Wstydliwy grzech z polskich parkingów, który najczęściej zdarza się kobietom. Często kończy się na policji

Mężczyznom to się raczej nie zdarza. To kobiety najczęściej zapominają, gdzie zaparkowały, a potem "robią dym".
Mężczyznom to się raczej nie zdarza. To kobiety najczęściej zapominają, gdzie zaparkowały, a potem "robią dym". Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Na kilometr pachnie to szowinistycznym stereotypem. Ale cóż począć, skoro właściwie każdy, kogo się o to zapyta, potwierdzi, że coś na rzeczy jest. To zdarza się i blondynkom, i brunetkom. Blondynom i brunetom raczej rzadko. A jeśli już, to zazwyczaj luki w pamięci da się logicznie wytłumaczyć zbyt dużą dawką procentów. Fakt – jeśli ochrona w jakimś centrum handlowym dostaje zgłoszenie, że ktoś nie może znaleźć samochodu, to niemal na pewno osobą zgłaszającą jest kobieta. Podobne doświadczenia mają też policjanci.

Parę dni temu na policję w Węgorzewie zadzwoniła 51-letnia kobieta, zgłaszając kradzież swojego Chryslera. Funkcjonariusze sprawę potraktowali poważnie, do akcji skierowano kilka patroli. Policjanci z prewencji i kryminalni rozpoczęli poszukiwania i... po kilkudziesięciu minutach znaleźli auto. Ani śladu włamania. Znaczy – żadnej kradzieży nie było. Tyle że samochód stał przy innej ulicy niż wydawało się jego właścicielce.

51-letnia mieszkanka powiatu węgorzewskiego twierdziła, że zaparkowała na jednym z parkingów w mieście i udała się załatwiać swoje sprawy. Gdy wróciła, z przerażeniem odkryła, że auta nie ma. Natychmiast zgłosiła sprawę na Policję. Po kilkudziesięciu minutach od zgłoszenia, funkcjonariusze odnaleźli zaparkowany samochód na pobliskiej ulicy. Pojazd był pozamykany i nie nosił śladów uszkodzenia. Jak się okazało do żadnej kradzieży nie doszło. Po prostu 51-latka zapomniała, gdzie zaparkowała swoje auto.

Kobieta bardzo ucieszyła się z odzyskania samochodu i podziękowała policjantom za pomoc.
Czytaj więcej

Komenda Powiatowa Policji w Węgorzewie
I rzeczywiście – cała sprawa zakończyła się na podziękowaniach. Policja nie uznała, iż było to "zawiadomienie o niepopełnionym przestępstwie" (zagrożone karą do 2 lat więzienia – przyp. red.), bo w tym wypadku nie ma mowy o działaniu umyślnym. – Ta pani żadnych konsekwencji za to zgłoszenie oczywiście nie poniesie, ponieważ było to działanie nieświadome. Po prostu zapomniała, gdzie zostawiła samochód. Każdy może się pomylić i nie pamiętać, gdzie zaparkował. To nie jest karane – tłumaczy w rozmowie z naTemat mł. asp. Agnieszka Filipska z komendy policji w Węgorzewie. Informuje przy tym, że jest to drugie takie zdarzenie, jakie pamięta ze swojej pracy w policji. Poprzednim razem też to kobieta twierdziła, że padła ofiarą złodziei, a tymczasem auto stało sobie w innym miejscu.



Takich historii zresztą jest "na pęczki". Niemal identyczne zgłoszenie również parę dni temu mieli policjanci z Ostrowa Wielkopolskiego. Tam jeszcze szybciej udało im się ustalić, że samochód nie został skradziony, tylko właścicielka nie pamiętała, gdzie pojazd zostawiła. Bo sama sobie przypomniała...

Kobieta zgłosiła kradzież auta. W rzeczywistości zapomniała gdzie je zaparkowała...

Opublikowany przez OSTROW24.tv na 10 sierpnia 2017
Czyżby naprawdę tylko kobiety zapominały, gdzie parkują? No, nie. Ale takich przypadków w policyjnych kronikach jest tyle, co kot napłakał. Parę miesięcy temu w Kaliszu 72-letni mężczyzna rano zajrzał do garażu, z przerażeniem stwierdził, że w środku nie ma jego opla i zadzwonił na policję. Po godzinie okazało się, że dzień wcześniej zostawił auto koło targowiska, zrobił zakupy a do domu wrócił pieszo, zapominając o samochodzie. W tym przypadku trudno karać starszego mężczyznę za to, że zawiodła go pamięć. Choć czasem...

