedsiębiorstwo przewozowe, jedno z trzech najważniejszych w Warszawie, B-cia Chotomscy. Jak wyglądały nasze wozy do transportu mebli, można zobaczyć na Grójeckiej, przy Banacha, jest tam zaznaczone miejsce, gdzie w 1939 roku stanęły barykady zbudowane m.in. z niebieskich wozów ojca, jest fotografia. Bawiłam się w nich, w środku były wybite wojłokiem. Jadłam lody, a dzieci krzyczały: "Pańskie jojo pingwinami karmione!" - lody nazywały się Pingwin. Nie przejmowałam się, pokazywałam im język, wspominała przed laty Wanda Chotomska w rozmowie z Katarzyną Bielas dla "Wysokich Obcasów".



Mała Wanda spędzała dużo czasu pod opieką babci Frani, czyli matki swojego ojca. Babcia Frania z kolei przyjaźniła się z Żydówkami, dzięki czemu Wanda już jako dziecko wiele rozumiała z języka jidysz. Na sezon letni, często już w maju, Wanda i jej młodsza siostra wyjeżdżały na kilka miesięcy pod opieką mamy i babci do podwarszawskiego Świdra. Wynajmowało się cały dom, z Warszawy przyjeżdżały łóżka i pościel (...) Na niedziele dojeżdżał ojciec ze swoim pracownikiem, głównie chodzili na ryby. Do Świdra jechało się kolejką, linią Praga - Otwock, wspominała przed laty Wanda Chotomska. W Świdrze wakacje spędzało wielu warszawskich Żydów, było tam również sporo Cyganów, do których babcia zabierała wnuczkę na nocne ogniska.
Wanda nauczyła się czytać z ulicznych szyldów w wieku czterech lat. Jako dziecko pochłaniała wiersze Tuwima i Brzechwy wpadając w zachwyt nad umiejętnością inteligentnego rymowania. Niedługo potem sama zapragnęła pisać, a tematykę pierwszego jej wiersza podsunął jej sam... Adam Mickiewicz. Po lekturze "Powrotu taty" ułożyła swoją pierwszą rymowankę, której treść nie pozostawała bez znaczenia: "Tata nie wraca wieczory i ranki/łowi na wędkę żaby i kijanki/żonę swoją z domu wywleka/żona na niego nad Wisłą czeka,/ a biedne dziatki ofiary tatki/są pozbawione opieki matki". W istocie matkę Wandy interesowało wyłącznie to, jak córce idzie nauka kindersztuby, a ojciec nie zajmował się swymi dziećmi w ogóle (Chotomska podejrzewała, że to dlatego, że były dziewczynkami). Za to przywoził prezenty z zagranicy. Jakieś domki dla lalek, co mnie nie bardzo obchodziło, komentowała po latach Wanda. Wolała łazić po drzewach, jeździć na rowerze i pisać przedstawienia, w których sama występowała.

Później nastąpił szybki kurs dorastania – gdy wybuchła wojna Wanda nadal mieszkała z rodziną na Ochocie. Podczas powstania przez krótki czas ukrywali się po piwnicach, potem zostali wygnani pod groźbą karabinów do obozu przejściowego w Pruszkowie. Stamtąd Wandzie udało się uciec do majątku jej ojca chrzestnego w Mosznej koło Brwinowa, który po jakimś czasie wykupił z obozu resztę rodziny Chotomskich. Tam zostali do końca wojny wraz z kilkudziesięcioma innymi osobami, które w ten sposób postanowiły przetrwać czas okupacji. Niedługo potem zmarła matka Wandy, a ojciec przeżył załamanie. Gdy miała 14 lat musiała stać się dorosła. Pytana po latach dlaczego nie pisze o wojnie, odpowiadała, że za dobrze ją pamięta.

Dorosłość i debiut
Nowe życie Wanda rozpoczęła w Grodzisku Mazowieckim, gdzie jej ciotka prowadziła knajpę U Teściowej. Tam miałyśmy z siostrą obiady, często też pomagałam. Dopisywałam pijakom do rachunków i za to kupowałam kolegom ciastka. To była frajda, byliśmy wygłodniałymi dziećmi, wspominała po latach. W tym okresie Wanda przebierała się za dorosłą kobietę i chodziła do siostry na wywiadówki. Malowała się, ubierała kapelusz... a potem zaczęła traktować ją jak dziecko. Strasznie się kłóciłyśmy, kiedyś wyrzuciłam ją na śnieg w samej koszuli, wspominała w wywiadzie dla Onet.pl. W tym czasie jej ojciec odbudowywał zrujnowany dom w Warszawie. Kiedy połowa była gotowa, Wanda z siostrą wróciły do stolicy.

