Wypadki, przeziębienia i biegunki. Różne zdrowotne historie psują nam zagraniczne urlopy i doprowadzają do bankructwa

Czasami zagraniczny urlop psuje nam choroba...
Czasami zagraniczny urlop psuje nam choroba... Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Wytęsknione i wyczekane wyjazdy wakacyjne czasami nie mają nic wspólnego ze scenariuszem, który dla nich wmyśliliśmy. Nie chodzi tu o złego organizatora wycieczki, czy słaby hotel. Niestety czasem na wakacjach dopada nas choroba, wracają dolegliwości przewlekłego schorzenia lub zwyczajnie przytrafia nam się wypadek. Najlepiej, żeby to wszystko nas ominęło. Niestety różnie bywa i warto wiedzieć jak zabezpieczyć się na taką okoliczność.

– Zaczęło się od osłabienia i bólu mięśni. Potem dołączyły się dolegliwości żołądkowe i biegunka. Najpierw myślałam, że to zwykłe zatrucie. Jednak trzeciego dnia nie byłam w stanie pójść nad morze, nie mówiąc już o dłuższych wycieczkach. Zwyczajnie nie dałam rady chodzić, miałam dreszcze, a środki przeciwbiegunkowe i elektrolity na nic się zdały. Zapadła decyzja wzywamy lekarza – opowiada Magda, która rozchorowała się podczas wakacji, które spędzała na jednej z greckich wysp.



Lekarz niezbędny
Magda zwykle na wyjazd wykupuje ubezpieczenie zdrowotne dedykowane wyjazdom zagranicznym, dlatego wizytę lekarską załatwiała przez ubezpieczyciela.

– Trochę trzeba było poczekać, ale lekarka przyszła do naszego pokoju hotelowego. Mówiła po angielsku, więc razem z mężem mogliśmy się z nią porozumieć. Powiedziała, że niepotrzebnie zwlekałam z jej wezwanie. Tłumaczyła, że w tzw. ostatniej chwili lekarza wzywają Polacy i Grecy. Dużo wcześniej robią to Niemcy czy turyści z krajów skandynawskich. Natomiast turyści z Wielkiej Brytanii leczą się z pomocą farmaceuty – opowiada nasza rozmówczyni.

Przepisane Magdzie leki zaczęły działać na tyle szybko, że mogła jeszcze skorzystać z urlopu. Choć nawet po powrocie do domu musiała trzymać ścisłą dietę. W hotelu nie było z tym problemu, bo zapobiegliwa pani doktor, która udzielała porady, zgłosiła na recepcji, że kucharz ma przygotowywać Magdzie odpowiednie jedzenie. Jej problemy spowodowała jedna z bakterii, które zwykle nie występują w Polsce, a które powodują opisywane przez nią objawy. Nie było to zwykłe zatrucie.

Sprawa została załatwiona bezkosztowo - i za lekarza, i za leki ubezpieczyciel zwrócił Magdzie pieniądze. Jednak nie zawsze jest tak kolorowo. Po pierwsze często wierzymy, że wystarczy nam w krajach europejskich karta EKUZ, żeby leczyć się bezpłatnie a wybierając się poza Europę wystarczy najtańsze ubezpieczenie.

Niestety możemy bardzo się pomylić. W niektórych krajach europejskich, mimo posiadania EKUZ za część usług będziemy musieli zapłacić (warto to sprawdzić przed wyjazdem na stronach NFZ), a znowu najtańsze ubezpieczenie komercyjne może nie pokryć kosztów leczenia poważnego zachorowania np. doznanego w wyniku wypadku. Jednak ubezpieczyciele zapewniają, że coraz więcej turystów decyduje się na komercyjną ochronę, nawet tych którzy podróżują typowo rekreacyjnie po nieodległych europejskich krajach.

Łamią kończyny przy basenie
Ewa Kłos, dyrektor Departamentu Zarządzania Produktami, TUiR Allianz Polska S.A. zauważa, że z roku na rok rośnie liczba osób wykupujących ubezpieczenie przed wyjazdem na wakacje.

– Możemy nawet mówić o dwucyfrowej dynamice wzrostów sprzedaży i podobnej w przypadku liczby telefonów z prośbą o pomoc. Dane podsumowujące lipiec pokazały, że zdecydowana większość osób (85 proc.) zwraca się do nas z prośbą o pomoc w zorganizowaniu wizyty lekarskiej i zakupie leków. Częstą przyczyną wizyty naszych klientów u lekarza są zawroty głowy, zatrucia pokarmowe oraz osłabienia. Latem klienci częściej łamią sobie kończyny na śliskich powierzchniach np. przy basenie. Zdarzają się również drobne skaleczenia do których doszło na plaży. 80 proc. Polaków potrzebowało pomocy z powodu zachorowania, a 20 proc. z powodu wypadku - wyjaśnia Ewa Kłos.

