Byliśmy na blokadzie w Puszczy Białowieskiej. "Gdy słyszysz drzewa łamiące się jak zapałki, to coś w środku pęka"

Blokada wycinki Puszczy Białowieskiej.
Blokada wycinki Puszczy Białowieskiej. Fot. Agata Komosa / naTemat
Odwiedziliśmy dzisiaj obóz aktywistów, którzy sprzeciwiają się wycince drzew w Białowieży. Jedną z form ocalenia Puszczy jest blokowanie działalności potężnych maszyn harvester, które masowo likwidują drzewa. Udało nam się na własne oczy zobaczyć, jak wygląda efekt działania tego kombajnu.

Po Puszczy chodzą patrole aktywistów. Gdy tylko któryś zobaczy, że na terenie lasu działa harvester, czyli tzw. kombajn zrębowy, informuje o tym ludzi z obozu w Pogorzelcach, którzy jadą na miejsce wycinki. Tak też było dzisiaj, po telefonie zapakowaliśmy się do samochodów i zwartą kolumną podjechaliśmy w okolice wyrębu, a następnie przeszliśmy około kilometra do wskazanego miejsca.



To, co zostawia harvester to pobojowisko pni, ściętych drzew, potężne koleiny. Na miejscu nie było już maszyny, standardowa procedura jest taka, że gdy tylko strażnicy zobaczą aktywistów idących w stronę wycinki, podnoszą alarm, a cała ekipa zmyka z miejsca zdarzenia (swoją drogą to zastanawiające, dlaczego legalnie prowadzona wycinka chowa się przed grupką aktywistów).
Wycinka Puszczy Białowieskiej na własne oczy

– Kiedy słyszysz huk padających drzew, które lecą jedno po drugim, co 2,5 minuty, jak zapałki – to ogarnia cię groza. Prawdziwy strach. Coś w środku ci się łamie. Tego się nie da opisać – mówi naTemat Tomasz, który broni Puszczy.

Opublikowany przez Natemat.pl na 8 sierpnia 2017
A ekipa jest duża, ponieważ od czasu blokad każdego harvestera broni grupa 20-30 leśników – którym oczywiście trzeba dodatkowo zapłacić. Pieniądze idą z Lasów Państwowych, to znaczy, że ochrona jest finansowana przez państwo – czyli obywateli.

Każdy harvester jest w stanie ściąć około 200-300 drzew dziennie. Warto zauważyć, że przy wycince tradycyjnej, piłami to liczba drzew wycinanych... w miesiąc. Obecnie w Puszczy działa siedem takich maszyn. Puszczy, do której takie maszyny nigdy nie powinny mieć wstępu, bo mówimy o unikalnym na skalę światową lesie.
– Kiedy słyszysz huk padających drzew, które lecą jedno po drugim, co 2,5 minuty, jak zapałki – to ogarnia cię groza. Prawdziwy strach. Coś w środku ci się łamie. Tego się nie da opisać – mówi Tomasz, który broni Puszczy.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...