Pierwszą pracę Wanda dostała w Społem. Wówczas jej ojciec intensywnie poszukiwał kandydatki na żonę. Kiedy ożenił się z kobietą, która w Warszawie zajmowała się szyciem kapeluszy, Wanda na znak protestu chodziła zawsze z gołą głową. Jednak nikt się tym nie przejął. Po ich ślubie Wanda straciła ojca – wszystko, co miał, oddawał nowej rodzinie, a po jego śmierci dostała złożony w kostkę garnitur i zegarek. Kazała macosze ubranie oddać biednym, a zegarek włożyć pod tramwaj.
Pisanie zaczęła traktować poważnie gdy w 1949 roku dostała pracę w "Świecie Młodych", gdzie wraz z Mironem Białoszewskim pod pseudonimem "Wanda Miron" publikowali wspólnie. Zaprzyjaźnili się. Przychodziliśmy na godz. 8 i na przemian mieliśmy rosyjski i historię WKP(b), czyli partii komunistycznej. Przychodziła nauczycielka, Rosjanka, wszyscy podejrzewali, że jest z białych Rosjan. My z Mironem, żeby nie zgłupieć, bawiliśmy się w rymowanki, zaczynając od niej, np.: ''Ja staraja, ja za cara Mikołaja, Puszkin druh mój osobisty, Tołstoj do mnie pisał listy''. Pisaliśmy też fraszki o sobie, np.: ''Tu leży poeta Miron, Boże, daj mu większe wyro''. Skutki edukacji socjalistycznej były mizerne, wspominała z uśmiechem Wanda.

Do pracy nosiła się modnie. Była jedną z tzw. bikiniar: płaszcze szyte z robotniczego sztruksu miały fason prosto z "Elle", do tego szerokie halki, bikiniarskie spódnice w kształcie litery A, makijaż... Taki styl stanowił wówczas wielki kontrast do szarej powojennej rzeczywistości, tym bardziej, że obok "Świata Młodych" mieściły się redakcje innych pism młodzieżowych, w dużej mierze wypełnionych przez członków ZMP. Kobiety chodziły w wymiętych, przepoconych bluzkach, czerwonych krawatach, żadnego makijażu. (...)Nasza sekretarka Eda Niewiarowska pracowała jednocześnie jako modelka u pani Grabowskiej w Modzie Polskiej, ubierała się jak na ówczesne pismo młodzieżowe ekscentrycznie. Kiedyś robiła manikiur w pracy, a tu wchodzi towarzyszka partyjna w grubych, pozwijanych pończochach i mówi, że to skandal, (...) na co Eda: ''No cóż, nie każdemu jest dobrze w zaniedbaniu, opowiadała po latach.

W tym samym czasie Wanda wyszła za mąż i zaszła w ciążę, a zaraz po tym straciła pracę – na jaw wyszły kłamstwa, dotyczące jej życiorysu. Zataiła przed "Światem Młodych", że jej ojciec miał wspomniane przedsiębiorstwo – wówczas przedwojenni biznesmeni uważani byli przez zwolenników partii za "burżujów i krwiopijców". Potem Wandzie pomagał Miron, wspólnie pisali piosenki na zlecenie radia lub z okazji przeróżnych świąt okolicznościowych takich jak dożynki. Czasem coś tłumaczyli. Z biegiem lat małżeństwo Wandy okazało się jednym wielkim nieporozumieniem, a decyzja o ślubie zbyt pochopna. Jej mąż, Jurek był człowiekiem z innego świata. Nie czytał, nie interesowała go kultura. Wanda w licznych rozmowach z mediami zdawała się mieć do tego rozstania bardzo duży dystans. Sprawa w sądzie była rozrywkowa, sędzia zapytał mnie, czy ceruję mężowi skarpetki. Powiedziałam, że nie, ale ''jeśli żona Wysokiemu Sądowi ceruje, to jej współczuję'', opowiadała w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów". Był to dla Wandy początek czasów chłodnego "kołchozowego" pokoju, w którym od czasu do czasu gościła swoją córkę Ewę, na co dzień mieszkającą w Aninie z babcią. Tam gdzie kiedyś mieszkała cała ich rodzina.

