To morderstwo wstrząsnęło USA, po 35 latach pojawiły się nowe fakty. Czy uda się wskazać mordercę?

screen/youtube.com/CBS Sacramento
Od jednej z najbardziej brutalnych i tajemniczych zbrodni w historii Stanów Zjednoczonych minęło 36 lat. Dla tych, którzy wierzą, że po takim czasie uda ustalić się, kto odpowiada za morderstwo czterech osób rok temu pojawiło się światełko w tunelu - odnaleziono dowody, dzięki którym wznowiono śledztwo. Okazuje się jednak, że śmierć niepozornej kobiety i jej dzieci, to tylko jeden z elementów układanki.

W poszukiwaniu lepszego życia
Sue Sharp nie miała łatwego życia z mężem. Po kilku próbach naprawy związku i zbudowania bezpiecznego środowiska dla pięciorga dzieci, agresywny mężczyzna wyrzucił ją z domu. Był 1979 rok. Zabrała Sheilę, Grega, Ricka, Johnny’ego i Tinę i rozpoczęła tułaczkę po rodzinie i znajomych. Ostatecznie zatrzymała się w małej górskiej miejscowości w północno-wschodniej części Kalifornii, Quincy, skąd w listopadzie 1980 rodzina przeniosła się do leżącego 7 mil dalej Keddie z powodu molestowania 12-letniej Tiny przez sąsiada. Zajęli domek letniskowy numer 28. Miejscowość od zawsze uznawana była za ostoję, a wielu przyjeżdżało tu odpocząć od problemów. Nikt nie zamykał domów na klucz, wszyscy byli dla siebie uprzejmi i znali się z sąsiadami. Sytuacja wydawała się idealna. Tutaj Sue chciała budować nowe życie. Od Marynarki Wojennej, do której należał były mąż, otrzymywała 250 dolarów, a po przeprowadzce wróciła również na studia, więc otrzymywała stypendium. Opisywano ją jako osobę małomówną i zdystansowaną, nie wyróżniającą się strojem. Miała jedną przyjaciółkę i nie korzystała ze studenckich zaproszeń towarzyskich. Była jednak atrakcyjną kobietą, więc wielu, tym bardziej w niewielkiej miejscowości, zabiegało o jej względy. Umawiała się z mężczyznami, wieczory lubiła spędzać w pobliskich barach, jednak niejednokrotnie odrzucała zalotników. Na krótko przed tragedią była w toksycznym związku, który obserwować mogli sąsiedzi podczas awantur przed domem. Później jej partnerem był Dareyl. Noc z 11 na 12 kwietnia 1981 roku spędził u rodziny w Kalifornii. Tej samej nocy dokonano jednej z najbardziej tajemniczych zbrodni w historii Stanów Zjednoczonych.



Sheila, 14-letnia córka Sue, wprowadziła się do Keddie w lutym 1981 roku. Wcześniej z powodu ciąży była w Oregonie. Wieczór 11 kwietnia spędziła w sąsiednim domku numer 27. Gdy następnego dnia wróciła, by zmienić ubrania i pójść ze znajomymi do kościoła, zamiast porannego gwaru i krzątaniny zastała ją cisza. Otworzywszy drzwi zobaczyła coś, co lokalni policjanci nazwali najbardziej brutalnym i makabrycznym morderstwem. Na ziemi, w kałużach krwi leżały trzy ciała. Jej matka, najstarszy brat i jego przyjaciel. Uciekła z krzykiem, nie wiedząc czy sprawców nadal nie ma w domu. Zawiadomiła sąsiadów, a ci wezwali policję. Zanim na miejscu zjawiły się służby, Sheila z kolegą zajrzała do pokoju, w którym spali jej dwaj młodsi bracia z kolegą Justinem. Żyli i zachowywali się, jakby nie mieli pojęcia, co stało się w nocy. Wyprowadzono ich przez okno, by nie widzieli ciał w salonie. Później ustalono, że sprawcy musieli znać rodzinę, a zbrodnia nie był przypadkowa.

