Sąsiad sąsiadowi wilkiem. Współczesne życie w bloku przypomina wojnę domową

"Kiedy lubisz swoich sąsiadów, ale im nie ufasz"
"Kiedy lubisz swoich sąsiadów, ale im nie ufasz" Screen z demotywatory.pl
"Dobry sąsiad" to obecnie oksymoron w stylu "zimny ogień", "ciepły lód" czy "uczciwy polityk". Gatunek wyginął albo jest na skraju opuszczenia tego świata na zawsze. Krążą o nim legendy jak o Wielkiej Stopie, z dzieciństwa pamiętam wspólne biesiadowanie z sąsiadami z naprzeciwka, białe obrusy, pożyczane krzesła, śpiewy do późnych godzin nocnych. Co się stało? Gdzie się podziali ci legendarni, dobroduszni sąsiedzi?

Dzień dobry sąsiedzie!
Mniej więcej co pół roku się przeprowadzam. Nie dlatego, że jestem kapryśny, ale dlatego, że trafiam na złych sąsiadów. Kilka zmian mieszkania uświadomiło mi, że możliwe, że nie tylko ze mną jest coś nie tak. Czy to jest taka zazdrość o młodość lub zabawę? Coś w stylu niektórych zgorzkniałych nauczycieli, którzy gnębią dzieciaki, bo sami byli gnębieni? A może chodzi o to, że na bezrobociu czy emeryturze więcej się śpi, a człowiek jest mniej zmęczony, a bardziej sfrustrowany, więc przeszkadza każdy szmer za ścianą?



Nie pamiętam już kiedy urządziłem jakąś domówkę, muzyki słucham na słuchawkach, przestałem grać na instrumentach, czasem aż sam się na siebie wkurzam, gdy trzasnę drzwiami. Popadam w uzasadnioną paranoję. Są osoby, które mieszkają w centrum żywego miasta, a oczekują ciszy jak na wsi. Choć i tak pewnie tam przeszkadzało by im nocne kumkanie żab nad jeziorem. W drugą stronę też to oczywiście działa. Jednak ja od razu nie dzwonię pod 997.
Owszem, za studenckich czasów trochę przesadzaliśmy ze współlokatorami. Na jednej imprezie odważny sąsiad, jak gdyby nigdy nic, wparował nam do mieszkania i wykręcił korki. Zapadły egipskie ciemności, a ten uciekł zanim ktoś zrozumiał, że nie ma prądu. I to nie przez to, że przesadziliśmy z podkręcaniem głośności muzyki w wieży, tylko ktoś był mega zdesperowany. Innym razem na drzwiach napisali mi markerem "Cisza nocna 22-6". Te czasy już minęły, nie robię hucznych imprez u siebie tylko wykorzystują gościnę znajomych, ale stosunki sąsiedzkie jak miałem złe, tak mam. Ostatnio miałem takich co wezwali policję, bo pralka za głośno chodziła. Parę lat temu mundurowi pojawili się . Niestety w blokach wszystko słychać i wszystko się niesie.
Wszystko przez to, że teraz nie ma potrzeby znać sąsiadów. Bo po co? Wprowadzają się, wyprowadzają. Nikt nie lubi nowych, bo burzą jakoś pewien ustalony ład. Kiedyś w jednym mieszkaniu spędzało się całe życie, więc chcąc nie chcą poznawało się innych, a nawet zaprzyjaźniało. Teraz w moim odczuciu, gdy raz podpadniesz sąsiadowi to jesteś skazany na wieczne potępienie i lepiej od razu uciekać daleko. Tytaniczną pracę trzeba wykonać, by pozbyć się pierwszego wrażenia, bo zazwyczaj od złej strony poznajemy kto z nami mieszka za ścianą. A kiedyś rodzice zostawiali mnie i brata pod opiekę sąsiadce gdy szli do pracy. Teraz bałbym się zostawić komuś pociechy, bo mogłyby nie wrócić w jednym kawałku. Przyjrzyjmy się najbardziej wkurzającym typom sąsiadów.

Wieczny imprezowicz

Paweł

"Kiedyś przez tydzień imprezowaliśmy z kumplami. Aż dostałem pismo z administracji, że jak to się nie skończy to moja chata pójdzie pod młotek. Najgorszy jest sąsiad z dołu. Nie przeszkadza mu darcie się, tylko chodzenie. Co się spotykamy to dostaję lekcje chodzenia: "Najpierw pięty, potem palce". Dość dawno go nie widziałem. Ciekawe co u niego?"

