Bolesny paradoks w Norwegii. Bat na uchodźców może sprawić, że polscy imigranci będą się pakować

Siv Jensen z norweskiej Partii Postępu wymyśliła coś, co może uderzyć w Polaków.
Siv Jensen z norweskiej Partii Postępu wymyśliła coś, co może uderzyć w Polaków. Fot. YouTube/ fremskrittspartiet
Nie znasz norweskiego? To będziesz musiał się go nauczyć, a potem zdać egzamin. Masz na to 5 lat, w przeciwnym razie zabierzemy ci zasiłki – tak można podsumować pomysł norweskiej minister finansów i przywódczyni populistycznej Partii Postępu. Siv Jensen nie zdradziła, o jakie zasiłki chodzi, ani o jakich imigrantów czy uchodźców, ale jej pomysł już wywołał emocje. Bo jeśli miała na myśli wszystkich, to również tych z Polski – najliczniejszą grupę w Norwegii.

Natalia Szitenhelm, szefowa portalu Moja Norwegia, jeszcze nie wrzuciła tej informacji na Facebooka, a już wiedziała, że wśród Polaków pojawią się emocje. Według oficjalnych statystyk jest ich tu około 100 tysięcy. Druga pod względem liczby ludności grupa to Litwini (37 tys. ), za nimi są Szwedzi (36 tys.) oraz Somalijczycy (28 tys.).



– Traktuję słowa minister jako puste, populistyczne hasła, ale mogą one wywołać bardzo dużo zamieszania wśród polskiej społeczności. Można się spodziewać, że będą reagować osoby, które nie znają norweskiego. Dlatego, żeby nie wzbudzać paniki, napisaliśmy, że to tylko propozycja – mówi.

"Czy w Holandii wymagają holenderskiego?"
Wyobraźmy sobie zalew imigrantów w Polsce, bez względu na nację. I fakt, że nie chcą uczyć się polskiego. Tłumacząc to, na przykład, tym, że wszyscy w Polsce znają angielski. Albo, że pracując na czarno na budowie nikt znajomości polskiego od nich nie wymaga. A jeśli jeszcze korzystają z polskich zasiłków... Biorąc pod uwagę to, co się mówi u nas o przybyszach, trudno to sobie zwizualizować.

Dlatego, chwilę po naszej rozmowie, z ciekawości sprawdzam facebookowy profil portalu Moja Norwegia. Minister Jensen nic co prawda o Polakach nie mówiła, ale dyskusja faktycznie wrze. Część rodaków bije minister brawo (o czym dalej), ale wielu narzeka. I to jak.

"Bezsensowne. Jeśli zna się angielski, po co uczyć się norweskiego??" – pytają.

Albo: "Jak potrzebne były ręce do pracy, to brali jak popadnie, a teraz tak nas chcą potraktować".

Lub tak: "A to ciekawe. Do płacenia podatków nie wymagają norweskiego".

Ktoś nawet pisze o dyskryminacji: "Jeśli przyjeżdżam do Norwegii do pracy na jakiś czas, nie ważne na 2 czy 8 lat, a ktoś próbuje zmusić mnie do nauki języka i straszyć odebraniem podstawowych moich praw, to jest to daleko idący rasizm". Itp. itd.
"Jest taka ukryta groźba"
Minister finansów, Siv Jensen, swój pomysł przedstawiła w gazecie "Aftenposten". Mówiła o integracji cudzoziemców z Norwegami, po czym zaproponowała – nieco enigmatycznie – by odbierać zasiłki imigrantom i uchodźcom, którzy w ciągu pięciu lat nie nauczą się języka norweskiego. Tyle wiadomo. Żadnych konkretów.

Czy – jeśli Norwedzy wprowadziliby jej pomysł w życie – Polacy w Norwegii naprawdę mieliby się czego obawiać? – Tak, wtedy będzie to miało wpływ na Polaków, ponieważ część z nich nie zna norweskiego, mimo że przebywa w Norwegii już kilka lat – przyznaje Natalia Szitenhelm.

W Polsce informacja o pomyśle minister Jensen rozeszła się dzięki depeszy Polskiej Agencji Prasowej. Jej autor, Henryk Malinowski, twierdzi, iż uważa się, że propozycja ta oficjalnie wymierzona jest w przybyszy z innych kultur, którzy mają problem z integracją. Czylit np. Syryjczyków.

– Ale jest ukryta groźba, że może ona objąć wszystkich, którzy chcą się osiedlić w Norwegii. Czy może uderzyć w Polaków? Tak, może. Może rykoszetem odbić się na Polakach, choć nie jest bezpośrednio do nich adresowana – mówi naTemat.

On również przyznaje, że bardzo wielu Polaków nie zna norweskiego. – Nawet tacy, co są tu od 10-15 lat. Znam wiele takich osób, które bardzo ciężko pracują i nie mają czasu na naukę. A język norweski jest bardzo trudny. Może się okazać, że 5 lat nie wystarczy na naukę – mówi.