O ósmej rano na miejscu zjawiła się policja z hrabstwa Plumas, która nieprzygotowana na podobną sytuację popełniła szereg błędów i najprawdopodobniej zatarła kluczowe ślady. Dopiero, gdy kilka godzin później wezwano Departament Sprawiedliwości zaczęto odkrywać szczegóły zbrodni. Według raportu z miejsca przestępstwa ofiary były torturowane i nie zabito ich od razu. Byli dźgani, uderzani młotkami różnej wielkości oraz dławieni. Głowę Sue rozbito karabinem Daisy Powerline 880. Dana uduszono ręką. W domu znaleziono dwa noże stołowe, nóż rzeźniczy i zakrwawiony młotek. Ciała chłopców, zakrwawione wokół głowy i szyi leżały na podłodze w salonie. John zwrócony był twarzą do sufitu, a jego stopy i ręce krępował kabel. Przywiązany był do Dana. Sue również była związana i przykryta żółtym kocem. Jeden z pozostawionych w domu noży był tak wygięty, że pomylono go ze scyzorykiem. Jego stan wskazywał na bardzo brutalne użycie. W sumie na miejscu oznaczono sto dowodów i zabezpieczono 11 próbek krwi. Tak wiele pozostawionych śladów wskazuje, że morderca nie był profesjonalistą. Doug Thomas, który w latach 80. prowadził śledztwo w tej sprawie, powiedział, że na pewno sprawców było co najmniej dwóch.

Trzy ofiary śmiertelne, jedna porwana
Sheila, która odkryła zbrodnie poinformowała dodatkowo, że na miejscu nie ma jej siostry, Tiny. Na pewno tej nocy była z matką i oglądały telewizję. Zniknięcie dziecka stało się równie zagadkowe, jak to, kto wszedł do domu i zabił jej rodzinę. Dlaczego przeżyła? Czy patrzyła na całe zajście? Podobnie jak z zabezpieczeniem dowodów w domku, tak i w tym przypadku zwlekano z rozpoczęciem poszukiwań. Policja i ochotnicy dopiero po kilkunastu godzinach zaczęli przeczesywać pobliskie lasy. Nawet nie widzieli czy szukają porwanej Tiny, czy ciała. Na trop wpadli, gdy zaczęli przyglądać się przeszłości zaginionej dziewczynki. To właśnie wokół niej zaczęło gromadzić się najwięcej domysłów. Czy współpracowała z mordercami? A może była ofiarą porywaczy dzieci lub szajki pedofilskiej? Ku tej ostatniej sugestii skłania się wielu badaczy sprawy. Po zaginięciu dziewczynki policjanci przesłuchali całe jej środowisko: kolegów i nauczycieli. Na stronie internetowej keddie28.com, na której zbierane są wszystkie dowody, znaleźć można tak wiele wątków, że trudno określić, co może być prawdopodobne, a co jest nadinterpretacją. Najważniejszym jednak wnioskiem jest to, że śledczy prowadzący sprawę pominęli kluczowe poszlaki i pomimo sprzecznych zeznań nie kontynuowali przesłuchań albo wypuszczali podejrzanych z powodu braku wystarczających dowodów.

Jedną z takich osób był nauczyciel Tiny, Joel Lipsey. Z jednej strony w raporcie przywołane są jego słowa, jakoby dziewczynka była niedojrzała i niesamodzielna, miała problemy z nauką i mało mówiła o domu rodzinnym, a kilka linijek niżej wskazuje, że… była nad wyraz dojrzała i radziła sobie w samotniczym, ulicznym życiu. W dokumencie magazynu „People” pojawia się sugestia, że nauczyciel miał obsesję na punkcie dziecka i molestował ją. Jego związek ze sprawą nie został potwierdzony, pomimo tego, że był podejrzewany o pedofilię, a on sam przyznawał, że Tina lubiła siadać mu na kolanach i się przytulać. O podobne skłonności podejrzewany był również były lokator domku nr 28. Wszyscy się znali.