Często zazdroszczę ludziom w domkach jednorodzinnych. Tam praktycznie wszystko wolno, prócz palenia śmieciami w kominku, czego w centrum nie uświadczymy z reguły. Jednak nawet mając swoje mieszkanie w bloku trzeba mieć się na baczności. W wynajmowanym, właściciel bez problemu może nas wyrzucić, bo zazwyczaj tak jest skonstruowana umowa. A nikt nie chce iść na wojnę z sąsiadami, a co dopiero bronić wynajmujących.

Z własnościowego też nas może eksmitować administracja, choć często zazwyczaj panuje znieczulica – Z sąsiadami mam taki problem, że po każdej imprezie nie mówią mi "dzień dobry" – śmieje się Marcin. – Kiedyś pamiętam, że impreza łupała tak, że sąsiadka przez ścianę waliła szczotką do sąsiada z góry,
bo myślała, że to tamten studencik – dodaje. No właśnie imprezy. Nie wierzę, że ludzie zawsze siedzieli cicho. Teraz potrafią nawet zadzwonić w piątek o 22:03, bo muzyka jest za głośno. Serio.

Nieludzcy rodzice

Marta

"Moja sąsiadka chyba mnie podsłuchuje i podgląda, więc i ja zaczęłam. Kiedyś słyszałam jak nas obgadywała na balkonie z właścicielem. Mówiła, że ja to tylko patrzę i obserwuję, a mój chłopak nigdy nic nie mówi. Najgorsze było, gdy oskarżyła mnie o zamordowanie kotów. Sama ma ich pełno w mieszkaniu. Dzwoni i twierdzi, że ja przyczyniłam się do zaginięcia dwóch futrzaków. Zapewniałam, ją że – "Ale proszę pani ja ich naprawdę nie zabiłam". Zresztą po co? Sama mam jednego. To było dopiero dziwne."

Słowo "nieludzcy" trzeba interpretować dwojako. Skoro dzieciak za ścianą cały czas się wydziera, to widocznie musi dziać mu się jakaś krzywda. Rodzice mogą mieć też nieludzkie "dzieci". Do zwierzaków nie mamy pretensji, ale znów do ich właścicieli. Kociara to zbzikowana mam futrzaków. Koty to z reguły ciche stworzenia, ale zazwyczaj ich właściciele szaleją na starość i odbija to się czkawką również sąsiadom.

Stare panny lub wdowy to prawdziwe utrapienie. Doczepią się do wszystkiego. Nie wiem czemu to się łączy z posiadaniem kota. Kiedyś zostałem pouczony za to, że mój rower zostawia ślady na korytarzu. Po prostu padał deszcz, a przecież w czynszu jest opłata za sprzątanie. Tak czy siak wysuszyłem podłogę. Są też i właściciele psów, którzy nie potrafią sobie z nimi poradzić. Przykre jest słuchanie ujadania czworonoga nieraz o każdej porze dnia i nocy. Kiedyś słyszałem o historii pani, która nie mogła rozstać się z psem i nawet po jego śmierci leżała z nim na kanapie. Dopiero po jakimś czasie sąsiedzi zareagowali, gdy na klatce zaczęło coś brzydko pachnieć.

Niewyżyci kochankowie

Klaudia

"Raz w skrzynce na listy znalazłam anonimową karteczkę z napisem "Nie mamy zamiaru słuchać pani jęków". No cóż, przejęłam się kompletnie, ale szczerze mówiąc nie sądziłam, że moje łóżkowe odgłosy są w jakikolwiek sposób donośne. Ściany musiałyby być z papieru chyba, żeby rzeczywiście dało się to usłyszeć i zidentyfikować jako dźwięki seksualnego uniesienia. Byliśmy ciszej, nikomu nie chcemy psuć życia i zmuszać do tłumaczenia dzieciom, że tej pani nikt "nie robi krzywdy". Doszłam do wniosku, że chodziło nie o seks, tylko fitness. Lubię ćwiczyć przed komputerem z Anią Chodakowską, a ona daje niezły wycisk, więc czasem stękam."

