Wiceminister zdrowia: chcemy edukować chorych, żeby nie dawali się oszukiwać znachorom

Józefa Szczurek-Żelazko, wiceminister zdrowia, zapowiada walkę z hochsztaplerami wykorzystującymi chorych.
Józefa Szczurek-Żelazko, wiceminister zdrowia, zapowiada walkę z hochsztaplerami wykorzystującymi chorych. Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Chyba po raz pierwszy przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia w osobie wiceminister Józefy Szczurek-Żelazko wziął udział w konferencji, na której prelegentem był również znany znachor Jerzy Zięba. W sieci zawrzało. Jak to, wiceminister zdrowia razem ze znachorem? Okazuje się, że pani wiceminister stawiła się na konferencji, żeby dementować nieprawdziwe teorie tzw. medycyny alternatywnej. W rozmowie z naTemat tłumaczy, dlaczego przedstawiciele resortu powinni uczestniczyć także w takich spotkaniach.

Pani Minister dlaczego bierze Pani udział w konferencjach, na których występuje też znachor Jerzy Zięba? Chodzi mi dokładnie o udział w VII Międzynarodowym Interdyscyplinarnym Seminarium Naukowym Idee - Człowiek - Filozofia w Starym Sączu, w części poświęconej zdrowiu?



Poszłam na tę konferencję z premedytacją. Nie możemy, jako przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia, pozostawać bierni w obliczu szkodliwych dla społeczeństwa działań znachorów czy osób niewystarczająco przygotowanych do wygłaszania różnych tez związanych ze zdrowiem, żeby nie powiedzieć, że w ogóle nieprzygotowanych. Udział w tym spotkaniu utwierdził mnie w tym, że powinniśmy bywać na takich konferencjach i kategorycznie dementować wszelkie nieprawdziwe informacje.

Podczas tych spotkań nieprawdziwe informacje przekazywane są z takim przekonaniem i umiejętnością oddziaływania na ludzi, że ci ludzie w pewnym momencie zaczynają wątpić w medycynę opartą na faktach, nauce. W to co jest uznawane na całym świecie i potwierdzone naukowo. Dlatego musimy działać, nie możemy udawać, że nie docierają do nas wypowiedzi różnych - nie boję się użyć tego słowa - hochsztaplerów. Jeśli nie będziemy reagować, to zrobimy krzywdę naszemu społeczeństwu.
Jednak Pani obecność na takiej konferencji może być odebrana jako poparcie dla znachora. Nie obawia się Pani tego?

Zdaję sobie sprawę, że nieopatrznie może to być tak odebrane, liczyłam się z takimi opiniami. Jednak dla mnie najbardziej istotne jest to, żeby dementować już u źródła te "prawdy" i ostrzegać o niebezpieczeństwie.

Na tych spotkaniach są osoby, które często poszukują ratunku, ponieważ same ciężko chorują lub chorują ich najbliżsi. To są osoby bardzo podatne na wszelkie sugestie i naprawdę mogą zostać okrutnie wykorzystane i skrzywdzone przez różnych hochsztaplerów. Nie można oczekiwać od wszystkich ludzi, by mieli wiedzę na temat procedur leczniczych czy technologii medycznych, ale tym bardziej nie można pozwalać na szerzenie mitów dotyczących zdrowia, które mogą być nawet śmiertelne w skutkach.

Nie możemy się dystansować, tylko zajmować w takich sprawach kategoryczne stanowisko sprzeciwu. Na tym spotkaniu właśnie takie prezentowałam. Była poruszana kwestia szczepień i był oczywiście atak na Ministerstwo Zdrowia. Mówiono, że zmuszamy rodziców do szczepienia dzieci. Przywoływano jakieś domniemane dane na temat szczepień. Jak pytałam o ich źródło, to nie potrafiono go podać. W dementowaniu nieprawdziwych informacji bardzo wspierał mnie prof. Włodzimierz Dłubacz z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Myślę, że nasza obecność i prezentowane stanowiska wpłynęły na uczestników tego spotkania.

Dlaczego ludzie wierzą znachorom. Ostatnio coraz częściej słyszymy, że ludzie wolą posłuchać ich a nie lekarza?

