Walczył z terroryzmem. Dziś łapie się każdej pracy, choć sąd dawno temu orzekł, że nie jest winny zbrodni wojennej

Żołnierze, którzy 10 lat temu ostrzelali Nangar Khel mają dziś wielki problem ze znalezieniem pracy.
Żołnierze, którzy 10 lat temu ostrzelali Nangar Khel mają dziś wielki problem ze znalezieniem pracy. Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta
Tomasz Borysiewicz pojechał do Afganistanu jako sierżant Wojska Polskiego. Wrócił z zarzutami prokuratorskimi, oskarżony o zbrodnię wojenną. I choć sąd oczyścił go z zarzutów, to do dziś ma problemy ze znalezieniem pracy. Wszystko dlatego, że musi pokazać zaświadczenie o niekaralności.

Nangar Khel – mała wioska, o której pewnie mało kto słyszałby w Polsce, gdyby nie zdarzenie sprzed 10 lat. Wówczas to żołnierze polscy stacjonujący w Afganistanie ostrzelali wioskę pełną cywili. Śmieć poniosło sześć osób, a trzy zostały ciężko ranne. Żołnierzom postawiono zarzut dokonania zbrodni wojennej.



Sprawa od początku miała drugie dno. Obrońcy oskarżonych stawiali argument, że wojsko decyzją Antoniego Macierewicza zostało de facto pozbawione osłony wywiadowczej, gdy więc zostali ostrzelani przez Talibów odpowiedzieli ogniem nie wiedząc o tym, że w wiosce znajdują się cywile. Sprawa ciągnęła się wiele lat. Sądy kolejnych instancji uniewinniały oskarżonych. Ostatecznie uwolniono wszystkich od zarzutu popełnienia zbrodni wojennej i skończyło się na wyrokach przestępstwa przeciwko dyscyplinie wojskowej.

Tomasz Borysiewicz musiał opuścić wojsko. Choć jest specjalistą, którego szkolenie pochłonęło miliony złotych, nie może podjąć żadnej pracy zgodnej ze swoimi kwalifikacjami. A to dlatego, że nie może uzyskać świadectwa o niekaralności. Jedyną szansę upatruje dziś w prezydencie, do którego wysłał prośbę o uniewinnienie. Jeśli Andrzej Duda nie przychyli się do prośby, weteran dalej będzie musiał imać się najgorzej płatnej pracy, by jakoś przeżyć.

źródło: wp.pl
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...