Czasem lubimy sobie pokrzyczeć przy kłótni. Wiadomo, że nie wybieramy specjalnej pory i nieraz wybuchnie awantura w samym środku nocy. Sąsiedzi, bądźcie wyrozumiali - tu się czasem toczą sprawy w których na szali jest miłość i wasz sen. Podobnie jest z miłosnymi igraszkami. W zeszłym roku wprowadziłem się do kamienicy w której za ścianą miałem coś na kształt jednosobowej agencji towarzyskiej. Na klatce często mijałem panów odwiedzających moją sąsiadkę. Kiedyś nawet jeden zapytał mnie "Czy to tu?". Zgodnie z prawem Murphy'ego pokój przyjęć trafił mi się przez ścianę. Całymi dniami czułem wręcz w kościach uderzania łóżka o ścianę i jednostajne kobiece jęki. To była bardzo pracowita sąsiadka, za co bardzo ją szanowałem i podziwiałem.

Majsterkowicz-sadysta

Kasia

"Kiedyś jedna z sąsiadek bez ostrzeżenia postanowiła wymienić drzwi wejściowe do swojego mieszkania, ulokowanego naprzeciwko mojego. Był środek tygodnia, koło 7 rano, a ja leżałam z 40-stopniową gorączka w łóżku, modląc się o zapadniecie w sen. Ten hałas, jaki mnie wtedy niemalże zabił, pamiętam do dziś. Panowie fachowcy usuwali chyba stara futrynę przy użyciu młota pneumatycznego. Niewiele myśląc, półnaga, z gorączką wybiegłam na korytarz, zwyzywałam i zasugerowałam panom, żeby sobie poszli gdzieś daleko. Sąsiadka dopiero wtedy przyszła i z przykrością poinformowała, że muszę się przygotować na jeszcze 2 godziny dudnienia. Po czterech z gorączka pojechałam dogorywać do dziadka. Kiedy wróciłam o 17, panowie wciąż wiercili."

"Czy panowie muszą tak napier***ać od bladego świtu?!" – ten kultowy tekst z "Dnia Świra" znają i rozumieją wszyscy. Remonty w blokach to zbrodnia na ludzkości. Najbardziej przerażające jest to, że praktycznie nic się z tym nie da zrobić. Co z tego, że sąsiad wierci w sobotę, kiedy chcemy sobie odpocząć, jeśli robi to poza ciszą nocną? No nei uprosisz go. Walenie młotkiem ujdzie tylko wtedy gdy w niedzielę pół bloku przygotowuje schabowego na obiad. Są jednak sąsiedzi, którzy non stop coś robią.

Nie chodzi tu o np. odnowę łazienki akurat wtedy gdy mamy urlop, ale niekończące się majsterkowanie. Czasem nawet zatyczki nie pomagają, a sam problem wydaje się nie do rozwiązania bez dogadania się. Każdy chodzi do pracy czy szkoły na inne pory, więc każdemu inaczej pasuje. Trzeba więc znaleźć złoty środek, a nie tylko kolejny powód do przybicia obrazka na ścianie.
W "Dniu Świra" była też słynna modlitwa sąsiadów. Przekaz jest bardzo mocny i wulgarny, jednak czasem sami dochodzimy do podobnych wniosków. No może nie aż tak brutalnych "Zniszczcie tego skur***yna. Mego brata, sąsiada, tego wroga, tego gada", ale wiadomo o co chodzi.
Modlitwa z "Dnia Świra"
Fragment

"Żeby mu okradli garaż,
Żeby go zdradzała stara,
Żeby mu spalili sklep,
Żeby dostał cegłą w łeb,
Żeby mu się córka z czarnym
I w ogóle żeby miał marnie,
Żeby miał AIDS-a i raka.
Oto modlitwa Polaka."

Ten apel jest czasem całkowicie zrozumiały. Może i nie jestem idealnym sąsiadem, ale i inni nie są lepsi. Co prawda nie miałem jeszcze do czynienia z taką totalną patologią i raczej sam też nią nie jestem, ale za to mam znajomych, którym los podarował zupełne przeciwieństwo czyli złotych sąsiadów, takich wiecie, z pożyczaniem cukru na czele. Jedna koleżanka kilka lat temu poznała lokatorki "z góry" i do tej pory się z nimi przyjaźni. Jest więc jeszcze w narodzie nadzieja.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...