"Jak hrabia na zasiłkach"
Potencjalny wymóg nauki norweskiego wzbudził wśród Polaków najwięcej skrajnych emocji. Nie brak głosów, że uchodźcy mają lekcje języka za darmo, a inni, jak Polacy, muszą sami je opłacać. Że ktoś nie potrzebuje tego języka, bo pracuje w międzynarodowym gronie. Każdy ma swoje racje.
Komentarz internauty

"Uchodźcy mają status uchodźcy, dlatego kursy za darmo. Polacy mają status pracowników gościnnych i sami muszą pokryć koszty kursów. Z drugiej strony....jeżeli pracuje się w Norwegii 10 - 14 lat i nie opanuje się języka norweskiego....to świadczy o człowieku..." Czytaj więcej

Są też niemal euforyczne reakcje. Brawa dla minister i okrzyki, że tak być powinno. Jak człowiek jedzie do obcego kraju, powinien języka i kultury się nauczyć. "A co myślisz o tych Ukraińcach czy Ormianach, którzy nie uczą się polskiego i domagają się, aby rozmawiać z nimi w Polsce po rosyjsku?" - ktoś pyta.
Temat zasiłków jakby zszedł na dalszy plan. – Raczej nikt nie wybiera się do Norwegii w celu pobierana zasiłków, gdyż jest to nieuzasadnione ekonomicznie pod każdym względem. Chyba, że planuje się pracę na czarno. Ale jeśli ktoś myśli o Norwegii, że pojedzie tam i będzie wygodnie żył jak hrabia na zasiłkach to się mocno rozczaruje. Koszty utrzymania są tu tak wysokie, że zjadają wszystkie zasiłki – mówi Henryk Malinowski.

Wymienia, że z samych zasiłków można mieć miesięcznie równowartość 3-5 tys. zł. Starcza – jak podkreśla – na bardzo skromne życie. Bilet do kina kosztuje równowartość 80 zł. Przelicza też polskie 500+ na korony. Mówi, że to 1100 koron, a norweski odpowiednik wynosi 968 koron. – W Norwegii po prostu opłaca się dużo pracować – podkreśla.

Ale nawet, gdyby je zabrać, ból byłby ogromny.
Komentarz internauty

"Oczywiscie wypada znać język kraju, w którym się mieszka. Ale to nie jest fair, że ktoś zasuwa w Norwegii przez x lat (tym samym płaci składki) i z dnia na dzień zostaje bez niczego z powodu niewystarczającej znajomości norweskiego". Czytaj więcej

"Polacy nie są grupą, która tylko siedzi na zasiłku"
Polacy generalnie mają tu bardzo dobrą opinię, choć słychać, że część z nich wcale tak dobrze się nie integruje, jak można by się tego spodziewać. Dwa lata temu Norwegowie zrobili badania na ten temat - porównując polskie rodziny z dwóch fal polskiej migracji. Pierwsza, uchodźców w latach 80. była - jak napisano - witana z otwartymi ramionami i dobrze się zintegrowała. Druga, zarobkowa po wejściu Polski do UE, bardziej się izoluje, choć nikt nie traktuje jej jak imigrantów. Oni przyjeżdżają głównie do pracy, raczej nie udzielają się w lokalnych społecznościach.

"Wielu Polaków, którzy przyjechali w ostatnich latach, żyje jakby wciąż było w Polsce. Oglądają polską telewizję, czytają polskie strony internetowe, robią zakupy w polskich sklepach. Mają polskich przyjaciół, obchodzą polskie święta, są członkami polskich organizacji, często jeżdżą do Polski" - uważał autor badań.

– Polak to już nie tylko robotnik budowlany. To są fachowcy. Inżynierowie, lekarze, prawnicy. Zakładają własne firmy. Polacy w oczach Norwegów są bardzo wykwalifikowanymi pracownikami. Zmienia się ten obraz na lepsze – mówi Natalia Szitenhelm. Mocno podkreśla, że nigdy nie słyszała, by ktoś mówił o Polakach w kontekście zasiłków, co znamy choćby z Wielkiej Brytanii. – Nigdy nie słyszałam, że Polacy są grupą, która tylko siedzi na zasiłku i nic nie robi. W Norwegii przede wszystkim komentuje się sytuację polityczną w Polsce, a nie sam fakt, że Polacy pobierają zasiłki – zaznacza.
Komentarz internauty

"Zgadzam się jeśli zasiłek zostanie odebrany uchodźcom którzy dostali go od razu po przybyciu do Norwegii w ramach azylu i nigdy nie pracowali i....po 5 latach wciąż nie znają języka. Dyskryminacją i szowinizmem będzie sytuacja, jeśli zasiłek straci ktoś kto pracował wiele lat np. w fabryce i nie zna języka bo zwyczajnie jest mu on tam nie potrzebny a jeśli już to w stopniu podstawowym". Czytaj więcej

We wrześniu wybory parlamentarne
PiS sam jednak wypowiada się przeciwko uchodźcom i imigrantom. Polacy nie raz dali znać, jak bardzo ich u siebie nie chcą. Ale dziwimy się, że takie pomysły, jak nauka języka dla imigrantów i uchodźców, pojawiają się w ustach populistów w innych krajach? Co mogłoby dotknąć również mieszkających tam Polaków?

‼Siv Jensen proponuje, by odbierać zasiłki imigrantom i uchodźcom, którzy w ciągu pięciu lat nie nauczą się języka norweskiego

Opublikowany przez MojaNorwegia na 8 sierpnia 2017
Emocje, które temat wywołał są prawdziwe, choć rozważania czysto hipotetyczne. Nikt nie wie, co pani Jensen naprawdę miała na myśli. Jedno jest pewne, 11 września, w Norwegii odbędą się wybory parlamentarne i być może jej hasła to nic innego, jak początek populistycznej kampanii wyborczej. Według statystyk, co szósty mieszkaniec Norwegii ma pochodzenie imigranckie.
– Pani Jensen uderza w tony, które bardzo Norwegów oburzają, bo temat uchodźców w Norwegii wciąż jest bardzo popularny. Trudno powiedzieć, czy jej zapowiedzi dojdą do skutku, i czy miałoby to dotyczyć Polaków. Partia Postępu już nie raz miała różne pomysły. Póki co jestem spokojna, ale będziemy trzymać rękę na pulsie – zapowiada Natalia Szitenhelm.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...