Trzy lata temu w Wiśle policja też otrzymała telefon ze zgłoszeniem, że samochód został skradziony. Tu jednak przyczyną "cudu niepamięci" był alkohol. No i zgłaszających spotkały prawne konsekwencje.

Za bezpodstawną interwencję odpowie dwóch mężczyzn, który powiadomili policję twierdząc, że w Wiśle skradziono im samochód. Obaj byli pijani, lecz zdarzenie mundurowi potraktowali poważnie i wszczęli poszukiwania pojazdu. Skoda odnalazła się wczoraj. Okazało się, że auto było w warsztacie samochodowym. Zgłaszający kradzież mężczyźni zapomnieli, że podczas libacji alkoholowej zamówili usługę holowania pojazdu, który uległ awarii. Czytaj więcej

Komenda Powiatowa Policji w Cieszynie
To jednak raczej wyjątki, co potwierdzają też ochroniarze pracujący w dużych centrach handlowych. W nich wręcz nie ma dnia, aby nie zgłosił się ktoś, kto na wielopoziomowym parkingu nie może odnaleźć swojego samochodu. I właściwie zawsze o pomoc proszą panie. Na szczęście jest monitoring i wszystko w miarę łatwo można ustalić. Ale dlaczego to kobietom zdarza się częściej? To już jest trudniejsze do ustalenia.

Zgłosiła kradzież BMW, ale zapomniała, że sama je przeparkowała "Ukradli mi bmw!" - takie zgłoszenie otrzymał dyżurny...

Opublikowany przez Zachodniopomorskie Info na 12 czerwca 2017
Michał Fiedorowicz z Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej Polskiej Akademii Nauk w naukowym miesięczniku "Focus" rozgryzał temat GPS-u w głowie. Z jednej strony przytaczał wyniki badań, które wskazywały, że płeć ma bardzo duże znaczenie w kwestii orientacji w terenie. Z drugiej – przedstawiał opinie, że to wszystko zależy głównie od tego, jak mózg jest "wyćwiczony".

Moją intuicję potwierdziły badania, które przeprowadził Matthias Riepe z Uniwersytetu w Ulm. Uczestnicy jego eksperymentu musieli znaleźć wyjście z labiryntu w jak najkrótszym czasie. Mężczyznom wyjście z pułapki zajęło średnio 2 minuty i 22 sekundy, kobietom zaś – 3 minuty i 16 sekund. Okazuje się też, że u obu płci w odmienny sposób pracował mózg. U mężczyzn szczególnie aktywna była lewa część hipokampu (element kory mózgowej odpowiadający m.in. za pamięć – przyp. naTemat), w której, jak się przypuszcza, powstaje mózgowa mapa okolicy, stopniowo uzupełniana nowymi informacjami. U kobiet z kolei uaktywniał się fragment kory mózgowej, która zarządza pamięcią wzrokową. W praktyce oznacza to, że kobiety, wybierając trasę, orientują się przede wszystkim według charakterystycznych punktów terenu, mężczyźni zaś posługują się kierunkami i odległościami.

Michał Fiedorowicz "GPS w głowie, czyli skąd się bierze orientacja w terenie"
Przy czym inne badania dowiodły, że londyńscy taksówkarze mają ów hipokamp rozwinięty dużo bardziej niż statystyczny Smith. To zaś by oznaczało, że kwestia orientacji w terenie zależy przede wszystkim od tego, jak często ktoś w praktyce musi tę orientację wykorzystywać. Przyjmując takie założenie, dochodzimy do wniosku, że płeć nie ma tu większego znaczenia.

"W procesie wychowania chłopcy częściej niż dziewczynki są zachęcani do zabaw wymagających dobrej orientacji przestrzennej i dlatego potem są w tym lepsi" – wyjaśniał w "Focusie" dr Przemysław Tomalski, szef Pracowni Neurokognitywistyki Rozwojowej na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. A skoro tak, to można się obawiać, że im mniej będziemy wysilać nasze mózgi i zdawać się na GPS, tym częściej będziemy zapominać, gdzie pozostawiliśmy samochód.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...