Przyjaźń w polityce nie istnieje. Historia tandemu Szydło - Duda i jego spektakularny koniec

Takie wspólne zdjęcie pozostanie tylko w archiwum. Nie ma przyjaźni w polityce. Tandem Szydło-Duda rozpadł się na naszych oczach.
Takie wspólne zdjęcie pozostanie tylko w archiwum. Nie ma przyjaźni w polityce. Tandem Szydło-Duda rozpadł się na naszych oczach. Fot. Marek Podmokły/Agencja Gazeta
Pozornie niedawno, bo niecałe dwa lata temu, Beata Szydło i Andrzej Duda stanowili dosyć zgrany polityczny tandem. Jednak wydarzenia ostatnich tygodni pokazują, że przyjaźń w polityce nie istnieje. Szydło zostaje coraz bardziej osamotniona. Jak wyglądała droga od politycznej przyjaźni do wojny podjazdowej?

Gdy Prawo i Sprawiedliwość zdecydowało się wystawić w wyborach prezydenckich Andrzeja Dudę, mało rozpoznawalnego polityka z drugiego szeregu partii, od razu pojawiło się pytanie o to, kto tę kampanię poprowadzi. I wybór, którego dokonano, zaskoczył większość, a nawet samą zainteresowaną i kandydata. Potem była udana kampania i bezproblemowa współpraca na linii rząd-prezydent. Aż do 24 lipca...



Zadziwiająco dobra kampania
Beata Szydło na czele sztabu wyborczego Andrzeja Dudy to nie tylko wielkie zaskoczenie, które partii zgotował sam Jarosław Kaczyński, ale też liczne wątpliwości co do jej prowadzenia. Co prawda posłanka Szydło była wiceprezes partii i jej skarbnikiem, ale jej największym problemem był brak charyzmy i jakiejkolwiek rozpoznawalności medialnej. Sama zwróciła na to uwagę na początku przemówienia wygłoszonego podczas konwencji wyborczej Andrzeja Dudy w lutym 2015 roku.
Beata Szydło

Powiedziano mi, że na początku ma być zabawne intro, żeby sala się rozgrzała. Myślę, że zabawne jest to, że to ja mam być tym charyzmatycznym mówcą, który zagrzeje Was do boju. Jeśli ja uwierzyłam, że mogę wygłosić taką charyzmatyczną mowę i zagrzać Was do boju, to Wy uwierzcie, że zwyciężymy.

Jednak po kilku miesiącach kampanii było widać, że współpraca układa się świetnie. Pomimo słabej rozpoznawalności szefowej kampanii i kandydata oraz ograniczonych funduszy sukces był ogromny. Pierwsze sondaże dawały Andrzejowi Dudzie poparcie na poziomie 12 procent. Jednak objazd słynnym Dudabusem po całej Polsce, liczne spotkania z wyborcami i jedność w sztabie wyborczym (czego zabrakło w drużynie Bronisława Komorowskiego) przesądziły o wygranej Dudy.
W dodatku było widać, że tandem Szydło-Duda dogaduje się całkiem nieźle. Z dwóch mało znanych polityków w kilka miesięcy wyrósł prezydent Rzeczpospolitej i jak się potem okazało szefowa rządu. Kiedy kampania dobiegała końca, Andrzej Duda wyraźnie chwalił szefową swojego sztabu. Pojawiały się spekulacje, że Szydło zostanie szefową Kancelarii Prezydenta. Jednak wywiad udzielony przez Andrzeja Dudę 5 czerwca 2015 roku w Radiu Kraków rzucił kompletnie nowe światło na możliwe rozdania i wywołał niemałą medialna dyskusję.
Andrzej Duda
wypowiedź z 5.06.2015 dla Radia Kraków

Jeżeli ktoś mnie pyta czy Beata Szydło byłaby dobrym premierem RP w czasach, kiedy Polacy oczekują dobrej zmiany, to uważam, że nadawałaby się do tej roli doskonale. Ona pokazała wielki talent zarządczy

To samo powtórzył dwa tygodnie później, kiedy dziękował za przeprowadzona kampanię.


Po podwójnym zwycięstwie, ciepła współpraca
Po tym jak wybory prezydenckie i parlamentarne wygrało Prawo i Sprawiedliwość, nadeszły długie miesiące spokojnej współpracy. Pod dyktando Jarosława Kaczyńskiego, rząd i posłowie sejmowej większości przepychali ustawy w różnych aspektach życia, które bez problemu były podpisywane przez Andrzeja Dudę w ilościach niemal hurtowych. Pamiętamy zaprzysiężenie sędziów dublerów z Trybunału Konstytucyjnego, które odbyło się w nocy. To spowodowało, że Andrzej Duda został "strażnikiem długopisu" dostępnym na każde zawołanie. Dzięki "Uchu Prezesa" został też Adrianem. Z tej strony, Beata Szydło mogła czuć się bezpieczna. Nacisk odczuwała tylko ze strony prezesa partii.

Decydujące oświadczenie
Ta dosyć komfortowa sytuacja skończyła się 24 lipca, gdy przez przedpołudniowe oświadczenie prezydent Andrzej Duda porzucił swój długopis i wybił się na niezależność. To było swego rodzaju wbicie politycznego noża w plecy pani premier. Od tej pory Beata Szydło jest otoczona przez sprzeciwiającego się ostrym zmianom prezydenta, Jarosława Kaczyńskiego narzucającego duże tempo reform i pobudzoną niechęć obywateli.

To, że prezydent Andrzej Duda przestał być już politycznym przyjacielem pani premier, udowadnia zamieszanie z lipcowymi orędziami. A raczej bitwa na orędzia i zamiary wzajemnego "przykrywania". Słowa, które padły w przemówieniu Beaty Szydło definitywnie kończą erę bezproblemowej współpracy między Pałacem Prezydenckim a Kancelarią Premiera.
Późniejsze wywiady Zbigniewa Ziobro, który otwarcie krytykuje prezydenta, możliwość wystawienia w przyszłych wyborach prezydenckich kogoś innego niż Duda sygnalizowana przez niektórych posłów PiS, czy wreszcie informacja o planowanym przez prezydenta jeszcze jednym wecie, pokazują, że jedności już nie ma. I nie pomogą zapewnienia polityków partii rządzącej o jedności i konsolidacji. Za prezydentem już opowiedziała się Polska Razem Jarosława Gowina. To kolejne ograniczenie politycznej przestrzeni dla Beaty Szydło. O końcu współpracy może świadczyć fakt, że nikt z Prawa i Sprawiedliwości nie chciał rozmawiać o dzisiejszych relacjach premiera z prezydentem. Cały czas obowiązuje medialny przekaz o jedności w obozie dobrej zmiany.

Koniec politycznego tandemu Szydło-Duda po raz kolejny udowadnia, że w polityce nie ma przyjaźni. Jej granice pokrywają się z tymi, które wyznaczają osobiste interesy. Te przestają być zbieżne, a wakacje nie sprawią, że Beata Szydło zapomni o "zdradzie" Andrzeja Dudy.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...