W 1984 roku w sąsiednim hrabstwie odnaleziono fragment czaszki. Anonimowy informator skontaktował się ze służbami i wskazał, że jeżeli przeszukają dokładniej teren znajdą szczątki Tiny. Okazało się, że głos z słuchawki nie blefował i po badaniach dentystycznych potwierdzono tożsamość ofiary. Kości były jednak w takim stanie, że nie można było na ich podstawie określić, w jaki sposób dziewczynka umarła i czy przed śmiercią była krzywdzona. Wskazywały jednak, że zgon nastąpił w tym samym czasie, co morderstwo w domu numer 28. Śledczy odrzucili możliwość, że osoba po drugiej stronie słuchawki może być mordercą lub osobą powiązaną ze sprawą, więc nie badała tego tropu i zupełnie zignorowała zgłoszenie.

Sprawa nie jest rozwojowa
Wszyscy zadawali sobie pytanie, jak to możliwe, że chłopcy w pokoju obok nie słyszeli, co działo się w domu. Pomimo tego, że motyw morderców nadal nie był znany, zastanawiali się, dlaczego oszczędzili troje dzieci. Skoro znali rodzinę, to raczej wiedzieli, ilu osób się spodziewać. Wszyscy mieli jednak pewność, że zbrodnia nie została popełniona w pojedynkę.

W poszukiwaniu motywu dokładnie sprawdzono przeszłość Sue - podejrzewano, że kobieta mogła być wmieszana w handel narkotykami lub prostytucje. Szybko wykluczono zarówno te możliwości, jak i oczyszczono z podejrzeń jej partnerów z przeszłości. Prześwietlono jednak dokładnie jej byłego męża, ojca dzieci, który jak wynika z zeznań brata Sue, od momentu jej wyprowadzki nie miał kontaktu z rodziną. Kobieta zabroniła komukolwiek zdradzać swój numer telefonu i adres. Pomimo tego, że bił żonę i molestował seksualnie jedną z córek (Tinę) został oczyszczony z zarzutów. Odpowiedzi na pytanie, co mogło wydarzyć się w nocy z 11 na 12 kwietnia zaczęto szukać… w pokoju ocalałych chłopców. Gdy rozpoczęto śledztwo, nikt nie mógł uwierzyć, że dzieci nie spotkał podobny los. Dlaczego? Czy mordercy o nich wiedzieli, czy nieświadomie oszczędzili dzieci? Przesłuchano Grega, Ricka i syna sąsiadów, Justina Smartta. Zeznania tego ostatniego do dziś intrygują tych, którzy chcą dojść prawdy – chłopiec przyznał, że nocą gnębił go straszny sen, że znajduje się na łódce z dwoma mężczyznami, którzy na pomocą młotka i noża zabijają panią Sue, Johna i Dana. Potem ogląda ich walkę w pokoju, a ostatecznie wraca do łóżka i dalej śpi. Analiza psychologa wskazała, że chłopiec widział zbrodnie, ale będąc w ogromnym szoku wyparł ją i potraktował jak zwykły sen. Dodatkowym dowodem jest to, że gdy rano wrócił do matki jako jedyny potrafił zidentyfikować ofiary i miał na butach krew. Prowadzący śledztwo zgubili te dowody. Na podstawie jego zeznań (stosowano również hipnozę) wykonano dwa portrety pamięciowe i dokładnie odtworzono to, co mogło wydarzyć się w salonie.
Jeden z opisanych mężczyzn wyglądał jak Marty, którego pasierbem był Justin. Marty był mężem matki Justina, Marilyn. Nie należał raczej do przyjemnych partnerów. Kilkukrotnie miał problemy z prawem, trafiał do więzienia, bił żonę i jej syna. A kobieta przyznała, że w dniu morderstwa przypadkiem usłyszała rozmowę telefoniczną, w której Marty przyznawał, że nienawidzi dzieci, nie lubi kobiet, a Tinę nazywał „s***ą”. Po morderstwie znalazła u niego zakrwawione ubranie. Później tego nie potwierdziła. Wcześniej Sue doradzała Marilyn, aby porzuciła męża i uwolniła się z tego toksycznego i niebezpiecznego środowiska.