Jakie problemy związane ze zdrowiem mają polscy turyści? Nasza rozmówczyni podkreśla, że reprezentowana przez nią firma zapewnia opiekę swoim klientom właściwie nawet w najdalszych zakątkach świata.
Ewa Kłos
Dyrektor Departamentu Zarządzania Produktami, TUiR Allianz Polska S.A.

Na Sri Lance udzieliliśmy pomocy klientowi, który podczas zorganizowanego safari został zaatakowany przez bawoła. Klient doznał rozległego urazu klatki piersiowej, szyi oraz rąk. Trafił do szpitala w Kolombo, w którym został operowany. W Mongolii pomagaliśmy klientowi, który na środku mongolskiego stepu, w odległości około 800 km od Ułan Bator uległ wypadkowi motocyklowemu. Po rannego wysłana została karetka, która zabrała go do szpitala. Motocyklista miała otwarte złamanie obojczyka oraz liczne krwiaki. Transport lotniczy do Polski odbył się w eskorcie lekarza. Koszt takich interwencji liczony jest zwykle w setkach tysięcy złotych.

Ważny język
Jednak ubezpieczenie zdrowotne na nic się zda, jeśli nie będziemy mogli porozumieć się z lekarzem. Na to też ubezpieczyciele znaleźli sposób.
– W Centrum Operacyjnym, do którego dzwonią turyści potrzebujący pomocy, pracują osoby posługujące się wieloma językami np. angielskim, niemieckim, włoskim, francuskim i arabskim. Pośredniczą oni w tłumaczeniu na linii pacjent - lekarz. Nasi klienci w ramach ubezpieczenia turystycznego mają także dostęp do telefonicznej konsultacji z lekarzami pracującymi w Centrum Operacyjnym. Rozmowa z lekarzem po polsku, to bardzo popularna i często wykorzystywana usługa – wyjaśnia dyrektor.

Dodaje, że nie zauważyła, żeby Polacy dzwonili po pomoc do ubezpieczyciela w tzw. ostatniej chwili. Jej zdaniem raczej dzwonią, wtedy kiedy trzeba. Nie zauważyła też żeby próbowali nadużywać pomocy lekarskiej.

Grunt to doczytać
Jednak ubezpieczenie nie równie ubezpieczeniu. Które wybrać, a które omijać szerokim łukiem? Nie wierzmy w cudowne, najtańsze ubezpieczenia od wszystkiego, bo takich po prostu nie ma. Czytajmy przed wykupieniem warunki takiego ubezpieczenia, nie wierzmy nikomu "na słowo”. Jeśli zamierzamy spędzić urlop aktywnie, to nasze ubezpieczenie musi obejmować np. zachorowanie przy uprawianiu sportów ekstremalnych. Jeśli zamierzamy próbować lokalnych trunków, to warto zwrócić uwagę, czy nasze ubezpieczenie działa kiedy jesteśmy nietrzeźwi.

– Musimy pamiętać aby polisa była dopasowana do naszych potrzeb oraz do naszej aktywności. Innego ubezpieczenia potrzebuje rodzina z dziećmi planująca spędzić urlop na plaży, a innego np. senior chorujący przewlekle. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na zakres ubezpieczenia oraz wysokość sumy ubezpieczenia kosztów leczenia. Podstawową kwestią przy wyborze polisy jest sprawdzenie czy zawiera ona interesujące nas zwyżki np. dla osób planujących uprawianie sportów wysokiego ryzyka lub chorujących przewlekle – uważa Ewa Kłos.

Dodaje, że w firmie, którą reprezentuje są polisy z sumą ubezpieczenia na koszty leczenia i assistance od 20 do 600 tysięcy złotych. W krajach europejskich koszt podstawowej opieki ambulatoryjnej to 600-800 złotych. W momencie gdy pojawi się konieczność hospitalizacji kwota może znacznie wzrosnąć. Dlatego podróżując do krajów europejskich firma rekomenduje wykup polisy na około 200 tysięcy złotych. Stany Zjednoczone, Kanada, Australia oraz Azja, to kraje gdzie koszty usług medycznych w porównaniu do Europy Zachodniej są ogromne dlatego wybierając tak dalekie destynacje, jej zdaniem, należy wybierać polisy z najwyższymi sumami ubezpieczenia na koszty leczenia i assistance.

Wielu ubezpieczycieli ma swojej ofercie ubezpieczenia zdrowotne dedykowane wyjazdom zagranicznym, dlatego warto poszukać takiego, które jest dla nas odpowiednie i jednocześnie zabezpieczy nas przed kosztami ewentualnego leczenia a trzeba pamiętać, że mogą to być naprawdę duże sumy.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...