Popularność i rodzina
Literacka kariera Wandy zaczęła się od książki ilustrowanej rysunkami Bohdana Butenki pt. "Tere-fere" w 1958 roku, którą zachwycił się sam Jan Brzechwa. Po lekturze osobiście wysłał do niej list z namową, by nie przestawała pisać. Niedługo potem przyszła popularność, czyli "Jacek i Agatka" – pierwsza polska dobranocka, której tytuł stał się w PRL-u kultowy.

Emitowana trzy razy w tygodniu przez dziesięć lat od 1962 roku gromadziła przed telewizorami wszystkie dzieci w Polsce oraz... Władysława Gomułkę. Pewnego dnia osobiście napisał on list, w którym sprzeciwił się "wyśmiewaniu kalectwa" – Wanda, by odczarować złą sławę piegów, z powodu których dzieci były wówczas wyśmiewane w jednym z odcinków dobranocki ogłosiła wybory króla piegowatych. Można też było zapisać się do klubu. Dzieci się zgłaszały i liczyły kropki na twarzach. Pismo trafiło do przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji z adnotacją "ustosunkować się", potem do telewizji, do redakcji dziecięcej i do Wandy. To napisałam: ''Ustosunkowałam się''. Nic dalej się nie działo. Parę tygodni później wymyśliłam program o tym, kto to był Gall Anonim, co to są anonimy i co tatuś Jacka robi z anonimami. I to, o dziwo, poszło bez problemu.
Innym razem w tekście Wandy zmieniono słowo "patyk" (z niego Jacek zrobił sobie konia) na "kij". Okazało się, że dyrektor lub zastępca w telewizji nazywał się Patyk. Wyrzucono też fragment o zabawie mydelniczką – Jacek udawał, że to jego samochód. Wówczas na trabanty mówiono "mydelniczki", a akurat któryś z wysoko postawionych w telewizji szefów dostał talon na auto.

Sukces zawodowy pozwolił Wandzie Chotomskiej na społeczny awans – kupiła mieszkanie na Tamce i w końcu mogła zamieszkać z córką. Ewa miała wtedy 12 lat, Wanda związana była z Eugeniuszem Stecem, 20 lat starszym malarzem, z którym była do końca, do jego śmierci w 1991 roku. Mimo to nie udało jej się stworzyć ciepłego, rodzinnego domu dla Ewy. Relacje dziewczyny z partnerem matki były tylko poprawne. Ponadto teściowa Wandy, do której Ewa była bardzo przywiązana sprzeciwiała się temu związkowi oraz ich wyjazdom na wakacje we troje. Eugeniusz i Wanda nie byli bowiem parą "jak Pan Bóg przykazał". On miał żonę, która wiedziała o miłości swego męża do innej kobiety. Nawet po jej śmierci w latach 60. Wanda nie zgodziła się na sformalizowanie związku z Eugeniuszem.

Po latach jej córka będzie wspominać: "Mama była skoncentrowana na partnerze i pracy", a Wanda w jednym z wywiadów przyzna, że Ewie brakowało "mamy domowej" i mimo to doda, że "nie ma niczego do nadrabiania". Jednak jej kontakty z córką należały raczej do tych trudnych. Kiedy zaczęła pisać piosenki, nie znalazła u mnie uznania. Dałam jej twardą szkołę. Pierwsze jej teksty podobno podarłam. To musiało być dla niej bardzo bolesne, skoro do dziś pamięta. Ale nie poddała się, pisała dalej i było coraz lepiej, mówiła Wanda w książce Barbary Gawryluk pt. "Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia". Wspomniany podarty tekst okazał się hitem – chodziło o piosenkę "Mydło lubi zabawę", którą pokolenie dzisiejszych 40- i 30-latków dobrze zna z repertuaru Fasolek. Potem Ewa napisała kolejne: "Szczotka, pasta", "Domowa piosenka", czy "Moja fantazja". To od Ewy Chotomskiej wszyscy dziś wiemy, że "każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma" oraz że "fantazja jest od tego, aby bawić się na całego".