Tak zwana medycyna alternatywna istniała od zawsze. Od wielu lat, co jakiś czas, dochodzą do nas informacje, że jakiś znachor kogoś skrzywdził. Jednocześnie w ostatnich latach nastąpił bardzo duży rozwój diagnostyki medycznej. Rozpoznajemy wiele chorób rzadkich, które do tej pory nie były identyfikowane i w wielu przypadkach medycyna zwyczajnie jeszcze nie bardzo sobie z nimi radzi. To sprawia, że pojawia się pole do działania dla tego typu osób, które zaczynają mówić np. o leczeniu wodą z pamięcią. Tymczasem psychika człowieka, szczególnie ciężko chorego, podpowiada, żeby skorzystać z wszystkich metod o których usłyszał, a które w teorii miałyby mu pomóc.

Dlatego potrzebni są fachowcy, którzy będą tłumaczyć, że możemy wiele chorób, nawet ciężkich, leczyć bardzo skutecznie, zgodnie z nauką i sztuką lekarską. Jeśli nie możemy wyleczyć choroby, to zapewniamy leczenie paliatywne, pomoc psychologiczną, ale nie można oszukiwać ludzi, że witaminą C albo wodą z pamięcią można wyleczyć z nowotworu.

Czy resort zdrowia planuje jakieś propozycje zmian prawnych, które ukróciłyby działalność oszustów, którzy namawiają chorych do korzystania z nieskutecznych, nie popartych dowodami naukowymi, a nawet szkodliwych metod leczenia?

W obecnym stanie prawnym istnieje możliwość ukarania osób, które stosują naukowo uznane metody leczenia bez stosownych uprawnień - podlega to procedurze karnej. Natomiast te wszystkie pomysły na leczenie nie poparte dowodami naukowymi wykonywane lub zalecane przez osoby bez uprawnień "wychodzą" na światło dzienne dopiero, kiedy wywołają negatywny skutek i komuś stanie się krzywda. Wtedy oczywiście sprawą zajmuje się policja, prokurator, sąd. Niestety w większości przypadków zbyt późno dowiadujemy się o tym, że ktoś poddaje się takiej właśnie "terapii”.

To jest problem, nad którym musimy się pochylić i poszukać takich rozwiązań, które pozwolą uchronić społeczeństwo przed oszustami. Oszukiwanie ciężko chorych ludzi jest absolutnie niegodziwe. Uważam, że musimy, jako przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia, kategorycznie mówić "nie” takim praktykom.

Kwestia tzw. altmedu to duży problem, bo przecież jeden ze znanych znachorów ma cały czas swój program w Polskim Radiu, mimo że resort zdrowia jest jak najbardziej przeciwny promowaniu znachorskich praktyk.

W różnych dziedzinach życia społecznego występują podobne problemy, chociażby jak oferowanie ryzykownych usług finansowych. Jednak w obszarze medycyny jest to szczególnie niebezpieczne, ponieważ dotyczy zdrowia i życia. Dlatego zwracam się z apelem także do państwa dziennikarzy o pomoc i szczególną czujność w tym obszarze. Mam nadzieję, że nasza dzisiejsza rozmowa dotrze do jak najszerszego grona osób.

Działania znachorów bywają działaniami na pograniczu, są zawoalowane, nie mają jasnych znamion czynu niedozwolonego. Dlatego często trudno im cokolwiek udowodnić, procesy trwają latami. Jeśli pacjent korzysta z porad znachorów, a jest nieuleczalnie chory i umiera, to często trudno potem stwierdzić, czy zgon nastąpił z powodu stosowania się do zaleceń znachora, czy był naturalny z powodu choroby.

Obserwujemy też niepokojący trend, w którym nieuczciwe osoby, wykorzystując nadzieję chorych na wyleczenie, są coraz lepiej wyedukowane pod kątem stosowania różnych technik manipulacji - np. mówią w taki sposób, że trudno uchwycić granicę, kiedy kończy się wypowiedź promująca zdrowy styl życia, a kiedy zaczyna się promowanie metod "leczenia” nie mających nic wspólnego z medycyną opartą na faktach.

Z punktu widzenia Ministerstwa Zdrowia jest niedopuszczalne, żeby dochodziło do takich praktyk. Polska medycyna naprawdę jest na bardzo wysokim poziomie. Nie dajmy się zwariować, mamy XXI wiek.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...