Gips, kreda i cała masa innego badziewia. Dziennikarka odsłania brudne kulisy mrożenia pieczywa, które zalewa sklepy

Jak dowiesz się, co się kryje w odpiekanym pieczywie, odechce ci się jeść.
Jak dowiesz się, co się kryje w odpiekanym pieczywie, odechce ci się jeść. Fot. Anna Jarecka / Agencja Gazeta
Nie ma nic lepszego niż świeżutka bułeczka, prawda? Dokładnie na tym pragnieniu żerują wytwórcy mrożonego i napakowanego chemią pieczywa. Większość marketów dosłownie co godzinę ma świeże pieczywo, ale nie jest tak, że nie wpływa to na nasze zdrowie. – Mamy w Unii dwa tysiące dodatków dopuszczonych do spożycia, a tylko 50 z nich znajdziemy w żywności ekologicznej. Czy to nie powinno nam dać do myślenia, że większość z nich nie jest zdrowa? – mówi w rozmowie z naTemat Katarzyna Bosacka, która propaguje zdrową żywność.

Ten materiał odbił się dużym echem w sieci. Katarzyna Bosacka, dziennikarka (w tym autorka wielu publikacji na temat zdrowia i żywności) pokazała swoim widzom na TVN Style, co tak naprawdę znajduje się w pieczywie, którym się zajadamy.
Rzeczywistość jest bardzo brutalna. Nawet jeśli unikamy pieczywa mrożonego, wiele "zwykłych" piekarni stosuje cały szereg polepszaczy. Dlatego w pieczywie, które spożywamy, możemy znaleźć nawet... gips i kredę.



Nie jest trochę tak, że nawet jeśli unikamy pieczywa mrożonego, to i tak najczęściej kupujemy napchane chemią?

Katarzyna Bosacka: Tak się dzieje. Z tym mrożeniem jest zresztą dodatkowa kwestia. Nawet część "normalnych" piekarni już tak robi, bo jako konsumenci chcemy mieć pieczywo bardzo świeże. Wyobraźmy sobie piekarnię, która chce być w miarę przyzwoita, nie sypie tych ulepszaczy, ale i tak mrozi pieczywo, bo się jej to opłaca.

I gdzie takie pieczywo trafia?

Wszędzie. W tej chwili wszystkie dyskonty, markety, nawet sklepiki osiedlowe, mają odpiekacze. Wystarczy zamówić raz w tygodniu tego chleba ileś tam kilogramów i na bieżąco co 20-30 minut to pieczywo odpiekać. Wtedy klient przychodzi o każdej porze dnia i ma świeże, pachnące pieczywo. I wszyscy są zadowoleni. Klient, sklepik, dostawca. Pachnie świeżym pieczywem i jesteśmy wprawieni w błogi nastrój. Wydawałoby się, że wszystko jest w porządku.

Czyli rozumiem, że nie jest w porządku?

Mrożenie pieczywa, nawet tego dobrej jakości bez polepszaczy, powoduje jednak zahamowanie pewnych procesów. Mrożenie nie jest samo w sobie szkodliwe, ale jeśli zamrozimy pewne rzeczy, zwłaszcza pieczywo, następuje proces wysychania. Mamy taką sytuację, że to odpieczone pieczywo, taka bułeczka, tego samego dnia jest okej. Ale dzień później może pan tą samą bułką zabić żonę, taka jest twarda. Bo następuje proces wysuszenia. Nawet jak idziemy na mróz, nasza skóra reaguje tak, że robi się czerwona i wysuszona. Mróz ma to do siebie, że wysusza.

Normalny chleb można jeść dłużej.

To podstawowa różnica. Taki prawdziwy chleb na zakwasie i po tygodniu jeszcze jakoś ukroimy. Albo zrobimy grzanki czy zrobimy do zupy. Natomiast ten z odpieku następnego dnia jest suchy w środku. Nie do zjedzenia.

Mrożenie to tylko czubek góry lodowej. Prawdziwy problem leży w chemii.

Polepszacze, wybielacze i inne udawacze, np. barwniki, żeby pieczywo przypominało zdrowe, to już zupełnie inna sprawa. Zdarzają się w tych różnych chlebkach z odpieku. Taka informacja powinna znaleźć się obok sprzedawanego pieczywa. Jeśli jest z odpieku, również powinna być informacja, z czego się składa.

To co w takim pieczywie można znaleźć?