Na liście podejrzanych pojawiła się również kolejna postać, przyjaciel Marty’ego, Joe „Bo” Boubede – popularny awanturnik i przestępca, według podejrzeń związany z mafią z Chicago i Las Vegas. Obaj przeprowadzili się do Keddie na kilka miesięcy przed morderstwem, obaj mieli opinie typów spod ciemnej gwiazdy i obaj byli bliskimi znajomymi szeryfa Sylvestra Douga Thomasa, który zajmował się sprawą i… poradził mężczyznom, by po przesłuchaniach opuścili miasto. Dwa dni po morderstwie i serii rozmów z policją, Marty i Bo zostali wypuszczeni pomimo tego, że w ich zeznaniach pominięto lub zignorowano istotne fakty. Ten drugi wyjechał do Oregonu i przyjął nazwisko Bobby Lake.

Po kilkunastu latach, gdy wznowiono śledztwo, na światło dzienne zaczęły wypływać kolejne informacje, o których wcześniej nikt nie informował. Szeryf Mike Gamberg ujawnił, że Marty przekazał tuż po zbrodni żonie liścik, w którym zdradza, że „zapłacił wysoką cenę za miłość, a teraz wykupił ją za życie czterech osób”. Ona jednak zaprzeczyła, by autorem był Marty – nie rozpoznała jego charakteru pisma. Wspomniany wcześniej szeryf Thomas uważa, że ani mężowi Marilyn, ani jego przyjacielowi Boubede nie mogli nic udowodnić, a i obecnie najłatwiej winę zrzucić na martwych. Ze stanowiska szeryfa zrezygnował z nieznanych powodów w lipcu 1981 roku.

Coraz bliżej rozwiązania?
Początkowe pochwały miejscowości Keddie stały się jej przekleństwem. Przypisane jako plusy poczucie wspólnoty i jedności okazują się największą barierą dla śledztwa. Praktycznie wszyscy się znali, dlatego wielu wysuwa domniemanie, że władze wiedziały, kto jest mordercą, ale panowała zmowa milczenia. Przeskoczenie prywatnych relacji od początku było głównym utrudnieniem w sprawie. Marty i Bo byli bliskimi przyjaciółmi lokalnego szeryfa, a inni wskazują na bujne życie towarzyskie Sue – rzekomo miała odrzucić kilku nachalnych zalotników. Mnogość wątków i nieumiejętność połączenia ich w spójną wersję spowodowały, że wielu zaczęło podejrzewać, że policja tuszuje sprawę, a śledczy mają coś wspólnego z zabójstwami. Doszukiwano się również powiązań z mafią.

Do sprawy wrócono ponownie w 2016 roku. Najpierw anonimowy mężczyzna za pomocą wykrywacza metali znalazł młotek w pobliżu Keddie. Był on taki sam, jak ten, którego kradzież zgłosił Marty. Szeryf Gamberg ponownie przejrzał akta i raporty. W dokumentacji znalazł nieotwartą kopertę, w której była kaseta – jak się okazało z nagraniem połączenia z 1984 roku. Zarejestrowany głos informował o szczątkach Tiny. Śledczy uważają, że lokalni mieszkańcy widzieli o wiele więcej niż mówią i bardzo możliwe, że w całej zbrodni uczestniczyło więcej niż dwie osoby. Również terapeuta, który po zbrodni przesłuchiwał Marty’ego zaczął przypominać sobie pewne fakty. Przyznał, że mężczyzna powiedział, że „zajął się matką i córką, ale do chłopców nic nie miał” oraz że oszukał wykrywacz kłamstw.

Wielu zadaje sobie również pytanie, dlaczego do sprawy dołączyli agenci Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych, a Marty, jego żona i Bo nigdy nie zostali aresztowani. Czy władze miały interes w obronie głównych podejrzanych albo były zastraszone przez mafię? Czy oskarżenia o korupcję są zasadne? W 2004 roku Cabin 28 została rozebrana, co dodatkowo utrudnia odnalezienie odpowiedzi na te wszystkie pytania, tym bardziej, że raporty zawierają sprzeczności, fałszywe zeznania, a niektóre dowody… zniknęły. „Bo” zmarł w 1988 roku, chociaż przez jego kontakty z mafią wielu uważa, że sfingował własną śmierć. Marty również już nie żyje. Pomimo wcześniejszych nieprawidłowości, ignorancji i zaniedbań ci, którzy od lat starają się odkryć prawdę czują, że są bliżej jej poznania niż kiedykolwiek wcześniej.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...