Zamieszki z udziałem skrajnej prawicy i lewicy w USA. Rozpędzony samochód wjechał w tłum demonstrantów, są zabici

Rozpędzony samochód wjechał w tłum w CHarlottesville w USA.
Rozpędzony samochód wjechał w tłum w CHarlottesville w USA. Fot: Twitter / Zain Khan
Z jednej strony był tłum "białych nacjonalistów", którzy protestują przeciwko planom usunięcia pomnika generała Roberta E. Lee, z drugiej lewicowi aktywiści i czarnoskórzy członkowie ruchu Black Lives Matter. Doszło do do regularnej walki ulicznej, a w pewnym momencie w tłum wjechał rozpędzony samochód. W mieście ogłoszono stan wyjątkowy.

Skrajna prawica, która sama siebie nazywa "białymi nacjonalistami" walczącymi o prawa dla białych, demonstrowała przeciwko planom zdemontowania pomnika generała Roberta E. Lee, dowódcy wojsk Konfederatów z czasów wojny secesyjnej. W Charlottesville urządzili przemarsz przez miasto. Były pochodnie i hasła "nie zastąpicie nas".
Z drugiej strony stanęli lewicowi aktywiści i członkowie organizacji walczących o prawa czarnych mieszkańców USA. Doszło do starć, w których obie strony używały gazu pieprzowego, kijów, niektórzy z demonstrantów mieli nawet kaski na głowach. Władze miasta, które oskarżają skrajną prawicę o sprowokowanie zajść, zdelegalizowały zgromadzenie skrajnej prawicy, ogłosiły stan wyjątkowy w mieście i wysłały na ulice setki policjantów. Aresztowano kilku co bardziej krewkich demonstrantów.
W trakcie starć doszło do dwóch tragedii. W pewnym momencie rozpędzony samochód wjechał w tłum, a konkretnie w osoby protestujące przeciw zgromadzeniu nacjonalistów. Zginęła jedna osoba, 35-letnia kobieta, a kilka zostało rannych. 20-letni kierowca został aresztowany, usłyszał zarzut morderstwa drugiego stopnia. Podczas akcji policyjnej rozbił się też policyjny śmigłowiec, dwóch członków załogi zginęło na miejscu. Władze Charlottesville podają też informację o 35 osobach rannych w wyniku wczorajszych starć.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...