Sztuczny miód jako źródło cukru i poprawiacz smaku. Soda oczyszczona, która służy jako spulchniacz, spulchnia też nasz żołądek. Może powodować niestrawność i zgagę. E300, czyli kwas askorbinowy. Wybiela i zatrzymuje gaz w środku pieczywa i udaje zakwas, bo sztucznie zakwasza. Utwardzony olej palmowy ma poprawiać smak i zapobiegać czerstwieniu, ale to dodatkowe kalorie. Syrop glukozowo-fruktozowy, który przyczynia się do powstawania cukrzycy.

Można tak wymieniać bez końca.

Polepszacze są wśród dodatków do żywności, których można używać w UE. Ale mamy tych dodatków dwa tysiące, a tylko 50 z nich jest dopuszczone do żywności ekologicznej. Czy to nie powinno nam dać do myślenia, że większość z nich nie jest zdrowa?

No i takie pieczywo jest w zasadzie wszędzie takie samo.

W Polsce w zasadzie produkowane jest przez jedną firmę, to jest belgijska firma z siedzibą koło Mińska Mazowieckiego, to ona produkuje w zasadzie dla całej Polski i połowy Europy. Nie pamiętam, ile oni tego produkują dziennie, ale to są gigantyczne liczby. Oni mają taką matrycę. Mają bułeczkę z dynią, kajzerkę, pełnoziarnistą, chleb razowy. Potem pan wchodzi do sklepu czy dyskontu i wszędzie ma pan to samo pieczywo. Asortyment w całej Polsce jest bardzo ujednolicony. Nie ma tego czaru tradycyjnej piekarni, gdzie robią unikatowe chleby. Tego nie ma w tych wielkich fabrykach. I czy pan wejdzie do Lidla czy Żabki to ma pan tę samą bułeczkę, na którą ja już nie mogę patrzeć.

To wszystko brzmi trochę jak z telefonami komórkowymi. Wszyscy wiedzą, że szkodzą, ale nie wiadomo w zasadzie jak. I nikt się nie przejmuje, bo nie ma żadnych nagłych efektów.

Jeśli kupi pan chleb na zakwasie albo prawdziwe bułki krupczatki, to jeśli są na naturalnych drożdżach i zakwasie, to powstają w tym pieczywie bakterie kwasu mlekowego, które produkują witaminy z grupy B, dodatkowo ten zakwas działa na nasz żołądek w bardzo przyjemny sposób. Natomiast jeśli zamiast zakwasu będzie polepszacz, on wręcz ten żołądek może podrażnić. Często zjadamy taką bułeczkę i pojawia się zgaga, odbija się nam, coś jest nie tak na żołądku.

Sytuacja wydaje mi się trochę beznadziejna. Co ma zrobić przeciętny Polak z nowego osiedla, który w promieniu kilometra od domu ma tylko dyskont i ewentualnie małe sklepiki na parterze?

Można po prostu zacząć piec chleb, nawet w maszynie. Nie musi być na prawdziwym zakwasie, nawet taki zwykły na drożdżach z proszku jest dużo zdrowszy. Niestety jest ciężko, ale to się zmieni. Byłam np. w piekarni u Piwońskich w podwarszawskich Łomiankach i oni się znakomicie rozwijają. Są ludzie, którzy potrafią przejechać pół Warszawy za jakościowym pieczywem. Tym bardziej, że taki chleb można jeść przez tydzień. On najwyżej nam lekko wyschnie, ale nie jest tak, że jest niejadalny. Z odpieku wyrzucamy, bo ono się nie nadaje do spożycia następnego dnia. Te bułki to w ogóle kruszą się w rękach.

Nie pójdziemy drogą zachodu, gdzie wszyscy jedzą chleb tostowy?

Wszystko się powoli zmienia. Każdy market chce mieć alternatywę, obok mrożonego mieć też prawdziwy.

Ale póki co wciąż najłatwiej kupić odpiekane kajzerki. Warto edukować Polaków czy każdy musi się przekonać "na swoim języku", co dla niego lepsze?

Edukować zawsze warto. W USA czy w Kanadzie, gdzie mieszkałam kilka lat, edukacyjnych programów nie ma.

I wiadomo jak to się skończyło.

Cieszę się, że jest coraz więcej Polaków, którzy czytają etykiety. Ale i odwrotnie – producenci zaczynają się bardziej starać. Ale nie oszukujmy się, ta żywność masowa zawsze będzie miała zwolenników. Zawsze będą ci, którzy będą jeść najtańszy pasztet i bułki, ewentualnie ogórek. Ale fajnie by było, żebyśmy my, świadomi konsumenci, mieli ten wybór dla siebie.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...