Choć Ewa wcale nie planowała pisać dla dzieci, jej kariera potoczyła się torem komplementarnym do tego, co robiła jej mama. Córka Wandy studiowała germanistykę i planowała zostać stewardessą. Po studiach uczyła języków, szukając pracy, została polecona w telewizyjnym biurze współpracy z zagranicą. Spodobało jej się i kiedy zwolnił się etat w redakcji dziecięcej, aplikowała. Po latach wspominała: Na początku nikt nie wierzył, że sama coś wymyślę, mówili, że wszystko robi za mnie mama.

Dziś Ewa ma na swoim koncie wiele książek dla dzieci, a w ZAIKS-ie zarejestrowała ponad 400 piosenek. Jednak szerokiej publiczności znana jest jako Ciotka Klotka z legendarnego programu "Pan Tik-Tak". Ewa do dziś sprawuje pieczę nad zespołem Fasolki, który w 2018 roku będzie obchodził 35-lecie. Dzisiaj zespół tworzą dzieci rodziców, którzy oglądali Tik-Taka i wychowali się na moich piosenkach, mówiła Barbarze Gawryluk, autorce biografii Wandy. Ewa założyła również firmę o nazwie zaczerpniętej z debiutanckiej książki mamy, Tere-fere. Prowadzi ją ze swoją córką, Karoliną. Wydaje audiobooki i płyty. W ''Pięciopsiaczkach'' i ''Moja babcia gra na trąbie'' Wanda wystąpiła wraz z prawnuczką Zuzią. Ponadto Wanda i Ewa przez wiele lat jeździły razem po Europie i organizowały spotkania dla dzieci. Były objazdy z aktorami, dekoracje, występy. Kiedy Wanda zaczęła chorować jej rolę odgrywała wnuczka, Karolina. ''Jacka i Agatkę'', ''Kabaret na kółkach, Chotomska i spółka'', czy ''Podróże po literaturze" mogły obejrzeć dzieci na Litwie, w Czechach, w Niemczech, Anglii, a nawet Australii.
Polska Astrid Lindgren
Zasług Wandy Chotomskiej dla polskiej literatury nie da się nie zauważyć. Jej wiersze "Tadek niejadek", "Kurcze blade", "Gdyby Tygrysy jadły irysy" czy "Chłopak na opak" do dziś są we wszystkich podręcznikach dla najmłodszych. Jej nazwisko przez lata pojawiało się w "Świerszczyku", "Misiu" i "Płomyczku". Do końca życia Wanda podpisywała książki przywiezione jej od dzieci, odpowiadała na ich pytania. W Polsce jest ponad 30 szkół jej imienia. Jest symbolem takim jak Astrid Lindgren dla Szwedów czy Tove Jansson dla Finów, mówi Barbara Gawryluk. I podobnie jak Tove i Astrid miała kłopot z ułożeniem bliskich relacji z rodziną. Mimo że dobrze rozumiała potrzeby małych czytelników, nawet wnuczka na pytania "jaka była jej babcia" często odpowiadała, że nieobecna.

Ci, którzy wspominają Wandę w biografii autorstwa Gawryluk pamiętają, że zawsze brylowała w towarzystwie. Kiedy jeździło się na literackie festiwale, spotkania, targi z ekipą, w której była Wanda Chotomska, to wszyscy wiedzieli: królowa jest tylko jedna. Autorzy zapraszani z Wandą Chotomską oddawali jej zawsze pole, a ona brylowała w teatrze, na scenie na rynku, na bankiecie z burmistrzem czy wieczorze z prezydentem, mówił Grzegorz Kasdepke, współczesny pisarz literatury dziecięcej. I dodaje: Gdyby handlarze dopalaczy byli bardziej oczytani, wśród różnych Mocarzy, Tajfunów i Lordów Koksu wcześniej czy później pojawiłby się pewnie środek o nazwie Wanda Chotomska. Pobudzający, usuwający zmęczenie, wzmacniający pamięć, obniżający barierę strachu, a nade wszystko poprawiający pracę mózgu. Zwykły śmiertelnik musiałby go dzielić na cztery części. Według Barbary Gawryluk, energią i charyzmą dorównała jej tylko jej córka Ewa.
Korzystałam z archiwalnych wywiadów z Wandą Chotomską opublikowanych na łamach onet.pl i wysokieobcasy.pl oraz artykułu pt. "Ewa Chotomska o trudnych relacjach z matką: Chciałam się jak najszybciej wyprowadzić z domu" Anny Budyńskiej.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...